But I'll be cleaning up bottles with you on New Year's Day
: ndz sty 25, 2026 8:35 pm
Zaśmiała się w głos, bo lekkość z jaką stwierdził, że nie zwrócił uwagi na jej sukienkę była na swój sposób urocza. Rozbrajająca. I właściwie nawet nie mogła mu się dziwić. Przecież miała oczy, potrafiła docenić piękno drugiej kobiety – jednocześnie nie czując do niej żadnego pociągu – i wiedziała, że Ruth była piękna. Głupia, nie za bystra i trochę pusta (co bez skrępowania i z czystą złośliwością Love stwierdzała po tych paru sekundach spędzonych w jej towarzystwie – bardzo sprawiedliwe!), ale zdecydowanie piękna. Tak obiektywnie piękna i szczerze mówiąc dużo ładniejsza od Love, więc to wszystko, co się działo i co mówił… niewątpliwie dodawało jej parę punktów pewności siebie. A przecież i tak nie miała z nią większych problemów.
- Niczego nie sugerowałeś – wymamrotała, ewidentnie mu w to nie wierząc i nie mając z tym najmniejszego problemu. Głównie dlatego, że chciała iść z nim na randkę. Nierozsądne, może trochę naiwne… ale nie potrafiła nic na to poradzić. Siedział zbyt blisko, uśmiechał się zbyt ładnie, jego perfumy intensywnie uderzały w jej nozdrza, a wypity alkohol powoli zaczynał szumieć jej w głowie. Zdrowy rozsądek, a raczej jego resztki, zaczął ją opuszczać. Chyba właśnie dlatego wspomniała o randce z politykiem. Obserwowała przy tym jego reakcję, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, gdy Joel nagle wstał od baru. Czy sobie dopowiadała? Czy za dużo sobie wyobrażała? Czy może naprawdę nie chciał słuchać o przystojnych senatorach?
Oh, przestań!
W myślach się skarciła, ale jednocześnie nie mogła przestać się uśmiechać, gdy trzymając męską dłoń podążała za nim na parkiet. Wzbudzał zainteresowanie, trudno było mu się nie wyróżniać z tłumu, więc czuła na sobie spojrzenia niektórych ludzi, których mijali… i znowu czerpała z tego satysfakcję. Cholerną.
Jeszcze większą poczuła, gdy usłyszała jego słowa wyszeptane prosto do jej ucha. Śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa i podniosła wzrok, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Na ułamek sekundy znowu rozproszyły ją jego wargi, ale odzyskała rezon… przynajmniej na moment – Możemy udawać, że to najwolniejsza piosenka świata, żebyś nie musiał się nadwyrężać. – rzuciła swobodnie, cień uśmiechu przemknął przez jej wargi, ale zanim zdążył jej odpowiedzieć, a ona pomyśleć – wspięła się na palce, żeby sięgnąć jego twarzy, położyła dłoń na jego policzku i pocałowała go – Nie chciałam czekać do północy. – bo chociaż godzina zero zbliżała się wielkimi krokami to Roderick nie należała do najbardziej cierpliwych - A tym bardziej do tej randki, na którą mnie zabierzesz.
Joel Delaney
- Niczego nie sugerowałeś – wymamrotała, ewidentnie mu w to nie wierząc i nie mając z tym najmniejszego problemu. Głównie dlatego, że chciała iść z nim na randkę. Nierozsądne, może trochę naiwne… ale nie potrafiła nic na to poradzić. Siedział zbyt blisko, uśmiechał się zbyt ładnie, jego perfumy intensywnie uderzały w jej nozdrza, a wypity alkohol powoli zaczynał szumieć jej w głowie. Zdrowy rozsądek, a raczej jego resztki, zaczął ją opuszczać. Chyba właśnie dlatego wspomniała o randce z politykiem. Obserwowała przy tym jego reakcję, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, gdy Joel nagle wstał od baru. Czy sobie dopowiadała? Czy za dużo sobie wyobrażała? Czy może naprawdę nie chciał słuchać o przystojnych senatorach?
Oh, przestań!
W myślach się skarciła, ale jednocześnie nie mogła przestać się uśmiechać, gdy trzymając męską dłoń podążała za nim na parkiet. Wzbudzał zainteresowanie, trudno było mu się nie wyróżniać z tłumu, więc czuła na sobie spojrzenia niektórych ludzi, których mijali… i znowu czerpała z tego satysfakcję. Cholerną.
Jeszcze większą poczuła, gdy usłyszała jego słowa wyszeptane prosto do jej ucha. Śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa i podniosła wzrok, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Na ułamek sekundy znowu rozproszyły ją jego wargi, ale odzyskała rezon… przynajmniej na moment – Możemy udawać, że to najwolniejsza piosenka świata, żebyś nie musiał się nadwyrężać. – rzuciła swobodnie, cień uśmiechu przemknął przez jej wargi, ale zanim zdążył jej odpowiedzieć, a ona pomyśleć – wspięła się na palce, żeby sięgnąć jego twarzy, położyła dłoń na jego policzku i pocałowała go – Nie chciałam czekać do północy. – bo chociaż godzina zero zbliżała się wielkimi krokami to Roderick nie należała do najbardziej cierpliwych - A tym bardziej do tej randki, na którą mnie zabierzesz.
Joel Delaney