-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Sylwester. 31 grudnia 2024. Toronto.
Gdy znajoma powiedziała jej i zaproszeniach - nie była przekonana. Coś jej mówiło, że to mogło się skończyć bardzo, bardzo źle i wcale nie chciała się bawić w towarzystwie całej śmietanki towarzyskiej Toronto. Lubiła imprezy, może nawet bardziej niż powinna, ale czy takie? Z drugiej strony alternatywą było samotne siedzenie w domu albo smętna domówka na przedmieściach. Więc podjęła decyzję. Założyła wystarczająco krótką sukienkę i wystarczająco wysokie obcasy, żeby odnaleźć się w towarzystwie i razem z koleżanką pojawiła się w klubie. I wystarczyło zaledwie kilka drinków, żeby się rozluźniła i przestała myśleć, że wcale nie chciała tu być.
Zaczęła się dobrze bawić.
Nie wiedziała do końca kim był facet, którego dłonie czuła na swoich biodrach, a którego ciepły oddech muskał jej szyję. Influencer? Bogaty dzieciak bogatych rodziców? Przedsiębiorca? Sportowiec? Znajomy kogoś istotnego? A może znalazł się tu trochę przypadkiem jak Love? Opcji było mnóstwo, ale właściwie nie miało to większego znaczenia, gdy potrafił tańczyć, chociaż jego obłapiające ją dłonie zaczęły ją trochę męczyć. Chyba właśnie dlatego rozejrzała się po tłumie, jej wzrok przesunął się w kierunku baru - prawdopodobnie licząc, że zobaczy tam przyjaciółkę i będzie mogła się ewakuować. A może podświadomie wiedziała, że jej tam nie będzie i że trafi na jego spojrzenie.
Nie wiedziała, że tu będzie - nie pytała. To przecież nie była relacja, w której pytasz o plany na sylwestra. Spotkali się kilka razy i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie było miło. Było. To dlatego teraz wzdłuż jej kręgosłupa przemknął dreszcz, a kącik ust drgnął w kierunku uśmiechu. I wtedy jej partner ją obrócił, przyciągnął do siebie, a jego dłonie jeszcze pewniej przesunęły się po jej ciele. W jej głowie pojawiła się niepokojąca myśl - to nie jego dłonie chciała na sobie czuć. Kiedy jednak znowu spojrzała w kierunku baru - Joela już tam nie było. Szlag.
Potrzebowała jeszcze chwili lub dwóch, żeby uwolnić się od towarzystwa natręta, którego towarzystwo nagle stało się ciężkie do zniesienia. Sama dotarła do baru, zamówiła drinka i rozejrzała się za przyjaciółką. Ta… tylko, że wcale nie. I kiedy obracając się wpadła na dobrze zbudowaną męską postać i musiała zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - na jej twarzy znowu pojawił się uśmiech.
- Zaskakujące spotkanie, Delaney - na pewno…
Joel Delaney
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Przez ten brak humoru wcale nie miał ochoty imprezować w sylwestra. Tak właściwie, to wyszedł z domu tylko za sprawą kumpli z drużyny, którzy już od dawna suszyli mu o to głowę. I tak znalazł się w jakimś fancy klubie nocnym, przepełnionym i dusznym, obstawionym ochroniarzami i z zakazem robienia zdjęć.
Pokręcił się trochę, przywitał ze znajomymi twarzami i zasiadł przy barze, gdzie bardzo szybko przykleiła się do niego jakaś długonoga blondynka. Nie był nią szczególnie zainteresowany, ale to zdawało jej się ani trochę nie przeszkadzać. Szczebiotała jak najęta swoim wysokim głosikiem, a Joel siedział na stołku barowym przodem do bawiących się ludzi, nonszalancko opierając się łokciem o blat za sobą i popijając obrzydliwie drogą whisky z kostką lodu.
Przesuwał lekko znudzonym spojrzeniem po tłumie przed sobą do momentu, aż dostrzegł ją. Momentalnie zmarszczył brwi i zaczął obserwować, jak jej ciało wije się w rytm muzyki, a obce męskie dłonie łapczywie je dotykają. Poczuł delikatne ukłucie… irytacji, ale nawet nie drgnął, aż ich spojrzenia w końcu się ze sobą skrzyżowały. Nie spodziewał się jej tutaj. Na pewno nie w towarzyskie jakiegoś nadzianego dzieciaka.
Kontakt wzrokowy zaraz się urwał, a Joel poczuł damskie dłonie oplatające jego ramię na wysokości bicepsa. Przeniósł spojrzenie na w dalszym ciągu siedzącą obok blondynkę i wstał. Była jak natrętna mucha, która nie robiła nic złego, ale denerwowała samą swoją obecnością. A on nie zamierzał tego dłużej znosić.
Odstawił pustą szklankę na bar i stwierdził, że to dobry moment, żeby pójść do toalety. Przedarcie się przez ludzi zajęło mu chwilę, a gdy wrócił, blondynki już nie było. Ale był za to ktoś inny. Zatrzymał się tuż za Love i pozwolił jej na siebie wpaść, gdy się odkręcała. Nie cofnął się ani o krok, za to popatrzył przez chwilę na jej twarz, a kącik jego ust drgnął ku górze.
- Nie wiedziałem, że lubisz młodszych. To bananowy dzieciak, ale jeździ ładną, niebieską corvette. Trochę ci zazdroszczę, też bym się przejechał - powiedział, po czym puścił ją i wyprostował się, by znowu spojrzeć prosto w jej ciemne oczy, a na jego usta wkradł się zadziorny uśmieszek.
Love Roderick
-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy nie tylko nie pozwolił jej się od siebie odsunąć, a wręcz zmniejszył między nimi dystans. Oparła dłoń na jego klatce piersiowej, a palce lekko zacisnęła na koszuli, gdy ciepło jego oddechu musnęło jej policzek. Szlag. Zdecydowanie zaschło jej teraz w ustach, ale nie zamierzała sprawić mu tej przyjemności odpowiedzią.
- Strasznie słaba ze mnie blachara… – rzuciła, nawet na moment nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego. Przy okazji nie kłamała, nie znała się na samochodach i było to ostatnie czym można jej było zaimponować. Zdecydowanie bardziej lubiła ludzi z pasją i talentem, którzy jednocześnie potrafili zrobić z tego użytek. Tak jak Delaney – Ale jeśli jeszcze na niego wpadnę mogę mu o tobie powiedzieć, że no wiesz… przejechałbyś się. Jestem pewna, że koniec końców wolałby za pasażera gwiazdę sportu, mógłby się chociaż znajomym pochwalić. Kolejna łatwa dziewczyna nie robi już na nikim wrażenia. – wzruszyła lekko ramieniem i uśmiechnęła się pod nosem.
Nie lubiła młodszych, ani nie była szczególnie łatwa. Chociaż…
Przed oczami przemknęły jej krótko ich ostatnie spotkania, lekko zagryzła wargę i już miała się odezwać, gdy nagle obok nich zmaterializowała się podekscytowana blondynka, która kilka chwil wcześniej wypełniała sobą jego przestrzeń. Zupełnie zignorowała obecność Love, co na swój sposób nie było szczególnie zaskakujące, bo ze swoim wzrostem modelki mogła jej nawet nie zauważyć. Znowu zawiesiła się na ramieniu Joela i próbowała go przekonać, że powinni się przenieść do strefy VIP, bo wszystkie dziewczyny tam poszły i jego kumple z drużyny również!
Kolejna łatwa dziewczyna nie robi już na nikim wrażenia.
Love starała się powstrzymać rozbawienie, jednocześnie nawet na moment nie spuszczając wzroku z Joela, bardzo ciekawa jego reakcji i decyzji, którą podejmie. Wróć. Jakiej decyzji? Czy dostał alternatywę? Zdała sobie sprawę, że zupełnie naturalnie uznała, że skoro tu na siebie wpadli to dotrzyma jej towarzystwa. Może to strasznie naiwne z jej strony?
- To okazja, której chyba nie można przepuścić. A ja chyba będę wracała na parkiet, więc… miło było cię spotkać, Delaney? – dlaczego zapytała? Dlaczego w jej słowach znalazła się nuta propozycji?
Joel Delaney
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Jeśli jeszcze na niego wpadniesz? Myślałem, że przyszliście razem. Jesteś tutaj sama, Love? - zapytał. I wcale nie chodziło mu o to, że potrzebowała kogoś, by wbić się do klubu, tylko na imprezy takie jak ta dziewczyny raczej… nie przychodziły same. Jak już to przynajmniej z przyjaciółką. - Poza tym, wolę towarzystwo ładnych brunetek, niż rozpieszczonych dzieciaków - dodał, przechylając głowę na bok. Wtedy jak na złość pojawiła się koło nich długonoga blondynka. Joel miał naprawdę szczerą nadzieję, że udało mu się zgubić ją na nieco dłuższą chwilę, bo choć miała piękną buzię i nienaganną figurę, to irytowała go tak bardzo, że nie mógł jej już dłużej słuchać. I ewidentnie nie przyszła tutaj tylko po to, żeby potańczyć.
Był o włos od przewrócenia oczami, gdy znowu uwiesiła mu się na ramieniu, ale finalnie tego nie zrobił. Westchnął głęboko i popatrzył na nią z politowaniem w oczach, uśmiechając się jak do dziecka, które nie zbyt wiele jeszcze rozumie.
- Ruth, skarbie. Idź i przypilnuj, żeby czekała na mnie szklaneczka whisky. Niedługo przyjdę - powiedział, cofając się o krok i delikatnie wyswobadzając swoją rękę z jej długich palców zakończonych ostrymi paznokciami. Blondynka zrobiła smutną minkę, ale szybko dodała, że będzie na niego czekać i pomknęła w stronę ich zarezerwowanej loży. Popatrzył za nią przez chwilę, jakby upewniając się, że nie zawróci i przeniósł spojrzenie na Roderick.
- Nie patrz tak na mnie, na trzeźwo wydawała się mądrzejsza - wzruszył ramionami, widząc jej rozbawione spojrzenie. Tak właściwie, to nawet nie wiedział, kto tę dziewczynę tutaj zaprosił, ale miał pewien typ wśród swoich kolegów.
- Daj spokój, Love. Skoro już postanowiłaś naruszyć moją przestrzeń osobistą i na mnie wpaść… - zrobił krótką przerwę, podczas której nieświadomie zjechał spojrzeniem na jej usta. Ale tylko na krótką, chwilę. Miał problemy z koncentracją. - To teraz musisz napić się ze mną sylwestrowego drinka. Ja stawiam - dodał i wskazał gestem dłoni dwa, wolne stołki barowe tuż za nimi. Gdy się zgodziła, usiadł na jednym z nim i zwrócił na siebie uwagę barmanki, prosząc o to co zwykle, po czym pozwolił Love zamówić to, na co miała ochotę. Wtedy odwrócił się do niej przodem, siedząc teraz bokiem do baru i oparł łokieć na blacie. Taksował ją swoimi brązowymi oczami, bezwstydnie błądząc po jej twarzy.
- Do twarzy ci w tej sukience - stwierdził, a jego myśli niebezpiecznie zaczęły zbaczać na inne tory, zastanawiając się, co ma pod nią. Nie potrafił tego powstrzymać, a wypity alkohol tylko… potęgował jego wyobraźnię.
Love Roderick
-
This is my resting Grinch face
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Moja znajoma załatwiła wejściówki, gdzieś się tu kręci… szuka bogatego męża, albo przynajmniej chłopaka. – wzruszyła beztrosko ramionami, bo biorąc pod uwagę, że nie mogła jej namierzyć przy barze, ani nie widziała jej chwilę wcześniej na parkiecie… musiała sobie znaleźć towarzystwo. Więc może jednak Love była sama?
W odróżnieniu od niego! Aczkolwiek była pod wrażeniem jak sprawnie poszło mu pozbycie się blondynki… aż zrobiło jej się trochę żal. Odrobinę. W końcu to nie jej wina, że nie była zbyt bystra, albo przynajmniej była za mało spostrzegawcza, żeby zobaczyć na twarzy Joela to, co dla Roderick w tym momencie było oczywiste. Blondynka nie stanowiła dla niej zagrożenia.
- Mądrzejsza. – no na pewno! – Ale nie jest ładną brunetką, z którą to podobno wolałbyś spędzać czas. – dodała przekornie z błyskiem w oku, bo tak… nawet jeśli kolorem włosów i bystrością umysłu – wygrywała – I nie wpadłabym na ciebie, gdybyś nie naruszał mojej przestrzeni osobistej, oboje dobrze wiemy, że nie znalazłeś się za mną przez przypadek. – bo mogła na niego wpaść, ale nie wierzyła, że to było tylko i wyłącznie szczęśliwe zrządzenie losu. Nie. Ona sama specjalnie przeszła w pobliże baru, a on ją przy nim odnalazł… oboje temu przypadkowi pomogli. I zabawne, ale to powodowało śmieszny dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa, gdy tylko o tym pomyślała. Ani przez moment nie planowała się też bronić przed przyjęciem jego zaproszenia – zajęła miejsce przy barze, zamówiła to samo co Joel i poprawiła sukienkę na udach. Akurat, gdy się odezwał…
Podniosła wzrok, odnalazła męskie spojrzenie a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu.
- Jeśli nie będziesz miał lepszych planów na resztę wieczoru… po północy zamierzałam stąd uciekać, możesz do trzymać mi towarzystwa i pomóc się z niej rozebrać. – rzuciła swobodnie, wzruszyła lekko ramionami jakby mówiła o najbardziej oczywistej z oczywistych rzeczy. Odebrała swoją szklankę z drinkiem i lekko ją uniosła – Za przypadkowe spotkania. I za tą rozwodnioną whisky, która nie doczeka się twojej obecności w strefie vip. – dodała pół żartem, pół serio… wierzyła, że Ruth naprawdę ją dla niego zorganizowała, ale szczerze liczyła, że naprawdę zostanie tutaj z nią na tyle długo, że cały lód się w niej rozpuści, alkohol faktycznie się rozwodni, a blondynka zda sobie sprawę, że została wystawiona.
Joel Delaney