no statements tonight
: sob lut 07, 2026 5:20 pm
- No i jeszcze lepiej, bo ja lubię jak jest... trudno - powiedział powoli, a jedna jego brew skoczyła do góry. Wiadomo, że czasami każdy miał dość komplikacji i on też przeklinał w duchu, kiedy coś się wyjebało, raz, za razem, ale jednak, Madox nie lubił łatwej roboty. A to w sumie było trochę jak jego praca, dowiedzieć się kiedy i gdzie Evina Swanson zamierzała się ożenić. Już nawet się zastanawiał kogo będzie musiał podpytać, wiadomo, że zacznie od Pilar. Ale nawet nie wiedział czy się znały. Nagle go to jakoś zaciekawiło.
- Jest taki dom dziecka pod Toronto, zawsze im wpłacam pieniądze - bo to akurat była prawda. No i ostatnio też był tam ze Stewart, stąd takie skojarzenie. To nie tak, że Madox nie lubił bezdomnych piesków, ale jednak z dzieciakami zawsze miał lepszy kontakt.
- Ludzie Evie… Normalni ludzie - uśmiechnął się na jej słowa. Co prawda Madox nie był jakimś smakoszem kawy, pijał tą po kolumbijsku, kiedy musiał się skupić w robocie... Ale kiedy nie musiał, to zdecydowanie wolał na śniadanie rum.
On kurwa na każdy jeden posiłek mógłby pic rum. Chociaż z drugiej strony, to trzeba było się nawadniać, a jednak... alkohol nie był do tego najlepszy.
Chociaż ten z Medellin miał w sobie to coś. Coś, co sprawiało, że ta latynoska muzyka w tle od razu stawała się przyjemniejsza dla ucha. Jeszcze dwa kieliszki i Madox też będzie od razu jakiś bardziej przystojny...
Chociaż i tak był, a te ciemne przenikliwe oczy wciąż gdzieś błądziły po twarzy Eviny.
Na jej kolejne słowa pokiwał głową, a jeden kącik jego ust uniósł się do góry.
- Yhym… to tak jak ja - bo Madox też zawsze otaczał się ciekawymi, kolorowym i ludźmi. On w ogóle lubił ludzi, dla niego nigdy nie było jakąś trudnością zagadać do kogoś zupełnie obcego. Taki zawód w końcu...
Pełen wyzwań też. A seks, to już jeśli o Noriegę chodzi, często było kierowany przypadkiem, w całym klubie gadali o tym, że on sobie lubił na parkiecie wyrywać panienki na jedną noc. Ale nagle plotki ucichły, cóż.
Emptiness też już wiedziało, że on się kręci przy jednej policjantce, za często tu bywała, a on rzucał wszystko... dla niej.
- Jak się pracuje tak dużo jak my, to trudno gdzieś indziej - wzruszył ramionami, ale to była prawda. Uśmiechnął się znowu delikatnie słuchając słów policjantki.
- Romantycznie - stwierdził unosząc zaczepnie jedną brew - ale w zasadzie fajnie, że jesteś szczęśliwa - Madox może nie był wylewny, chujem był po prostu. Ale są ludzie którym źle nie życzył i można powiedzieć, że Evina była jedną z takich osób. Chociaż może wcale nie spotykali się co piątek na drinku. Od lat się na tym drinku nie spotkali.
- Niby tak, ale nie ma to jak domowe bandeja paisa, we wszystkich kolumbijskich knajpach podają samo gówno - nie to żeby Madox umiał je zrobić. Stewart też nie umiała. Ale pomarzyć sobie można. Aż oparł łokieć na ladzie i pochylił się w jej kierunku.
- Umiałabyś ugotować? Tam jest fasola...jajko... awokado, arepa… ryż... - tak jej zaczął wymieniać. Oni z Pilar to umieli tylko jajko i ryż, jeszcze trochę im brakowało skila. Ale jakby Evina umiała takie coś przyrządzić, to może by się kiedyś do niej wprosił... na obiad.
Dopiero kiedy zapytała o to co u niego, to się zawiesił, uniósł jedną brew. Bo akurat Madox nigdy nie opowiadał co u niego, w ogóle nie gadał o sobie, rozmowę prowadząc tak, żeby tego unikać. Może nawet dalej powinien jej opowiadać o specjałach kolumbijskiej kuchni? Zmienić temat?
Ale na tego kuszącego playboya parsknął śmiechem.
- Taką mam opinię? - puścił do niej oczko, jak na kuszącego playboya przystało i oparł się o ladę - a co słyszałaś? Co o mnie jeszcze mówią? - bo Madox zawsze był ciekawy, w Emptiness mówili różnie, często o tych jego panienka na jedną noc. Ale teraz to kurwa mówili, że się zbratał z psami. A nie powinien wcale.
Na komisariacie też nie było tajemnicą to, że on Stewart uratował przed jej popierdolonym kolegą z pracy, który się okazał zwyrolem i ją porwał. No i co? I dostał za nią na komendzie od chłopaków, bo pierwsze podejrzenia oczywiście padły na niego, a potem jeszcze cały czas o nią pytał, aż wylądował na misji pojmania Nicka Daltona. I już nikt nie uwierzy, że robił to zupełnie bezinteresownie.
Madox się za bardzo ostatnio odsłaniał, co wiązało się z pewnymi naciskami z góry.
Nie wiedział tylko ile Evina mogła słyszeć. O jego niekończących się wizytach na posterunku też?
Również uniósł kieliszek, kiedy w niego stuknęła i przechylił go od razu, a potem nawet polał po kolejnym i ten też opróżnił. To po ilu on miał się zrobić ładniejszy?
No nie ważne, ale po trzech zrobił się... trochę bardziej wylewny?
- Nie wiem ile słyszałaś Evie, ale trochę się popierdoliło - stwierdził jakby nigdy nic. I naprawdę on gadał o sobie? A przecież on nigdy tego nie robił, z nikim.
Evina J. Swanson
- Jest taki dom dziecka pod Toronto, zawsze im wpłacam pieniądze - bo to akurat była prawda. No i ostatnio też był tam ze Stewart, stąd takie skojarzenie. To nie tak, że Madox nie lubił bezdomnych piesków, ale jednak z dzieciakami zawsze miał lepszy kontakt.
- Ludzie Evie… Normalni ludzie - uśmiechnął się na jej słowa. Co prawda Madox nie był jakimś smakoszem kawy, pijał tą po kolumbijsku, kiedy musiał się skupić w robocie... Ale kiedy nie musiał, to zdecydowanie wolał na śniadanie rum.
On kurwa na każdy jeden posiłek mógłby pic rum. Chociaż z drugiej strony, to trzeba było się nawadniać, a jednak... alkohol nie był do tego najlepszy.
Chociaż ten z Medellin miał w sobie to coś. Coś, co sprawiało, że ta latynoska muzyka w tle od razu stawała się przyjemniejsza dla ucha. Jeszcze dwa kieliszki i Madox też będzie od razu jakiś bardziej przystojny...
Chociaż i tak był, a te ciemne przenikliwe oczy wciąż gdzieś błądziły po twarzy Eviny.
Na jej kolejne słowa pokiwał głową, a jeden kącik jego ust uniósł się do góry.
- Yhym… to tak jak ja - bo Madox też zawsze otaczał się ciekawymi, kolorowym i ludźmi. On w ogóle lubił ludzi, dla niego nigdy nie było jakąś trudnością zagadać do kogoś zupełnie obcego. Taki zawód w końcu...
Pełen wyzwań też. A seks, to już jeśli o Noriegę chodzi, często było kierowany przypadkiem, w całym klubie gadali o tym, że on sobie lubił na parkiecie wyrywać panienki na jedną noc. Ale nagle plotki ucichły, cóż.
Emptiness też już wiedziało, że on się kręci przy jednej policjantce, za często tu bywała, a on rzucał wszystko... dla niej.
- Jak się pracuje tak dużo jak my, to trudno gdzieś indziej - wzruszył ramionami, ale to była prawda. Uśmiechnął się znowu delikatnie słuchając słów policjantki.
- Romantycznie - stwierdził unosząc zaczepnie jedną brew - ale w zasadzie fajnie, że jesteś szczęśliwa - Madox może nie był wylewny, chujem był po prostu. Ale są ludzie którym źle nie życzył i można powiedzieć, że Evina była jedną z takich osób. Chociaż może wcale nie spotykali się co piątek na drinku. Od lat się na tym drinku nie spotkali.
- Niby tak, ale nie ma to jak domowe bandeja paisa, we wszystkich kolumbijskich knajpach podają samo gówno - nie to żeby Madox umiał je zrobić. Stewart też nie umiała. Ale pomarzyć sobie można. Aż oparł łokieć na ladzie i pochylił się w jej kierunku.
- Umiałabyś ugotować? Tam jest fasola...jajko... awokado, arepa… ryż... - tak jej zaczął wymieniać. Oni z Pilar to umieli tylko jajko i ryż, jeszcze trochę im brakowało skila. Ale jakby Evina umiała takie coś przyrządzić, to może by się kiedyś do niej wprosił... na obiad.
Dopiero kiedy zapytała o to co u niego, to się zawiesił, uniósł jedną brew. Bo akurat Madox nigdy nie opowiadał co u niego, w ogóle nie gadał o sobie, rozmowę prowadząc tak, żeby tego unikać. Może nawet dalej powinien jej opowiadać o specjałach kolumbijskiej kuchni? Zmienić temat?
Ale na tego kuszącego playboya parsknął śmiechem.
- Taką mam opinię? - puścił do niej oczko, jak na kuszącego playboya przystało i oparł się o ladę - a co słyszałaś? Co o mnie jeszcze mówią? - bo Madox zawsze był ciekawy, w Emptiness mówili różnie, często o tych jego panienka na jedną noc. Ale teraz to kurwa mówili, że się zbratał z psami. A nie powinien wcale.
Na komisariacie też nie było tajemnicą to, że on Stewart uratował przed jej popierdolonym kolegą z pracy, który się okazał zwyrolem i ją porwał. No i co? I dostał za nią na komendzie od chłopaków, bo pierwsze podejrzenia oczywiście padły na niego, a potem jeszcze cały czas o nią pytał, aż wylądował na misji pojmania Nicka Daltona. I już nikt nie uwierzy, że robił to zupełnie bezinteresownie.
Madox się za bardzo ostatnio odsłaniał, co wiązało się z pewnymi naciskami z góry.
Nie wiedział tylko ile Evina mogła słyszeć. O jego niekończących się wizytach na posterunku też?
Również uniósł kieliszek, kiedy w niego stuknęła i przechylił go od razu, a potem nawet polał po kolejnym i ten też opróżnił. To po ilu on miał się zrobić ładniejszy?
No nie ważne, ale po trzech zrobił się... trochę bardziej wylewny?
- Nie wiem ile słyszałaś Evie, ale trochę się popierdoliło - stwierdził jakby nigdy nic. I naprawdę on gadał o sobie? A przecież on nigdy tego nie robił, z nikim.
Evina J. Swanson