ODPOWIEDZ
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#22
Ask me tomorrow.
Tonight, we drink.
- Madox znowu jakieś psy o ciebie pytają - Maddie weszła do jego gabinetu jak do siebie, zawsze to zresztą robiła, więc to już nawet go nie zdziwiło. Kiedy robił coś konkretnego, to zamykał drzwi, ale tym razem nie przekręcił klucza, pewnie dlatego, że właśnie nie robił nic takiego. Skrolował coś w telefonie, chociaż kiedy blondynka stanęła nad jego biurkiem, to zaraz podniósł na nią ciemne oczy.
- Kto? - zapytał, krótko, ale Maddie zaczęła mu tłumaczyć, że nie wie, że pierwszy raz ją widzi, a do tego nie pokazała odznaki, tylko, ktoś w klubie jej szepnął na ucho, że jest z policji. Emptiness miało wiele takich długich uszu, wiele języków, które szybko docierały do konkretnych osób. A Maddie była w tym świetna, wiedziała wszystko, była w tym nawet lepsza od Madoxa, może dlatego, on tak ją przy sobie trzymał?
Wyszedł z biura i opierając się o metalową barierkę przy drzwiach, dopiero spojrzał na dół, w kierunku baru. Chwilę mu zajęło zanim ją wypatrzył, bo chociaż przecież doskonale pamiętał Evinę, to jak oni się ostatnio widzieli te kilka lat wstecz, miał pełne prawo jej nie poznać, nie od razu. Chociaż wpadli na siebie na komisariacie i wtedy ją zaprosił na drinka do Emptiness, w odruchu jakiejś nostalgii, albo może po prostu ciekawości, co u niej słychać?
Madox był ciekawski, sentymentalny mniej, a jednak ostatnio czasami wracał myślami, do tej jego dziwnej przygody sprzed prawie dziesięciu lat.
Zszedł na dół, a potem wlazł za bar. Ostatnio często to robił, wcześniej mu się nie zdarzało, a teraz on stawał za barem raz za razem, teraz też oparł się o kontuar tuż obok Eviny, żeby zaraz te ciemne tęczówki zawiesić na jej twarzy.
- Czyli jednak wpadłaś na drinka, fajnie, bo spodziewałem się, że to takie wiesz gadanie... Tak przyjdę Madox... Nigdy - przecież każdy to czasem robił, coś obiecywał, od razu nawet mając w głowie myśl, że to nigdy się nie wydarzy, a tu proszę. Swanson siedziała sobie przy barze, a Noriega miał jej chyba zrobić tego obiecanego drinka?
- Na co masz ochotę? - zapytał, ale już w ręce trzymał butelkę z rumem, bo Emptiness oprócz tego, że psy piły tu za darmo, a gangusy płacili podwójnie, ale nie za drinki, za inne rzeczy, to słynęło też z tego, że mieli tutaj najlepszy rum w całym Toronto, sprowadzany z Medellin. Jakby ktoś zapytał Madoxa, to wszystko co było z Kolumbii było jakieś dwieście razy lepsze niż tutaj w Toronto.

Evina J. Swanson
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się tego, że wpadnie na komendzie na kogoś takiego jak Madox Noriega.
W ogóle nie spodziewała się tego, że kiedykolwiek na niego wpadnie. W końcu to było ogromne miasto. Nie widziała go od lat i nawet nie była pewna czy dalej w nim przebywał. W zasadzie to dopóki go nie zobaczyła to nawet nie myślała o jego istnieniu. W końcu kiedy ostatnim razem się widzieli? Dekadę temu?
Właściwie to Evina nie miała pewności czy Madox mówił poważnie w momencie, gdy zapraszał ją na drinka do Emptiness. Mógł to być jedynie kurtuazyjnie rzucony komentarz, za którym nie kryła się żadna intencja, ale i tak zdecydowała się na to, aby chociaż sprawdzić jak wygląda klub.
Znalazła w końcu jednak jeden wolny wieczór, który mogła wykorzystać na to, aby wybrać się do lokalu. Znana już jej była jego opinia, ale nigdy nie miała większej okazji do tego, aby tam wstąpić. Śledztwa raczej nie prowadziły jej do Emptiness, a jeśli już wychodziła się napić to zdecydowanie preferowała wszelkiej maści puby.
Po wejściu do klubu musiała przecisnąć się przez tłoczącą się w nim ciżbę do baru. W końcu jednak mogła klapnąć na jednym z wolnych stołków i niemal natychmiast poczuła na sobie spojrzenie barmana, który ją namierzył.
- Co dla ciebie, piękna? - zapytał, a Swanson sobie pomyślała, że pewnie na niektóre kobiety takie teksty działały, ale na niej nie robiły większego wrażenia.
- Jeszcze nie wiem - odparła, opierając się o blat i spoglądając na mężczyznę. - Ale Madox obiecał mi drinka... Kręci się gdzieś tutaj?
Zobaczyła to jak młodzik spiął się nieco na wzmiankę o właścicielu. Po chwili podszedł do niego drugi ze znajdujących się na zmianie barman i szepnął mu coś na ucho. Dudniąca w klubie muzyka sprawiła, że Evina choćby chciała nie mogła usłyszeć tego, co odpowiedział mu konspiracyjnie stojący przed nią brunet, ale wszystko zostało skwitowane krótkim kiwnięciem głową.
Dostrzegła sporo szeptania po kątach, czuła na sobie badawcze spojrzenia, ale nie przejmowała się tym. Nie w momencie, gdy obiecano jej, że być może Madox wkrótce się pojawi i zaszczyci ją swoją obecnością. Musiała tylko odczekać swoje.
- Powinieneś dobrze wiedzieć, że nie odmawiam propozycji drinka - odpowiedziała, gdy w końcu dostrzegła postać Noriegi, który w końcu wszedł za bar i oparł się po przeciwnej stronie kontuaru.
Mógł nie zdawać sobie z tego do końca sprawy, bo ostatnim razem, gdy się widzieli Swanson nie była jeszcze aż tak rozsmakowana w alkoholu. Była po prostu mężatką z dwójką dzieci, którą pochłaniała rujnująca małżeństwo praca. Picie przyszło później, aby rozluźnić się w samotności po ciężkim dniu.
- Nie jestem wybredna, a odnoszę wrażenie, że masz jakiś pomysł na wykorzystanie tej butelki rumu - uśmiechnęła się do niego cwanie, obserwując przez cały czas uważnie jego ruchy. - Zaskocz mnie, Noriega.
Niech to będzie pewna niespodzianka. Poza tym była ciekawa jego barmańskich umiejętności, którymi mógł się teraz pochwalić i dać prawdziwy pokaz tego na co go stać.

Madox A. Noriega
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może to rzeczywiście było tylko takie zaproszenie, które miało wybrzmieć i nigdy nie dojść do skutku, bo Madox przecież często, wszystkich jak leci, zapraszał do klubu. Emptiness to było takie miejsce, gdzie on czuł się bezpiecznie, zdecydowanie bardziej niż na komisariacie, jego miejsce, chociaż... to tutaj przecież zarobił kulkę, a jednak to tutaj też na każdym kroku czaili się jego ludzie. Przepływ informacji był tutaj zdecydowanie skuteczny, co Evina zaraz mogła zauważyć. Zresztą Madox też, kiedy zanim on wyszedł od siebie, to wiedział, żeby się spodziewać policji.
Ostatnio nawet chyba wolał, kiedy pytały o niego psy, niż półświatek, bo ten drugi przychodził wyłącznie z pretensjami. Chociaż kiedy szedł na dół po metalowych schodach, to przecież już wiedział, że to wcale nie będzie rozmowa z tych, gdzie będą go przesłuchiwać. Gdzie on przy tym drinku będzie musiał się produkować, mogło być całkiem miło.
Drink, trochę powrotu do przeszłości, bez żadnego przesłuchania, czego chcieć więcej?
Madox nie chciał niczego, bo odrobina świętego spokoju, była przez niego ewidentnie wyczekana, upragniona. Chociaż czy ze Swanson na pewno będzie aż tak spokojnie? Tak jak on sobie to wymarzył? Czuł pod skórą, że nie.
- Zapamiętam to sobie, żeby zamiast jakiegoś zjemy razem kolację, od razu proponować drinka - ciemne tęczówki spoczęły na jej twarzy. Czy Madox z nią flirtował? Pewnie tak, ale on robił to tak naturalnie, odruchowo, jak oddychanie, z każdym. Nie raz mu się za to oberwało, ale czy uczył się na błędach? Nieszczególnie.
Gdy zwróciła uwagę na butelkę rumu w jego rękach, to od razu się uśmiechnął, trochę zaczepnie, ale jeśli chodzi o rzeczy, którymi Noriega uwielbiał się chwalić, to był to jego klub, jego umiejętności taneczne jeśli chodzi o salsę i rum, ten zajebisty rum prosto z Medellin, który sobie sprowadzał, a który nie każdy mógł tutaj skosztować. Wiadomo, że ta blondynka obok Eviny piła sobie mohito na zwykłym rumie, ale Swanson przecież obiecał coś wyjątkowego.
- Świetnie, nie zawiedziesz się, mamy tutaj najlepszy rum w mieście - przecież musiał się pochwalić, bo nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Też nie byłby sobą, gdyby jej nie przygotował jakiegoś drinka z tej swojej specjalnej listy, tylko dla wybranych gości. Pewnie Santa Muerte, bo zaraz przetarł ścierką wysoką szklankę ze złotym bykiem na dnie, czyli z tych dla wyjątkowych gości też, i położył ją na ladzie, a później na oko, na to swoje wyczucie, którym Madox kierował się zazwyczaj, z różnym skutkiem. Dobrym dość, bo wciąż jeszcze przecież żył. Nalewał coś do shakera w różnych proporcjach, zasypał lodem.
- A teraz ty mnie zaskocz Evie - spoufalał się? Oczywiście, że tak, bo kiedy on tego nie robił? - powiedz co słychać? Jak... mąż? - uniósł na nią spojrzenie. Słyszał, że już nie jest mężatką? A nawet może, że ma narzeczoną? Możliwe, bo Madox to jednak dużo rzeczy wiedział, ale często wiele nie dawał po sobie poznać. Zamknął shaker i wstrząsnął nim kilka razy, Madox nie robił pokazówki jak inni barmani, jakiegoś podrzucania butelkami, czy innych trików, ale wciąż w tej swojej kolorowej koszuli, z tymi widocznymi, wszędzie, tatuażami, wyglądał dobrze ze srebrnym shakerem w dłoniach.
Przelał alkohol do szklanki, do tego lód, a na wierzchu co?
Oczywiście płatek złota, na którym zawiesił spojrzenie na dłużej.
- A jak w pracy? - zapytał jeszcze podsuwając jej szklankę pod nos. Tak go to interesowało? Może. W końcu ostatnio Madox wchodził w trochę zdecydowanie bliższe układy z psami niż powinien. A może zawsze to robił?

Evina J. Swanson
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nikt poza Noriegą nie był w stanie powiedzieć, co takiego siedziało mu w głowie. Zresztą to nie było tak, że wpraszała mu się do domu. Byli w klubie. W miejscu, w które mogla przejść w teorii i bez jakiegokolwiek zaproszenia, bo wstęp jednak był wolny. O ile rzecz jasna stojący przy wejściu bramkarz nie stwierdziłby nagle, że coś mu w niej nie pasuje.
Nie miała nic przeciwko takiej scenerii. Widząc jednak obecne szeptanie po kątach miała pewne powody do tego, aby odczuwać pewien dyskomfort. Być może jej psia intuicja podpowiadała jej, że jest to zwiastun kłopotów i powinna mieć się na baczności, aby przypadkiem nie wpaść w kolejne bagno, z którego się łatwo nie wykaraska.
To miał być jednak miły wieczór. Madox wydawał się być rozluźniony. Nieco rozbawiony, ale raczej zadowolony z tego, że zdecydowała się przyjść na tego drinka i na własne oczy zobaczyć klub. Sama pewnie również mogła sobie pozwolić na odrobinę relaksu. Nie była na służbie. To było zwyczajne towarzyskie spotkanie, a jej szczerze nie obchodziło czym zajmowali się otaczający ją ludzie.
- Aż tak bardzo wybiegasz w przyszłość? Jeszcze jednego drinka mi nie zrobiłeś - zwróciła mu uwagę, podłapując jego zainteresowane spojrzenie.
Nie miała ochoty na coś konkretnego. Jeśli chodziło o alkohol to nie była szczególnie wybredną osobą i dla niej liczyło się właściwie to czy stojący przed nią drink zawierał w sobie jakiekolwiek procenty. Zresztą Była najzwyczajniej ciekawa tego, co też Noriega mógł jej zaoferować. Ktoś taki jak on z pewnością nie opuściłby okazji do tego, aby się popisać.
- To już postaram się ocenić. Zobaczymy czy twój specjalny rum nie pozostawi posmaku rozczarowania - rzuciła zaczepnie, śledząc uważnie jego ruchy.
Zbyt wiele razy słyszała podobne przechwałki w różnych kontekstach, aby wiedzieć, że były to jedynie puste słowa. Ją interesowały efekty, a nie puste obietnice składane w momencie, gdy nie miała jeszcze przed sobą szklanki. W międzyczasie starała się podejrzeć to po jakie butelki sięga mężczyzna, ale ten chyba wziął sobie do serca komentarz o tym, że ma ją zaskoczyć, bo starał się dodawać do shakera alkohol tak, aby nie zdołała się przekonać o tym jaki właściwie był pełen skład drinka.
Na chwilę przeniosła spojrzenie z dłoni Madoxa, które operowały dostępnymi za barem trunkami na jego twarz, gdy tylko usłyszała sposób w jaki się do niej zwrócił. Evie. Od dawna nie słyszała tego zdrobnienia od kogoś innego niż własnych rodziców.
- Stare kurwy nie chcą zdychać - odpowiedziała żartobliwie na jego pytanie, uśmiechając się do niego w zawadiacki sposób. - Rozwiodłam się. Dawno. Teraz planuję się ożenić na wiosnę.
O ile rzecz jasna uda im się dopiąć te wszystkie cholerne formalności związane z organizacją ślubu. Evina nienawidziła podobnych rzeczy i trudno było jej się zebrać do tego, aby siąść i zdecydować o aranżacjach kwiatowych, rozmieszczeniu gości czy innych durnych szczegółach, które w ogóle jej nie interesowały.
- W pracy jak zwykle. Sporo się dzieje - odparła lakonicznie i ujęła w dłoń elegancką szklankę, którą Madox podsunął w jej stronę. - A u ciebie? Interes się kręci?
Wolała nie mówić o pracy z większymi szczegółami. Zwłaszcza w takim miejscu jak to. Zwłaszcza komuś takiemu jak Noriega. Ograniczała się do ogólników i odwracała pytanie, aby samej skupić się na testowaniu podstawionego jej drinka. Płatek złota zdawał się zbytkiem. Nie wnosił ze sobą nic poza bardziej elegancką prezencją, a dla niej liczył się przede wszystkim smak.

Madox A. Noriega
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Emptiness zawsze żyło swoim życiem, na parkiecie pary oddawały się muzyce latynoskiej, od razu było czuć bijący stamtąd ogień, ciało, przy ciele i ta muzyka. Na piętrze siedział półświatek, loże wypchane po brzegi, tancerki i pewnie prochy, dzisiaj kulturalnie, dzisiaj bez rzucania się w oczy. Za dużo ludzi.
Przy barze mógł nawet siedzieć jakiś kolega Eviny, którego Madox nie kojarzył. Dzień jak co dzień w Emptiness. Noriega się przyzwyczaił, łapał te chwile spokoju. I dzisiaj też chciał ją złapać, chciał się po prostu napić z nią drinka.
- Lepiej w przyszłość, niż wstecz, nie? - uniósł jedną brew, zaczepnie, Madox nie był sentymentalny, a zresztą co on miał wspominać? Nie było kolorowo.
On nawet po przyjeździe do Kanady nie nosił wcale tych kolorowych koszul, miał mniej tatuaży, zwykły gnojek, który starał się nie rzucać w oczy. A teraz. Teraz rzucał się aż za bardzo. Większość ludzi go tutaj znała. Dla niektórych był tylko właścicielem tego klubu, dla innych kumplem, a dla jeszcze innych gościem, którego chętnie by zajebali, gdyby tylko nie miał jakiś układów z policją. A dla Eviny?
Na jej kolejne słowa parsknął, wywrócił tymi ciemnymi oczami, chociaż zaraz ponownie zatrzymały się na jej twarzy.
- Posmak rozczarowania brzmi tragicznie - uśmiechnął się - więc mam nadzieję, że to będzie jednak posmak zainteresowania, albo taki... chcę więcej? Jak smakuje... chcę więcej? - Madox podejrzewał, że właśnie tak, jak Santa Muerte. Chociaż... rum z Medellin, espresso, syrop z panela, kropla likieru kawowego i lód, no i ten wyjątkowy płatek złota, chyba nie klimaty Eviny? Ale skąd mógł wiedzieć, chociaż może mógł zapamiętać, jak z uporem wariatki mu powtarzała, że nie pija kawy, kiedy on jej wiecznie chciał wcisnąć taką po kolumbijsku?
Ale to już tyle lat. Za dużo. A Madox to miał jednak słabą pamięć. Po prostu jego mózg przechowywał za wiele informacji, żeby wszystko spamiętać. Proste.
A zresztą, o wielu rzeczach po prostu chciał zapomnieć. Może o tym, że Evina nie pija kawy też? Bo kto nie pija kawy?
Postawił przed nią szklankę, a jego ciemne tęczówki najpierw zatrzymały się na drinku, a później znowu odszukały jej spojrzenie.
Uśmiechnął się, bo przecież był pewny, że jej zasmakuje.
Ale czy na pewno?
Parsknął śmiechem na jej słowa, krótko, ale szczerze, oparł się o ladę po drugiej stronie.
- Słyszałem, ale wiesz chyba gdzieś się zawieruszyło moje zaproszenie, czy jeszcze nie wysyłałyście? - wiadomo, że słyszał. Wszystko słyszał, bywał na posterunku rzadko, a i tak wiedział co tam w trawie piszczy. Psiarnia po alkoholu miała długie języki, a on z kilkoma z nich upijał się dość regularnie. A jak wiadomo, faceci to dopiero uwielbiają... plotki.
Oczywiście z tym zaproszeniem to on żartował, a może ją po prostu zaczepiał.
- Stare kurwy nie chcą zdychać? - powtórzył jej słowa, kiedy powiedziała, ze w pracy jak zwykle, uniósł jedną brew i jeden kącik ust ku górze, w międzyczasie sobie robił zwykłe cuba libre, nawet bez specjalnego mieszania - to znaczy słyszałem, że Gordon przeszedł na emeryturę, jakiś nowy komendant, czy coś, ale jeszcze nie miałem z nim przyjemności... - ostatnio trochę rzadziej go wzywali, a jak przychodził na komisariat, to lądował wiecznie w sali przesłuchań, jak jakiś zbir. Taki kulturalny, młody człowiek.
Na jej pytanie o interes powiódł spojrzeniem dookoła.
- Może być, chociaż ostatnio mi się tu panoszą gówniarze z prochami, nie wiem czy wszędzie jest taki gnój? - spojrzał na nią pytająco, jakby to ona miała wiedzieć. No i do tego jeszcze miała mu powiedzieć. No na pewno.
Kiedy podniosła do ust szklankę z alkoholem, to aż wstrzymał powietrze...
Zasmakuje?

Evina J. Swanson
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Latynoskie rytmy nie były do końca jej klimatem. Nie nadawała się też do tańczenia salsy. Jej żywiołem zdawały się być bardziej bary z dobrymi rockowymi kawałkami, do których można było się luźno pobujać i wyrzucić w górę ręce z uformowanymi rogami. Wtedy raz jeszcze mogła się poczuć jak nastolatka, która szalała na koncertach, gdy tylko udało jej się wymknąć z domu i uzbierać na bilet.
- Niby tak, ale warto pamiętać o przyszłości jakby miała cię ugryźć w dupę - stwierdziła niejako przytakując na jego słowa.
Lepiej było też pamiętać komu się nadepnęło na odcisk i co zawaliło, aby przypadkiem nie władować się w coś, co mogło się skończyć źle. Błędy przeszłości miały to do siebie, że czasami potrafiły powracać w najmniej spodziewanym momencie, aby człowieka pogrążyć.
- Brzmi tragicznie dlatego liczę, że mi go nie zgotujesz - powiedziała, spoglądając na niego zupełnie jakby chciała rzucić mu wyzwanie. - Chcę więcej smakuje tak zajebiście, że nie możesz w to uwierzyć, więc postaraj się, chłopcze.
Nie miała pojęcia, co właściwie przygotowywał dla niej Noriega. Gdyby tylko udało jej się dostrzec, że trzyma w ręku coś, co miało jakikolwiek związek z kawą to od razu powiedziałaby mu, aby sobie odpuścił i przygotował dla niej zgoła coś innego, bo nie było opcji, aby jego specjał jej zasmakował. Nieważne jak bardzo by się przy tym wysilał i na jakie wyżyny wchodził. Kawa była dla niej najgorszym scenariuszem.
- Jeszcze niczego nie rozsyłałyśmy - odpowiedziała, podłapując jego spojrzenie. - Zresztą nie planujemy nic wielkiego. Tylko impreza dla najbliższej rodziny i przyjaciół. I pomimo całej sympatii chyba nie bardzo się wpisujesz w te kategorie.
Nie mówiła tego złośliwie. Po prostu stwierdzała fakt. Jeśli faktycznie chciałyby robić imprezę otwartą wtedy jak najbardziej Madox mógłby liczyć na zaproszenie, ale skoro nie chciały zbędnych tłumów to jednak facet, którego nie widziała dekadę nie bardzo pasował do tych, na których faktycznie jej w jakikolwiek sposób zależało.
Starała się też nie wnikać w to skąd właściwie mężczyzna mógł mieć informacje na temat jej życia osobistego. Nie lubiła rozprawiać z nikim w pracy o sprawach prywatnych, ale pewne rzeczy po prostu samoistnie zdawały się roznosić po terenie komendy. Mogła zatem domyślić się tego, że jeśli tylko odpowiednia osoba by sobie z Noriegą popiła to mógł się dowiedzieć praktycznie. wszystkiego.
- Żadna przyjemność. O ile na stołku zastępcy jeszcze możesz uraczyć kogoś ciekawego i przyjaznego to jednak na głównego zawsze wybierają kogoś szytego tą samą miarą... Także niby komendant nowy, ale jednak jakby stary - wyjaśniła krótko, unosząc powoli do ust szklankę z drinkiem.
Nie wyczuła jeszcze tej charakterystycznej dla kawowych napojów woni. Możliwe, że wynikało to z połączenia ich z innymi składnikami, które mogły ją maskować lub po prostu Swanson nie wysiliła na tyle węchu, aby zidentyfikować, co znajdowało się w tym jednym konkretnym miejscu.
- Prochy raczej mnie nie interesują także nie bardzo mogę ci coś powiedzieć - odparła bez większych emocji i nareszcie przechyliła szklankę na co zapewne Madox czekał w napięciu od dawna.
Nie było jej potrzeba wiele. Niemal od razu wyczuła znienawidzony smak na języku i tak szybko jak upiła drinka tak od razu wypluła go z powrotem do szklanki, którą odstawiła z hukiem na bar, starając się nie krzywić zbyt ostentacyjnie.
- No po prostu, kurwa, no nie... - stwierdziła ze zniesmaczeniem i czystą rozpaczą, bo nie była w stanie pozbyć się z języka tego przebrzydłego smaku. - Zaserwowałeś mi najgorsze ścierwo jakie mogłeś... Kawa? Serio? No kurwa... Po prostu nalej mi kilka szotów czystego rumu. Ewentualnie ukręć jakieś mojito z tego czy ki chuj. Byle nie kawa.
Na ogół Swanson nie była wybredna jeśli chodziło o alkohol, ale były jakieś granice. Bardzo jasno wytyczone granice, których nie dało się przekroczyć. Jeśli cokolwiek miało w sobie choćby odrobinę posmaku kawy to Evina zaczynała pałać do tego czystą nienawiścią.
W międzyczasie sięgnęła jeszcze bezceremonialnie po cuba libre, które sam sobie Noriega przygotował i jednym haustem opróżniła połowę szklanki, aby przykryć czymś o wiele przyjemniejszym przebrzydły smak kawy, który wydawał się przylgnąć do powierzchni jej języka niczym smoła. Obrzydliwość. Inaczej nie można było tego opisać.

Madox A. Noriega
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox sobie myślał, że ostatnio właśnie tak, przeszłość gryzła go w dupę. Już tak ładnie przecież to wszystko sobie poukładał. Już wsiąknął w ten cały półświatek do tego stopnia, że może niebawem mógłby powiedzieć, że on wcale nie prowadzi podwójnego życia, bo przecież jest już prawilnym gangusem, ale nie mógł. I ostatnio odczuwał to na karku jeszcze bardziej boleśnie, te jego układy z gliniarzami. Bardzo boleśnie. Dziurą na brzuchu na przykład.
Uśmiechnął się na to jej chłopcze, dziesięć lat temu to może rzeczywiście był takim chłopcem, gnojkiem, który uczepił się trochę starszej koleżanki po fachu. Ale od tej pory trochę się pozmieniało.
- Czyli dla tej Pani jeden drink, który smakuje tak zajebiście, że nie do wiary - rzucił jakby nie do Eviny, tylko do Laury, która stała obok, ale dziewczyna tylko uniosła jedną brew w ogóle nie widząc o co mu chodzi. Noriega tylko machnął na nią ręką. I robił ten swój popisowy drink, bazujący na ka-wie, pycha. Idealne połączenie smaków, jak widać chyba nie dla każdego takie idealne...
- No coś ty? A jak bym udawał jakiegoś twoje latynoskiego kuzyna? Może narzeczona nawet by się nie połapała? A ja dobrze umiem udawać... - akurat to pewnie wiedziała, skoro on wciąż siedział w tym klubie, a kiedyś... No kiedyś spotykali się w trochę innych warunkach, zupełnie innych, mniej tam było śmietanki towarzyskiej w postaci jakiś podejrzanych typów spod ciemnej gwiazdy. Chociaż...
Czy zakuci w kajdanki też się liczą?
Nie dość, że Madox znał ludzi, to jeszcze miał jakiś taki dziwny dar, który sprawiał, że ludzie wyjątkowo łatwo powierzali mu różne sekrety. Niby to zwykła rozmowa, a jednak on to tak prowadził, żeby dowiedzieć się zdecydowanie więcej, tego co chciał.
Podsunął jej szklankę i łokieć oparł na blacie, ułożył głowę na nadgarstku słuchając o tym nowym starym komendancie.
- No tak, to zawsze nudziarze, którym się wydaje, że są groźni - może dla niektórych byli? Dla takiego jeszcze wtedy poczciwego Nicka Daltona na przykład? Ale Madox podejrzewał, że Evina, to tam wszystkich ustawia po kątach, nawet komendanta. Policjantki to jednak były żylety. Zdecydowanie bardziej twarde niż ich koledzy po fachu. A przecież Noriega często tutaj z takimi siedział. Na drinku na przykład, ale zazwyczaj prowadząc mniej prywatne rozmowy niż ze Swanson.
Zawiesił ciemne tęczówki na jej ustach, kiedy podniosła do nich drinka, nie mogła wyczuć kawy, bo nalał jej tam dużo rumu, w pierwszej kolejności w nos uderzał ten mocny medelliński rum. Czekał na to, w napięciu. Na jakieś słowa zachwytu... Których wcale nie dostał.
Na moment zmarszczył brwi przyglądając się jej twarzy, ale finalnie parsknął śmiechem i spuścił głowę, pokręcił nią.
- Zapomniałem, że nie lubisz kawy - wzruszył przepraszająco ramionami - ale kto jej nie lubi? Narzeczona cię nie przekonała Evie? - wywrócił oczami, może nawet mu się przypomniało, jak te dziesięć lat temu chciał jej postawić kawę, i dostał kosza. No cóż. Teraz mu się przypomniało.
Zerknął na to cuba libre, które mu zabrała, ale w zasadzie nie miał nic przeciwko temu, mógł sobie zrobić nowe. Chociaż on sięgnął po jej szklankę z Santa Muerte, pewnie by je wypił, gdyby tam nie napluła, a tak tylko postawił szklankę za barem.
Na ladzie za to wylądowały dwa kieliszki i butelka rumu. Polał do nich. Może już nie chciał celować w drinki? A może zrobił to po to, żeby jednak mogła zapić smak kawy?
Uniósł jeden do góry.
- Salud! - rzucił i przechylił ten swój, trochę się skrzywił, ale akurat rum z Medellin mógł pić litrami, bez przepitki, chociaż przesunął w ich kierunku jakiś talerzyk z plasterkami cytryny i limonki, sięgnął po jeden, żeby wsadzić go sobie do ust.
Ciemne tęczówki znowu odszukały jej śliczne, niebieskie oczy. Z powrotem oparł się o ladę.
- No to opowiedz coś o twojej narzeczonej Ev - coraz krócej? Zaraz będzie E?
- Chyba nie miałem okazji jej poznać - bo Madox to by chciał wszystkich znać. Ale taka była prawda, jak on do wszystkich zaraz walił na ty, zagadywał obcych, aż dziwne, że jeszcze nie zaczepił gdzieś jej narzeczonej.

Evina J. Swanson
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sama Evina również coś o tym wiedziała. W końcu jakiś czas temu zyskała czarującego stalkera, który podrzucał jej makabryczne prezenty. W tym jeden zapakowany w wypełnioną żyletkami kopertę, przez co rozcięła sobie rękę. Mężczyzna, którego wsadziła za kratki na początku swojej kariery nagle powrócił tylko po to, aby zemścić się za te wszystkie lata spędzone w pierdlu. Ona to naprawdę miała szczęście do życiowych komplikacji.
- Zgadza się i mam nadzieję, że sprostasz wyzwaniu - rzuciła, nie wiedząc jeszcze co właściwie ją czeka.
Na wizję Noriegi udającego jej latynoskiego kuzyna jedynie się zaśmiała. Może i umiał udawać, ale nikt nie znałby go w całym towarzystwie. Poza tym nie chodziło kompletnie o to czy łączyły ich więzy krwi tylko o to jak faktycznie dobrze się znali. Nie wysyłali sobie życzeń świątecznych, nie wpadali do siebie na piwo ani nie pożyczali od siebie klucza nastawnego, kiedy coś pierdolnęło w domu, a odpowiednie narzędzia gdzieś zaginęły... Nie widzieli się od jakiejś dekady. Nie łączyła ich aż tak mocna sympatia i dlatego nie sądziła, aby faktycznie mogła go wciągnąć na tę skromną listę gości, z której wykreśliła już dziesiątki innych osób.
- Powiedzmy tak... Jeśli dowiesz się gdzie i kiedy a potem przypadkiem się zjawisz na weselu to cię nie wyproszę - powiedziała w końcu z pewnym rozbawieniem.
Czy mógłby wyciągnąć takie informacje? Może, ale musiałby się naprawdę o to postarać i zapewne dotrzeć do ich bliskiej rodziny. Nie rozpowiadały nic na temat ślubu i wesela na policji i raczej nie było opcji, aby ktoś z ich pracy poza jedną czy dwiema faktycznie godnymi zaufania osobami dostał stosowną informację i zaproszenie.
- Znasz doskonale ten typ. Nie ma co o nich gadać - stwierdziła krótko.
Może i w tym krótkim komunikacie zdradziła mu więcej niż powinna, ale z drugiej strony były to rzeczy, których łatwo się było domyślić, więc nie bardzo wiedziała na ile coś takiego mogłoby mu się przydać do niewiadomych celów.
Zdawała sobie sprawę w jak wielkim wyczekiwaniu trwał Noriega, czekając jaki też werdykt padnie w momencie, gdy nareszcie skosztuje jego drinka, który przecież miał jej zapewnić niezapomniane rozkosze oraz przeżycia smakowe jakich jeszcze nie doznała... To drugie mu się udało. Nie doznała jeszcze tak silnego uczucia ohydy.
- Ja nie lubię - odpowiedziała wprost, gdy tylko Madox wyraził zdziwienie faktem, że ktoś śmie nie lubić kawy. - Nie cierpię jej. Te najbardziej luksusowe pochodzą podobno z ziaren wysrywanych przez jakieś dziwne lemury czy inne dzikie chuje... I właśnie jak gówno dla mnie smakuje i nic tego nie zmieni.
Zaylee nawet nie próbowała tego zmienić. Czasami jedynie Swanson się skrzywiła w momencie, gdy niechcący pocałowała ją zaraz po tym jak koronerka wypiła kubek swojej nieziemsko czarnej kawy. Dlatego właśnie z rana zwykle preferowała proste całusy składane na policzku lub karku, aby uniknąć tego nieprzyjemnego posmaku.
- Salud - odpowiedziała, gdy tylko dokończyła cuba libre mężczyzny, które zgodnie z oczekiwaniami dało radę jakoś zmyć kawowy smak z języka policjantki.
Sięgnęła po kieliszek wypełniony rumem, który faktycznie cudownie rozlewał się po gardle, rozgrzewając duszę i ciało. Zdecydowanie należał do tych z najwyższej półki. Chociaż dla Swanson skutecznie można było się upić każdym alkoholem.
- A co byś chciał o niej wiedzieć? - zapytała, podłapując spojrzenie jego ciemnych oczu. - Koronerka, młodsza ode mnie o kilkanaście lat, ale pewnie to wiesz skoro słyszałeś co nieco... Charakterna. Za cholerę nie potrafi gotować, ale jest świetna w łóżku.
Nie od dzisiaj wiadomym było, że Evina raczej nie była kobietą wielu słów. W teorii powinna mieć wiele do powiedzenia na temat narzeczonej, z którą spędzała tak wiele czasu pomimo napiętych grafików, ale nie wiedziała, co konkretnie interesowało Noriegę, bo właśnie na tym chciała się skupić.

Madox A. Noriega
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”