Out of my depth
: sob sty 24, 2026 10:02 pm
Widział jak jej kącik ust znów uniósł się ku górze. Doskonale wiedział o co chodziło. Mogła sobie z niego trochę żartować, ale przecież nie wypali z tym, że ją kocha. To była ich pierwsza randka. Samo to, że się na niej pojawiła pomimo tego, że wiedziała czym jest było już sukcesem. Dla nich nawet powiedzenie, że się lubią było dość dużym krokiem. A sam Arvel? Sam nie powiedziałby, że jest w niej zakochany. Nawet nie wiedział czy kiedykolwiek w swoim życiu był pomimo swojej historii. W tym momencie wystarczało mu to, że dobrze się przy niej czuje. Cholernie go pociąga i chciałby mieć ją w swoim życiu częściej niż tylko od czasu do czasu na telefon. Chciał wiedzieć o niej więcej, spędzać więcej czasu. Może będzie z tego kiedyś coś więcej, ale teraz tak... Mógł jej tylko zaoferować te dwa wyznania. Lubią ją i bardzo mu się podoba. To będzie musiało na razie wystarczyć.
- To jest odwieczne pytanie w związkach z mundurowymi... - mlasnął sięgając po swoją lampkę wina bo temat nie był tak łatwy jakby się wydawało - Chciałbym powiedzieć, że nie musisz się martwić. Bo... Nie musisz. Ale moja praca jest miejscami niebezpieczna. Nie tylko naloty, ale śledztwa, przestępcy. Sama wiesz najlepiej. - wzruszył ramionami nie mogąc jej tak po prostu zaoferować jakiegoś komfortu psychicznego nawet jeśli by chciał.
- Jednak nie traktowałbym tego jako coś złego gdybyś się trochę o mnie martwiła. - puścił jej oczko unosząc lekko lampkę.
Nawet mu to nieco schlebiało. To znaczyło, że Darcy rzeczywiście na nim zależy. Nie jest jedynie dobrą rozrywką w łóżku, a czymś więcej. Nawet jeśli w tym momencie był bardziej przyjacielem niż prawdziwym partnerem. Do wszystkiego mieli jeszcze szansę dojść. Jemu się zdecydowanie nie spieszyło. Twierdził, że mają czas. Nie zamierzał dać się jeszcze podejść żadnemu ze swoich kontaktów. Z resztą prowadził już o wiele bezpieczniejsze interesy niż wcześniej. Teraz to rzeczywiście miało jakąkolwiek szansę by wypalić.
- Chyba wolę żebyś nazywała mnie swoim chłopakiem. Konkubent brzmi jakoś... Strasznie formalnie i jakbyśmy robili coś nieodpowiedniego. - pokręcił jedynie głową - Konkubent nie ma tego samego wydźwięku. Zobacz. Mój chłopak spuści Ci wpierdol. A. Mój konkubent spuści Ci wpierdol. Tego drugiego nie mogę wziąć na poważnie. - uśmiechnął się rozbrajająco rozpinając pierwszy guzik swojej koszuli czując się już w tym wszystkim nieco swobodniej.
- Niektórych kolegów z pracy to już pewnie znasz. - powiedział z pewnym przekąsem bo jednak wiedząc, że wielu z jego znajomych mogło widzieć ją nago...
Cóż... Nawet on i jego pewność siebie miały z tym pewien problem.
- A rodzicom? Jak mnie w sobie rozkochasz w końcu będziesz musiała ich poznać. - spojrzał na nią nieco zaczepnie.
Wiedział, że odbije piłeczkę w jego stronę. Trochę się zmieszał, nie próbował tego nawet ukryć. Przez chwilę wpatrywał się w wirujące w jego lampce wino. Logicznie to on miał trochę ciężej z jej poprzednią pracą. Na detektywów można psioczyć, ale mają swoje dobre momenty.
- Nie myślałem. - uniósł w końcu na nią wzrok - Nie myślałem, że będę chciał się z Tobą umawiać, ale co mam Ci powiedzieć... Coś mi się zmieniło. Nie chcę ani uciekać rano z twojego łóżka ani żebyś Ty uciekała z mojego. Chcę z Tobą rozmawiać a nie tylko uprawiać seks. - zaśmiał się cicho kręcąc głową bo sam nie wierzył w te słowa - Zachciało mi się być Twoim chłopakiem. - przewrócił teatralnie oczami zaraz się do niej szczerząc bez grama wstydu.
Darcy Bowman
- To jest odwieczne pytanie w związkach z mundurowymi... - mlasnął sięgając po swoją lampkę wina bo temat nie był tak łatwy jakby się wydawało - Chciałbym powiedzieć, że nie musisz się martwić. Bo... Nie musisz. Ale moja praca jest miejscami niebezpieczna. Nie tylko naloty, ale śledztwa, przestępcy. Sama wiesz najlepiej. - wzruszył ramionami nie mogąc jej tak po prostu zaoferować jakiegoś komfortu psychicznego nawet jeśli by chciał.
- Jednak nie traktowałbym tego jako coś złego gdybyś się trochę o mnie martwiła. - puścił jej oczko unosząc lekko lampkę.
Nawet mu to nieco schlebiało. To znaczyło, że Darcy rzeczywiście na nim zależy. Nie jest jedynie dobrą rozrywką w łóżku, a czymś więcej. Nawet jeśli w tym momencie był bardziej przyjacielem niż prawdziwym partnerem. Do wszystkiego mieli jeszcze szansę dojść. Jemu się zdecydowanie nie spieszyło. Twierdził, że mają czas. Nie zamierzał dać się jeszcze podejść żadnemu ze swoich kontaktów. Z resztą prowadził już o wiele bezpieczniejsze interesy niż wcześniej. Teraz to rzeczywiście miało jakąkolwiek szansę by wypalić.
- Chyba wolę żebyś nazywała mnie swoim chłopakiem. Konkubent brzmi jakoś... Strasznie formalnie i jakbyśmy robili coś nieodpowiedniego. - pokręcił jedynie głową - Konkubent nie ma tego samego wydźwięku. Zobacz. Mój chłopak spuści Ci wpierdol. A. Mój konkubent spuści Ci wpierdol. Tego drugiego nie mogę wziąć na poważnie. - uśmiechnął się rozbrajająco rozpinając pierwszy guzik swojej koszuli czując się już w tym wszystkim nieco swobodniej.
- Niektórych kolegów z pracy to już pewnie znasz. - powiedział z pewnym przekąsem bo jednak wiedząc, że wielu z jego znajomych mogło widzieć ją nago...
Cóż... Nawet on i jego pewność siebie miały z tym pewien problem.
- A rodzicom? Jak mnie w sobie rozkochasz w końcu będziesz musiała ich poznać. - spojrzał na nią nieco zaczepnie.
Wiedział, że odbije piłeczkę w jego stronę. Trochę się zmieszał, nie próbował tego nawet ukryć. Przez chwilę wpatrywał się w wirujące w jego lampce wino. Logicznie to on miał trochę ciężej z jej poprzednią pracą. Na detektywów można psioczyć, ale mają swoje dobre momenty.
- Nie myślałem. - uniósł w końcu na nią wzrok - Nie myślałem, że będę chciał się z Tobą umawiać, ale co mam Ci powiedzieć... Coś mi się zmieniło. Nie chcę ani uciekać rano z twojego łóżka ani żebyś Ty uciekała z mojego. Chcę z Tobą rozmawiać a nie tylko uprawiać seks. - zaśmiał się cicho kręcąc głową bo sam nie wierzył w te słowa - Zachciało mi się być Twoim chłopakiem. - przewrócił teatralnie oczami zaraz się do niej szczerząc bez grama wstydu.
Darcy Bowman