-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Po tym jak zakończyło się ich ostatnie spotkanie Arvel... Tęsknił. Nie tak jak kiedyś, gdy chodziło po prostu o dobry seks i zaspokojenie swoich najbardziej podstawowych potrzeb. Tym razem było inaczej. Tęsknił po prostu za spędzaniem z nią czasu, za jej towarzystwem. Oboje okazywali sobie nieco więcej intymności, niż robili to zazwyczaj, więc dla niego był to pewien sygnał do tego, by zrobić z tym coś więcej. Miał już dość poukładane życie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nawet jeśli całkiem niedawno zostawiła go narzeczona, wszystkie inne sprawy były całkiem na miejscu. To było dla niego dość niecodzienne uczucie, więc potrzebował kilku dni żeby jakoś się z tym oswoić. Swoje dotychczasowe partnerki traktował dość... niezobowiązująco? Robiąc mały przegląd samego siebie, co znów, było dla niego mocno niecodzienne, stwierdził, że do tego pory nawet nie był pewien czy kiedykolwiek był tak naprawdę zakochany. Jasne, był zaręczony, ale to po prostu wyszło jakoś organicznie. To się po prostu zdarzyło. Nie przywiązywał do tego tak dużej wartości emocjonalnej jak pewnie powinien. Stąd całe to zerwanie jakoś cholernie mocno na nim nie ciążyło.
Coś takiego jak randkowanie zdecydowanie nie było jego mocną stroną, więc potrzebował jakiejś wymówki. Podejrzewał, że gdyby po prostu zaprosił Bowman na randkę ta by odmówiła. To byłoby zbyt zobowiązujące. Stąd musiał wykorzystać pewien podstęp. Kłamanie nigdy nie było dla niego specjalnie trudne. Kilka razy nawet był pod przykrywką. Jednak z nią próbował tego zbyt często nie robić. Potrzebował całkiem wiarygodnego powodu żeby się z nią spotkać, a później wystarczyło ją przy sobie zatrzymać. W tym drugim był już zdecydowanie lepszy niż tym całym randkowaniu. Okazja nadarzyła się jak zwykle - poprzez jego pracę. Mieli akurat robić nalot na jedną grupę przestępczą. Mógł to wykorzystać na jej korzyść. Dlatego wysłał jej prostą wiadomość.
Dwudziesta. Archeo. Załóż coś ładnego.
Na żadne inne wiadomości nie odpowiadał. Chciał żeby się zastanawiała o co może chodzić. Czasami złapali coś na ząb na mieście, ale nigdy nie chodzili do restauracji. On tak naprawdę nigdy nie chodził do restauracji. Na pewno nie tego typu. Nie ubierał się też w marynarki. To po prostu nie było w jego stylu. Takie ciuchy były cholernie ograniczające i czuł się w nich po prostu obco. Jednak czy nie tak właśnie wygląda randkowanie? Cała ta kurtuazja, garnitury, perfumy. Nawet dogadał się z właścicielem, który wisiał mu małą przysługę za zamknięcie szajki, która próbowała w okolicy zbierać haracze. Mieli dla siebie całkiem prywatny stolik, nieco z boku. Z dala od innych gości. Z dobrym widokiem na scenę, gdzie miała być dzisiaj grana muzyka na żywo. Osobna kelnerka, dobre wino. Specjalne traktowanie. Kobiety chyba to lubią, prawda? To jednak schodziło na nieco dalszy tor, kiedy kołnierzyk koszuli cały czas wydawał się drażnić jego skórę, więc poprawiał go już pewnie piąty raz w ciągu piętnastu minut. Nie miał też pojęcia, co znaczy połowa pozycji w menu. Mógł pewnie wyrecytować połowę menu w co drugiej chińskiej albo meksykańskiej dziurze w promieniu piętnastu mil, ale włoskie jedzenie? Całkowicie go przerastało. Ta sytuacja go przerastała. Wino? Pił już chyba trzecią lampkę, a nie czuł nawet mrowienia w palcach. Czego się jednak nie robi dla kobiet.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Skłamałaby jakby powiedziała, że ich ostatnie spotkanie nie namieszało jej w głowie. Namieszało. Bo z jednej strony było dokładnie takie jak zawsze, a jednocześnie było zupełnie… inne. I jasne – mogła to zrzucić na wypity wcześniej alkohol, a także na fakt, że pierwszy raz tak właściwie byli wolni, gdy się ze sobą spotkali. To pierwszy raz nie musiała być tajemnica, nic im nie przeszkadzało, nie mieli z tyłu głowy świadomości, że robią coś nieodpowiedniego. Nie robili. Po prostu dobrze się bawili i tej wersji jeszcze się trzymała, gdy opuszczała mieszkanie Cadwaladera, ale później została sama, wróciła do swojego życia i cóż… znowu zaczęła za dużo myśleć. Nie powinna, a już na pewno nie o tym – miała ważniejsze rzeczy do rozwiązania, a nie dramaty z facetami. I to na tym powinna się skupić.
Aż nie napisał…
Oczywiście, że chciała się dowiedzieć czegoś więcej… ale był uparty jak osioł, więc nie pozostało jej nic innego jak zaryzykować. Sprawdziła miejsce w internecie i nie była głupia – zdała sobie sprawę, że idzie na randkę z Arvelem. I musiała przyznać, że gdy już zdała sobie z tego sprawę… na jej twarzy pojawił się uśmiech, nad którym trudno było jej zapanować.
Na miejscu pojawiła się o umówionej godzinie. Znaczy gustownie parę minut spóźniona, ale tak, że trudno było to jeszcze nazwać spóźnieniem – zaledwie parę minut. Na wejściu poinformowała z kim jest umówiona i została poprowadzona do odpowiedniego stolika.
I była pod wrażeniem, nawet nie próbowała tego ukrywać.
- Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek widziałam cię w marynarce… – rzuciła na dzień dobry, gdy wstał od stolika, a ona mogła się z nim przywitać, muśnięciem męskiego policzka – Zaskakujące doświadczenie. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, gdy już zajęła miejsce przy stoliku i wbiła wzrok w mężczyznę. Zmierzyła go spojrzeniem, przez moment studiowała jego twarz… jakby chciała z niej wyczytać odrobinę więcej niż mógł jej powiedzieć – Dlaczego się tutaj spotykamy? Ta wiadomość była dość… enigmatyczna. Jeśli chciałeś mnie zaprosić na randkę to mogłeś po prostu powiedzieć. Darcy idziemy na randkę. Chociaż… chociaż to też byłoby zaskakujące. Nie wiedziałam, że randkujemy Cadwalader. – chciała dokończyć… że myślała, że lubi ją po prostu pieprzyć, ale ugryzła się w język. Szczególnie, że właśni przy ich stoliku pojawiła się kelnerka z pytaniem, czy chciała się czegoś napić. Zdecydowanie chciała, zerknęła po stoliku i ostatecznie zamówiła dokładnie to samo, co pił Arvel – Dobrze wyglądasz. – bo to, że nigdy go takim nie widziała to jedno, a drugie… że to mu naprawdę pasowało, nawet jeśli nie wyglądał jakby czuł się w tym szczególnie komfortowo.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
To był chyba naprawdę jeden z niewielu razy w swoim życiu, kiedy trochę się stresował, chociaż oczywiście przed nikim by się do tego nie przyznał. Czuł się cholernie niewygodnie w tym garniturze, nawet jeśli odpuścił sobie krawat. W tym by nie wytrzymał. To zabawne. Wiele razy był w sytuacjach zagrażających jego życiu. Kilka razy rzeczywiście myślał, że je straci, a jednak to spotkanie z Bowman sprawiało, że jego serce biło trochę szybciej i to nie tylko z ekscytacji. Nigdy nie przejmował się zbytnio spotkaniami z nią, więc dlaczego tym razem było inaczej? Bo chciał od niej coś więcej? Chciał relacji, której nie spieprzy? Cholernie namieszała mu w głowie i jeszcze nie wiedział czy wyjdzie to im obojgu na dobre.
Słysząc kroki za sobą wiedział już, że przyszła. To jakiś policyjny szósty zmysł. Odwrócił się by ją przywitać i trochę zaniemówił. Jego wzrok przesunął się po jej sylwetce i cholernie podobało mu się to co widział. Był przyzwyczajony do widywania jej w bardziej wyzywających i skąpych strojach. Ta dopasowana sukienka, z odpowiednim dekoltem była stonowana, wyrafinowana. Nie krzyczała patrz na mnie. Nie musiała. I tak odwróciła kilka męskich głów, co gdzieś tam napawało go dumą, bo zamierzała usiąść właśnie z nim.
- Jestem pewien, że nie widziałaś. - zaśmiał się cicho gdy stres zaczął mu już nieco odpuszczać skoro już tu była i wiedział, że jeśli się wystroiła to mu nie ucieknie.
Usiadł nieco wygodniej i poniekąd nie mógł się na nią napatrzeć. Znów zaskakujące doświadczenie. Tym bardziej, że jego wzrok ani razu nie zsunął się na jej dekolt. Patrzył na jej twarz, oczy z lekkim, zadowolonym uśmiechem. Ten wieczór będzie pełen zaskoczeń. Dla nich obojga.
- Czyli mogę porzucić już tę całą farsę? - odetchnął z wyraźną ulgą sięgając po swoją lampkę - Nie byłem pewien czy dałabyś się zaprosić na randkę, gdybym tak po prostu napisał. - westchnął nie poznając samego siebie bo brak pewności siebie? To nie on.
- Chociaż nie do końca kłamałem. Mam dla Ciebie pewną nowinkę, ale to zostawmy sobie na później, skoro już jesteśmy na randce. - uśmiechnął się do niej jak na niego całkiem szarmancko unosząc swoją lampkę w toaście gdy i jej została już napełniona.
- Skoro przyszłaś to randkujemy. Dziękuję... Że przyszłaś. - uśmiechnął się ciepło uderzając swoją lampką o jej i biorąc pokaźnego łyka - Uznaj to za prezent na pierwszą randkę. - puścił jej oczko.
- Wiedziałem, że potrafisz się ładnie ubrać, ale to... - przesunął swoim spojrzeniem po jej sukience szybko wracając do jej oczu - Wyglądasz zjawiskowo. Elegancko. To normalne, że podniecasz mnie w tym momencie bardziej niż w jakiejś małej czarnej? - to pragnienie odnalazło swoje odzwierciedlenie w tym jak na nią w tej chwili patrzył.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Od kiedy brakuje ci pewności siebie, co? – bo właśnie to była pierwsza rzecz, która rzuciła jej się w oczy. Naprawdę bał się po prostu zapytać? Nie wiedział, czy się zgodzi? – I dlaczego miałabym ci odmawiać? No weź… wiem, że jestem odrobinę aspołeczna, ale nie aż tak, żeby nie chcieć wyjść z tobą z domu. To randka, a nie małżeństwo. – wzruszyła lekko ramionami, bo może nie była mistrzynią randkowania – tym bardziej, że przez długi okres jednak była po prostu żoną – ale w końcu do tego wróciła i nie widziała powodu, żeby nie iść na randkę z nim. Szczególnie, że ostatnio bawiła się… bardzo dobrze. Bardzo. I trudno było jej nie wracać wspomnieniami do tamtego wieczoru, chociaż tak bardzo różnił się od dzisiejszego.
- Bardziej zmartwiłabym się, gdybyś powiedział, że ci się to w ogóle nie podoba… – wzruszyła beztrosko ramionami, kącik ust drgnął jej w lekkim uśmiechu i sięgnęła po kieliszek z winem, z którego upiła niewielki łyk, cały czas jednak wpatrując się w Arvela. A gdy chciała dokończyć myśl mocniej pochyliła się nad stolikiem, jakby to, co chciała teraz powiedzieć miało dotrzeć tylko i wyłącznie do jego uszu – Na szczęście ma też zamek, więc nie będziesz musiał się męczyć z tymi guzikami. – rzuciła, gdy jednocześnie sięgnęła tego guzika przy swoim dekolcie… tak, rozpinanie ich byłoby problematyczne. Zaśmiała się swobodnie, kręcąc przy tym lekko głową – No chyba, że to ta przyzwoita randka, w której później odwieziesz mnie do domu i jedyne na co możesz liczyć to pocałunek na do widzenia. – dodała przekornie, obserwując przy tym jego reakcję, wyraz twarzy i błysk w spojrzeniu. Czy tak nie robiło się na przyzwoitych pierwszych randkach? No ona w takich też nie była specjalistką.
Kolejny łyk wina i postanowiła jednak wrócić do konkretniejszego tematu. Tym bardziej, że ją zaciekawił…
- I co to znaczy, że masz dla mnie nowinkę? A tym bardziej, że zostawisz ją dla mnie na później? Nie jestem szczególnie cierpliwa i zazwyczaj źle reaguję na niespodzianki jeśli nie błyszczą albo nie usychają. – bo cóż, kto nie lubił dostawać kwiatków albo prezentów? Daniel błyskotami zazwyczaj łagodził większość ich spięć i był to jedyny rodzaj niespodzianek, który naprawdę lubiła – Więc? Jeśli to tylko w połowie randka… dlaczego się tutaj spotykamy?
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- To nie brak pewności siebie. - pokręcił głową przecząco - Obawiałem się, że jeśli poczujesz, że robi się poważniej niż przygodny seks wzniesiesz wszystkie mury i uciekniesz. - spojrzał na nią dość znacząco bo chyba mogła zobaczyć skąd przyszło mu to do głowy.
- A lubię Cię Darcy. - aż zamrugał uświadamiając sobie co właśnie powiedział - Ja pierdolę, jak to brzmi... Lubię Cię. Jakbym był w liceum. - prychnął i zaśmiał się kręcąc głową z niedowierzaniem - Lubię Cię w swoim życiu i nie chciałem ryzykować, że mi zwiejesz. - odpowiedział zgodnie z prawdą bez zbędnego owijania w bawełnę.
Nie ze wszystkim musieli bawić się w kotka i myszkę. Czasami warto było porzucić te wszystkie gierki i po prostu powiedzieć to wprost. Miała rację, nie obiecywał jej ani tym bardziej nie planował z nią jeszcze małżeństwa. To była po prostu randka. Dwoje dorosłych osób, które chce się nie tylko dobrze bawić, ale może zbudować coś więcej. Teraz już wiedział, że może pozwolić sobie na więcej.
- Darcy, nawet ja potrafię docenić klasyczne piękno. - przewrócił oczami zaraz się do niej uśmiechając - W tym wydaniu podobasz mi się nawet bardziej. Czasami mniej tak naprawdę znaczy więcej. - do tego jeszcze poeta, musi uważać żeby się nie zakochać.
Nie ukrywał tego jak jego tęczówki nieco pociemniały kiedy zabawiała się z guzikiem jednocześnie zdradzając mu ten mały sekret. Wyobraził sobie jak to będzie ściągać z niej tę sukienkę, a może nawet nie będzie musiał? Gdyby ją tak przełożył przez blat i po prostu wziął? Oboje czerpaliby z tego cholernie dużo przyjemności.
- To czy zaprosisz mnie później do siebie zależy już tylko i wyłącznie od Ciebie, kochana - puścił jej oczko uśmiechając się do niej znad swojej lampki.
W końcu nie odbierał jej przecież wolnej woli. Może zaplanował ten wieczór, lecz jej reakcje oraz akcje należały tylko do niej. Chyba znała go na tyle by wiedzieć, że żaden z niego perfekcjonista.
- Od razu o interesach, a ja tu stawiam Ci romantyczną kolację. - kliknął językiem kręcąc głową z wyraźnym niezadowoleniem - Spotykamy się tutaj bo chciałem zabrać Cię na randkę, po prostu myślałem, że potrzebowałem pretekstu. - wyjaśnił odkładając lampkę na stół - Ale skoro musisz wiedzieć to w końcu znalazłem dowody na ten gang, jak im tam było... Czerwone pięści? Czerwone koła? - zmrużył lekko oczy próbując sobie przypomnieć.
- W każdym razie na dniach będziemy ich wszystkich zamykać, więc jeden problem w klubie będziesz mieć z głowy. Mam też powody by wierzyć, że to oni zdemolowali Ci mieszkanie, może wyciągnę to z nich na przesłuchaniach. Tych, których nikt, nigdy nie zarejestruje. - na jego twarzy pojawił się ten nieco drapieżny i niebezpieczny uśmiech.
Czerpał pewną satysfakcję z tych bardzo nieprzepisowych zagrywek i czegoś, co ktoś może nazwałby w jakiś sposób torturami, a co ona wolał nazywać wymuszonymi zeznaniami. Jeśli to oni się do niej włamali, może być pewna, że za to zapłacą.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie zwieję. – zapewniła z zaskakującą pewnością w głosie – Nawet jeśli będzie to pierwsza i ostatnia randka. Nawet jeśli przez jakiś czas znowu mielibyśmy się do siebie nie odzywać… to w jakiś pokrętny sposób stałeś się elementem mojego życia, nawet jeśli nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Jesteś w nim długo, bardzo długo i nawet nieudana randka tego nie zmieni. – wyjaśniła, wzruszając przy tym lekko ramieniem, bo tak właśnie było. Poznał ją, gdy była nic nieznaczącą tancerką w klubie, których w mieście było pełno. Nie wyróżniła się z tłumu takich jak ona… zagubionych dziewczyn, które układały sobie życie owijając sobie facetów wokół małego palca – a przynajmniej tak im się wydawało – I dobrze wiedzieć, że ktoś dla odmiany mnie po prostu lubi. – dodała jeszcze, bo tak… mogło do brzmieć szczeniacko, ale właściwie nie widziała w tym nic złego. Tym bardziej, że tak… raczej nie była dziewczyną do lubienia – nie była tą, którą łatwo było polubić i którą można było przedstawić rodzicom. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Chociaż może nie po prostu, bo przecież wiedziała, że w tym przypadku chodziło też o pociąg fizyczny. Kłamstwem byłoby udawanie, że nie. Kłamstwem byłoby też zgrywanie niedostępnej i pożegnanie się z nim przed domem. Tak, zależało to tylko i wyłącznie od niej, ale przecież doskonale wiedziała czego chciała… i jak chciała, żeby ten wieczór się zakończył. Jego spojrzenie tylko ją w tym umacniało.
Zaśmiała się, gdy wytknął jej zbyt duże skupienie się na interesach. No cóż… znowu winna! Była ciekawa i nie była cierpliwa – doskonale o tym wiedział. A gdy wspomniał nazwę gangu – oczy jej się zaświeciły i nawet nie próbowała tego ukrywać. Zresztą to też było wydanie Arvela, które ją kręciło. Aczkolwiek w kolejnej chwili uderzyło w nią coś jeszcze.
- Tych przez, które możesz mieć problemy. Wolałabym, żebyś nie miał problemów przeze mnie… nie miałabym jak ci tego wynagrodzić. – zaczęła poważnie, ale dokończyła już mocno przekornie, obracając to odrobinę w żart. W końcu nie był kimś, o kogo trzeba było się martwić – I to bardzo dobry prezent na pierwszą randkę, zdecydowanie lepszy niż kwiatki. – bo chociaż je lubiła to pozbycie się chociaż odrobiny jej problemów w klubie i tak było lepsze – Ktoś ich sprzedał? – była ciekawa… - Driscoll to obrzydliwy typ… więc mam nadzieję, że te dowody są wystarczająco mocne, żeby spędził resztę życia za kratami. Nie będę za nim tęsknić. – nie zamierzała też przeciwko niemu zeznawać, ale to Arvel pewnie wiedział i mocno by ją rozczarował, gdyby tego od niej oczekiwał.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Darcy... To było... Głębokie. - położył dłoń na sercu grając naprawdę dobre wzruszenie pomieszane ze zdziwieniem - Ale nie spisujmy tej randki od razu na straty. Wiem, że nie słynę z romantycznych gestów, ale daj mi szansę. Nie spieprzę tego tak bardzo jak możesz sądzić. - zaśmiał się cicho biorąc jej sceptycyzm z dużym dystansem.
Dał jej wiele powodów by sądzić, że nie jest dobrym materiałem na klasycznego chłopaka. Właściwie w ogóle nie nadawał się na kogoś, z kim można by stworzyć dobrze funkcjonujący związek. Lecz czy to nie tyczyło się ich obojga? Przyprawiali rogi swoim partnerom od dawna, aczkolwiek ze sobą byli zazwyczaj do bólu szczerzy, więc może w tym wszystkim jest jakaś metoda, która może zadziałać? Przecież nie może mu powiedzieć, że się nie postarał. Nie tylko załatwił restaurację o naprawdę wysokich standardach, ale sam też wyglądał dzisiaj o wiele lepiej niż zazwyczaj. Dawał jej same przesłanki ku temu, że to może być naprawdę udany wieczór. Nawet pił wino!
W tym wszystkim nie był jednak kimś, kogo by nie poznawała. To jak na nią patrzył, to co sobie z nią wyobrażał... To była ta wersja Arvela, którą doskonale znała i na którą mogła liczyć. Na tym polu raczej nigdy jej nie zawiedzie.
- Wiem, jak to zrobić by nie mieć problemów. Wiesz, że jestem trochę konserwatywny jeśli chodzi o tę całą sprawiedliwość. Oko za oko, ząb za ząb. - puścił jej oczko uśmiechając się całkiem beztrosko.
Znała go na tyle by wiedzieć, że jak się uprze nikt nie może go przekonać do zmiany zdania. Choć nie był szczególnie religijny, stary testament i jego zasady całkiem do niego przemawiały. Nie zamierzał spalić sobie kariery, ale mógł się postarać by wyciągnąć z nich prawdę. Jeśli okaże się, że to nie oni... Cóż. Oszczędzi im trochę tej biblijnej kary. Będzie wiedział, kiedy mówią prawdę.
- W takim razie nie ma za co. - skinął jej głową z zawadiackim uśmiechem - Tak, mamy zeznania świadka plus lokalizację ich dziupli, gdzie powinniśmy znaleźć wystarczająco dużo paragrafów by nie wyszli już z więzienia w naszym życiu. - sięgnął po kartę jakby rozmawiali o pogodzie - A gdyby nie starczyło... Wszystkie naloty wiążą się z pewnym ryzykiem. Ktoś odda strzał, kule latają. Są ranni albo gorzej... Nigdy nie wiadomo. - spojrzał na nią znad swojej karty wzruszając ramionami z pełną nonszalancją.
- Coś do Ciebie szczególnie przemawia? Bo szczerze ja połowy z tych nazw nawet nie znam. - i wcale nie wstydził się tego przyznać tylko cicho się z tego śmiejąc.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wbrew pozorom wcale nie uważam, żebyś miał to spieprzyć… chyba prędzej stawiałam na siebie. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo może faktycznie podchodziła do całości przedsięwzięcia zbyt negatywnie. Może to faktycznie będzie bardzo udana randka. Tak. Musiała to przestawić w swojej głowie. Zamierzała się bardzo dobrze bawić. I zaczęła od sięgnięcia po kieliszek z winem – A… i wcale musisz być szczególnie romantyczny. To nigdy chyba nie była moja bajka. Po prostu bądź sobą. – bo to jego przecież lubiła. I tak… wiedziała, że to ciągle ta sama osoba siedziała po drugiej stronie stolika, ale jednocześnie nie chciała, żeby przesadnie się tym spinał. I myślał, że cokolwiek musiał, żeby jej zaimponować.
- Czasami się zastanawiam dlaczego ktoś taki jak ty znalazł się po tej jasnej stronie mocy, Cadwalader – prychnęła rozbawiona, bo jego zapewnienie wcale jej nie uspokoiło i nadal uważała, że to mogło się źle skończyć – Na dziesięć razy przez dziewięć nie będziesz miał problemów, a ostatni się spierdoli. Pamiętaj, że przynoszę pecha, mój mąż może ci to potwierdzić, a nie… czekaj. Wpadł w kłopoty! – tajemnicze, trudne do wyjaśnienia, spowodowane przez coś, z czym nigdy nie musiał się mierzyć wcześniej, po czym nie zostało śladu… bo całą resztą przecież miał ogarniętą i potrafił sobie z nią radzić! Trudno jej było nie porównywać tych dwóch absurdalnie różnych sytuacji, ale no cóż… mógł ją nazywać drama queen, trudno! Tym bardziej, że wcale jej nie pomagał, gdy… no właśnie – z nonszalancją opowiadał o skutkach policyjnego nalotu. Przeżyła takie w klubie, gdy jeszcze tańczyła i wiedziała, że to nic przyjemnego. Nigdy jednak nie było aż tak dramatycznie – I nie wiem, czy to co opowiadasz… jest pociągające, czy idiotyczne. – skwitowała, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo nie zamierzała psuć im randki tym, że mogła się denerwować. I martwić! Jak ostatnia frajerka… albo ktoś, komu zależało – jeszcze gorzej.
- Wybrałeś snobistyczną knajpę to teraz z tym handluj! – nie mogła sobie odmówić drobnej złośliwości, zagryzając w rozbawieniu wargę. I zatrzasnęła kartę, bo ona tam wiedziała, więc oparła się o stół i pochyliła w stronę mężczyzny – Bistecca alla fiorentina. Stek po florencku… nie pożałujesz. Ewentualnie podzielę się z tobą moim makaronem.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
- Tak, umiesz liczyć? Licz na siebie. - zaśmiał się znów trochę się z nią przekomarzając - Jestem sobą Darcy. To jestem ja wychodzący ze swojej strefy komfortu dla kobiety, która mi się podoba i którą lubię - posłał jej zaczepny uśmiech puszczając jej oczko.
W końcu nie był już najmłodszym facetem. Powoli przychodził czas żeby trochę spoważniał. Dobijał już czterdziestki. Nie mógł całe życie się po prostu bawić, więc tak... To był ten sam Arvel, którego znała tylko w nieco innym wydaniu. Tym dojrzalszym. Chociaż zachowywał wszystkie swoje poprzednie cechy. Dla Darcy chciał się trochę postarać. Nigdy nie będzie raczej tym romantykiem, który codziennie kupuje jej kwiaty bądź stoi pod jej oknem z boomboksem gdy będzie na niego wkurzona. Może za to liczyć na policyjną eskortę, kiedy sobie tego zażyczy czy wejście w wiele zakamarków niedostępnych dla typowego obywatela. Plus ten dreszcz emocji każdego dnia gdyby przyszło im zamieszkać razem towarzyszący tej niepewności jego powrotu do domu. To powinno utrzymać pikanterię w związku.
- Bo mama mi kazała. - spojrzał na nią całkiem poważnie po czym po prostu parsknął - Jest w tym trochę prawdy. Moja rodzina zawsze była w mundurze. Ukierunkowali mnie już od małego. A ta cała ciemna strona to chyba jakaś forma nastoletniego buntu, który nigdy nie przeminął. - wzruszył ramionami rozkładając ręce z rozbrajającym uśmiechem.
- Co Ty Darcy, martwisz się o mnie? Od kiedy? - zrobił zdziwioną, lecz całkiem przekonującą minę.
W końcu nigdy raczej nie musiała czekać na jego powrót. Dzwoniła, a on się pojawiał. Bądź sam ją znajdował kiedy tego potrzebował. Oboje wiedli dość niebezpieczne życie, a przynajmniej tak było do niedawna. Nikt się o nikogo nie martwił, więc czy teraz będzie inaczej?
- Trochę tego, trochę tego. - pokiwał na boki głową z rozbawionym uśmiechem.
Pomruczał coś pod nosem na jej docinki trochę się dąsając, ale musiał przyznać jej rację. Mógł to lepiej rozegrać, przejrzeć kartę. Zdecydować się. Tylko to nie byłby już on. Musiała docenić, że się postarał, załatwił to wszystko. Nie mogło pójść całkowicie gładko. Przywołał ich prywatną kelnerkę, złożyli zamówienia. Przy okazji dolano im wina. Przez cały ten czas Arvel nie odrywał wzroku od swojej randki. Patrzył na nią z czymś, co można było w jego wykonaniu nazwać czułością.
- Więc... Myślałaś, że będziesz się kiedyś umawiać z detektywem? - uniósł nieco brew spoglądając na nią z zaciekawieniem.
Chciał wiedzieć czy to robi dla niej jakąś różnicę.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
No i robił to dla niej. Nie musiał, ale robił… bo mu się podobała. I ją lubił. Gdy to powiedział kącik ust znowu jej drgnął wymownie, ale już nic na ten temat nie powiedziała. Bo skoro on był dojrzalszy t ona przecież też powinna… i naprawdę doceniała, że się starał! Że tak to sobie wymyślił i teraz tu byli.
- Rodzinna kariera, no tak. – wbrew pozorom to wiele wyjaśniało! Chociaż jednocześnie pojawiły się pytania… jaka była jego rodzina! Także w pracy – bo czy tylko on w ramach tego swojego nastoletniego buntu poszedł w tym kierunku, czy ktoś jeszcze? Ale może później. Może później… - I może się martwię, może nie… to źle? Nie powinnam? – odbiła piłeczkę, uśmiechając się pod nosem, bo może to nie było dla ich układu normalne i może nigdy między nimi nie wybrzmiało, ale prawda jest taka, że to wcale nie był pierwszy raz, w którym Darcy by się o niego martwiła… w końcu to nie pierwsza niebezpieczna sytuacja, w której się znalazł, a o której ona miała jakiekolwiek pojęcie. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie pierwsza i nie ostatnia…
Tak jak nie pierwszy i nie ostatni był to kieliszek wina w ich dzisiejszym wydaniu .
- Umawiam? Poszłam na randkę, ale żeby tak od razu umawiać? I co… miałabym cię nazywać swoim chłopakiem? Czy w naszym wieku to raczej konkubentem? Przedstawisz mnie rodzicom i kolegom z pracy? – nie mogła sobie odmówić i kącik ust drgnął jej w wyraźnym rozbawieniu – I nie myślałam. Ale nie myślałam też, że będę żoną gangstera. Spory przeskok, ale nigdy o takich rzeczach nie myślałam. A ty? Że będziesz chciał się umawiać z byłą striptizerką? Nie brzmi to najlepiej. Zdecydowanie gorzej niż umawianie się z detektywem.
Arvel Cadwalader