Strona 2 z 3

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 1:46 pm
autor: April Finch
— Tak lepiej — zgodziła się, posyłając jej ciepły uśmiech. Wiedziała, że chciała dla niej dobrze i bardzo to doceniała. Takie czułe uziemienie było potrzebne, by nie dać się zwariować. Teddy perfekcyjnie sprawdzała się w roli osoby, która obdarowywała tym April wyjątkowo często i może czasem nawet w nadmiarze. Po takiej deklaracji to już musiało być u niej dobrze. Nie chciała w żaden sposób zawieść przyjaciółki i zmarnować potencjału jej życzeń.
Ochoczo dokończyła drinka, ciesząc się, że otrzymała zgodę na zeszmacenie się. Z kimś zawsze raźniej! Chociaż akurat w tej kwestii to Teddy była bardziej wprawiona w boju. Nie istniała wielka szansa, by przepaliła April, ale przepić może ją na pewno. Jubilatka pewnie nie powinna się staczać, bo to impreza na jej cześć, ale z drugiej strony, jak nie ona, to niby kto? W końcu to jej dzień! A biorąc pod uwagę, że były tu tylko we dwie, to rachunek naprawdę nie był skomplikowany.
Obrzuciła kelnerkę znudzonym spojrzeniem, bo jakoś nie skojarzył faktów, że skoro miały zamówić więcej, to będzie musiała się tu pojawić. I to dwa razy – żeby przyjąć zamówienie, a potem je przynieść. Przynajmniej tym razem nie wpakowała niczego dodatkowego w dłonie Teddy, a przynajmniej niczego, co April by zauważyła. Kątem oka spojrzała na pobliskie stoliki, zastanawiając się, jak ułożony mają tutaj system obsługi i czy istniała jakakolwiek szansa, że chociaż mignie im inna kelnerka. Chciała po prostu jak najlepiej poznać lokal, sprawdzić, co się przez lata zmieniło i w ogóle. Obsługa to bardzo ważny aspekt takiego miejsca. Laski, które siadły swoim klientkom na kolanach, raczej nie były zbyt profesjonalne. Okej, żadnego siadania nie było, ale było blisko. No dobrze, w ogóle nie było blisko, ale typiara już na bank knuła w głowie plan, jak do tego doprowadzić.
Kiedy wyczuła dotknięcie na nodze, spojrzała na moment w dół, sprawdzając, czy to był tylko przypadek. Nie nosiło to znamion flirtu. Z powrotem odnalazła jej oczy i wpatrywała się w nie w milczeniu. Muzyka dobiegająca z okolic sceny sugerowała, że tancerka zaraz zakończy swój występ. To nie było jednak aż tak istotne. Zdejmie ostatnią część garderoby, puści ostatnie bańki, ukłoni się i zrobi miejsce kolejnej. April nie musiała tego obserwować, popatrzy sobie na następny występ. Wolała zostać chwilowo w tym zawieszeniu.
Odrzuciła głowę do tyłu i zaśmiała się głośno. Wokół rozległy się oklaski, które na szczęście nagradzały występ, a nie zachowanie Finch. Pytanie ją zaskoczyło, śmiech był odruchową reakcją. Od dysput filozoficznych do rozbierania się na scenie pewnie faktycznie było bardzo niedaleko.
— Tak się bawimy? Dobrze. Hm. — Zastukała paznokciami w rytm melodii, którą jeszcze przed momentem grała orkiestra. Na scenie trwało właśnie przetasowanie. Poprzednia artystka zniknęła na kulisami, a ekipa techniczna wynosiła wannę, by zrobić miejsce dla wielkiego szezlonga. To na pewno będzie ciekawe.
— Stracić dotychczasowe. W końcu mam tylko trzydzieści lat. Zdążę narobić sobie jeszcze całą masę nowych. — To była szybka decyzja. Bardzo żałowałaby utraty tego, co już było, ale skoro coś trzeba było wybrać, to trudno. Oprócz wielu cudownych wspomnień, straciłaby też całą masę paskudnych, a kto wie, może w przyszłości będzie ich miała proporcjonalnie mniej?
— Wyobrażasz sobie, że byśmy się nie znały? Przyszłybyśmy do tego baru osobno, jako totalnie obce osoby. Mogłabym do ciebie podejść, zgadać, uśmiechnąć się. Gapiłabym ci się na dekolt, a w reakcji na twoje zażenowane spojrzenie, zapytałabym, czy chcesz się ze mną włamać na zaplecze, ukraść jakiś kolosalny wachlarz i pójść się schlać do Distillery District, jak jakaś pokręcona socjeta sprzed wieku. — Pochyliła się nad stolikiem, wspierając policzek na dłoni i zatapiając spojrzenie w oczach Teddy. Wpadła w swój bajkopisarski tryb, snując nową opowieść. Uśmiechała się do niej z wyćwiczoną nonszalancją, z bardzo śmiałą dozą flirtu. Jej noga, niby przypadkiem, musnęła łydkę przyjaciółki. Dopiero fizyczność tego gestu wyrwała ją z transu Uświadomiła sobie, że balansuje na krawędzi, której miała przecież nie przekraczać. Szybko uciekła spojrzeniem w blat, a kciukiem przejechała po dolnej wardze, jakby chciała wymazać z niej ten głupi, zdradziecki uśmiech. Wzruszyła ramionami, próbując zrzucić z siebie napięcie.
— A ty? I od razu powiedz, czy wolałabyś móc cofnąć się o dziesięć lat i zmienić jakąś jedną rzecz, czy przenieść o dziesięć do przodu i sprawdzić, czy to wszystko, co teraz robisz, prowadzi cię w dobrą stronę? — Oparła się plecami o krzesło, żeby nie dać się już skusić przybliżaniu się do Teddy. Chwilowo przybliżała się wyłącznie do swojego alkoholu.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 2:44 pm
autor: teddy darling
Nie zwracała większej uwagi na to, co działo się na scenie. Owszem, mimowolnie rejestrowała roznegliżowane tancerki, w końcu była wzrokowcem. Zauważała też zmieniające się rekwizyty i światła, które zapowiadały kolejny występ. Ale Teddy przyszła tu ani dla oprawy, ani dla kręcącej się w pobliżu kelnerki. Ten wieczór miał zupełnie inny cel. Urodziny April były wyjątkowym wydarzeniem, których nie świętowało się codziennie. To znaczy, mogłyby to robić, ale to zwiastowałoby ich rychły upadek. Jeśli nie zapiłyby się na śmierć, to Finch niewątpliwie by się na tą śmierć zapłakała, gdyby musiała non stop przeżywać na nowo ten sam dzień, który bezlitośnie przypominałby jej o nieszczęsnej trzydziestce. Ale skoro świętowały tylko raz, to lepiej zrobić to porządnie. Darling chciała się świetnie bawić i nie miało to nic wspólnego z kelnerką i jej numerem telefonu. To nie w jej towarzystwie opuści lokal z burleską.
Zaklaskała razem z innymi gośćmi, co było automatycznym odruchem i kulturalnym gestem. Pani tancerce na pewno zrobiło się miło. Nieważne, że brawa od Teddy niczego nie wnosiły, bo uderzała we własne dłonie totalnie na odpierdol.
Zgadzam się z tobą w stu procentach — stwierdziła, kiedy przyjaciółka wybrała opcję z wymazaniem wspomnień. — Jaki sens żyć dalej, kiedy nie można tworzyć nowych wspomnień? Nie jestem aż tak sentymentalna, żeby ciągle wracać do przeszłości — machnęła ręką. Jasne, lubiła czasem myśleć o tym, co już przeżyła, ale częściej zastanawiała się nad tym, co by było, gdyby. Teddy miała miłe życie, ale już je przeżyła, więc teraz chciałaby mieć podobne w przyszłości.
Czując nogę April na swojej, przechyliła głowę i posłała jej pobłażliwe spojrzenie. Znała ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że to nie był przypadkowy gest. Nie usiała jednak zmieniać pozycji, bo przyjaciółka sama się zreflektowała.
Och, jakbyś teraz nie gapiła mi się na dekolt — zaśmiała się, podpierając brodę na ręce. — Pewnie dałabym ci się namówić na jakieś głupstwo. Włamałabym się z tobą na zaplecze, a potem… — Teddy wzruszyła ramionami. — Potem już nigdy więcej byśmy się nie spotkały — zamilkła na chwilę, rozważając inną wersję tej historii, ale ta wydawała się najbardziej prawdopodobna. — Zostawiłabyś mi swój numer telefonu, a ja udawałabym, że o nim zapomniałam i wciąż powtarzałabym sobie, że to i tak nie ma sensu — okej, ta wizja ich znajomości była naprawdę przygnębiająca. Dobrze, że nie musiały poznawać się na nowo.
Darling zamyśliła się nad kolejnym pytaniem, chociaż odpowiedź była bardzo prosta. Nie popełniła w swoim dotychczasowym życiu jakichś drastycznych błędów, przez które pragnęłaby cofać się w czasie, aby móc cokolwiek naprawić czy zmienić.
Wolałabym sprawdzić, czy postępuję słusznie i zobaczyć, gdzie mnie to zaprowadzi. Wtedy przynajmniej mogłabym zweryfikować, co robię źle i z czym lepiej dać sobie spokój — skinęła głową, trochę zaskoczona własnymi mądrościami. — A ty? Tylko mi nie mów, że wolałabyś wracać do przeszłości, bo i tak ci nie uwierzę — wycelowała w przyjaciółkę szklanką, z której upiła prawie całą zawartość.
A potem, tym razem z całkowitą premedytacją, poprawiła się na krześle i musnęła nogą łydkę April. Tylko po co to robiła? Chciała ją sprowokować, wytrącić z równowagi, a może sprawdzić, jak daleko może się posunąć w granicach, które sama wcześniej tak skrupulatnie wyznaczył
Gdybyś mogła być w tym momencie w jakimkolwiek miejscu na świecie, co to byłoby za miejsce? — przesunęła nogę nieco wyżej, kontynuując zabawę. To było przecież naprawdę ważne pytanie! A przynajmniej tak je przedstawiała, uważnie obserwując reakcję przyjaciółki

April Finch

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 3:27 pm
autor: April Finch
Pokiwała głową ze zrozumieniem, ciesząc się, że pod tym względem się zgadzały. April na pewno była od niej bardziej sentymentalna, ale przecież Darling też nie była taka kompletnie oderwana od przeszłości. Nikt, kto zostawia za sobą wydarzenia, gdy tylko miną, nie wpadłby przecież na prezent z kapsułą czasu. Nawet jeśli to jubilatce miał sprawić prawdziwą przyjemność, nie spadł przecież nikomu z nieba. Ale przesadne rozgrzebywanie przeszłości nie było w ich stylu.
— Doprawdy? — prychnęła rozbawiona, słysząc ciąg dalszy ich wyimaginowanego pierwszego spotkania. Gdyby to ona dalej snuła tę opowieść, na pewno skończyłaby się inaczej. Zdarzały jej się numerki na jeden raz, ale była zbyt wielką marzycielką i romantyczką, żeby dopuszczać je do świadomości, póki się nie wydarzą. No i rzadko w ten sposób podrywała. Snucie wspólnej przyszłości, choćby miała potrwać tylko tydzień, było dużo przyjemniejsze. Najpiękniejszy tydzień świata był dla niej bardzo kuszący niż pojedyncza noc, nawet taka z fajerwerkami. No, chyba że miała akurat wszystko kompletnie gdzieś. Wtedy była gotowa uwięzić świeżo poznaną dziewczynę w uścisku i zaproponować jej seks w najbliższej toalecie. Ostatnią taką fazę skończyła przeżywać kilka dni temu i nie miała melodii na to, by do niej za szybko wracać.
— Tak łatwo olewasz numery od lasek poznanych w barze? — dopytała, siląc się na obojętność. Przejechała palcem wokół brzegu szklanki, śledząc ten ruch z wielką uwagą, żeby Darling przypadkiem sobie nie pomyślała, że coś jej sugerowała. Niestety była przy tym subtelna jak wyrąb lasu, ale szumiący jej już w głowie alkohol nieco stępił ocenę sytuacji. W jej wizji była tajemnicza, obojętna i po prostu ciągnęła dalej rozmowę.
— Jasne, że nie. A z przyszłości wystarczyłaby mi świadomość, czy mamy w końcu latające deski. — To nie tak, że niczego nie żałowała. Wychodziła raczej z założenia, że zmienianie nie przyniosłoby niczego dobrego. Pewnie chcąc coś naprawić, zdemolowałaby coś innego, co akurat jej się udało. Efekt motyla był bezlitosny. W przyszłość też nie zaglądałaby zbyt chętnie. Wolała się pozytywnie zaskoczyć. Albo załamać, ale przynajmniej niespodziewanie.
Na jej wargach pojawił się półuśmiech wywołany coraz mniej subtelnym dotykiem. Przyglądała się jej przez moment w milczeniu, ignorując zadane pytanie. Nie odrywała wzroku od jej oczu, z twarzy wciąż nie znikał jej uśmiech. Niezbyt umiejętnie panowała nad mimiką, pozwalając Teddy niemalże wejść sobie do głowy, w której pewnie zobaczyłaby kolosalne łóżko. Albo raczej tutejszą toaletę. Wypuściła powietrze przez nos, kręcąc głową z rozbawieniem i łamiąc w ten sposób kontakt wzrokowy.
— W Azji? — rzuciła żartobliwie, nawiązując do jej wcześniejszych prób pocieszenia. Zawiesiła wzrok na tancerce wystylizowanej na lata dwudzieste ubiegłego wieku, która aktualnie wiła się na szezlongu.
— W sumie czemu nie? Nie byłam jeszcze w Japonii, a zawsze chciałam zobaczyć Tokio. — Bo w Tokio jest już jutro i miałaby z głowy tę niebezpieczną sytuację. Zdecydowała się na tę bezpieczną, ale szczerą odpowiedź, chociaż wcale się nie odsunęła. Nie zmieniła pozycji, co pomogłoby jej bardzo łatwo uciec od dotyku przyjaciółki.
— Za dużo skórzana kurtka na samą bieliznę czy długa, obcisła sukienka i obcasy? — Najwyraźniej zdecydowała, że jebać ten koniec świata i to całe Tokio. Przesunęła wzrokiem po jej (jak na standardy April) sporych rozmiarów kurtce, całkowitym przypadkiem wspominając o podobnym ubraniu, po czym znów spojrzała jej w oczy. Spłyciła nieco filozoficzną otoczkę gry, którą narzuciła wcześniej Teddy. Ale to pewnie tak tylko na momencik. Jej palce przestały w końcu tańczyć na szklance. Zastygła w bezruchu, czekając na odpowiedź.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 4:47 pm
autor: teddy darling
Była zasadnicza różnica między obsesyjnym rozdrapywaniem przeszłości a stworzeniem kapsuły czasu. Oczywiście istniało pewne prawdopodobieństwo, że ich drogi w którymś momencie się rozejdą, bo życie, jak to miało w zwyczaju, poprowadzi je w różne strony, a przyjaźń nie przetrwa kolejnej dekady. Ale zakładanie takiego scenariusza z góry odbierało sens temu, co budowały na przestrzeni lat i temu, co miały tu i teraz.
Żebyś wiedziała — Teddy zaśmiała się, przypominając sobie wszystkie numery telefonów, które bezceremonialnie zlewała. — To chyba niezbyt miło z mojej strony, no nie? — mruknęła z udawaną powagą. — Ciekawe, czy te wszystkie dziewczyny wciąż czekają, aż w końcu zadzwonię… — westchnęła teatralnie, przyglądając się uważnie twarzy April i próbując odgadnąć, co naprawdę siedziało w jej głowie. — Myślisz, że powinnam w końcu to zmienić? — zapytała, nawiązując do kręcącej się w pobliżu kelnerki. Zdanie przyjaciółki było dla niej ważne i zawsze brała sobie do serca jej złote rady.
Patrzyły sobie w oczy, dopóki Finch nie uciekła wzrokiem. Teddy natomiast wyprostowała się, ale nie zabrała nogi, wciąż udając, że nie było w tym niczego niewłaściwego. Nie powinna umyślnie prowokować kontaktu fizycznego. Kiedyś to się na niej odegra. Ale to kiedyś, bo na razie dopijała kolejną szklankę whisky.
Fatalna odpowiedź — pokręciła z dezaprobatą głową. — Prawidłowa to: nieważne gdzie, Teddy, byle z tobą. Wtedy może być i Tokio — Darling starała się brzmieć autentycznie, jednak w jej głosie dało się wyczuć wyraźne rozbawienie.
Absolutnie nie miała nic przeciwko takim wyborom. Azja to świetna opcja, przecież sama zasugerowała jej, że była już na tyle dorosła, że mogła sobie polecieć na inny kontynent, kiedy chciała i na jak długo chciała. A to dotyczyło zarówno samotnej podróży, jak i doboru towarzystwa. Co z tego, że później Teddy wypominałaby jej do końca świata, że jej ze sobą nie zabrała.
Ja chciałabym być gdzieś, gdzie jest ciepło i gdzie mogłabym chodzić toples — oznajmiła po chwili zastanowienia. — Nie pogardziłabym Bahamam albo Hawajami— rozmarzyła się, ale szybko wróciła na ziemię, uświadamiając sobie, że następny urlop czeka ją dopiero za pół roku i jakoś automatycznie straciła ochotę na podróże.
Kolejne pytanie było na tyle zaskakujące, że Darling aż zachłysnęła się whisky. Odchrząknęła pospiesznie, czując palące ciepło w gardle i odruchowo zerknęła na swoją kurtkę. Aha, czyli tak się teraz bawią? W porządku. Ściągnęła w zamyśle brwi, bo tutaj wybór nie był już tak oczywisty. Sukienki były seksowne, ale wizja April paradującej w jej obszernej, skórzanej kurtce była jeszcze lepsza. Ten obraz niepokojąco łatwo zapuścił w niej korzenie, wywołując na twarzy łobuzerski uśmiech.
Kurtka z bielizną. A potem bez bielizny — odparła szybciej, niż zamierzała, nawet na krótki moment nie odwracając wzroku. Chyba dopiero teraz uświadomiła sobie, jak bardzo przez ostatnie dni tęskniła za tymi oczami. — Szybki numerek w barowej toalecie czy wyczekiwanie przez cały wieczór na wspólny powrót do domu? — uniosła figlarnie jedną brew. Skoro April tak z nią pogrywała, nie zamierzała pozostać jej dłużna.
Teddy tłumaczyła sobie, że to była wyłącznie słowna szermierka. Niewinna prowokacja rzucona dla podtrzymania rytmu gry, którą sama zapoczątkowała. Przecież żadna z nich nie zamierzała pójść o krok dalej, prawda? Ot, lekkie żarty, które miały pozostać dokładnie tym, czym były. Tylko czym właściwie były, skoro Darling zdążyła już naruszyć granice, które miały pozostać nietknięte, a teraz coraz śmielej przejeżdżała nogą wzdłuż uda przyjaciółki?

April Finch

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 6:18 pm
autor: April Finch
Ściągnęła brwi, zastanawiając się, czy czegoś w tych słowach nie ukrywała. Do tej pory faktycznie rzadko chodziła na randki, ale przecież nie była zakonnicą. Była ciekawa, jak dużo było tych kobiet. W ciągu niecałego miesiąca widziała już dwie tego typu sytuacje. A widziały się przecież trzy razy. Statystyka była naprawdę niezła. Jakby miała być szczera, to wizytę w mieszkaniu Darling powinna odrzucić, bo były tam tylko we dwie. Czyli wychodziło na to, że miała stuprocentową skuteczność. Godne podziwu.
— Nie — odpowiedziała szybciej i dosadniej niż powinna. Nie chciała jej okłamywać, to nie byłoby w porządku. I tak pewnie od razu przejrzała jej blef. Życzyła jej oczywiście jak najlepiej, ale może później. Siedział gdzieś w niej głęboko gen psa ogrodnika, czego pewnie powinna się wstydzić. Na trzeźwo pewnie by się zawstydziła albo wykręciła się inną odpowiedzią. Ale po którymś drinku z kolei? Pieprzyć to wszystko.
Pokręciła głową z rozbawieniem. Oczywiście, że bardzo chciałaby, żeby to idealne miejsce mogła dzielić z Teddy. I tak byłaby pierwszą osobą, o której pomyślałaby na miejscu. Chciałaby się z nią podzielić swoją radością, wysłać jej mnóstwo zdjęć i opowiedzieć każdy moment, który by tam przeżyła. Byłoby po prostu dużo prościej, gdyby znalazły się tam razem. Oszczędziłaby sobie ślęczenia przy telefonie, które byłoby potrzebne, by wtajemniczyć przyjaciółkę - a to akurat pewnie bardzo by się jej spodobało. Wizja Bahamów i Hawajów też się jej podobała. Wakacje w ciepłym miejscu po kanadyjskiej zimie były podwójnie wyjątkowe. Nawet jakby nie chodziły toples, byłoby doskonale. Odnotowała to marzenie w pamięci. Może namówi ją niedługo na takiego tripa?
Reakcja Teddy dała jej dużo satysfakcji. Uśmiechnęła się, dumna z siebie, że wytrąciła ją z równowagi. Upiła kilka łyków drinka, w oczekiwaniu na odpowiedź. Zdecydowanie była już wstawiona i coraz trudniej było jej trzymać się jakichkolwiek zdrowych ram. Weszła w tryb marzycielskiej flirciary, a umiejscowienie w nim hamulca bezpieczeństwa było bardzo skomplikowane. W ogóle nie miała ochoty ustawiać sobie wyjść ewakuacyjnych. Kiwnęła głową, zgadzając się z decyzją przyjaciółki. Wybrałaby pewnie tak samo.
— Wyczekiwanie na powrót do domu. Wolę nakręcanie się do granicy wytrzymałości niż skorzystanie z pierwszej lepszej okazji — odpowiadała spokojnie, wyjaśniając swój punkt widzenia, jakby faktycznie tylko teoretyzowały. Przeciągała leniwie wypowiedź, nakręcając na palec kosmyk włosów dla podkreślenia, że faktycznie nigdzie się jej nie spieszyło. Lubiła się nad sobą trochę czasami poznęcać, bo wiedziała, jak przyjemna jest nagroda za taką chwilkę cierpienia.
— Wolałabyś mieć zawiązane oczy czy związane ręce? — Nachyliła się znów nad blatem., skrzyżowała ręce, oparła na blacie łokcie. Nie do końca jeszcze rozumiała, jak działała w tej kwestii jej potrzeba kontroli, a strasznie ją to ciekawiło. Oczy April błyszczały nie tylko dzięki sporej dawce alkoholu, ale i rosnącej ekscytacji. Tańczyły w nich kolorowe światła rozświetlone wokół sceny, o której istnieniu chyba zapomniała. Wpatrywała się w Darling jak zahipnotyzowana, faktycznie traktując ją jak swoją świeżo zapoznaną obsesję, dla której miała stracić głowę na najbliższe tygodnie. Chyba na tym polegała łatwość Finch w nawiązywaniu kontaktów. Kto nie pozwoliłby się omotać komuś, kto wpatrywał się z takim oczarowaniem, fascynacją i gotowością do każdej prowokacji? To musiało łechtać ego.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 7:20 pm
autor: teddy darling
April powinna się cieszyć, że Teddy nie przyszła do lokalu z burleską w mundurze strażackim. To dopiero byłby spektakl! W tym stroju Teddy robiła prawdziwą furorę, ale mundur działał na laski jak lep na muchy i Darling przekonywała się o tym za każdym razem, gdy całą wesołą ferajną wpadali do baru przy remizie. Jej kumple celowo wychodzili z pracy w ubraniach służbowych, a ona uparcie nie chciała wyglądać jak panienka przygruchana przez bandę strażaków. Potem wszyscy się wściekali, bo Teddy nie robiąc dosłownie nic, podbierała im najlepsze kąski. Nie flirtowała ostentacyjnie, ani nie rzucała zbyt często ukradkowych spojrzeń. Po prostu siedziała, piła drinki i była sobą. To wystarczało.
Nie wybrzmiało w jej głowie tak głośno, że Teddy aż zamrugała z niedowierzania. Jak ona śmiała? I co to niby miało znaczyć? Czy jej przyjaciółka naprawdę wątpiła w to, że zasługuje na coś dobrego? A co, jeśli nie dzwoniąc pod numer kelnerki, przegapi swoją szansę na wielką miłość?
Twój argument jest inwalidą — odparła, uświadamiając Finch, że krótkie zaprzeczenie nie wystarczy, aby zrezygnowała ze zmiany swojego dotychczasowego zachowania. Nie, bo co? Bo April miała taki kaprys? Przez to Teddy jeszcze bardziej miała ochotę wyciągnąć telefon. Ale może lepiej będzie, jak wykona połączenie, gdy kelnerka skończy zmianę. Dziwnie byłoby wydzwaniać do niej, siedząc tuż obok. No i nie chciała narobić jej kłopotów w pracy.
Znów były zgodne. Wyczekiwane smakowało zawsze najlepiej. W jakimś alternatywnym świecie pewnie stworzyłyby idealną parę, a ich związek wypełniałyby tęcze, kolorowe bańki i fajerwerki. Może przynajmniej tam nie musiałyby niczego udawać.
Związane oczy — odparła bez cienia wahania. Wprawdzie Darling była wzrokowcem, ale chyba oszalałaby, gdyby nie mogła macać i dotykać. — Nie zauważyłaś? — rzuciła zaczepnie, bo przecież April przekonała się na własnej skórze, że Teddy absolutnie nie potrafiła trzymać rąk przy sobie. — Ty zresztą też. Chociaż poczekaj... — zamyśliła się, zagryzając dolną wargę. — Nie wytrzymałabyś bez patrzenia — stwierdziła ostatecznie. Teraz odnosiła się wyłącznie do własnych doświadczeń, ale może to zależało od sytuacji? Albo od tego, kogo akurat miała pod sobą? Trudno stwierdzić.
Dostrzegła ekscytację w jej oczach. Ten błysk, który zwiastował upojenie alkoholowe, ale jednocześnie mówił więcej niż słowa. I choć balansowały na cienkiej linii między rosnącym napięciem a czymś bardzo niebezpiecznym, Teddy czuła dokładnie to samo. Każde znaczące spojrzenie i śmiały pytania przesuwały granice, które same sobie wyznaczyły. A raczej, które wyznaczyła Darling. A teraz przekraczała umowne bariery, wchodząc na teren, gdzie reguły przestawały obowiązywać. To nie było fair, to prawda, ale dla wstawionej Teddy równie wstawiona April stawała się tym, czym kryptonit dla Supermana — pieprzoną słabością.
Opuściła rękę i wsunęła ją pod stół. Dłoń po omacku znalazła kolano przyjaciółki, a potem przesunęła się trochę wyżej.
Muskanie palcami szyi czy uda? — zagadnęła, prostując się na krześle. Powinna teraz zrobić prezentację i przejechać paznokciami po szyi, ale siedziały za daleko od siebie. Cóż, trzeba się zadowolić tym, co jest. Czasami w życiu nie można mieć wszystkiego.
Teddy nie wypiła aż tyle, żeby nie wiedzieć, do czego to wszystko zmierzało. I wcale jej to nie przeszkadzało. Nie czuła potrzeby tłumaczenia się ani usprawiedliwiania. Nie było w tym nic złego. Granice dalej istniały, dopóki nie zaczną się do siebie dobierać.

April Finch

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 8:03 pm
autor: April Finch
Wzruszyła ramionami, kompletnie nie biorąc sobie do serca uwagi Teddy. Jeżeli nie miała ochoty słuchać odpowiedzi, mogła po prostu nie pytać. A jeśli chciała usłyszeć jedną, konkretną rzecz i zdobyć w tym momencie poklask przyjaciółki, to też mogła dać znać. April nie czułaby się z tym w pełni fair, ale była w stanie zagryźć zęby i wyrecytować jej dokładnie to, czego potrzebowała. Otwierając pytanie naraziła się jednak na szczerą reakcję, której wstawiona Finch w ogóle nie żałowała.
— Jak tam uważasz. Sama zapytałaś. — Starała się bardzo, by się nie odzywać w tej kwestii nieproszoną, a teraz, kiedy już udzieliła jej głosu, to narzekała na odpowiedź. To dopiero był szczyt wszystkiego! Jeżeli kelnerka nagle okaże się wielką miłością Darling, April jakoś to przecież przeżyje. W ostatecznym rozrachunku zależało jej na szczęściu przyjaciółki. Samolubna i dosadna była tylko w drobiazgach. Jako świadkowa na ich ślubie na pewno nie omieszkałaby opowiedzieć historii poznania się kobiet. Spotkanie w klubie z burleską w trakcie, gdy jedna z panien młodych flirtowała ze świadkową, to naprawdę urocza opowieść. No, chyba że Teddy wzięłaby sobie kogoś innego na świadka, ale za to Finch by się już na bank obraziła.
— Nie miałam pewności. Nie siedzę ci przecież w głowie, Teddy — zauważyła uprzejmie i z nutą żalu. Tak samo jak chętnie wpuściłaby ją na moment do swojej głowy, chciałaby się zanurzyć w strumieniu świadomości strażaczki.
— A co do mnie chyba masz rację. Mogę poczekać z dotykaniem, ale bardzo chcę patrzeć. — Obniżyła głos, podkreślając, jak bardzo jest to dla niej istotne. W rzeczywistości pewnie dałaby zrobić sobie obie te rzeczy na raz, z czystej ciekawości, dokąd ją to doprowadzi. Ale przecież zabawie chodziło o wybranie tylko jednej opcji, a nie entuzjastyczne zgadzanie się na wszystko, co tylko chciałaby z nią zrobić. Szkoda. Chętnie zagrałaby też w taką grę.
Nie musiała patrzeć pod stół, by być pewną, że na jej nagiej skórze pojawiła się gęsia skórka. Dotyk jej dłoni wywołał napływ gorąca w okolicach podbrzusza, od którego szybciej zabiło jej serce. Miała wrażenie, że alkohol zaczyna przepływać przez jej organizm na przyspieszeniu, rozkręcając sztorm w jej myślach i silnej woli.
— Szyi. — To nie była prawda. Raczej prowokacja. Przekręciła głowę, przez co krótkie włosy opadły na jedną stronę, odsłaniając nagą szyję. Nadal chciała czuć jej palce na udach, ale była ciekawa, jak zareaguje na ten wybór. Wokół stolika było przecież mnóstwo miejsca, a krzesła nie były w żaden sposób przytwierdzone do podłogi. Mogła się w każdej chwili do niej przysunąć. Chyba że faktycznie tylko rozmawiały, a ona znowu zakładała w głowie o siedem kroków za daleko i zaraz będzie tego żałować. Przynajmniej to by ją otrzeźwiło. Albo i nie, biorąc pod uwagę, że właśnie odsunęła na bok pustą szklankę.
— Wolisz najpierw posłuchać, co dokładnie się wydarzy, ale bez dotykania czy żeby wszystko działo się w kompletnej ciszy? — Dołączyła nowe pytanie, jakby to miało jakkolwiek usprawiedliwić jej wcześniejszą prowokację i nadać pozory zwykłej wymiany ciekawostek na ich temat. To akurat naprawdę ją ciekawiło. Wiedziała, że słowa są dla niej dużo ważniejsze niż dla Teddy, ale z kolei ona nie przepadała za druzgocącą ciszą, do której mogą się przebijać co najwyżej przyspieszone oddechy.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 9:04 pm
autor: teddy darling
Chciała wiedzieć, dlaczego nie, ale przecież nie zamierzała dopytywać, jak jakaś wariatka. Mimo to nie mogła powstrzymać przewrócenia oczami. Odpowiedź przyjaciółki wciąż wydawała się niewystarczająca i zbyt krótka, żeby w pełni zaspokoić jej ciekawość. Ale proszenie się o wyjaśnienia w czysto hipotetycznych sytuacjach nigdy nie leżało w naturze Teddy. No trudno. Może nie wyjdzie tego wieczoru z lokalu ze swoją przyszłą żoną, ale zawsze może do niej jutro zadzwonić. Jeszcze się zastanowi.
Co za bzdura! Oczywiście, że April siedziała w jej głowie, rozgaszczając się tam na dobre. Rozpychała się łokciami i zaczynała czuć się jak u siebie. Ale tego jej przecież nie powie. Nie mogła mówić jej o wszystkim, kiedy obie były pod wpływem alkoholu. Potem Darling znów wyobrazi sobie zbyt wiele, na drugi dzień będzie niezręcznie i ponownie przestaną się do siebie odzywać. I po co, na co to komu? Mogły bawić się dalej, ale Teddy musiała pamiętać, żeby się nie zagalopowywać. Poza tym sama była sobie winna. Sama wpuściła ją do swojej głowy i pozwoliła zostać.
Szyi, okej — pokiwała z aprobatą głową, chociaż nawet przez chwilę w to nie uwierzyła. — Ja też — dodała, również nie do końca szczerze, bo jednak błądzenie dłońmi po udach, szczególnie po ich wewnętrznej stronie, rozpalało ją do czerwoności. Na samą myśl aż zapiekła ją cała twarz. Przycisnęła do niej obie dłonie, jakby chciała zniwelować wyimaginowane rumieńce. Chociaż może naprawdę była czerwona? Strasznie zrobiło się tutaj gorąco. I po co jej jakieś Bahamy czy inne Hawaje? W ogóle obsługa lokalu powinna naprawić klimatyzację. Albo te panienki, które w tle paradowały po scenie, mogłyby się w końcu na coś przydać i trochę ją powachlować.
Widząc, jak przyjaciółka eksponuje swoją szyję, Teddy uśmiechnęła się pod nosem. W pierwszej chwili wyglądała tak, jakby chciała wstać i do niej podejść, ale ostatecznie nie ruszyła się z miejsca. Zachowywała się jak pierdolony Sim z wyłączoną wolną wolą. Z jednej strony nie pragnęła niczego bardziej od przejechania paznokciami po nagiej skórze przyjaciółki, a z drugiej wytężyła chyba wszystkie zmysły, żeby się od tego powstrzymać. Walczyła z samą sobą, zagryzając policzek od środka.
Wolę najpierw posłuchać. Bez dotykania — uniosła obie dłonie, chcąc pokazać, że rączki miała tutaj. A tamto wcześniejsze... Uznajmy, że to była niepotrzebna prowokacja.
Wbrew pozorom Darling również nie lubiła ciągłego milczenia. Szczególnie, kiedy była z kimś blisko i czuła się przy nim swobodnie. Ale przy kimś takim nawet cisza nie była drażniąca.
Wolisz doświadczyć czegoś, czego nigdy to tej pory jeszcze nie robiłaś, czy preferujesz coś znajomego i sprawdzonego? — Teddy uniosła jedną brew, przysysając się do swojej szklanki. Szkoda, że już nic w jej nie miała.
Nie wyjaśniła, do czego dokładnie zmierzała. Obie doskonale wiedziały, że w tej grze wszystko sprowadza się do jednego. Przez chwilę pomyślała nawet, że April mogłaby być kimś, z kim naprawdę chciałaby eksperymentować w łóżku. Zawsze dawała z siebie wszystko, żeby jej nie zawieść, ale w tych nowych doznaniach nie musiałaby się obawiać, że coś pójdzie nie tak. A jeśli rzeczywiście zdarzyłaby się wpadka, nie spaliłaby się ze wstydu. Przynajmniej nie na długo. Po chwili obie zaczęłyby z tego żartować i cała sytuacja poszłaby w niepamięć. Przy innych nie byłaby tak odważna. Zbyt mocno przejmowałaby się opinią i tym, żeby sprostać wyzwaniu.

April Finch

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 9:25 pm
autor: April Finch
Nie mogła mieć pewności, ile miejsca zajmowała w jej głowie. Bardzo chciałaby zajmować jak najwięcej, ale po ich ostatniej kłótni już sama nie była w stanie tego oceniać. Przeżyła w jej trakcie tyle sprzecznych emocji, że trudno było na tym nadążać Gdyby po prosty mogła czytać jej w myślach, byłoby łatwiej. Mogłaby mieć też jakiś miernik, który wyświetlałby dokładne statystki zwariowania na punkcie Finch. Dzięki niemu na pewno dążyłaby ku lepszemu każdego dnia, bo mogłaby na żywych liczbach oceniać, co się sprawdza. Zupełnie jak w pracy, w tym byłaby dobra.
Przygryzła wargę zadowolona, widząc reakcję Darling. Dłonie, którymi zasłoniła policzki, jasno pokazywały jej, że jednak coś robiła dobrze. Była właściwie pewna, że przyjaciółka za moment wstanie i znajdzie się tuż obok niej. Poruszyła się na krześle, chcąc usiąść wygodniej i przygotować się zawczasu na bliskość. Nie chciała dać się otumanić jej zapachowi i bliskości w pierwszych sekundach, chciała zachować minimum fasonu. Problem jednak w tym, że... nic się nie stało. Teddy nie ruszyła się z miejsca, szyja April nadal pozostawała niezaopiekowana. To była szpila wymierzona prosto w jej nadmuchane ego. Zabolało. Była przecież pewna, że ma ją teraz w garści, a tu proszę. Nawet jej to porządnie nie obeszło? Poczuła złość, nie znosiła takiego przegrywania. Znowu się pomyliła? Przeczesała palcami włosy, układając je z powrotem tak, jak były. Szyja przestała być tak łatwo dostępna.
— Lubię być zaskakiwana. — Spojrzała rozbawiona na jej pustą szklankę, z której chyba starała się wytrząsnąć ostatnie krople alkoholu. Nie sprawiała wrażenia aż tak pijanej, by się gubić w takich prostych rzeczach. Nie była też tak zamyślona, skoro została na swoim miejsc i nie dała się skusić szyi April. To był dodatkowy element gry, za którym jeszcze nie nadążala? Całkiem możliwe. Niech będzie. Znów przecież nie kłamała. Zawsze była chętna na spróbowanie czegoś nowego. Przy znanym czuła się bezpiecznie i nie chciałaby stracić takiego komfortu, ale nie uśpiłaby nigdy na dobre swojej ciekawskiej natury.
Zespół skończył grać, na scenie ktoś się krzątał. April wykorzystała moment, w którym w barze zrobiło się nieco ciszej. Wciąż z tyłu głowy miała porażkę, jaką poniosła przy ostatniej prowokacji. Ale przecież nie mogła się tak łatwo poddawać, jeśli chciała do czegoś dojść.
— Lepiej żebym poszła do toalety i zdjęła majtki czy stanik? — zapytała szeptem, który bez okalającej je muzyki, Teddy bez problemu mogła usłyszeć. Nachyliła się mocno nad stolikiem, znajdując się tak blisko, jak pozwalał na to mebel. Wycofała się jednak delikatnie, uniosła dłoń, prosząc tym samym, by poczekała z odpowiedzią.
— Chwila. Nie tak. Czy w hipotetycznej sytuacji wolałabyś, żeby dziewczyna zaskoczyła cię brakiem majtek czy stanika? — poprawiła się ostrożnie, wyglądając na nieco zakłopotaną i pogubioną w tej teorii, po czym nachyliła się w jej stronę ponownie, posyłając jej wyzywający uśmiech. Faktycznie się przejęzyczyła, bo była już pijana? Albo po prostu znowu ją prowokowała, rozrysowując jej nowy test? Cholera ją wie.

teddy darling

Go, shawty, it's your birthday

: ndz sty 18, 2026 10:10 pm
autor: teddy darling
Umiejętność czytania w myślach z pewnością ułatwiłaby Teddy wiele spraw. Teraz jednak mogła jedynie zastanawiać się, czy jej przyjaciółka w ogóle o niej myślała. I jeśli tak, to w jaki sposób. Bo że myślała, wydawało się oczywiste. W końcu łączyła je przyjaźń, a trudno wyobrazić sobie, żeby jedna z nich mogła całkowicie zniknąć z myśli drugiej. Mimo to Darling pragnęła wiedzieć więcej. Nie wystarczała jej sama świadomość istnienia tych myśli, chciała poznać ich treść i znaczenie. Czy były podobne do jej własnych? A może należały do zupełnie innego porządku, pozbawionego tego drżenia, które towarzyszyło jej za każdym razem, gdy o niej myślała? Ta niepewność była nie do zniesienia. Teddy obawiała się, że prawda mogłaby okazać się boleśnie odległa od jej oczekiwań.
Pusta szklanka przy ustach miała ją uziemić. Dzięki temu nie wstała, nie skróciła dystansu i nie zajęła się szyją April, choć odsłonięta skóra aż się o to prosiła. Och, czyżby ją tym rozczarowała? Naprawdę sądziła, że będzie tak łatwo? Że Darling ulegnie jej wdziękom, jakby kilka dni temu nic się nie wydarzyło? Jakby to nie ona sama, z pełną świadomością, nie narysowała granicy grubą, oczojebną linią, zastrzegając, że nie powinny jej przekraczać ani dla zabawy, ani z ciekawości, ani tym bardziej z potrzeby bliskości? Finch musiała się zdecydowanie bardziej postarać, jeśli chciała zdobywać szczyty.
Zakodował w głowie, że lubiła być zaskakiwana. Fajnie. Teddy również. To może się przydać na przyszłość. W teorii, oczywiście. Darling mała pamięć do detali. i do dat. I do odtwarzania planów pomieszczeń, które wiedziała tylko przez krótką chwilę. Do szczegółów na ciele Finch też. Gorzej było z nazwiskami i przypisywaniem ich do odpowiednich twarzy. Zwłaszcza, kiedy ludzie byli podobni zupełnie do nikogo.
Pochyliła się, chcąc wysłuchać tego konspiracyjnego pytania, a jej ust drgnęły zdradliwie. Bardzo chciała się roześmiać, ale na twarzy zachowała niewzruszoną powagę. Dopiero gdy przyjaciółka doprecyzowała, o co konkretnie jej chodzi, Teddy uniosła brwi i udała głębokie, filozoficzne zamyślenie.
Majtki — oznajmiła w końcu krótko, z absolutnym przekonaniem, jakby właśnie rozstrzygnęła debatę stulecia. W końcu była #teamdupa i wcale się z tym nie kryła. — Wolałabym, żeby dziewczyna zdjęła majtki — dodała, przeciągając ostatnie słowo z wyraźną satysfakcją. Pokiwała głową, jakby sama sobie przyznawała rację i przygryzła dolną wargę. Odpowiadając na wyzywający uśmiech naprzeciwko, posłała April równie bezczelne spojrzenie. — Wolałabyś zdjąć je sama czy wolisz skorzystać z mojej pomocy? — odbiła piłeczkę, po czym cmoknęła znacząco i zmarszczyła nos, szykując poprawkę. — To znaczy, czy wolisz korzystać z pomocy jakichś tam dziewczyn — sprostowała, uśmiechając się triumfalnie.
O nie. Nie, nie, nie. Nie przegra tej bitwy. Darling była gotowa ścierać się tak do rana. Na słowa, spojrzenia i znaczenia ukryte między nimi. Gra toczyła się na dwuznaczności. A im dłużej trwała ta wymiana, tym bardziej było jasne, że nie chodzi o wygraną samą w sobie, a o przeciąganie liny i sprawdzanie, która z nich pierwsza straci grunt pod nogami.
Zaczęła zastanawiać się, ile kobiet będących na jej miejscu już dawno skapitulowałoby, totalnie poddając się urokowi przyjaciółki. Pewnie większość, jeśli nie wszystkie. Teddy miała jednak tę przewagę, że znała ją nie od dziś i nawet nie od wczoraj. I tutaj dla Finch zaczynały się schody.

April Finch