30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła się, kurwa, koszmarnie. Do dupy z takimi urodzinami, w ogóle nie czuła się na nie gotowa psychicznie. Miesiąc temu narzekała, że po prostu nie ma ochoty wchodzić w nową dekadę. Stresowało ją to, czuła się niewspółmiernie stara i w ogóle jakaś taka nie na swoim miejscu w tym świecie. Zaczęła nawet szukać w lustrze zmarszczek i siwych włosów. Kilka znalazła, a potem postanowiła zapomnieć o ich istnieniu. To wszystko nie byłoby nawet takie tragiczne. Wiedziała, że w rzeczywistości nic się z dnia na dzień nie zmieni, to tylko jej skopana psychika, a liczyło się świętowanie w miłym towarzystwie. Ale to towarzystwo też było sporym kłopotem.
Bardzo starała się zachowywać normalnie. Odpisywała Teddy na wszystkie wiadomości, czasem nawet wysyłała jej jakieś idiotyczne TikToki. Trafiło się nawet kilka memów, do których dopisała jej kontekst, wiedząc, że są zdecydowanie zbyt głęboko w byciu chronicznie online, by przyjaciółka nadążała za tym, co właściwie było w nich zabawnego. Nadal jednak nie potrafiła przejść na tryb totalnie swobodny. Ciągle miała z tyłu głowy alarm, że coś jest zdecydowanie nie w porządku i tym czymś prawdopodobnie była ona. Ale sama siebie z siebie nie wyjmie, nie? Żeby nie musieć się nad tym zastanawiać, siedziała ciągle w pracy. Widziała biuro dużo częściej niż własną sypialnię. Angażowała się osobiście w każdy projekt, jaki odbywał się na jej piętrze. Nie musiała być z nim powiązana, po prostu chciała mieć zajęte myśli. Była gotowa jeździć po mieście i załatwiać wszystkim ich sprawunki, co spotykało się ze sporym entuzjazmem wśród współpracowników. Sypiała kiepsko, żyła dzięki kofeinie. Nie spędziła ani minuty w kuchni, bo wiedziała, że gotowanie ją tylko wkurwi, a nie, jak to zwykle bywało, zrelaksuje. Pamiętała, by regularnie jeść głównie dzięki codziennym przerwom na lunch w pracy. Wysyłała do Teddy swoje codzienne outfity, jak to czasem miała w zwyczaju, ale wszystkie fotki pochodziły z windy jej biurowca. Przynajmniej codziennie faktycznie miała na sobie coś innego! I zawsze dbała o to, by było to czyste. Bez żadnych szminek. Ale one i tak nie miały skąd się pojawiać. Zaniechała wszelkich kontaktów towarzyskich poza pracą, bo doprowadzały ją do szału. Znajomi, którzy wariowali z nią przez pierwsze dwa tygodnie, byli nieco zawiedzeni, ale to ich problem.
Miejsce wybrała jeszcze jesienią. Zasugerowała Teddy, że nie była tutaj sto lat i chętnie by wkroczyła w nową dekadę, po prostu z nią pijąc i obserwując nagie pośladki i kolorowe piórka. Nie chciała rezygnować z tego pomysłu, bo mogłoby to wyglądać jakoś dziwnie. Zjawiła się na miejscu przed umówioną godziną, zajęła jakiś stolik i założyła na głowę urodzinową czapeczkę. Zignorowała dziwne spojrzenie kelnerki i zamówiła potrójną Jaggerbombę, planując się chociaż trochę rozmiękczyć, zanim przyjdzie Teddy..
— Sto lat ja! Zobacz, jak ładnie wyglądam. I w ogóle nie zmarzłam, zupełnie jak nastolatka! — Podniosła się z miejsca, widząc zbliżającą się Darling. Wyszła na moment zza stolika, żeby się jej zaprezentować w pełnej krasie. Tak naprawdę to strasznie zmarzła. Nie pojmowała, jak mogła chodzić taka roznegliżowana w liceum. W styczniu? Straszny pomysł. Wtedy w ogóle ten chłód do niej nie docierał. Teraz żaden płaszcz nie pomagał na gołe nogi. Pewnie się jeszcze po tym wszystkim pochoruje. Strasznie jest być starą rurą.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

025.
Długo zastanawiała się nad prezentem, jaki mogłaby sprawić przyjaciółce na trzydzieste urodziny. Na tle adoptowanej krowy wszystkie inne pomysły wypadały po prostu marnie. Były zbyt zwyczajne, zbyt oczywiste i zupełnie nie pasowały do April. Kiedy widziały się ostatnim razem, Teddy była kompletnie nieprzygotowana. Nie zdążyła nic kupić, a przecież nigdy nie obdarowywały się standardowymi podarunkami. Poza tym zupełnie nie spodziewała się wtedy odwiedzin. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko, bez zapowiedzi i bez czasu na sensowne decyzje. A potem… Ach, szkoda strzępić ryja.
W każdym razie ostatnie kilka dni spędzała na długich, dobowych zmianach w remizie, próbując jednocześnie wymyślić, czym mogłaby obdarować Finch. Myśli krążyły w kółko, uparcie wracając do punktu wyjścia. Musiało to być coś oryginalnego. Coś, co nie trafi na półkę ani nie zostanie zapomniane po tygodniu. Żadnej tandety. Prezent musiał mieć znaczenie, nawet jeśli jeszcze nie do końca wiedziała dokładnie jakie.
Nie dało się nie wyczuć, że między nimi wciąż było inaczej. Niby pisały do siebie codziennie, wymieniały memy i opowiadał o swoim dniu, ale coś jednak nie grało. Teddy usilnie wmawiała sobie, że to, w co zabrnęły, w żaden sposób nie zaważy na ich przyjaźni. Że to było coś, co da się bezpiecznie odłożyć na bok i wrócić do dawnego my. Wystarczyło dać czasowi trochę czasu. Pozwolić emocjom opaść, myślom się uporządkować, a spojrzeniom znów stać się niewinnymi. Tak, to brzmiało rozsądnie. A Darling zawsze była rozsądna. Co mogło pójść nie tak? Oprócz tego, że wszystko?
Stawiła się w umówionym miejscu minimalnie spóźniona, ale to akurat przez korki. Przechodząc przez drzwi uświadomiła sobie, że kiedyś była w tym barze z burleską z kolegami z jednostki. Alkohol był w przystępnych cenach, a muzyka nie drażniła uszu. Idealne miejsce, żeby usiąść, napić się i spróbować normalnie rozmawiać.
Dostrzegłszy April uniosła wolną rękę i pomachała do niej, zręcznie przeciskając się przez stojących przy barze ludzi. W drugiej ściskała sporych rozmiarów torbę prezentową, z której wystawały pojedyncze liście.
Wyglądasz ekstra — pochwaliła ją i nachyliła się, żeby musnąć ustami jej policzek. Na początku zawahała się, ale tylko w środku. Z zewnątrz nie dała niczego po sobie poznać. Buziak był krótki i totalnie przyjacielski. Sama Darling miała na sobie czarną, skórzaną kurtkę motocyklową z czaszką na plecach (póki motocykl stał w garażu, to był jedyna okazja, żeby ją założyć) i szerokie spodnie z wysokim stanem. Dbała o nerki. Co z tego, że top miała już króciutki i widać jej było nie tylko pępek, ale prawie wystawały spod niego piersi. Kiedy się ogarniała to pomyślała, że to może przesada, ale potem stwierdziła, że niby z jakiej racji? Wyszła w miasto, żeby się zabawić, nie będzie przecież chodzić ubrana jak zakonnica.
Dobra, słuchaj — ustawiła torbę prezentową na stoliku i wyciągnęła z niej ekskluzywną teczkę. — Nie mogłam być gorsza od ciebie, więc kupiłam ci gwiazdę z twoim imieniem. No bo wiesz, to symbol przyjaźni ponad czasem i przestrzenią. Normalnie jest widoczna na niebie, ale nie w taką pogodę. Na razie możesz ją zobaczyć w aplikacji Star Finder — wręczyła przyjaciółce teczkę z instrukcją. Kto wie, może jak się przejaśni to zdołają ją dostrzec gołym okiem. — A tu masz coś, o co musisz dbać, ale na pewno odwdzięczy ci się pięknymi plonami — podsunęła jej bliżej torbę. W środku znajdował się dorodny krzak marihuany. Taki, z którego normalnie można było już zrywać i suszyć liści. Jett Donovan, dobry kumpel z jednostki Teddy, przetrzymywał go u siebie od kilku miesięcy, bo Darling obawiała się, że jak weźmie konopie do siebie, to ją zasuszy. Miała okropną rękę do roślin.
Ach i jeszcze jedno! — totalnie by zapomniała! Wyciągnęła kolorową puszkę, którą wcisnęła obok krzaka. — To Kapsuła Czasu — wyjaśniła i ją otworzyła. — Są tu nasze zdjęcia, bilety z koncertów i inne pamiątki. Nawet kapsle po piwie! Pomyślałam, że jak zrobi się cieplej, to możemy ją gdzieś zakopać i otworzyć za dziesięć czy piętnaście lat — oczywiście, jeśli April tylko chciała, mogła dorzucić do środka coś od siebie, żeby dodatkowo uzupełnić ich wspólne wspomnienia. — Wszystkiego najlepszego — Teddy uśmiechnęła się szeroko i puściła do niej oko. A potem podeszła bliżej i objęła mocno. Szczerze i prawdziwie.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widok przyjaciółki podniósł ją nieco na duchu. Obawiała się, że stanie się kompletnie na odwrót i będzie miała ochotę wyjść, gdy tylko Teddy przekroczy próg tego uroczego przybytku. Na szczęście nie było aż tak źle. W trakcie przywitania poczuła wprawdzie nieprzyjemny, chłodny dreszcz, ale to tylko taki drobiażdżek. Buziak był przecież bardzo miły. To pewnie z niewyspania. Wleje w siebie jeszcze kilka energetyków z alkoholem i zacznie się zachowywać neutralnie. Przynajmniej mogła pogapić się jej nieco na biust! Z tym akurat w ogóle nie musiała się krępować. Nie byłoby w tym nic dziwacznego pół roku temu, nie było teraz. Jakby nie oczekiwała takiej reakcji, to założyłaby przecież golf. Och, April. Teraz to myślisz jak jakiś prawicowy dziennikarz oskarżony o wieloletnie molestowanie seksualne swoich podwładnych, ogarnij się.
— Ojej! — Błysnęła elokwencją niczym ta gwiazdka, którą właśnie trzymała w dłoniach. No dobrze, to był tylko certyfikat, ale ona czuła się, jakby unosiła się ponad atmosferą. Otworzyła teczkę i przeczytała na szybko najpotrzebniejsze informacje. W całym tym swoim przekonaniu o własnej wspaniałości spróbowała nawet skojarzyć, czy wie, co to za gwiazda, ale potem zdała sobie sprawę, że nawet nie do końca rozumie, co się robi z tymi wszystkimi cyferkami, którymi była opisana. Ważne, że była do tego jakaś aplikacja, z tym sobie przecież poradzi.
— O wow. — Zareagowała entuzjastycznie na roślinkę. Aż jej się oczy zaświeciły na myśl o plonach, które będzie mogła z niej zebrać. Szkoda tylko, że kwiaty zazwyczaj umierały zaraz po przekroczeniu progu jej mieszkania. Wolały zginąć od razu niż narażać się na taki dalszy los. Ale o coś takiego będzie musiała przecież zadbać! Wiedziała nawet mniej więcej, jak to się robi. Wpadła kiedyś w spiralę oglądania filmów na YouTubie od hodowców, chwalących się własnymi miniszklarniami. Zmarnowała na to kilka godzin, a teraz wreszcie będzie mogła gdzieś tę wiedzę wykorzystać.
— O matko. — Westchnęła, zaciskając palce na niemalże magicznej puszce. Mogłaby w niej schować tyle wspaniałych rzeczy! No dobra, większości pewnie byłoby jej szkoda, bo woli gromadzić takie pamiątki w domu. Pewnie bałaby się, że zapomni, gdzie tę puszkę zakopała i utraciłaby te rzeczy na zawsze. Jak wiewiórka. Ale skoro w ukrywaniu miała jej pomóc Teddy, to nie będzie tak źle. Ona miała łeb do takich rzeczy.
April wzruszyć jest bardzo łatwo. Czasami wystarczy, że spojrzy na jakąś parę staruszków w parku albo zobaczy w reality show ojca mówiącego synowi, że go kocha i już jest po niej. Nie łapią jej za serce reklamy, bo za mocno siedzi w branży marketingowej, by dawać im chociaż gram wiary i kredytu zaufania. Tym razem była dzielna, bo wytrzymała aż do przytulenia. A może po prostu wtedy to wszystko do niej dotarło? Objęła mocno przyjaciółkę, chcąc wycisnąć z niej tę całą miłość, którą wykorzystała do przygotowania podarunków. Zasłoniła usta dłonią, starając się mimo wszystko nie popłakać.
— Teddy, jesteś najsłodszą istotą, jaka stąpała po tej planecie. — Pociągnęła nosem, nadal próbując się opanować. Zaśmiała się z własnej głupoty i przyciągnęła ją do siebie jeszcze raz, bo pojedynczy przytulas wydawał się zdecydowanie zbyt słaby.
— Dziękuję, wszystko jest perfekcyjne. — Schowała ostrożnie prezenty z powrotem do torby, a samą torbę ustawiła pod ich stolikiem w taki sposób, by nikt przypadkiem się o nią nie przewrócił. Jeszcze tego brakowało, by roznegliżowana kelnerka wywinęła przez nią orła i oblała jej nową gwiazdkę burbonem.
— Ale wiesz, że to nie jest fair, żeby dawać trzy prezenty komuś, kto dał ci jeden? Myślałam, że mamy to ustalone. Teraz na Zajączka muszę odwalić jakiś pokurwiony szajs. Znaczy się, Zajączek musi. — Usiadła na swoim miejscu, wzdychając ciężko. Do Wielkanocy było jeszcze trochę czasu. Chyba. Nie kojarzyła, kiedy właściwie jest to święto. Wiedziała, że jakoś na wiosnę i że ma coś wspólnego z ukrzyżowaniem Chrystusa. Ale skąd ten Zając i prezenty? Cholera wie. Nieważne. To było po prostu najbliższe święto z prezentami, jakie przyszło jej do głowy. Oczywiście poza Walentynkami, ale przecież tego na głos nie powie.
— Jak mi jeszcze powiesz, że to tematyczny strój, bo masz dzisiaj załatwiony występ na scenie, to chyba wyjdę z siebie. — Zażartowała, sięgając po swojego drinka. Trochę go za mało. Zawołała kelnerkę, żeby Teddy mogła zamówić wszystko, na co miała ochotę. Dla siebie wzięła jeszcze raz to samo. Na moment przeniosła wzrok na scenę, na którą wprowadzali właśnie gigantyczną wannę ozdobioną świecącymi kulami, które miały imitować bąbelki z piany. Klasyczek. Rozbieranie się przy motocyklu też na pewno zdobyłoby poklask.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na początku planowała wręczyć jej tylko krzaczek konopi indyjskiej, który przez ostatnie miesiące spokojnie rósł pod czujnym okiem Jetta Donovana. Taki prezent najbardziej pasował do April. Obie miały fatalną rękę do roślin, ale przecież to marihuana, więc przyjaciółka nie pozwoli tak szybko na jej rychłą śmierć. Pomysł z gwiazdą pojawił się znacznie później, zupełnie niespodziewanie, zainspirowany adopcją Królowej Theodory Apreddy LXIX. Z kolei na prezent z Kapsułą Czasu wpadła w ostatniej chwili. W dużej mierze przyczyniła się do tego ich ostatnia sprzeczka, która wciąż nie dawała jej spokoju. To właśnie ten gest miał być odpowiedzią na niewypowiedziane słowa i niedokończone myśli oraz próbą pokazania przyjaciółce, że ich relacja wciąż znaczy dla niej dokładnie tyle samo co dawniej. Że nic nie jest w stanie przekreślić tych wspólnie spędzonych lat. Może po części była to próba odkupienia win. Teddy miała skłonność, żeby najpierw szukać ich w sobie, nawet wtedy, gdy odpowiedzialność nie leżała wyłącznie po jej stronie. Mimo wszystko miała swoje za uszami.
Uśmiechnęła, kiedy przyjaciółka objęła ją jeszcze mocniej. Chciała powiedzieć, że to jej impreza i mogła płakać, jeśli tylko chciała. Tak przecież śpiewała Lesley Gore, ale z drugiej strony Finch nie mogła tak się mazać. Zaraz zniszczy sobie cały makijaż i tyle będzie z jej przygotowań.
To jest bardzo fair — Darling usiadła przy stoliku i rozsunęła kurtkę. — Nie masz pojęcia, jak ciężko było cię przebić! Poza tym to trzydziestka, więc nie będziesz mi mówić, co jest fair a co nie. Trzydziestka, trójka z przodu, trzy prezenty. Wszystko się zgadza! — przyklasnęła w dłonie i uśmiechnęła się pięknie do kelnerkę, którą przywołała April. Kelnerka też się uśmiechnęła, więc przez moment uśmiechały się tak do siebie, aż Teddy oprzytomniała i zamówiła whisky na lodzie. — Od kiedy obchodzimy Zajączka? — odprowadziła kelnerkę wzrokiem (wcale nie gapiła jej się na dupę, ok?) i przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę. — I co? Zorganizujesz mi szukanie czekoladowych jajek w cudzym ogródku? — zaśmiała się na samą myśl. Nigdy nie rozumiała tych wielkanocnych tradycji, chociaż za dzieciaka pewnie zbierała jajka jak pojebana.
Teddy popatrzyła na swóją kurtkę i kusy top, a potem na scenę, gdzie tancerki miały na sobie gorsety, pończochy, pióra, wachlarze i inne boa. Kompletnie nie pasowała do nich stylizacją ani do całej otoczki występów.
Nie — stwierdziła krótko, po czym uniosła palec w teatralnym geście. — Ale jak liczysz na show i flirt z publicznością w moim wykonaniu, to najpierw pozwól wypić mi kilka drinków. Masz urodziny, mogę to zrobić — wzruszyła ramionami, jakby ta była najnormalniejsza rzecz na świecie. Wprawdzie podejrzewała, że za próbę zakłócenia przedstawienia prędzej zostanie wyprowadzona z lokalu przez tutejszych ochroniarzy, ale przecież nie mogła zawieść przyjaciółki!
Kiedy kelnerka przyniosła drinki, Darling podziękowała jej uśmiechem i ujęła swoją szklankę w dłoń, lustrując Finch wzorkiem. Próbowała sama wyhaczyć, czy trzydziestka cokolwiek w niej zmieniła, ale w końcu się poddała. Nie będzie na siłę doszukiwać się różnic i snuć domysłów.
Jak się czujesz? — zapytała, upijając łyk alkoholu. — No wiesz, ze świadomością, że w tym wieku twoi rodzice mieli już trójkę dzieci i byli ustawieni do końca życia? — uniosła wymownie brwi. Nie mogła przecież odpuścić sobie okazji, żeby trochę się z nią podrażnić.
Teddy od miesiąca była trzydziestolatką i do tej pory nie poczuła żadnej różnicy. Pomijając fakt, że nie czuła się ostatnio sobą, ale akurat wiek nie miał tutaj nic do rzeczy.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Udało jej się na szczęście nie popłakać. Skończyło się na przeszklonych oczach i jakichś pojedynczych kropelkach, które zdążyła złapać, zanim zrujnowały jej makijaż. Ależ była dzielna! Jak prawdziwa dorosła, pozazdrościć.
— Ano tak, w ogóle mnie to nie pogrąża jeszcze bardziej, bo przecież ty miałaś ostatnio którejś już z kolei dwudzieste piąte. Luz. — Jęknęła żałośnie, osuwając się nieco na krześle. Nie wpadła wcześniej na trójkową logikę, ale przecież to miało sens. Zanotowała w pamięci, by za trzy lata wręczyć jej dwanaście prezentów. Oby tylko zrozumiała chrystusową analogię. Ale może jak zaczną w tym roku obchodzić Wielkanoc, to wbije się jej to w dłonie głowę niczym gwóźdź. Przeniosła wzrok na rurkę w swoim drinku, którą zaczęła leniwie kręcić. Z milczeniu śledziła ruch słomki, cierpliwie czekając, aż skończy się ten festiwal uprzejmości i uśmiechów, a kelnerka sobie pójdzie. To tak z wrodzonej kultury osobistej, nie chciałaby nikomu przeszkadzać.
— Najwyraźniej od tego roku. Nie powiem ci, co zorganizuje, bo z premedytacją wymyślisz coś lepszego. — Prychnęła, podnosząc się z powrotem na krześle. Musiała siedzieć jak dama, w końcu była dorosła. Poza tym, podobno właściwa postawa wpływa na nasze samopoczucie i samoocenę. Założyła nogę na nogę, by poczuć się jeszcze lepiej. Zadziałało.
— Totalnie to zrób. Jak już zadzwonią po policję, bo się nie będziesz chciała stąd dobrowolnie usunąć, to poproszę rodziców, żeby cię wsparli — zachęciła entuzjastycznie. To dopiero byłoby widowisko! Żeby pozostać w groźnej postaci, powinna pobić się z ochroną. Albo właśnie z funkcjonariuszami. Czemu by nie zaryzykować, skoro miały do dyspozycji usługi prawnicze po zniżce? Może i nazwisko Darling nigdy nie mogłoby już paść w domu państwa Finch, ale co tam. Dla hecy pewnie warto.
— O wow. Dwadzieścia sekund temu było całkiem nieźle, ale teraz jest czuję się naprawdę parszywie. — Parsknęła rozbawiona. Dobrze mieć kogoś, kto zawsze przytuli cię do serca i sprawi, że wszystkie smutki odejdą w cień. Szkoda, że April nie zaprosiła nikogo takiego na własne urodziny. Wzruszyła ramionami, bo przecież naprawdę się nie obraziła i nie dobiła jej słowami. Nie było jej aż tak skrajnie daleko do rodziców, na wielu życiowych polach odnosiła sukcesy. Wprawdzie w kwestii miłości, która była dla niej absolutnym priorytetem, było tragicznie, ale to szczegół.
— Rodzice na przykład życzyli mi spokoju ducha, rozsądnych decyzji i szybkiej ścieżki awansu w tym moim Abilify. — Uśmiechnęła się gorzko, na moment znów spuszczając wzrok na drinka. Cóż, byli blisko, agencja April nazywała się Amplifi. Abilify to z kolei lek na schizofrenię. Może to po prostu była jakaś sugestia, a nie znak, że nie słuchają jej zbyt uważnie? Życzenia nie były takie tragiczne. Wiedziała, że są strasznie podszyte chujem, ale wolała wmawiać sobie, że były po prostu takie bardzo praktyczne – zupełnie jak rodzice.
— Dzisiaj rano z kolei dzwoniła do mnie jakaś AI i zapraszała mnie na darmowe badanie stawów. Także no serio, wszyscy są mega mili. — Zdawała sobie sprawę, że takie akcje z zaproszeniami opierały się na losowym wybieraniu numerów osób obecnych w jakiejś bazie, ale termin, w jaki się wbili, nieco ją jednak zaskakiwał. Dobrze, że mimo wszystko potrafiła się z siebie śmiać, bo osiwiałaby w ekspresowym tempie.
Ale tak poza tym jest w porządku. Pociesza mnie fakt, że bardzo dobrze można wyglądać naprawdę w każdym wieku. — Wskazała na nią ruchem głowy, podkreślając, że to przecież Teddy jest tu naprawdę starą-starą rurą.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie była żadna licytacja. Po prostu prezent, który dostała od April, był tak zajebisty, że Teddy naprawdę musiała się nieźle nagimnastykować, żeby chociaż dorównać jej kreatywności. A przecież okoliczności wcale nie sprzyjały. Stres zjadł ją żywcem w chwili, gdy wparowała do niej bez zapowiedzi, żądając upominku, jakby to było coś absolutnie oczywistego. Do tego dochodziła jeszcze ta cholernie niepewna perspektywa spotkania, bo wcale nie było gwarancji, że w ogóle do niego dojdzie. Mogły wtedy pokłócić się na amen i zobaczyć dopiero za pół roku. W takich warunkach wymyślenie czegokolwiek sensownego graniczyło z cudem. Teddy miała wrażenie, że każdy pomysł jest zbyt banalny albo kompletnie nie na miejscu. Nie mogła sobie pozwolić na bylejakość, dlatego to był tak okrutnie twardy orzech do zgryzienia!
Darling bardzo nie chciała korzystać z usług państwa Finch. Już wystarczyło, że i tak za nią nie przepadali, twierdząc, że od lat ma negatywny wpływ na ich najstarszą córkę. A jeśli ci mieliby ją wyciągać z kłopotów związanych z łamaniem prawa, chyba zapadłaby się pod ziemię i już nigdy nie wyszła do ludzi. No cóż, przynajmniej rodzice Teddy przepadali za April. Równowaga została zachowana.
Uśmiechnęła się łobuzersko, ale szybko spoważniała, udając, że lek na schizofrenię w ogóle jej nie rozbawił. Wbrew pozorom wierzyła w dobre intencje rodziców przyjaciółki i ci na pewno nie mieli na myśli niczego złego. Mogłaby się zacząć przejmować, gdyby dostała od nich opakowanie tabletek albo potwierdzoną wizytę u psychiatry!
Hej, to są bardzo szczodre życzenia — zauważyła i pokiwała entuzjastycznie głową. — Spokój ducha i rozsądek... To nic, co by ci się w życiu nie przydało — wymierzyła w nią swoją szklanką z whisky. Czy nawiązywała do czegoś konkretnego? Raczej nie, prędzej chodziło o całokształt. — A awans? Każdy przecież marzy o awansie! I na twoim miejscu skorzystałabym z badania stawów. Do mnie nikt w tej sprawie nie zadzwonił i w sumie to teraz trochę mi smutno — ściągnęła brwi. Przez to, że tak dużo ciężarów dźwigała w swojej pracy miała do wymiany kolana i kręgosłup. O, może na Zajączka przyjaciółka sprawi jej tytanowe biodra? To byłby bardzo praktyczny prezent, z którego Darling korzystałaby codziennie.
Na wieść o tym, że w każdym wieku można było wyglądać dobrze, odstawiła teatralnie szklankę na stolik i podniosła się z miejsca, żeby zaprezentować się April w całej okazałości. Zrzuciła z siebie skórzaną kurtkę i wykonała obrót, rozkładając ręce na boki. Starała się jednak nie podnosić ich zbyt wysoko, bo wtedy top odsłaniał do połowy cycki, a tego wieczoru nie miała na sobie stanika. To nie tak, że żaden nie pasował do kusej, obcisłej bluzki, ale zakładanie czegoś więcej pod spód kompletnie mijało się z celem kreacji.
Chyba nie sądzisz, że przez następne kilka lat jakoś drastycznie się zmienisz? — zapytała, z powrotem siadając naprzeciwko Finch. — W twoim życiu na pewno dużo się wydarzy, ale wizualnie? — w tym miejscu Teddy pokręciła głową. — Podejrzewam, że za dziesięć lat będziesz wyglądać dokładnie tak samo. Gdzie ta kelnerka? — wychyliła się i rozejrzała po lokalu. — Nie powinna najpierw zapytać cię dowód osobisty, zanim poprosiłaś o Jaggerbombę? — spojrzała wymownie na na przyjaciółkę, dając jej do zrozumienia, że pomimo zmiany kodu na trzy z przodu i zjawiskowego wyglądu, nie uznałaby ją za pełnoletnią.
Tak, to miał być komplement. Niezbyt wyszukany, ale Teddy piła dopiero pierwszego drinka i pamiętała o tym, żeby nie przekraczać granicy. Zamierzała wytrwać w swoim postanowieniu przez cały wieczór. To nie mogło być przecież takie trudne. Na razie szło jej bardzo dobrze, prawda? Zachowywała się swobodnie, ale nie flirtowała i nie wysyłała żadnych sygnałów, a to już połowa sukcesu!

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo chciałaby, żeby rodzice mieli podobne zdanie na temat jej znajomych, co ona. Zazwyczaj jednak układało się tak, że ulubieni ludzie April byli na szarym końcu listy Finchów i na odwrót. Jakoś trudno było im znaleźć kogoś, kto zachwycałby całą trójkę. Wątpiła, że kiedykolwiek się to uda. Bardzo duża część problemu leżała przecież w niej samej, a nie miała zamiaru się jeszcze bardziej naginać do woli mamy i taty. I tak była zbyt miękka w porównaniu do reszty sióstr i wielokrotnie dawała staruszkom za wygraną. Na szczęście widziała w tym jakieś granice.
— Nie musisz tak się podlizywać ich wizjom, nie siedzą obok i nie podsłuchują. — Złapanie ich na potakiwanie mogłoby zadziałać, ale pewnie na krótszą metę. Nie chciałby jednak spędzać urodzin w takim gronie, a już na pewno nie tutaj. Kompletnie nie pasowali jej do klimatu tego miejsca. Chociaż cholera ich wie, może bawiliby się świetnie i tylko zgrywają takich sztywniaków? Każdy ma jakiś słaby punkt, może dla nich są to kolorowe naklejki na sutki.
Z wielką przyjemnością skorzystała z pokazu. Teddy w pełnym stroju wydawała się jej dużo ciekawsza niż roznegliżowane kelnerki, na których kompletnie nie miała ochoty zawieszać spojrzenia. Oby tylko występy okazały się ciekawsze, bo przecież przyszła tutaj zaczerpnąć nieco sztuki i pogapić się na ciała obcych kobiet, a nie, żeby zachwycać się Darling. Z tym akurat musiała przystopować. Przesunęła wzrokiem po każdym fragmencie, którego wcześniej nie widziała, mając nadzieję, że ta prezentacja potrwa nieco dłużej. Niestety przyjaciółka wróciła na miejsce dosyć szybko. April odprowadziła ją wzrokiem do krzesła, uśmiechając się przy tym flirciarsko. Przygryzła delikatnie wargę i nachyliła się w jej stronę, chcąc szepnąć kilka słów, ale zatrzymała się zawieszona nad stolikiem. Nie mogła powiedzieć tego, co przeszło jej przez myśl. Nie powinna z nią tak lekko flirtować, by nie wprowadzać niezręcznej atmosfery. Spojrzała na bok, udając, że zagląda znowu do torby prezentowej. Uśmiechnęła się na widok krzaczka, bo to chyba najbardziej naturalna reakcja, jaką mogła wymyślić. Wyprostowała się z powrotem, zamieszała w drinku parę razy słomką, starając się wyglądać przy tym bardzo nonszalancko.
— Dziękuję za ten totalnie szczery komplement. Ale wiesz, wystarczyłoby mi chyba, gdybym zatrzymała się na dwudziestu siedmiu. To już dorosłość, ale jeszcze nie starość. No i to trochę doklejenie się do klubu, ale bez umierania, z którym mi akurat nie po drodze. — Odsunęła na bok pustą szklankę po swoim pierwszym drinku. Z drugiego została jej jeszcze połowa. Chyba musi delikatnie zwolnić. Zaczynała czuć już działanie alkoholu w głowie, a przecież dopiero co się tu pojawiły.
Spojrzała na scenę, na której pojawiła się kobieta w wyjątkowo wyszukanym szlafroku i na wyjątkowo wysokich obcasach. April nigdy nie zdarzało się iść w takim stroju do wanny. Niedobrze, może to by coś rozwiązywało w jej życiu? Na pewno by nie zaszkodziło. Zespół zaczął grać, dziewczyna zaczęła występ. Wyglądała naprawdę ładnie, ale Finch nie była w stanie poświęcić jej zbyt dużo uwagi. To pewnie przez ten sztampowy anturaż, była ponad to. Na bank to nie była wina Teddy. Nad ich głowami pojawiły się wielkie bańki mydlane, które puszczała tancerka w ramach występu. April podniosła wzrok na jedną z nich i wyciągnęła palec, żeby ją przebić. Resztki wody i mydła opadły jej na twarz i włosy. Uśmiechnęła się, zachwycona efektem własnego pomysłu.
— Jak już wchodzę do wanny, to zazwyczaj siedzę w niej z telefonem i pracuję. Chyba marnowałam czas do tej pory. Może powinnam rzucić w diabły ten marketing i zająć się tańcem? Czy trzydziestka to moment na kryzys wieku średniego, czy to za wcześnie? — Przekrzywiła głowę, przyglądając się Teddy, która przecież była (dużo) starsza i na pewno już znała odpowiedź na to pytanie.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozejrzała się dookoła, czy aby przypadkiem gdzieś nie czają się rodzice April. Totalnie nie pasowali jej do takiego miejsca, ale dałaby sobie rękę uciąć, że pan po Finch po pracy chodził z kolegami w garniakach do klubu ze striptizem, wsuwając banknoty za bieliznę wyuzdanych tancerek. Po kim jego córka musiała mieć tę flirciarską naturę.
Jesteś pewna? — zapytała konspiracyjnym tonem, nachylając się nad stolikiem. — Czyli nie muszę się obawiać, że za chwilę zobaczę na scenie twoją matkę? — uśmiechnęła się łobuzersko. Swoją drogą, pani Finch to była niezła szprycha, chętnie popatrzyłaby, jak puszcza bańki, mając na sobie elegancki szlafrok. To znacz, co?
Na scenie pojawiła się jednak inna kobieta. Była zgrabna, pewna siebie i miała naprawdę ładny uśmiech. Taki, który od razu przyciągał spojrzenia. Teddy zmierzyła ją uważnym wzrokiem, krzyżując ręce na piersiach. Okej. Ruchy też miała niczego sobie. W zasadzie wszystko w jej występie się zgadzało i trudno było znaleźć choćby najmniejszy szczegół, do którego można by się przyczepić. Zresztą Darling nawet by nie śmiała. Nie jej rola oceniać czyjś taniec, skoro sama poruszała się na szpilkach jak ostatnia pokraka . Patrząc na kobietę na scenie, mogła jedynie westchnąć z podziwem.
Co mówiłaś? — wróciła oczami w obręb twarzy przyjaciółki. — A tak, dorosłość — skinęła głową i dopiła swojego drinka. Korzystając z okazji, że obok właśnie przemykała kelnerka, poprosiła ją jeszcze raz o to samo. — Daj spokój, April — machnęła ręką, jakby odganiała jakąś natrętną muchę. — Nie ma co czarować, że nagle zaczniemy magicznie młodnieć. Ale poczekajmy chociaż pół roku, dobrze? Wtedy będziemy miały pełne prawo powiedzieć, czy faktycznie odczuwamy te drastyczne zmiany, czy to tylko taki pic na wodę, fotomontaż — uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco.
Teddy tkwiła w przekonaniu, że wcale nie będzie aż tak tragicznie i że jakiekolwiek zmiany nie zadzieją się w jakimś zastraszającym tempie. Co takiego mogło się wydarzyć? Znajdzie na swojej głowie pierwszy siwy włos? Najwyższa pora, jej matka zaczęła siwieć w wieku szesnastu lat, więc więc aż dziwne, że genetyka nie zadziałała dużo wcześniej. Co oprócz tego? Zmarszczki? I tak wmówi sobie, że są mimiczne. Oklapną jej cycki? No trudno, jakoś będzie musiała z tym żyć. I jej potencjalne partnerki łóżkowe również. Najważniejsze to nie dać się zwariować i dramatyzować na zapas.
Zaśmiała się, widząc, jak przyjaciółka przebija bańkę palcem. Na bank trochę mydła wpadło wleciało jej do drinka.
Ja jak wchodzę do wanny to... — urwała, przypominając sobie wieczór Mont-Tremblant. Chciała przepić to whisky, ale kelnerka jeszcze nie wróciła, więc zabębniła dłońmi o blat stołu. — Co ja gadam, przecież w domu mam prysznic — pokręciła głową, prostując się na swoim miejscu. — Kąpiesz się z telefonem? Może podłącz sobie jeszcze do tego suszarkę. Dawaj, zobaczymy, co się się stanie — wywróciła oczami, ponownie zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo Finch była uzależniona od elektroniki. — Trzydziestka to odpowiedni wiek, żeby zapisać cię na jakiś odwyk. Wiesz, czego jeszcze ci życzę? Skutecznej walki z fonoholizmem i wyleczenia się z nomofobii — wymierzyła w nią palcem i posłała krótki uśmiech kelnerce, która oprócz szklanki z whisky, położyła przed nią serwetkę z ciągiem cyfr. Teddy uniosła wysoko brwi, odchrząknęła i bez słowa zgarnęła ją do kieszeni spodni, jakby cała sytuacja w ogóle się nie wydarzyła.
Możesz przebranżowić się na tancerkę, ale to zdecydowanie za wcześnie na kryzys wieku średnio. Na litość boską, April — złapała drinka i zamieszała kostkami lodu, niczym wielka znawczyni alkoholi. — Masz trzydzieści lat. Wiesz, co to oznacza? Co najwyżej tyle, że możesz sobie kupić w sklepie tak dużo pistacji, ile zechcesz. Albo polecieć do Azji. W liceum starczyło tylko na tanie wino i paczkę fajek — przypomniała jej nastoletnie czasy i brak możliwości. Ostatnie, czym powinny się przejmować, to starość, która przecież nie czyhała tuż za rogiem i nie zbliżała się aż tak wielkimi krokami.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zakrztusiła się swoim drinkiem. Wizja mamusi na scenie przepaliła jej jakieś styki i sprawiła, że napój energetyczny trochę poszedł jej do nosa. Zaczęła rozglądać się za serwetką, ale niestety żadnej nie miała pod ręką. Wygrzebała wreszcie z torebki jakieś chusteczki i doprowadziła się do porządku. Zgromiła Teddy wzrokiem, nie wiedząc nawet, w jaki sposób się jej odgryźć. Dostała porządne obrażenia psychiczne i nieco fizycznych. Tak się nie traktuje ludzi w urodziny!
— No wiem, wiem. Strasznie dramatyzuję, ale to chyba przez przeżarcie mózgu Instagramem. — Z jednej strony była na tyle blisko życia tych wszystkich influencerów, że doskonale zdawała sobie, że większość tego, co pokazują, to kompletna ściema i wykreowana rzeczywistość. Nie powinna nikomu z nich zazdrościć ani traktować ich jako przykładów, do których dążyła, bo to stek bzdur. Z drugiej strony, naogląda się tego na co dzień tyle, że trudno byłoby to ignorować tak w stu procentach. Może gdyby jednak wybrała się na tę nieszczęsną terapię, byłoby nieco łatwiej. Ale to się za szybko nie wydarzy. Nowa dekada nadal nie była wystarczającą motywacją, by się wziąć za siebie na poważnie. Pomarudzi jeszcze przez tydzień, a potem wróci do zwyczajnej codzienności, w której potrafi zapomnieć daty własnych urodzin, a co dopiero mówić o przykładaniu wagi do wieku.
— Kibicujesz mi w kwestii awansów, ale życzysz, żeby mnie zwolnili? — Odklejenie się od telefonu z pewnością obniżyłoby jej loty w robocie, a przecież na to nie mogła sobie pozwolić. Nie w momencie, gdy wreszcie dodrapała się na stanowisko, o którym myślała, odkąd tylko trafiła do agencji. Nie miała zamiaru się zatrzymywać, dużo stanowisk jeszcze przed nią, a absolutnie nie celowała w te, przy których praca kreatywna jest totalnie wypierana przez dokumenty i wielkie sumy. To nie było tego warte.
Jak to życie się ciekawie układało, że to April była tą puszczalską, a z drugiej strony to Teddy wystarczyło wejść do jakiegoś pomieszczenia, w którym są kobiety, żeby zaraz zostać zarzuconą ich adoracjami. Pewnie ma to sens, gdy wygląda się tak jak Darling. A może to kwestia tej jej pozornej obojętności na te wszystkie zaloty? Finch nie miała pojęcia, jaka jest prawda. Mogła się tylko irytować, że serwetka pojawiła się dużo później niż powinna – mogłaby przecież krócej wyglądać jak ostatnia sierota oblana drinkiem. Wywróciła oczami w reakcji na te całe umizgi i znów nieco osunęła się na krześle. Nie będzie się przecież tak bezpodstawnie irytować. Była dorosła, rozsądna, miała mnóstwo klasy i tylko przez kilka sekund zastanawiała się, jakby tu podłożyć kelnerce nogę, gdy będzie znów przechodzić, by się wyjebała na ten uśmiechnięty ryj.
— No tak, do Azji to fajnie — odpowiedziała odruchowo łapiąc się pierwszego lepszego stwierdzenia, które mniej więcej do niej dotarło, przebijając się przez wizję krzywdzenia niewinnych pracownic tego przybytku. Bez sensu. Musi się przecież skupić na rozmowie, nie mogła tak bez przerwy kogoś nie słuchać. A już na pewno nie Teddy. Upiła kilka łyków drinka, który smakował nieco mydłem. Cudownie.
— Wiem, że masz rację, Teddy. Po prostu zamknę już na ten temat mordę, bo to strasznie durne gadanie. Po prostu się upijmy. Ale na tyle porządnie, żeby skończyć noc w jakimś boa i napiwkami za stanikiem, okej? — Wyciągnęła w jej stronę szklankę, chcąc się za to stuknąć. Wlanie w siebie hektolitrów alkoholu, by zapomnieć o wszystkich troskach i nerwach? Brzmi jak dorosły i odpowiedzialny plan!

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie pozostawało jej nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość i pozwolić przyjaciółce po raz kolejny narzekać na swój wiek. Ten nieszczęsny licznik, który z roku na rok coraz bezlitośniej przybliżał ją do smutnej, wyolbrzymionej wizji starości. W porządku, mogła to zrobić. Potrafiła przytakiwać dla świętego spokoju, rzucać pocieszające słowa, które niekoniecznie miały sens, ale brzmiały wystarczająco kojąco. A kiedy April upije się o kieliszek za dużo i znów dotrze do niej straszliwa prawda, że właśnie przekroczyła trzydziestkę, a więc, w jej mniemaniu, nadszedł czas, żeby niezwłocznie umierać, to Teddy będzie obok, gotowa podstawić ramię i odprowadzić ją bezpiecznie do domu. Tak robiły prawdziwe przyjaciółki.
Kibicuję ci w awansie i w ogóle chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. Tak lepiej? — spojrzała na nią wymownie znad swojej szklanki z whisky. Przecież Finch o tym wiedziała. Musiała wiedzieć. Darling pragnęła jej szczęścia bardziej niż własnego, a to już wystarczająco świadczyło o tym, jak wiele dla niej znaczyła.
Sama nie do końca rozumiała, jak to działało. Wzbudzała zainteresowanie kobiet (i mężczyzn również, ale to akurat bez znaczenia), które zostawiały swoje numery telefonu na głupich serwetkach albo same wklepywały je do telefonu Teddy, a ona nic z tym później nie robiła. To dopiero było pojebane. Ktoś ewidentnie na nią leciał, a ona nic. Po tym wieczorze pewnie wrzucić spodnie do kosza na brudy i wypierze je razem z pomiętą serwetką. A potem będzie się tylko wkurwiać, że w kieszeniach ma jakąś niezliczoną ilość paprochów.
No dobra — zaczęła i przypieczętowała toast, przystawiając swoją szklankę do tej, którą Finch ściskała w dłoni. — Najebmy się — zgodziła się bez mrugnięcia okiem i nawet skinęła głową, aby nadać swoim słowom jeszcze większej mocy. — Ale to musimy zwiększyć tempo, bo inaczej nici z napiwków! — pouczyła ją, po czym jednym haustem dopiła swoje whisky.
Teddy miała mocną głowę. Jak na babę, jakby to stwierdzili jej koledzy z pracy. Ale z nimi po prostu nie dało się pić inaczej. Nie mogła przecież dawać im tej satysfakcji i pozostawać w tyle! Zbyt długo była testowana, żeby nie zostać jedną z nich. W końcu przestali mówić do niej nasza dziewczyna, a zaczęli zwracać się jak do każdego — po nazwisku. I to było spoko. Właśnie tego chciała. Bycie jedyną kobietą w zespole nie było łatwe. Ale nie było też łatwo, kiedy pojawiła się inna strażacka, którą poznała dziesięć lat temu na szkoleniu. Teraz uzupełniała braki kadrowe w jednostce, a Teddy od razu ją przelizała na zapleczu. To dopiero było, kurwa, mądre.
Kelnerka znów pojawiła się przy stoliku, jakby wyczuwając moment, w którym mogłyby chcieć czegoś więcej. Darling nawet nie musiała się zastanawiać i od razu poprosiła o podwójne drinki dla siebie i April, machając ręką z nonszalancją kogoś, kto doskonale wie, czego chce. Po co miałyby się rozdrabniać? Nie będą przecież fatygować dziewczyny co kilka minut, żeby latała w tę i z powrotem z dwiema szklankami. Poza tym z każdym kolejnym łykiem alkohol coraz mniej smakował jak alkohol. Cierpkie nuty whisky łagodniały i wchodziły jak miód. To niedobrze. Cholera. A może to był kiepski pomysł. Może jednak nie powinny upijać się w swoim towarzystwie aż tak bardzo, jak planowały? Procenty rozwiązywały język, a wszystkie myśli zasługiwały na wypuszczenie na wolność.
Teddy rozsiadła się wygodniej na krześle, przywierając plecami do oparcia. Jedną nogę wysunęła do przodu, zahaczając o nogę przyjaciółki. Próbowała znaleźć idealną pozycję, w której nie musiałaby już niczego zmieniać. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w April w milczeniu. Zwilżyła usta językiem i znów uniosła szklankę, biorąc kilka głębszych łyków whisky.
Gdybyś musiała wybrać — odezwała się w końcu, odstawiając prawie pustą szklankę na stolik. Zaparła się łokciami o blat i nachyliła lekko do przodu, aby móc spojrzeć jej prosto w oczy. — Wolałabyś stracić wszystkie wspomnienia czy stracić możliwość tworzenia nowych? — trochę trudno się wylosowało, ale łatwiej już dzisiaj nie będzie. Jeszcze kilka drinków i całkowicie przepadną w kontemplacji nad sensem istnienia.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”