Make you sweat
: wt lut 10, 2026 3:04 pm
Miała szczęście w takim razie. Słuchawki w uszy, standardowa playlista i, serio, świat się w większości rozmywał, istniało jedynie kolejne zadanie na jego drodze. W codziennym życiu miał ogromny problem, żeby skupić się na jednej, konkretnej rzeczy, skończyć ją i potem dopiero zacząć kolejną; zwykle zaczynał dziesięć rzeczy na raz i miał szczęście, jeśli udało mu się skończyć jedną. Fizyczny wysiłek był zupełnie inny, ale właściwie nie miał pojęcia dlaczego. Bo ulubiona rzecz? Bo zainteresowanie, które wydawało się nie gasnąć tak łatwo? To samo w pracy, kiedy już otworzyli salę i kuchnię wypełniały rzucane raz po raz komendy i komunikaty, nie ta nuda przed serwisem czy po. Lubił, kiedy coś się działo, lubił, gdy przyspieszało mu serce, a mięśnie same rwały się do pracy.. Siłownia wydawała się łączyć wszystkie te rzeczy w jednym miejscu.
Dołożył sobie wyzwanie, ot, żeby mieć trochę więcej zabawy z tej sesji; odpoczywał tylko wtedy, jeśli runda trwała mniej niż 10 minut. Jeśli skończył w 8, odpoczywał, łapał oddech i generalnie pozwalał sercu zejść na niższy poziom pracy, a potem ruszał znów. Tak naprawdę jedyne na co patrzył przez cały ten czas, to ciężary przed sobą, swój zegarek pokazujący tętno i sufit, kiedy równał oddech między rundami. Jej prośba do sił wyższych o usunięcie koszulki z grzbietu też została wysłuchana. W okolicach rundy numer 6, definitywnie było mu zbyt ciepło, a podkoszulek zaczął służyć za ręcznik, którym czasem ocierał twarz, a który porzucał przy pierwszej stacji na swojej liście. Dobra, może nie był to najmądrzejszy pomysł na świecie, bo jednak klimatyzacja, wiatraki plus wilgotna skóra to podobno nie było najlepsze połączenie, ale jeszcze nigdy się nie przeziębił na siłowni, więc..
Kondycjonowanie postanowił zakończyć podciąganiem się, do momentu w którym poczuł, że palce zaczynają mu się poddawać, a barki podnosić; najpierw forma, potem cała reszta, tak. Z koszulką przerzuconą przez ramię, przeszedł przez salę, by wskoczyć na front bieżni zajmowanej przez Cynthię.
- Podziwiam, bieżnia jest najnudniejszą rzeczą na siłowni. - rzucił pół żartem, bo gdyby ktoś mu powiedział, że da mu stówkę za spędzenie 20 minut na bieżni, to nie, wciąż by go to nie przekonywało. Nie, nie miał koszulki, a skóra świeciła mu się od potu, trochę fuj. Tak, teoretycznie pojawił się znikąd zaraz przed nią, wskakując na część maszyny, na której nie raz i nie dziesięć widział personalnych trenerów. Nawet nie pomyślał, że mógłby ją przestraszyć, zniesmaczyć, czy wywołać w niej jakąkolwiek inną, bardziej dramatyczną reakcję, bo.. Bo czasami miał pół mózgu? Tak.
Cynthia A. Ward
Dołożył sobie wyzwanie, ot, żeby mieć trochę więcej zabawy z tej sesji; odpoczywał tylko wtedy, jeśli runda trwała mniej niż 10 minut. Jeśli skończył w 8, odpoczywał, łapał oddech i generalnie pozwalał sercu zejść na niższy poziom pracy, a potem ruszał znów. Tak naprawdę jedyne na co patrzył przez cały ten czas, to ciężary przed sobą, swój zegarek pokazujący tętno i sufit, kiedy równał oddech między rundami. Jej prośba do sił wyższych o usunięcie koszulki z grzbietu też została wysłuchana. W okolicach rundy numer 6, definitywnie było mu zbyt ciepło, a podkoszulek zaczął służyć za ręcznik, którym czasem ocierał twarz, a który porzucał przy pierwszej stacji na swojej liście. Dobra, może nie był to najmądrzejszy pomysł na świecie, bo jednak klimatyzacja, wiatraki plus wilgotna skóra to podobno nie było najlepsze połączenie, ale jeszcze nigdy się nie przeziębił na siłowni, więc..
Kondycjonowanie postanowił zakończyć podciąganiem się, do momentu w którym poczuł, że palce zaczynają mu się poddawać, a barki podnosić; najpierw forma, potem cała reszta, tak. Z koszulką przerzuconą przez ramię, przeszedł przez salę, by wskoczyć na front bieżni zajmowanej przez Cynthię.
- Podziwiam, bieżnia jest najnudniejszą rzeczą na siłowni. - rzucił pół żartem, bo gdyby ktoś mu powiedział, że da mu stówkę za spędzenie 20 minut na bieżni, to nie, wciąż by go to nie przekonywało. Nie, nie miał koszulki, a skóra świeciła mu się od potu, trochę fuj. Tak, teoretycznie pojawił się znikąd zaraz przed nią, wskakując na część maszyny, na której nie raz i nie dziesięć widział personalnych trenerów. Nawet nie pomyślał, że mógłby ją przestraszyć, zniesmaczyć, czy wywołać w niej jakąkolwiek inną, bardziej dramatyczną reakcję, bo.. Bo czasami miał pół mózgu? Tak.
Cynthia A. Ward