Strona 2 z 3

Między jednym winem a drugim

: ndz lut 08, 2026 2:45 pm
autor: Cynthia A. Ward
William N. Patel

A może dla równowagi w ramach prezentu dostanę święty spokój? — pyta Cynthia, unosząc jedną ze swoich brwi ku górze. Wiele mogłaby powiedzieć Marze, ale powoli irytowały ją te rozmowy o cukiniach i ogórkach. Co jeżeli spotkałaby na swojej drodze bakłażana? Albo co gorsze, gdyby bakłażanem Cynthii był właśnie Cassian. Tego nikt nie byłby w stanie przeżyć, zresztą widać to już w trakcie rozmowy — Tobie załatwię jakiegoś przystojnego striptizera — mruczy Ward, wyraźnie niezadowolona z wibratora. O ile nie miała problemów, by rozmawiać o tych sprawach z samą Marą, tak przy Willu czuła się dziwnie. Chociaż to może kwestia tego, że Cynthia zawsze była największym ponurakiem wśród znajomych.
Nie mam zielonego pojęcia — na to pytanie odpowiedziałoby cały czas tak samo. Nie wiedziała, co dokładnie w nim widziała i nie była w stanie tego wytłumaczyć nikomu. Wtedy był dla niej całym światem, a po tym świecie została jedynie nostalgia — miałam wrażenie, że jego przełożeni wiedzą... o naszej przeszłości — stwierdziła finalnie Cynthia, spuszczając głowę i wzdychając ciężko. Cokolwiek by powiedziała zostanie zmasakrowana. Nawet nie podłapała ciekawości Williama, bo zaraz była pod ostrzałem. Bardzo słusznym ostrzałem.
Musicie mnie ciągnąć za język? — pyta z wyrzutem, ale doskonale zna odpowiedź. Musieli, a ona musiała wypluć z siebie wszystkie informacje — samo przyznanie się do tego gówna, to dla mnie zbyt wiele — dlatego bezwiednie chwyta za kieliszek i wypija jego całą zawartość na raz — Pijany po rozprawie przyszedł mnie przeprosić — wzdycha, bo już w tamtym momencie powinna mu odmówić — wpuściłam go, bo... — nie miała dobrego powodu, wiedziała o tym. Wypuściła powietrze z płuc i westchnęła ciężko — kurwa, sama nie wiem. Nie chciałam być wtedy sama, a wstydziłam się Wam o tym mówić — potrzebowała kilku miesięcy, by zakomunikować o całej sytuacji Marze. Nie przychodziło jej to naturalnie łatwo, a wręcz przeciwnie. Każde słowo przychodziło jej z trudem. Cynthia rzadko kiedy dużo mówiła, raczej nie była wylewna. Sprawdzała się w tej grupie, dzięki Willowi i Marze, tylko wiedziała, że to jej pora na... mówienie.
Oboje byliśmy pijani — poprawia ich od razu, a na jej twarzy maluje się grymas. Wspomnienia tamtego wieczoru dalej ją obrzydzały — podobno się nad nim pastwiłam — wbijała szpileczki, krzyczała, tradycyjna, wkurwiona kobieta. Nawet specjalnie mu powiedziała, że wypierdoliła jego wszystkie rzeczy na śmietnik.
I stało się... — spuściła głowę, jak ten pies, który wiedział, że zawiódł właściciela. Ona zawiodła po całej linii i zdawała sobie z tego sprawę — nie wiem... Po prostu się stało — choć jej wytłumaczenia brzmiały dziecinnie, nie miała innych słów na to. Zasmakowała jego bliskości i chciała mu się oddać w całości.
William — zaczyna już oschłym tonem — naprawdę myślicie, że na niego nie naskoczyłam i pozwoliłam sobie tak po prostu wejść na głowę? — co prawda później pozwoliła, ale nie potrzebowała słyszeć tej tyrady wstydu — przecież wiem, że to był błąd i nigdy więcej się z nim nie spotkam — a może tak? Trudno wyrokować, na pewno nie byłoby to miłe spotkanie — wolałabym już pracować w parku rozrywki — w miejscu gdzie radość i kolory eksplodują. Każdy kto znał Cynthię wiedział, że miała alergię na kolory, głośnych ludzi oraz uśmiechy obcych ludzi.

Między jednym winem a drugim

: ndz lut 08, 2026 11:23 pm
autor: Mara Lakefield
Przewrócila oczami głośno wzdychając słysząc komentarz Cynthi. Czasami za nią nie nadążała i jej humorami. Nawet jako terapeutka miewała problem z wyczuciem, czy danego dnia jej przyjaciółka będzie chciała na jakiś temat porozmawiać i zażartować czy może będzie się zachowywała jak królowa krainy lodu. Była jednak po wypadku, więc Mara machnęła już na to ręką i dała sobie spokój.
Za to zaczęła się uważniej przyglądać Williamowi. Jego akurat nie było tak ciężko rozszyfrować- przecież nawet nie patrzył na nią jak to do niej mówił. Na kilometr śmierdziało kłamstwem. Zmarszczyła brwi i już miała się odezwać, ale tłumaczenia Ward były tak żałośnie z dupy, że no musiała się napić. Na trzeźwo tego nie zdzierży.
- Ja pierdolę Cynthia. Nie chciałaś być sama po zjebanej rozprawie, bo typ Cię wjebał na minę, więc go wpuściłaś do swojego ogródka- gdyby w mieszkaniu był słoik na dolary za każde przekleństwo, to Lakefield bardzo szybko by go wypełniła. Wkurzona i z kieliszkiem w ręku rzadko się hamowała i gryzła w język. Szczególnie od czasu rozwodu. - Pastwiłaś? Rozumiem, że to był Wasz fetysz? Chyba nie chciałam tego wiedzieć- upiła kolejny spory łyk wina i chyba nadchodziła pora poszukiwania kolejnej butelki wina. Jednak wciąż się przyglądała Williamowi.
- Dała dupy, a nie dała się zrobić jak dziecko- trzeba nazywać rzeczy po imieniu. - Ok, skoro to wszystko wiesz, to rozumiem, że na kolanach błagał Cię o wybaczenie i w zamian obiecywał seks stulecia po którym tydzień nie będziesz mogła chodzić?- spojrzała na nią wymownie czując podskórnie, że wcale tak nie było. Nie czekając na odpowiedź wstała, by wyciągnąć z szafki kolejną butelkę alkoholu. Po drodze na kanapę zwinęła jeszcze korkociąg.
- Dobra Will, a teraz Ty przyznaj co przed nami ukrywasz. Widziałam jak się zachowywałeś, gdy wypłynął temat Charlotte Kovalski- wycelowała w niego korkociągiem mrużąc oczy i czekając na nowe informacje. Biedna Mara - kochała swoich przyjaciół, ale musiała się użerać z ich nierozważnymi decyzjami. Dobrze, że ona była taka rozsądna.


William N. Patel
Cynthia A. Ward

Między jednym winem a drugim

: śr lut 11, 2026 1:09 pm
autor: William N. Patel-Noriega
- Zdziwiłbym się gdyby nie wiedzieli, jeśli mam być szczery, wiesz, że jak chcesz zostać prokuratorem to cię prześwietlają z każdej strony? - jak z policją, z prawnikami jest trochę łagodniej, chociaż pewnie byli tacy co i o mnie wiedzieli dosłownie wszystko - jak zaczynałem karierę, kiedy kończyłem studia, kim są moi rodzice i nawet czy się wypróżniam o stałych porach - Musimy - kiwam głową, chociaż mniemam, że to było pytanie retoryczne. Czuję na sobie spojrzenie Mary, więc zerkam na nią kątem oka i znowu poprawiam się na fotelu, a potem upijam kolejny łyk wina. Na szczęście Cythia kontynuuje, a ja wbijam w nią spojrzenie i z każdym kolejnym słowem coraz mocniej marszczę brwi. Po części ją rozumiałem - chwila słabości, tylko zwyczajnie nie spodziewałem się tego po Ward, prędzej po Lakefield, ona była mimo wszystko bardziej uczuciowa. Najprędzej to po mnie, bo ja byłem pojebany. Wzdycham przeciągle - Ech, Cynthia, ale nam przecież możesz wszystko powiedzieć -zapewniam, pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz. Jasne, że byśmy ją oceniali i jebali, tak jak teraz ale ostatecznie zawsze byliśmy po jej stronie. Daję dziewczynom wymienić się wrażeniami i przez chwilę milczę, a potem odstawiam pusty kieliszek na blat stolika, w zamian wspierając obie dłonie na oparciu siedziska - Dobra, Cynthia, co się stało to się nie odstanie, ja mam teraz inne pytanie, podobało ci się? Żałujesz? - bo może wcale nie żałowała? - Ja już chyba wiem o co tutaj chodzi - milknę na chwilę zastanawiając się jak to ubrać w słowa - Po prostu wciąż coś do niego czujesz, inaczej byś mu nie pomagała, a już na pewno byś go nie wpuściła, zrób sobie szczery rachunek sumienia - Ameryki pewnie nie odkryłem tym stwierdzeniem, ale ktoś w końcu musiał powiedzieć to głośno. A potem Mara zwraca się do mnie - Miałem skończyć żarcie - kiwam głową i wstaję, szybkim krokiem zmierzając do kuchni. Kładę ostatniego pomidora na ostatnią kanapeczkę i przeszukuję szafki w poszukiwaniu kolejnej butelki wina, a kiedy wracam do dziewczyn układam to wszystko na stoliku i ciężko opadam na fotel. Zapycham usta mini przekąską, w tym samym czasie próbując coś powiedzieć, ale to tylko bełkot, który daje mi chwilę na przemyślenia. Mogłem kłamać tylko po co? No Cynthia to jeszcze może by olala sprawę, ale przed Marą nie potrafiłem nic ukryć, ona miała oko psychologa - No bo chodzi o to, że - robię krótką przerwę na głęboki oddech - Że ja nie nienawidzę Charlotte. Spotkaliśmy się na sylwestrze, przypadkiem, żeby nie było, po prostu byliśmy w tym samym miejscu, na tym bankiecie o którym wam mówiłem - bo pewnie mówiłem, że się wybieram i będzie straaaaaaszna nuuuuda - No i bawiliśmy się razem, a potem - co za ironia losu, przed chwilą krytykowałem Ward, że nie wie jak to się stało, a teraz dosłownie chciałem powiedzieć to samo - A potem się całowaliśmy i kurwa, jak ona świetnie całuje. Może nawet było coś więcej, nie wiem, urwał mi się film w którymś momencie - nieco nerwowym gestem przesuwam dłonią po czole - I wiecie co jest najgorsze? Wcale nie żałuję, może tylko tego, że nie pamiętam - wzdycham i ładuję w usta kolejna kanapeczkę, a jak tylko ją przełknę to zwracam się do Mary - A ty, Mara? Może też masz nam coś do powiedzenia? - nie wiedziałem czy ma, ale jeśli i ja i Cynthia mieliśmy swoje grzeszki, to może tak się złożyło, że i ona nie była do końca czysta?

Cynthia A. Ward Mara Lakefield

Między jednym winem a drugim

: śr lut 11, 2026 9:44 pm
autor: Cynthia A. Ward
William N. Patel, Mara Lakefield

Ma ojca senatora, szczerze nic mnie nie zdziwi — stwierdziła Ward, zakładając rękę na rękę i finalnie wzdychając ciężko. Wielu rzeczy spodziewała się po Cassianie. W zasadzie każda możliwość wchodziła w rachubę. — wiem, że zrobiłam źle. — powtarza jak mantrę, licząc, że Mara odrobinę zejdzie z tropu. Czasami wchodzenie do tej samej rzeki jest dobre, ale nie kiedy nazywa się ona Lennox — nie potrzebuję do tego wykładu — inaczej powiedziałaby im to szybciej. Tylko leżało jej to na sercu zbyt długo. Mogła to przemilczeć i ruszyć dalej, ale nie była w stanie.
To nie jest fetysz — aż strzeliła oczyma — krzyczałam na niego — wyzywała go na tak samo intensywnym poziomie, jak Mara ją w tej chwili. Tylko sam fakt seksu wszystko przekreślił.
Dobrze wiesz, że nie — mruknęła, słysząc o błaganiu o wybaczenie i obietnicy seksu życia. Co prawda to był seks życia, ale tego już nie wypowiedziałaby na głos.
Podobało mi się, ale żałuję — powiedziała pod nosem, spuszczając głowę na kolana. Nie chciała obserwować kurwików w oczach Mary, gdy to powiedziała. Zdawała sobie sprawę, ale słowa Williama zabolały ją jeszcze mocniej, niż sama się tego spodziewała. Zamiast cokolwiek powiedzieć, chwyciła za kieliszek wina i wypiła go na raz.
Cynthia od zawsze nosiła miano ponuraka ekipy. Mało co się uśmiechała, momentami nie bywała zbyt rozmowna i wiecznie chodziła ubrana na czarno. Inny kolor najczęściej był spowodowany brudnymi rzeczami, lub awarią pralki. Tylko starała się nie mieszać w życia uczuciowe swoich przyjaciół. Zmarszczyła dość mocno brwi, nie komentując słów Williama w żaden sposób. Prawda była taka, że nie znała kobiety. Nie miała o niej zielonego pojęcia, tylko, lub aż tyle ile zdołała dowiedzieć się od Cassiana.
Powtórzę to samo co Marze kiedyś — powiedziała sucho po wysłuchaniu Williama. Aż autorka posta została zmuszona do sprawdzenia, co pisała w ostatnim wątku, by nie zostać posądzoną o stronniczość nie znam jej, chciała wygrać sprawę — dla prawnika to chyba najważniejsze? Kiedyś wsłuchiwała się w słowa Cassiana i tyle zdołała zapamiętać. Wolała się nie mieszać w potyczkę między Patelem a Lakefield. Zaraz Mara odjebie mu z dupy jesień średniowiecza.
A Ciebie Mara, jaki bakłażan zainteresował? — spytała, unosząc lekko złośliwie kącik ust. Często przyjaciółka wsadzała palce w życie miłosne Cynthii. Tylko Ward doskonale wiedziała, że obie nie były zbyt czyste w myślach.

Między jednym winem a drugim

: śr lut 11, 2026 11:32 pm
autor: Mara Lakefield
Wyłączyła się na chwilę, gdy poruszali kwestie prawne , a także polityczne? W końcu gdzieś tam w tle usłyszała, że wspomniany został senator. Czuła, że jej mózg zaczyna parować, a przecież to był dopiero początek wrażeń!
Włączyła się na nowo, gdy William zaczął się wypowiadać tak dojrzałe i rzeczowo. Zazwyczaj to ona przyjmowała rolę tej najbardziej rozważnej (albo tak sobie po prostu wmawiała), ale tym razem dała się ponieść emocjom. Nie brzmiała jak terapeutka ani wspierająca przyjaciółka. Oceniała Cynthię i krytykowała za jej decyzje. To było płytkie i egoistyczne, ale ciężko Marze się teraz z tym walczyło.
- W sumie to akurat dobre pytanie- przytaknęła, gdy mężczyzna zapytał, CZY SIĘ JEJ PODOBAŁO. W końcu nie zawsze chodzi o emocje, a po prostu kutas to kutas. Słuchając jednak wytłumaczeń Ward była coraz bardziej skonsternowana. A jeszcze do tego Will zniknął nagle znowu w kuchni. Niech w końcu przyniesie te kanapeczki, to może chociaż one ostudzą rudą.
- Dobra, to jak doszło do tego seksu? Co się takiego stało, że z miejsca, gdzie go nienawidzisz i chuj zrujnował Ci życie, jesteście w miejscu, gdzie pieprzy Cię… gdzieś tam- gestykulowała z lewej na prawą jakby to miało pomóc Cynthi odpowiedzieć na pytanie. Zadała jeszcze kolejne mężczyźnie, który wydawał jej się dziwnie podejrzany. Znała go od lat. Od wielu wielu lat i czuła, gdy coś ukrywał.
Nie spodziewała się jednak takiej bomby. Brwi poszybowały jej wysoko na czoło, gdy podzielił się z nimi tymi rewelacjami. Rzucała spojrzeniem między tą dwójkę jakby mieli zaraz powiedzieć, że to były głupie żarty.- Wiecie, że to mój naturalny kolor włosów?- spytała nagle bez sensu.[- Jeszcze nigdy się nie farbowałam, ale chyba zaraz będę musiała, bo przez Was osiwieję- dodała po chwili głośno wzdychając i przyciskając nos u nasady. Przymknęła oczy i starała się wszystko przeanalizować.- Czyli podsumowując Ty co najmniej całowałeś się z tą cizią- wskazała na Willa nawet nie otwierając oczu.- Ty pieprzyłaś się ze zjebanym byłym- następnie na Ward, a na koniec dopiero na nich spojrzała. - Obojgu Wam było dobrze, ale Ty Will nie żałujesz, a Ty już tak- potrzebowała wszystko powiedzieć na głos, żeby to doszło do niej i do nich. - Doprowadzicie mnie do obłędu- ponownie wzięła głęboki wdech i wlała sobie cały kieliszek wina, który opróżniła jednym haustem w połowie.- Wyobrażacie sobie jak będziemy chcieli się spotkać wszyscy z naszymi partnerami? Jak to sobie wyobrażacie? Tobie Will jeszcze wybaczę, bo nie wiedziałeś co za sucz z tej Charlotte, ale Ty Cynthia? Co Ty na litość boską odpierdalasz?- to akurat było mało prawdopodobne, bo Mara żadnego partnera nie miała i nikt na horyzoncie się nie pojawiał.
- Ja co najwyżej cukinię przekąszę od czasu do czasu- przewróciła oczami na ich próbę zmiany tematu i do tego tak bardzo nieudolną, że znowu sięgnęła po kieliszek, który tym razem już całkowicie opróżniła.
- Dobra, wino to za mało, żeby przeżyć ten wieczor. Willy, powiedz proszę, że masz coś ciekawszego u siebie. Jakaś trawka czy grzybki czy coś innego- biedna Mara. Do czego oni ją doprowadzili?!



William N. Patel
Cynthia A. Ward

Między jednym winem a drugim

: ndz lut 22, 2026 2:16 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Przyglądam się Cynthii i analizuje w głowie wszystkie jej słowa, trybiki to mi pracują na najwyższych obrotach , a kiedy przyznaje, że jej się podobało, ale żałuje to wzdycham naprawdę bardzo ciężko - Wiesz co, Cynthia, masz moje rozgrzeszenie, ale w ramach pokuty wyrzuć Cassiana ze swojego życia raz na zawsze, dobra? - no bo teraz to już chyba nie było sensu się nad nią pastwić, skoro wiedziała, że zrobiła źle. Zresztą tu nawet nie chodziło o sam akt, a raczej o to, że pewnie i ja i Mara baliśmy się, że znowu ją zawiedzie. Nie mogła sobie znaleźć jakiegoś innego fagasa? Jakiegoś drugiego ponuraka, albo dla kontrastu wesołka? Wyciągam w jej kierunku jedną rękę, żeby ją poklepać po ramieniu i uśmiecham się pokrzepiająco, w sumie mam ochotę ją przytulić ale wiem, że tego nienawidzi, więc powstrzymuje się od takich przyjacielskich gestów. A potem pojawiam się i znikam w tym pokoju jak murzyn na pasach i w końcu dzielę się swoimi rewelacjami. Ward zdaje się być niewzruszona, co zresztą wcale mnie nie dziwi, bo ona z natury taka była, za to Lakefield chyba zaraz eksploduje i zaleje nas wulkan srogiego opierdolu. Nawet nie zdążę odliczyć w myślach do trzech, a ona już się uruchamia. Słucham tego podsumowania i właściwie brzmi to absurdalnie, ja sobie dosłownie wyobrażam to spotkanie o którym ona teoretyzuje i sam nie wiem kto w takiej ekipie czułby się najbardziej nieswojo. Ale macham no to rękami - Z jakimi partnerami, Mara? Przecież jedna jaskółka wiosny nie czyni, poza tym od tamtej pory mnie unika, wiem, bo widzę przez judasza - kiwam łbem, pośrednio przyznając się do tego, że się gapię na korytarz i robię to samo - Wiesz, że ja się nie wiąże - wywracam oczami, chyba, że moja partnerka miałaby takie samo podejście jak ja, jedyne związki jakie wchodziły w grę to te otwarte. Upijam łyk wina - Ta? Nikt się nie pojawił na horyzoncie? Żaden były, ani niedoszły, ani wróg twojego przyjaciela albo przyjaciel twojego wroga, albo Twój wróg? - teraz to już sobie trochę jaja robię z tego wszystkiego, a jak pyta czy mam coś u siebie to o mało nie krztuszę się winem - Grzybki? To by nas trzymało następne dwa dni - śmieję się - Ale właściwie mam ze sobą blanta - przezorny zawsze ubezpieczony. Wyjmuję z kieszeni dużego, grubego jointa i rozprostowuję go w palcach a potem wyciągam w kierunku Mary - Chcesz?

Cynthia A. Ward Mara Lakefield

Między jednym winem a drugim

: pn lut 23, 2026 11:05 am
autor: Cynthia A. Ward
William N. Patel Mara Lakefield

Kłóciliśmy się, wypominałam mu wszystko, a potem podszedł — nie miała odpowiednich słów, by wytłumaczyć to zajście. Po prostu się zadziało i nie dało się tego wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób — i zaczął mnie całować — westchnęła ciężko — a byłam po butelce wina — czyli była łatwa. Wiele rzeczy można by powiedzieć o Ward. Była chłodna, odpychająca, ale wiedziała, że popełniła błąd. Inaczej z rewelacją nie zwlekałaby tak długo. Normalnie wychodząc z baru z przystojniakiem, napisałaby o wszystkim Marze. Dlatego z lekko uniesionym do góry jednym kącikiem ust, przyjęła poklepanie ją po ramieniu.
To może czas zacząć? — rzuciła lekko żartobliwym (sic!) tonem Ward w kwestii farbowania włosów. Wystarczyło na nich popatrzeć. Każdy wyjęty z totalnie innej parafii, a jednak byli w stanie się ze sobą dogadać.
Sama nie jesteś święta, Mara... — stwierdziła Ward. Mara miała kolorowe życie, o którym na pewno nie informowała własnych przyjaciół. Była wręcz tego pewna i dałaby sobie za to uciąć rękę. Albo... ta wina dopiero nadchodziła, jak jakieś spotkanie z byłym po latach.
No już się z nim nie spotkam... — wybąkuje cicho pod nosem Cynthia — podobno wyjechał z miasta po zawieszeniu... — i po seksie z nią. Czyżby był taki okropny? Tego się nigdy nie dowiemy — więc jestem rozgrzeszona — dodaje cała rozanielona, prostując jeszcze plecy i unosząc ku górze swoją brodę. Tak, teraz mogła oficjalnie zamknąć temat Cassiana i patrzeć jak William jest pożerany przez Marę. Całkiem miła alternatywa.
Przeraża mnie twoje wieczne przygotowanie — stwierdza finalnie Ward, wpatrując się w Williama. Ją takie używki nigdy nie bawiły. W jej sercu było jedynie wino i butelka prosecco z bąbelkami. Dla jej ciemnego serca to wystarczało.

Między jednym winem a drugim

: wt mar 03, 2026 1:02 am
autor: Mara Lakefield
Ta dwójka ją ewidentnie kiedyś do grobu wpędzi. Każdy z nich był totalnie różny i na pierwszy rzut oka, nikt nie wpadłby na to, że od lat się przyjaźnią. Jednak pomimo różnic, potrafili się świetnie dogadywać, co Mara niezwykle ceniła. Zawsze zależało jej na dobrych relacjach z ludźmi. Z odpowiednimi ludźmi.
- Butelka wina tłumaczy już wszystko- aż machnęła ręką na tą nowinę, bo gdy Cynthia już doprecyzowała jak do tego doszło, to można było ją zrozumieć. W końcu która nie była łatwa po butelce alkoholu? - Mam nadzieję, że będziesz się tego trzymał w przypadku panny Kovalski- zwróciła się jeszcze do Patela. Nie zamierzała go przekonywać , że powinien spróbować być w związku monogamicznym. Tym bardziej jeżeli chodziło o Charlotte. Uważała, że każdy wie co jest dla nich najlepsze- niekoniecznie dom z dziećmi, partner i pies. Ludzie byli różni i mieli wszelakie potrzeby.
- Nie, dzięki- mruknęła na komentarz farbowania włosów, bo zamiast poddawać ich działaniom chemii, wolała po prostu unikać stresu w życiu. Co było chyba niemożliwe. - Oczywiście, że nie jestem. Ale nawet gdybym się najebała w trzy dupy, to bym z Joshem się nie przespała- prawie, że splunęła mówiąc to imię. Nie zasługiwał, żeby w ogóle o nim mówić. Nie zamierzała też udawać świętej, nigdy tego nie robiła przed przyjaciółmi.- Unikam wrogów, Will- rzuciła jeszcze wzdychając, bo w sumie… W sumie to potrzebowała czegoś mocniejszego, więc informacja o blancie była jak prezent pod choinką na Gwiazdkę.
- Jasne, że chcę!- z entuzjazmem wstała i poszła do kuchni w poszukiwaniu jakiś zapałek, zapalniczki czy co tam Cynthia trzymała. Jak w końcu coś znalazła, wróciła do salonu i zmierzając do okna zgarnęła od Patela zioło, aby móc je rozpalić. Otworzyła okno i żeby nie smrodzić Ward w apartamencie, zaciągnęła się głęboko przytrzymując dym w płucach, a następnie wypuszczając go pomału z ust na zewnątrz przez uchylone okno. - No dobra, bzyknęłam się ostatnio z moim z eks, ale to nie był akurat Josh- doprecyzowała od razu, żeby nie wyjść na hipokrytkę. W sumie nie musiała mówić kto to był, bo z Michaelem zerwali zanim poznała tą dwójkę. Zaciągnęła się ponownie i z dymem w płucach wyciągnęła dłoń z blantem w ich kierunku, z niemym pytaniem czy też chcą.


William N. Patel-Noriega
Cynthia A. Ward

Między jednym winem a drugim

: czw mar 12, 2026 4:06 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Ja po butelce wina byłem jeszcze łatwiejszy niż normalnie, więc też kupuję to wytłumaczenie, zaś wieści o tym, że Lennox wyjechał z miasta przyjmuję z delikatnym uśmiechem na ustach. No to po problemie, możemy zapomnieć o sprawie i nigdy do niej nie wracać. Spoglądam na Lakefield i macham na nią ręką - Będę, będę, spokojnie, olewam ją ciepłym moczem - nawet jeśli trochę zabolało, że mnie unika, no to przecież trudno. Będę musiał przejść z tym do porządku dziennego - Eee tam, znajdziemy ci kogoś lepszego - tym razem macham na Cynthię, ja w sumie żadnego ze swoich kolegów bym nie polecił, no to byli albo babiarze, albo degeneraci, albo miks obu, w sumie nie wiadomo co gorsze. Poza tym jakimś dziwnym trafem miałem zdecydowanie więcej przyjaciółek niż przyjaciół - Tfu, Josh - on też był na liście wrogów pewnie gdzieś w pierwszej trójce, zaraz za Cassianem, potem Josh no i wychodzi na to, że Kovalski - A ja bym chętnie przeleciał jeszcze raz kilka moich byłych - wzruszam ramionami, chociaż to wyznanie akurat chyba nie powinno nikogo dziwić - Na przykład tą taką lafirynde ze studiów, Jezu, ale ona się świetnie ruchała - już nie mówiąc o tym, jak świetnie robiła gałe, nie pamiętam nawet jak miała na imię, ale nigdy nie zapomnę jakiego robiła loda - Łatwo ci mówić Mara bo nie mieszkacie na tym samym piętrze - prycham. Teraz chciałbym, żebyśmy już nigdy się nie spotkali, ale realnie patrząc to było niemożliwe, na pewno nastanie dzień, w którym spotkamy się na schodach, klatce, albo w warzywniaku ma dole, byle nie jutro ani w najbliższym czasie - A to nie przyzwyczaiłaś się już? - śmieję się na słowa Ward, po tylu latach to chyba się raczej powinna zdziwić, jakbym nic ze sobą nie miał. Podaję skręta Marze i śledzę ją wzrokiem patrząc jak otwiera okno, a potem rozpala zwiniętą końcówkę. Podchodzę bliżej, bo ja to wiadomo, że zioła i pacierza nigdy nie odmawiam - A jednak, kurwa! Wiedziałem! To możecie sobie zbić piąteczkę - kiwam łbem, wsuwam się na parapet, chociaż trochę zimno z zewnątrz, ale chuj może wytrzymam te kilka minut - A z kim? I co? Podobało ci się? Żałujesz? No słuchamy, słuchamy - odbieram blanta i ściągam trzy duże buchy, podobnie jak Lakefield wydmuchując dym bezpośrednio za okno. Potem wyciągam jointa w kierunku Cynthii z niemym pytaniem wymalowanym na twarzy - chcesz?

Cynthia A. Ward Mara Lakefield

Między jednym winem a drugim

: pt mar 13, 2026 5:44 pm
autor: Cynthia A. Ward
Mara Lakefield, William N. Patel-Noriega

Casting zrobicie? — spytała lodowatym tonem, spoglądając na Williama. Nikt by jej nie zechciał. Co niby miała do zaoferowania? Niezbyt dostępna, pracująca z martwymi, żadne z tych określeń nie gwarantowała gorącego romansu oraz kobiety, która chciała do Ciebie wracać — chłodna kobieta poszukuje mężczyzny. Na pewno ktoś się skusi — mruknęła, kręcąc na Patela głową. Mogła mieć ciało, ale jej umysłu nie zniósłby nikt. Ba, dziwiła się, że jej barwni przyjaciele wciąć z nią trzymali.
Podobno seks z wrogiem jest pociągający — mruknęła, unosząc kieliszek wina do góry, by móc upić całkiem spory łyk. Miała wyrzuty sumienia, pozwalając Cassianowi na dotknięcie jej ciała. Tyle że w tamtym momencie był tak piekielnie gorący, a jego ciało było na wyciągnięcie ręki — to czemu tego nie zrobisz? — dopytała, przenosząc wzrok na Williama. Lennox miał w sobie tyle jaj, że przekroczył każdą, możliwą jej granicę bez wyraźnego pytania. Patel jej zdaniem był zdolny do tego samego.
Nie, tam jest balkon — wymruczała, strzelając oczami. Nie była przyzwyczajona, a zapachu haszu w mieszkaniu nie znosiła. Od czegoś posiadała balkon, czasem przez imprezy Patela w jej apartamencie powstawała specjalna komora. To było dla niej wystarczające — znajdziecie moje szlugi? — ich nie była w stanie sobie odmówić. Mogła być poobijana, ale szluga musiała zapalić. Zwłaszcza kiedy kosztowała wino. Z widocznym bólem uniosła się do siadu, na całe szczęście na zewnątrz miała raptem kilka kroków.
A kto? — dopytała, wbijając wzrok w Marę. Seks z byłym brzmiał... przekomicznie, zwłaszcza kiedy wcześniej na nich krzyczała — zabawne William. Żebyś nie wpadł do naszego sojuszu seks z byłymi, lub wrogami — dodała uroczym tonem, trzepocząc rzęsami — słuchamy, nie oceniamy — wielkie kłamstwo, oczywiście, że będą oceniali. W ich przyjaźni najpiękniejsze wydawało się być to, że cały czas mogli być ze sobą szczerzy.