have the bludgers ever killed anyone?
: pt sty 23, 2026 12:30 am
Niektórzy zapominali, że Quidditch to przede wszystkim gra drużynowa. Tak działo się w drużynie Gryfifindoru. Nic dziwnego, że w tym roku zajęli ostatnie miejsce w sezonie, skoro wszyscy (no może poza Richiem Hardickiem, bo ten jednak umiał podawać kafla, inaczej nie znalazłby się reprezentacji szkoły) grali ze sobą i dla siebie, licząc aż ich żałosny szukający złapie znicza. Pomijając już fakt, że prawie nigdy mu się to nie udawało. A jak już raz sprzyjało mu szczęście, to i tak przegrali z kretesem. Ravelnclaw skończył na trzecim miejscu, ale zawsze to podium. Poza tym do Ślizgonów zabrakło im jedynie dwudziestu punktów.
Była gotowa wrócić do treningu, ale z racji, że znajdowała się w pobliżu, chcąc nie chcąc usłyszała rozmowę o samotnym widzu. Jej wzrok automatycznie powędrował w tamtym kierunku. Czy tego Higginsa to już całkowicie popierdoliło? Trzeba być naprawdę skończonym kretynem, żeby z własnej, nieprzymuszonej woli siedzieć na trybunach w taką podłą pogodę.
Stan Still podleciał bliżej Zaylee, również spoglądając na Higginsa, który właśnie dyskutował z trenerką, której samopiszące pióro rozpisywało w jej kajeciku taktyki i schematy na zbliżający się turniej. W pewnym momencie pani Ester skinęła głową na składzik, a Ślizgon natychmiast podreptał we wskazanym przez nią kierunku.
— Co się właściwie dzieje? — Stan zerknął z ukosa na Miller.
— Nie mam pojęcia — wzruszyła ramionami. — Ale wydaje mi się, że Swanson próbuje skołować nam rywala dla Buttsa — Zaylee aż wywróciła oczami. Serio? Jakby to w jakikolwiek sposób miało zmotywować Seymoura do czegokolwiek.
Poderwała miotłę, a Grom wystrzelił w kierunku barierki, przy której Ślizgona czekała aż Higgins do nich dołączy.
— Wciskasz nam swojego chłoptasia na boisko? — zapytała, uśmiechając się pod nosem. — Wiesz, że nie mam obowiązku osłaniać go od tłuczków? Nie jest w drużynie — zauważyła, zresztą słusznie. Prefekt ze Slytherinu nie był ani w reprezentacji, ani nawet nie występował w barwach swojego domu, więc Miller nie miała zasranego obowiązku pilnować, żeby nie oberwał w łeb. — Wlatuje tu na własną odpowiedzialność — dodała i spojrzała w dół. Chłopak właśnie narzucił szatę na plecy i teraz nieporadnie próbował wspiąć się w powietrze. — Albo i nie — skwitowała krótko. Próbowała zrozumieć, co on właściwie teraz wyprawiał, ale to wiele wyjaśniało, dlaczego nie zasilił szeregów w drużynie Domu Węża, skoro nawet nie potrafił dosiąść miotły. — Och, wow — wyrwało jej się w zdumieniu. — Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Mam nadzieję, że różdżką włada nieco lepiej — posłała Swanson spojrzenie przepełnione rozbawieniem.
Usłyszała świst z tyłu głowy. Automatycznie wyciągnęła rękę za plecy, na oślep odbijając tłuczek, który wydał z siebie złowieszczy dźwięk, zawirował w powietrzu i odbił w przeciwną stronę. Na pozycji pałkarza liczyła się nie tylko siła i kondycja, ale również dobry słuch. Poza tym trzeba być uważnym i mieć oczy dookoła głowy. To ogromna odpowiedzialność dopilnować, żeby żadnemu zawodnikowi z drużyny nie stała się krzywda. Higginsem jednak nie musiała się przejmować. Nie był w drużynie, więc nie był jej problem.
— Trzeba było iść z nim do tego składziku — skomentowała jeszcze, nawiązując do żartu Kapitana Dupy. Nie mogła się powstrzymać od złośliwości, kiedy widziała nieudolnie szybującego Ślizgona. Nawet Butts szybciej złapałby znicza. I to na pieszo.
Evina J. Swanson
Była gotowa wrócić do treningu, ale z racji, że znajdowała się w pobliżu, chcąc nie chcąc usłyszała rozmowę o samotnym widzu. Jej wzrok automatycznie powędrował w tamtym kierunku. Czy tego Higginsa to już całkowicie popierdoliło? Trzeba być naprawdę skończonym kretynem, żeby z własnej, nieprzymuszonej woli siedzieć na trybunach w taką podłą pogodę.
Stan Still podleciał bliżej Zaylee, również spoglądając na Higginsa, który właśnie dyskutował z trenerką, której samopiszące pióro rozpisywało w jej kajeciku taktyki i schematy na zbliżający się turniej. W pewnym momencie pani Ester skinęła głową na składzik, a Ślizgon natychmiast podreptał we wskazanym przez nią kierunku.
— Co się właściwie dzieje? — Stan zerknął z ukosa na Miller.
— Nie mam pojęcia — wzruszyła ramionami. — Ale wydaje mi się, że Swanson próbuje skołować nam rywala dla Buttsa — Zaylee aż wywróciła oczami. Serio? Jakby to w jakikolwiek sposób miało zmotywować Seymoura do czegokolwiek.
Poderwała miotłę, a Grom wystrzelił w kierunku barierki, przy której Ślizgona czekała aż Higgins do nich dołączy.
— Wciskasz nam swojego chłoptasia na boisko? — zapytała, uśmiechając się pod nosem. — Wiesz, że nie mam obowiązku osłaniać go od tłuczków? Nie jest w drużynie — zauważyła, zresztą słusznie. Prefekt ze Slytherinu nie był ani w reprezentacji, ani nawet nie występował w barwach swojego domu, więc Miller nie miała zasranego obowiązku pilnować, żeby nie oberwał w łeb. — Wlatuje tu na własną odpowiedzialność — dodała i spojrzała w dół. Chłopak właśnie narzucił szatę na plecy i teraz nieporadnie próbował wspiąć się w powietrze. — Albo i nie — skwitowała krótko. Próbowała zrozumieć, co on właściwie teraz wyprawiał, ale to wiele wyjaśniało, dlaczego nie zasilił szeregów w drużynie Domu Węża, skoro nawet nie potrafił dosiąść miotły. — Och, wow — wyrwało jej się w zdumieniu. — Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Mam nadzieję, że różdżką włada nieco lepiej — posłała Swanson spojrzenie przepełnione rozbawieniem.
Usłyszała świst z tyłu głowy. Automatycznie wyciągnęła rękę za plecy, na oślep odbijając tłuczek, który wydał z siebie złowieszczy dźwięk, zawirował w powietrzu i odbił w przeciwną stronę. Na pozycji pałkarza liczyła się nie tylko siła i kondycja, ale również dobry słuch. Poza tym trzeba być uważnym i mieć oczy dookoła głowy. To ogromna odpowiedzialność dopilnować, żeby żadnemu zawodnikowi z drużyny nie stała się krzywda. Higginsem jednak nie musiała się przejmować. Nie był w drużynie, więc nie był jej problem.
— Trzeba było iść z nim do tego składziku — skomentowała jeszcze, nawiązując do żartu Kapitana Dupy. Nie mogła się powstrzymać od złośliwości, kiedy widziała nieudolnie szybującego Ślizgona. Nawet Butts szybciej złapałby znicza. I to na pieszo.
Evina J. Swanson