34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

045.
Unosiła się kilka metrów nad boiskiem i obserwowała resztę drużyny. Lubiła ten moment, kiedy wszyscy zajmowali swoje miejsca. Wtedy najłatwiej było ocenić, kto naprawdę jest skupiony, a kto już błądzi przy jutrzejszym meczu. Widać było to w postawie na miotle, trzymaniu kija czy nerwowym poprawianiu rękawic.
Tegoroczne mistrzostwa międzyszkolne odbywały się w Hogwarcie, co samo w sobie było ogromnym wydarzeniem. Z tego powodu drużyna, skompletowana ze wszystkich domów, od kilku dni trenowała częściej i intensywniej niż zwykle. Wspólne treningi Gryfonów, Ślizgonów, Krukonów i Puchonów wciąż wydawały się czymś nienaturalnym. Rywalizowali ze sobą podświadomie, chociaż oficjalnie wszyscy grali do jednej bramki. W powietrzu iskrzyło nie tylko od magii ochronnej nad boiskiem, ale i od ambicji, oraz niechętnie tłumionych uprzedzeń.
Specjalnie z myślą o turnieju dużo wcześniej zakończono sezon quidditcha. Decyzja ta wywołała niemałe poruszenie w całej szkole, a Zaylee do tej pory nie mogła uwierzyć, że to właśnie Puchoni zdobyli puchar. Za każdym razem, gdy o tym myślała, jej brwi mimowolnie wędrowały ku górze, choć niechętnie musiała przyznać, że w tym roku naprawdę na niego zasłużyli. Teraz jednak nie było już miejsca na roztrząsanie dawnych wyników. Cała uwaga musiała skupić się na mistrzostwach.
A uwaga Miller konkretnie na fruwających nad głowami tłuczkach. Jej zadaniem było odciąganie ich od ścigających i szukającego oraz reagowanie wtedy, gdy przeciwnik próbował przejąć inicjatywę. Latała blisko środka boiska, kiedy druga pałkarka Nancy Huggenkiss (oczywiście z Hufflepuffu) trzymała się nieco wyżej i zabezpieczał przestrzeń w pobliżu bramek, dzięki czemu drużyna miała lepszą kontrolę nad polem.
Ścigający ćwiczyli konkretne schematy. Evina Swanson odpowiadała za szybkie przejęcia kafla i rozpoczęcie akcji. Często schodziła nisko, żeby zmylić obronę, a potem podawała do Richiego Hardcika, który próbował kończyć akcje rzutami z bliskiej odległości. Stan Still pełnił funkcję łącznika między nimi. To on decydował, kiedy przyspieszyć grę, a kiedy ją uspokoić. Pani Polly Easter — nauczycielka Latania i trenerka, zwracał im uwagę, żeby nie trzymali kafla zbyt długo, bo drużyna Drumstrangu, z którą jutro mieli się zmierzyć, będzie potrafiła to szybko wykorzystać.
W bramkach stała Justin Case. Przez większość treningu nie miał chwili przerwy, bo ścigający ćwiczyli seriami. Justin pilnowała ustawienia, korygowała swoją pozycję po każdym rzucie i głośno komunikowała się z resztą zespołu, zwłaszcza z pałkarzami, gdy tłuczek zbliżał się do strefy bramek.
Szukający, Seymour Butts trenował osobno, ale cały czas pozostawał w kontakcie z drużyną. Krążył nad boiskiem, zmieniał wysokość lotu, próbując doścignąć złotą, skrzydlatą piłeczkę. Trenerka przypominał mu, że przeciwko Drumstrangowi nie może dać się sprowokować i musi zachować cierpliwość, nawet jeśli mecz będzie długi.
Niebo nad boiskiem było ciężkie od chmur, a wiatr szarpał pelerynami zawodników. Idealne warunki. Dokładnie takie, jakie lubiła Zaylee. Unosiła się kilka metrów nad ziemią, ściskając w dłoni pałkę. Ciemne oczy wodziły za rozszalałymi tłuczkami. Gdy jeden z nich nagle zmienił kierunek i pognał w stronę obrońcu, Miller zareagowała błyskawicznie. Jeden potężny zamach i czarna piłka poleciała prosto w stronę przechwytującej kafla Swanson.

Evina J. Swanson

Evina J. Swanson - ścigająca (slytherin)
Richie Hardick - ściągający (gryffindor)
Stan Still - ściągjąc (ravenclaw)
Zaylee Miller - pałkarz (ravenclaw)
Nancy Huggenkiss - pałkarz (hufflepuff)
Seymour Butts - szukacjący (slytherin)
Justin Case - obrońca (slytherin)
Polly Ester - trenerka
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Międzyszkolne Mistrzostwa Quidditcha od dawna wywoływały ogromne emocje w Hogwarcie, który miał być gospodarzem całego przedsięwzięcia. Każdy zapewne czuł swego rodzaju ekscytację ze względu na możliwość podziwiania zagranicznych graczy w drodze do prestiżowego pucharu. Część jednak była oburzona skróceniem rozgrywek szkolnych i przedwczesny ukoronowaniem Puchonów na mistrzów szkoły. Evina osobiście była zdania, że poszczęściło im się i tabela wyglądałaby zgoła inaczwj, gdyby rozegrali zamiast tego pełen lecz bardziej zintensyfikowany sezon przed przystąpieniem do międzyszkolnych rywalizacji.
Zresztą krążąca po boisku ślizgońska ścigająca miała wyraźne opinie nie tylko w tej kwestii, ale także w sprawie składu wyłonionego spośród wszystkich hogwarckich drużyn. Crême de la crême. Najlepsi z najlepszych. Sama śmietanka miotlarskiej elity Hogwartu... i Richie Hardick.
Zdaniem Swanson wszyscy doskonale wiedzieli, że Gryfon dostał się do składu wyłącznie ze względu na to, że nagle pojawił się wolny wakat. Początkowo trenowali z Violettą Strauss, ścigającą Krukonów. Tylko, że ta obecnie znajdowała się w skrzydle szpitalnym po wizycie w Zakazanym Lesie i nie zapowiadało się na to, aby mogła wyjść z niego na najbliższy mecz. Zresztą nawet gdyby ją wypuszczono to prawdopodobnie i tak dostałaby szlaban na całe mistrzostwa, bo okazało się, że wraz ze znajomą eliksirolożką szukały w lesie składników do pewnego eliksiru, który znalazły w skradzionej z Działu Ksiąg Zakazanych książce. Prawdziwy skandal.
Trzeba było jednak powiedzieć wprost, że Krukonkę w przeciwieństwie do Hardicka szanowała. Richie z kolei był dla Eviny prawdziwym utrapieniem i utrzymywała, że w życiu nie podałaby kafla do Kutasińskiego, gdyby nie to, że ją do tego zmuszają. Nic zatem dziwnego, że miała za sobą już kilka kłótni z trenerką odnośnie obecnego składu ścigających. Wnioskowała za tym, aby zamiast Gryfona w składzie znalazł się jakikolwiek inny zawodnik. W końcu na pewno lepiej wyszliby mając w składzie kogoś innego, ale według pani Ester Hardick nadawał się idealnie.
Zdecydowanie nie była zadowolona z tego treningu. Miała za sobą kolejną zaciętą dyskusję z nauczycielką latania. Ślizgonka raz jeszcze starała się przekonać kobietę odnośnie tego, że taktyka, na którą naciskała przez cały czas nie miała teraz większego sensu. Owszem. Działała, kiedy mieli ze sobą Strauss, ale z Dickiem nie szło im to już tak płynnie. Dlatego właśnie chciała zamienić się miejscami z Gryfonem na co nie dostała zgody.
Nic dziwnego, że była wściekła. Nawet zimny pęd powietrza nie był w stanie ostudzić gotujących się w niej emocji.
Co chwila podrywała Nimbusa gwałtownie w ostrych manewrach, które miały zmylić obrońcę, oczekującego na to, aż piłka znajdzie się w polu bramkowym, aby mógł wkroczyć do akcji. Kto jak kto, ale Case znał jej styl gry idealnie przez to, że od paru lat trenowali wspólnie z całkiem sporą regularnością.
Kafel znowu zmienił właściciela. Przejęła go od Stilla i właśnie miała się poderwać w górę, aby zanurkować ostro po przeleceniu kilku metrów i przerzucić do Hardicka, ale zanim zdołała to zrobić zauważyła, że tuż przed nią pojawił się rozpędzony tłuczek.
W ostatniej chwili szarpnęła mocno trzon miotły, odchylając się i odbiła w prawo, aby uniknąć kolizji. Musiała się naprawdę postarać, aby nie stracić panowania nad Nimbusem ani nie zsunąć się z niego po tak gwałtownym manewrze. Nie mogła liczyć w żaden sposób na drugą pałkarkę, która broniła właśnie szukającego przed drugim szalejącym tłuczkiem.
- Pojebało cię, Miller?! - krzyknęła w stronę Krukonki i odrzuciła kafla do Stilla, który akurat zakręcił się w pobliżu.
Jeszcze tego brakowało, żeby oberwała przez durną Zaylee Miller, która według Eviny trochę za bardzo chciała ją zrzucić z miotły. Świadectwem tej chęci mogłoby być zagranie sprzed chwili.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie dbała o to, jaka atmosfera panowała między ścigającymi. Ich zadaniem było zdobyć jak najwięcej goli, a nie dyskutować o tym, kogo woleliby mieć na boisku zamiast Gryfona-Kutasiarza. Nie żałowała też swojej krukońskiej koleżanki, która wylądowała w Skrzydle Szpitalnym przez swoje brawurowe i nieodpowiedzialne zachowanie. Gdyby nie próbowała zerwać Chrobotków, żeby pozyskać z nich sok do swojego eliksiru, nie natrafiłaby na Jadowitą Tentakulą. Umówmy się, dla Violetty Strauss mogło skończyć się to o wiele gorzej. Mogła trafić do Kliniki Magicznych Chorób i Urazów. Poza tym chodziły pogłoski, że Krukonka udała się do Zakazanego Lasu z eliksirolożką z zupełnie innych powódek. Jakich? Zaylee nie wnikała, ale można było się domyślić.
Wcale nie chciała trafić tłuczkiem w Evinę Swanson. Nie w tym momencie. Właściwie wybijając piłkę z dala od latającego wokół obręczy Justina Case'a, nie celowała w nic konkretnego. Nie chciała jej zrzucić z miotły. Wyjątkowo. Zrobiłaby to dla samej zasady, że Swanson była w Slytherinie, a przecież wiadomo nie od dziś, że Tiara Przydziału nie umieszczała tam nikogo o czystym sumieniu.
Oburzenie Swanson sprawiło, że Miller parsknęła pod nosem i uniosła ręce w obronnym geście i przerzuciła pałkę przez ramię.
Dbam o to, żebyś sprężyła się i zaczęła zdobywać jakieś punkty. Nie wygramy z Drumstrangiem samymi podania — popatrzyła na nią z politowanie i zadarła głowę, kiedy nad jej głową śmignął szukający.
Cała nadzieja w Buttsie. Miał tylko jedno zadanie — złapać znicz przed szukającym z przeciwnej drużyny. To nie mogło być takie trudne. Zaylee ledwo zdążyła o tym pomyśleć, a Seymour przy byle zakręcie stracił równowagę i zawisł na miotle, trzymając się jedną ręką. Znów za bardzo próbował się popisać przed Nancy Huggenkis, która nawet nie widziała jego podniebnych wyczynów, bo próbowała przepędzić tłuczka od Stilla.
Miller poprawiła się na miotle, gotowa ruszyć z pomocą, bo rozwścieczona piłka naprawdę uwzięła się na jej kolegę, ale zanim podleciała bliżej, zatrzymała się przy Ślizgonce.
To nie puchar szkoły, nie próbuję cię wyeliminować — zaczęła, przypominając jej (i sobie też przy okazji), że grają w jednej drużynie. Jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmiało. — Ale jak jeszcze raz zaczniesz się do mnie przypierdalać, to pani Drinkwater będzie musiała otworzyć oddzielny oddział dla ścigających — wymierzyła w Swanson pałką w lojalnym ostrzeżeniu, a potem uśmiechnęła się niej niewinnie.
Już miała odlecieć, ale wtedy szalony tłuczek, który został odbity przez puchońską pałkarkę gdzieś daleko w trybuny, zawrócił i teraz nadlatywał prosto na nie. Zaylee chwyciła mocniej pałkę, a gdy tłuczek znalazł się na wyciągnięcie jej ręki, uderzyła w niego od góry, próbując wcisnąć go głąb zabłoconej murawy. Siła uderzenia była tak mocna, że Miller aż zachwiało na Gromie.
Mówiłam, że nie próbuję cię skasować — powtórzyła, chociaż w rzeczywistości chroniła własny łeb. Poza pani Ester zawsze powtarzała, że jeśli ktoś obrywa tłuczkiem, to wyłącznie z własnej winy. Pałkarzy na boisku było dwóch i nie zawsze mogli być z każdej strony boiska. Jeden najczęściej osłaniał szukającego i zajmował się siedzącym mu na ogonie pałkarzem z przeciwnej drużyny, a drugi musiał mieć na oku nie tylko ścigających, ale też obrońcę. Dlatego trenerka tak często powtarzała o ostrożności i refleksie. Którego ewidentnie brakowało Richiemu Hardickowi, bo tłuczek właśnie przygrzmocił mu w trzon miotły.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zgranie się z nowym zawodnikiem mimo wszystko zajmowało im nieco czas i stanowiło pewne wyzwanie. Zwłaszcza, że jednak Hardick odstawał umiejętnościami od Strauss. Nie bez powodu był opcją zapasową. Nie miał takiego tempa i nie potrafił się dostatecznie zsynchronizować. Nie nadążał za nadającym im rytm Stillem i reagował z pewnym opóźnieniem na zmiany zachodzące na boisku. Przynajmniej tak było zdaniem Swanson, która wymieniłaby go raz dwa na kogoś innego.
Nie potrzebowała przy tym wszystkim jeszcze Zaylee Miller, która denerwowała ją swoim wybijaniem tłuczków, które mogło skończyć się kontuzją kolejnej ścigającej. Tyle dobrego, że Evina faktycznie potrafiła sprawnie zareagować, a najnowszy model Nimbusa, na którego odkładała przez całe ubiegłe wakacje należał do wyjątkowo zwrotnych.
Prychnęła, słysząc jej komentarz. Jeszcze pokazałaby jej jak zdobywało się kolejne pętle, ale problem w tym, że trenerka naciskała na to, aby ćwiczyli raz za razem formacje i zagrywali na Hardicka. Chyba jednak nadszedł moment na to, aby faktycznie pokazać na co było ich stać i popisać się nieco swoją autorską improwizacją wśród tłuczków.
- Ej! Kapitan Dupa! Wlazuj na miotłę i nie pajacuj! - wrzasnęła jeszcze, gdy tylko zauważyła dzikie popisy Seymoura przez które mógł się łatwo zjebać z miotły. Może by się jakimś cudem zabił... Wtedy mogliby wymienić sobie jeszcze szukającego na kogoś kto miał mniej małpiego rozumu.
Miała już się przygotować do wznowienia gry w polu, gdy obok pojawiła się krukońska pałkarka. Najwyraźniej Miller czuła się w w obowiązku wyjaśnić jej, co miała oznaczać cała ta sytuacja z tłuczkiem, który o mało nie staranował Eviny.
- Jak nie próbowałaś to chujowo odbijasz. Następnym razem patrz gdzie kierujesz tłuczek, bo zlikwidujesz swoich - odparowała.
Jeśli Zaylee miała im tam pomagać na boisku to już lepiej, żeby jej miejsce zajął drugi krukoński pałkarz: Jeremy Meyer. On przynajmniej nie stanowił zagrożenia dla swoich kolegów z drużyny. Właściwie dla nikogo nie stanowił, bo Jeremy Meyer był wiecznie nieobecny i praktycznie nic nie robił chociaż rzekomo był w drużynie Domu Kruka.
Tłuczek, który Miller odbiła jeszcze chwilę temu najwyraźniej nie znalazł żadnego innego celu, bo zawrócił i raz jeszcze chciał uderzyć w Swanson lub znajdującą się obok niej krukonkę. Tylko, że ta była uzbrojona w pałkę i raz dwa odbiła żelazną kulę w innym kierunku. Tym razem faktycznie jej celem nie został żaden inny zawodnik.
- Na to przyjdzie czas w innym ćwiczeniu... Na razie pilnuj, żeby nas szlag nie trafił - odparła cierpko i pochyliła się nad trzonkiem miotły, aby podlecieć do urzędującego kawałek dalej Stilla.
Granatowa szata z emblematem szkoły na plecach łopotała tuż za nią, a dłonie Ślizgonki zacisnęły się na Nimbusie z taką siłą, że była w stanie usłyszeć skrzypienie skórzanych rękawic okalających wypolerowane drewno.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, kto i dlaczego mianował Seymour Buttsa kapitanem. Ani co właściwie robił na pozycji szukającego. Był chyba najgorszym łapaczem zniczy ze wszystkich domów i gdyby nie jego ścigający, Slytherin nie wygrałby żadnego meczu. Na tej pozycji Zaylee widziała Logana Tootha, który miał sokoli wzrok. Pech chciał, że zamiast łapać skrzydlatą piłeczkę, na rodzinnym wyjeździe do Egiptu, który organizowała klinika dentystyczna jego ojca, złapał Grypę Czarnego Kota, co wykluczyło go z rozgrywek. Najwyraźniej Kapitan Dupa właził komuś w dupę. W ogóle z jakiej racji w drużynie Hogwartu było aż trzech Ślizgonów? Szkoda jednak, że Seymour nie spadł z miotły i nie roztrzaskał sobie tego głupiego ryja.
Och, nie dramatyzuj — wywróciła oczami, bo Evina ewidentnie była przewrażliwiona. — Nic się nie stało, więc po co te nerwy? — prychnęła pogardliwie. Ręce miała całe? Całe. Nogi też. Najnowsza limitowana edycja Nimbusa również nie wyglądała tak, jakby ucierpiała.
Swoją drogą Swansonom nieźle się powodziło, skoro stać było ich na zakup córce takiego sprzętu. Miller usiała zadowolić się swoim Gromem Trójką, mimo że w Markowym sprzęcie do quidditcha na wystawie widniała model o trzy numery wyższy. Niestety rodzice Zaylee mieli jeszcze do wyżywienia trójkę jej młodszego rodzeństwa. To nie tak, że musiała chodzić w łachmanach, ale rzadko kiedy dostawała coś z wyższej półki. Dlatego musiała się pilnie uczyć, żeby w przyszłości zostać Uzdrowicielką i nie przejmować się takimi rzeczami.
Sorry, ale nie rozdwoję się — rzuciła, spoglądając wymownie Buttsa, który właśnie urządzał sobie flirciarską pogawędkę z Nancy Huggenkiss. Ci to dopiero mieli wyczucie czasu. — Nie będę zapierdalać za innych — dodała butnie, bo nie na to się pisała. Dołączając do drużyny sądziła, że przyjdzie jej współpracować z poważnymi ludźmi, a nie nabuzowanymi hormonami nastolatkami.
Podwinęła rękawy szaty, a kiedy Swanson odleciała w stronę Stilla, sama uniosła się nieco wyżej, mocniej zaciskając palce na płace. Szczerze żałowała, że pani Ester zawsze kazała zostawiać różdżki w szatni, bo chętnie poczęstowałaby Seymoura zaklęciem Incarcerous, które skutecznie związałyby mu kończyny. Wtedy na pewno zleciałby z miotły i wylądował prosto w Skrzydle Szpitalnym.
Zacisnęła zęby i wzbiła się jeszcze wyżej. Poprawiła gogle, próbując dostrzec czające się w ukryciu tłuczki. Jeden wirował w pobliżu gruchających gołąbków, a drugi przebijał się przez puste trybuny, niszcząc w pył dekoracje w barwach czterech domów. Nagle skręcił, okrążył bramki i zaczął sunąć wprost na Stana Stilla, który był w trakcie podawania kafla do Swanson. Zaylee poderwała miotłę i ruszyła w ich kierunku.
Orientuj się! — krzyknęła do Ślizgonki, a gdy ta zrobiła unik, wybiła tłuczka na drugą stronę boiska. — Powiedz swojemu koleżce Dupie, żeby przestał mi bajerować drugiego pałkarza — warknęła, wychodząc z założenia, że skoro byli w jednym domu, to mieli znacznie lepsze relacje niż zawodnicy nie będący w Slytherinie. To wcale nie tak, że Nancy była śliczna i Miller chętnie sama by się przy niej zakręciła. Mieli mecz do wygrania, nie w głowie jej amory.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ślizgoni mieli już swoje własne zwyczaje oraz tytuły, których używali między sobą lub też w stosunku do innych. Nic zatem dziwnego, że poza Twardofiutym Wacławem z Gryffindoru mieli także w składzie Kapitana Dupę. To chyba dobitnie świadczyło o stosunku Swanson do niektórych kolegów z drużyny. Chociaż nazywanie ich kolegami było aż zbyt wielką hojnością.
Trudno było jej zaprzeczyć słowom Krukonki. Faktycznie. Nic się nie stało. Przynajmniej tym razem, bo za innym jeśli nie będzie posyłała tłuczka w odpowiednim kierunku to w końcu ktoś ucierpi. Całe szczęście trybuny były chronione magicznie przed takimi atakami, aby żadnemu z pałkarzy nie przyszło do głowy wykonanie Stłuczki z intencją zatrzymania na chwilę meczu w dogodnym dla siebie momencie.
- Po prostu rób swoje i nie cwaniakuj - dodała, nie zamierzając ucinać sobie z pałkarką dłuższej pogawędki.
Miller mogło się to podobać lub nie, ale prawda była taka, że jej zasranym obowiązkiem było pilnowanie tłuczków oraz zadbanie o to, aby trafiały w ich przeciwników, a nie w któregokolwiek z miotlarzy Hogwartu. Evinie z pewnością nie marzyło się trzecie już złamanie nosa w tym roku tylko dlatego, że ktoś nie potrafił dobrze upilnować śmiercionośnych piłek.
Na początku myśl o mistrzostwach międzyszkolnych wydawała jej się ekscytująca ze względu na fakt, że znalazła się w pierwszym składzie, ale z każdą chwilą miała go coraz bardziej dosyć. Miała wrażenie, że mało kto traktuje te rozrywki poważnie i faktycznie przykłada się do treningów. Jeśli tak dalej pójdzie to z pewnością przegrają już podczas pierwszego meczu z Durmstrangiem. Nic nie mogło ich uratować. Nawet interwencja samego Merlina.
- Dick, spierdalaj na pozycję rozpoczynającą - rzuciła do ścigającego z Gryffindoru. - Wypróbujemy inny układ.
Mieli zdobywać gole, tak? W takim razie pokażą z pewnością to w jakim stylu byli w stanie to zrobić.
Pozycja ścigającego była chyba tą, na której efekciarstwo najbardziej popłacało. Była w stanie zmylić przeciwników i zminimalizować ryzyko przejęcia kafla lub obronienia strzału przez różne wybiegi, które mogli stosować. Wspólnie mogli nagle podrywać się w górę lub pikować ostro w dół, a przy zmianie wysokości dokonać sprytnego podania kafla. Swanson wykręciła beczkę na swoim Nimbusie, gdy tylko przejęła piłkę. Obrońca spodziewał się z jej strony podania do Gryfona, ale zamiast tego sama rzuciła przed siebie kafel i wykonała szybki obrót w powietrzu, aby uderzyć witkami miotły w kafel, który dzięki temu przeleciał przez lewą obręcz.
Może w ten sposób faktycznie chciała nieco utrzeć nosa Zaylee, udowadniając jej to, że jest faktycznie zdolna do zdobywania gola za golem. Swanson uwielbiała wyzwania a dodatkowo nie cierpiała tego, gdy ktoś zarzucał jej to, że nie bierze Quidditcha na poważnie lub jest w nim gorsza niż myślała. Musiała wtedy za wszelką cenę pokazać im jak bardzo się mylą chociaż takie zagrania dawały prowokatorom jedynie to czego chcieli.
Była w trakcie kolejnej akcji, gdy po raz kolejny w jej pobliżu pojawiła się cholerna Miller. Wyhamowała ostro, aby uniknąć kolizji z tłuczkiem lub palkarką i wykonała nawrotkę, aby przerzucić kafla przez ramię Hardickowi, który był w stanie przypuścić szarżę na pętle.
Oficjalnie Swanson nie była tu kapitanem. Nie miała prawa do większego lub mniejszego opierdalania zawodników. W końcu nie miała pilnować tutaj porządku, ale jak widać sytuacja była wyjątkowa i musiała chyba zagonić gamoni do roboty.
- BUTTS! - wydarła się w kierunku szukającego. - Wyjmij chuja z mózgu i zapierdalaj za piłeczką! A ty Nancy następnym razem odbij tłuczka twarzą to może sobie wbijesz grę do durnego łba!
Była ostra, ale ktoś musiał. Może w końcu ci idioci ogarną się na tyle, aby można było z nimi przeprowadzić jakiś sensowny trening. Inaczej zapewne umrą. Za sprawą tłuczków lub późniejszej interwencji Swanson, gdy już dostanie różdżkę do ręki.[/akapit

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kompletnie nie rozumiała wyborów pani Polly Ester, która powoływała szkolną reprezentację. Co do tego, że w składzie powinna znaleźć się Swanson akurat Zaylee nie miała krzty wątpliwości. Grała po prostu dobrze. Miała też zadatki na przywódcę, który poprowadziłby ich drużynę do zwycięstwa, ale kapitanem został Seymour Butts, a to już było totalnym nieporozumieniem. Chłopak zachowywał się tak, jakby nie wiedział, co dzieje się na boisku. W dodatku zamiast skupić się na zniczu, bez przerwy kręcił się przy Nancy, która zamiast przywalić po pałką w ten pusty łeb, brnęła w jego tanią gadkę. Zupełnie, jakby ktoś rzucił na nią Confundusa. Żałosne, doprawdy.
Dobrze, że przynajmniej Evina umiała sprowadzić ich na ziemię. Sama Miller co najwyżej mogłaby złoić tamtą dwójkę pałkami. Chociaż, jak się po chwili okazało, ani Butts ani Huggenkiss niewiele robili sobie krzyków ślizgońskiej ścigającej, mając ją w głębokim poważaniu.
Z tego, co pamiętam, Swanson — zaczął odważnie Seymour. — To ja jestem kapitanem, nie ty! — wypiął dumnie pierś, ledwo utrzymując się na miotle. Był jak dzieciak we mgle. Naprawdę zadziwiające, że jeszcze nie skręcił sobie karku. Z jednej strony Zaylee była pod wrażeniem, ale z drugiej — wielka szkoda.
Spojrzała z rozbawieniem na Ślizgonkę, która niepotrzebnie zdzierała sobie gardło. Na takich to szkoda strzępić ryja. Mogła nazywać Miller cwaniarą, ale prawda była taka, że była wkurwiona tym wszystkim tak samo, jak ona. I tak samo mocno zależało im na porządnym treningu i jutrzejszej wygranej. I chyba tylko im.
Tłuczek, który został wybity na drugi koniec boiska, właśnie zawracał i znów pędził w ich kierunku. Miller, nie zastanawiając się szczególnie długo, wyleciała mu naprzeciw i wzięła zamach. Tym razem celowała. I to prosto w Kapitana Dupę. O ile Nancy zdążyła odskoczyć, szarpiąc za trzon miotły, Butts nie miał tyle szczęścia — tłuczek trafił prosto w jego badyla i to z taką siłą, że aż posypały się drzazgi. Przód miotły odpadł całkowicie, ale jakimś dziwnym trafem (magia, kurwa!), chłopak zdołał utrzymać się na miotle. Spojrzał na Miller tak, jakby miał się zaraz poryczeć, na co ta wzruszyła niedbale ramionami.
Przestań się mazać! — zawołała, kiedy Huggenkiss poklepywała go pokrzepiająco po plecach. — Porządne Reparo to ogarnie! — rzuciła na pocieszenie, ale przecież pani Ester nie takie szkody potrafiła naprawić. — No co? — zerknęła na unoszących się w pobliżu ścigających. — Wracajcie do czego, co tam próbowaliście zrobić. Będę was osłaniać — uśmiechnęła się, wznosząc się wyżej i obserwując, jak Kapitan Dupa ląduje na mokrej murawie. Świetnie, zaraz pójdzie się poskarżyć. Pieprzony Kapuś. Och, gdyby Zaylee mogła rzucić teraz Zaklęcie Uciszające... Takie Silencio szybciutko załatwiłoby sprawę.
Umówmy się — zaczęła, podlatując bliżej Swanson. — I tak chuja robił — dodała. Może przynajmniej teraz Nancy wesprze ją w odganianiu tłuczków od innych zawodników, a Swanson będzie mogła wrócić do swoich efekciarskich popisów i udowadniania, że potrafi trafiać kaflem w środek obręczy.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba naprawdę zbyt wielu miotłozjebów uległo wypadkom lub oberwało szlabanem, że skończyli z taką grupą pomyleńców. Prawie połowa zespołu zachowywała się jakby była to niezobowiązująca zabawa, a nie trening do rozgrywek wyższego szczebla. Już Miller ze swoim tłuczkiem była ich błogosławieństwem. Powinna jednak skasować te niepotrzebne elementy na boisku zamiast Swanson. Może nawet wyszliby na tym lepiej niż teraz.
Nie chciała się rządzić. Nie czuła nigdy pociągu do tego, aby obrać stanowisko kapitana i rozporządzać resztą. Musiałaby brać za nich odpowiedzialność i układać treningi. Wolała po prostu zająć się sobą. Miała dosyć dobry kontakt zarówno ze Stillem jak i Fitzgeraldem, dwoma ślizgońskimi ścigającymi i jeśli była taka potrzeba urządzali sobie w trójkę spotkania po to, aby coś przećwiczyć. Zresztą jak widać po Seymourze: Slytherin raczej musiał stać mocnymi zawodnikami w polu, a nie polegać na szukającym.
- Ta, jasne. Kapitanem Dupą! A teraz zapierdalaj radośnie wokół boiska, bo gdyby tylko od ciebie miało zależeć zakończenie meczu to gralibyśmy do usranej śmierci! - odkrzyknęła i nie zamierzała się więcej powtarzać.
Widziała, że ta dwójka nie robiła sobie zbyt wiele z jej nawoływań do tego, aby się w końcu ogarnęli. Zapewne podleciałaby, aby dać im bardziej dosadnie do zrozumienia, że powinni wziąć się do roboty, ale tym już postanowiła zająć się Miller.
Evina była świadoma tego, że ten jeden zdecydowanie bardziej aktywny tłuczek robi kolejną nawrotkę, aby znaleźć sobie kolejny cel. To zdecydowanie podsunęło Zaylee pewien pomysł, bo wyleciała piłce naprzeciw, aby uderzyć w nią z niespodziewaną siłą. Swanson podziwiała jak ten bezbłędnie zniszczył trzon miotły Buttsa. Przynajmniej taką satysfakcję mogła uzyskać, a Nancy zdawała się być bardziej skora do pracy, aby odrobić jakoś to, że nie osłoniła swojego wybranka przed ciosem.
Nie dbała kompletnie o Seymoura. Mógł się użalać nad swoim losem ile chciał, ale przynajmniej dostał nauczkę, aby nie ignorować całkowicie uwag swoich współgraczek.
- Gdybyś tego nie zrobiła to poprosiłabym cię o pałkę, żeby zrobić to samodzielnie - odparła, gdy tylko Miller podleciała bliżej.
Tylko, że ona celowałaby prosto w szukającego. Był o wiele większym celem niż sama miotła i miała zatem lepsze szanse na to, że faktycznie osiągnie swój cel. Teraz jednak wolała skupić się na tym, co zostało jej do zrobienia z pozostałą dwójką ścigających.
Doszli do wniosku, że po wspólnych zagraniach dobrze byłoby przećwiczyć raczej przejęcia oraz solowe akcje na pętle. W końcu nie będą mieć na boisku idealnych warunków a przeciwnicy nie dadzą im spokojnie dokończyć akcji. Dlatego właśnie musieli sprytnie unikać prób przechwycenia kafla i w sytuacji podbramkowej szybko zadziałać tak, aby zdobyć upragnionego gola.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pamiętała mecz między Ślizgonami a Gryfonami. Pomimo dobrej widoczności, żaden z szukających nie mógł złapać złotego znicza. Mecz trwał chyba z pięć godzin. Co zabawne, Swanson zdążyła zdobyć tyle goli, że nawet kiedy Robbie Niblet w końcu dorwał skrzydlatą piłeczkę, to Gryffindor i tak przegrał. Cóż, zawsze spotkanie mogło potrwać ponad dwie doby, jak to Czadu Liechtensteinem na którychś Mistrzostwach Świata. Zaylee przeczytała w Quidditchu przez wieki o meczu, który trwał trzy miesiące, zanim kapitanowie zrezygnowali, zniesmaczeni grą swoich szukających. Trzeba było wymieniać graczy, żeby każdy mógł się wyspać. A jak wiadomo, nie można zakończyć spotkania bez złapanego złotego znicza.
Jasne — odparła Zaylee, ale bez złośliwości. Nie wątpiła w to, że Evina z chęcią grzmotnęłaby Kapitana Dupę tłuczkiem, rozłupując mu czaszkę. — A potem trzeba byłoby ci wysyłać bukiet wrzeszczących żonkili do Azkabanu — stwierdziła, bo podejrzewała, że takie zagranie wiązałoby się z rychłą śmiercią ślizgońskiego szukającego.
W zasadzie nie wiedziała, dlaczego w ogóle miałaby wysyłać Evinie kwiaty. To głupie. Miller pokręciła głową i zanurkowała w dół, aby lepiej przyjrzeć się wyrządzonym szkodom. Miotła Seymoura była w opłakanym stanie. Chyba jednak trochę ją poniosło. Ale zamiast wymądrzać się jak pierwszoroczniak, mógł po prostu robić swoje. Tak, jak robili to właśnie ścigający, którzy postanowili poćwiczyć indywidualne zagrania. Rolą Zaylee było osłanianie ich i Justina Case'a, który bronił obręczy. Radził sobie naprawdę dobrze, chociaż przepuszczał większość kafli, którymi rzucała Swanson. Złoty znicz również krążył beztrosko wokół bramek z powodu niedyspozycyjności Buttsa. Zresztą, co za różnica? I tak by go nie złapał, zajęty smoleniem cholewek do Nancy. Przynajmniej ona wzięła się do roboty, wybijając tłuczka za trybuny, bo jeden ewidentnie uwziął się na Hardicka.
Trenowali do późnych godzin. Nad boiskiem zebrały się czarne chmury, a deszcz utrudniał widoczność. Miller zawisła w powietrzu, przekładając pałkę w drugą dłoń. Czuła, jak pod skórzanymi rękawiczkami robią jej się piekące odciski. Nie tylko ona cierpiała — Stan Still z rozpędu wleciał w obręcz, rozwalając sobie nos. Jak nic pod koniec wszyscy skończą u pani pani Drinkwater, która poczęstuje ich masową Ferulą, żeby opatrzeć stłuczenia i otarcia. Quiddtich to nie był sport dla miękkich Pufków.
Może powinniśmy już kończyć? — zawołał Case, próbując przebić się przez strumienie deszczu. A potem wzdrygnął się, bo Krukonka w ostatniej chwili ściągnęła mu tłuczka, który czaił się za jego plecami.
Wymiękasz, Charłaku? — zapytała, uśmiechając się zawadiacko, na co Justin obruszył się niesamowicie. Dla Ślizgonów słynących z czystej krwi, nie było nic bardziej obraźliwego. — A może cykasz się kataru? — prychnęła pogardliwie. No naprawdę. Jakby Eliksir Pieprzowy nie rozwiązywał takich problemów. — To tylko mżawka. Nie jesteś kociołkowym pieguskiem, nie rozpuścisz się — dodała jeszcze, poprawiając sobie gogle. W takich chwilach dziękowała, że pani Ester rzucała na nie zaklęcie Imperviusa, co umożliwiało lepszą widoczność w takich paskudnych warunkach pogodowych.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Swanson nie była jedyną Ślizgonką, która działała w polu. Mogła liczyć także na dwójkę swoich niezawodnych towarzyszy, którzy zawsze znajdowali się w pobliżu i dbali o to, aby miała dogodne miejsce do oddania strzału na bramkę lub wychodzili na pozycję, aby przyjąć od niej podanie. Kluczem było tutaj przede wszystkim odpowiednie zgranie i wyczucie sytuacji na boisku, którą należało w przeciągu ułamków sekundy wykorzystać na swoją korzyść.
- Bez przesady. Wystarczyłoby, że zeznałabyś, że to był wypadek - wzruszyła ramionami, nawet nie siląc się na to, aby udawać, że nie miała morderczych intencji, gdy chodziło o takiego frajera jak Seymour Butts.
Miała gdzieś miotłę szukającego. Wolała skupić się na zadaniu, które miała teraz przed sobą. Musiała naprawdę się wysilić, aby unikać ataków Stilla, gdy tylko posiadała kafla pod ramieniem. Hardicka się nie obawiała. Jego mogła z łatwością wykiwać albo odebrać mu piłkę. Jak Swanson uważała jedyne, co mu wychodziło to dziki wzwód, a nie żaden zwód czy unik.
Nawet nie zauważyła kiedy zniknęły gdzieś te wszystkie godziny. Czuła, co prawda zmęczenie, ale dalej była zdeterminowana do tego, aby nie zsiadać z miotły. Było jeszcze wiele rzeczy, które chciała wypróbować wraz z innymi ścigającymi, ale wyglądało na to, że ich obrońca właśnie chciał zakończyć trening.
- Miller ma rację. Potrenujmy jeszcze trochę. Nie jest powiedziane, że w dniu meczu będziemy mieć dobre warunki, więc musimy polatać w deszczu - stwierdziła, popierając jeszcze Krukonkę, która również nie chciała tak szybko kończyć.
Justin jedynie popatrzył na nią z pewnym powątpiewaniem. Nie mogła mu się dziwić. Jako obrońca zmachał się wyjątkowo podczas treningu, bo ciągle musiał uważać na trzech ścigających, którzy raz za razem nacierali na jego pętle Nawet jeśli podawali kafla między sobą lub walczyli o jego przejęcie to i tak istniało ryzyko, że zaraz rzucą piłką w jego stronę.
- Kyle czeka na ciebie na trybunach od jakichś trzech godzin - odpowiedział jej Case i wskazał głową w kierunku jednej z lóż. - Chcesz kazać swojemu chłopakowi czekać w deszczu jeszcze dłużej?
Faktycznie. Zdawało się, że dopiero teraz Evina dostrzegła siedzącego na jednej z trybun Ślizgona z naciągniętym na głowę kapturem. Kyle Higgins, prefekt Slytherinu i chłopak ścigającej Domu Węża, zdawał się w nią uważnie wpatrywać. Swanson mówiła mu, żeby nie przychodził, ale najwyraźniej nie zamierzał jej słuchać i chociaż miał sporo obowiązków na głowie to jednak znalazł trzy godziny, aby popatrzeć na to jak przerzuca kafla z kolegami.
- Pewnie liczy na to, że będzie mógł z tobą zanieść piłki do składziki - zaśmiał się Butts, który znalazł się nagle w pobliżu.
Evina posłała mu zabójcze spojrzenie i gdyby tylko miała pod ręką różdżkę to zapewne już rzuciłaby na niego jakieś zaklęcie, które spowodowałoby, że Seymour błyskawicznie pożałowałby swojej sugestii.
- Spierdalaj - warknęła w jego kierunku po czym skierowała miotłę w kierunku trybun, na których siedział ich samotny widz.
Dopiero zbliżywszy się zauważyła, że pomimo niewątpliwie pogarszającej się pogody na twarzy Higginsa widniał pogodny uśmiech, który powiększył się, gdy tylko zatrzymała się w powietrzu tuż przy barierce okalającej stanowisko z ławkami dla publiczności.
- Kai, co ty tu robisz? Mówiłam, żebyś nie przychodził... - zaczęła, ściągając gogle do gry, które w tym momencie nie były jej potrzebne.
- To był zakaz? Po prostu stęskniłem się za swoją dziewczyną i chciałem ją zobaczyć - odpowiedział, podnosząc się z ławki.
Czasami Swanson zastanawiała się jakim cudem ten łagodny i z pozoru nudny na wskroś chłopak potrafił ją oczarować. Wydawali się być swoimi przeciwieństwami, a jednak udało im się stworzyć coś, co z boku na pewno wyglądało na udany związek.
Dłoń Kyle'a ujęła jej policzek, a sama ścigająca przymknęła na chwilę powieki, gdy tylko chłopak złożył na jej ustach delikatny i miękki pocałunek. Ledwo zdołała go odwzajemnić, gdy ten odsunął się od niej i spojrzał na nią w ten ciepły sposób, który sprawiał, że czuła się jakby zaraz miała spaść z miotły.
- Byłaś tam zajebista - zapewnił ją, a następnie skinął głową w kierunku boiska. - Kończycie już?
Evina odwróciła się, aby spojrzeć na murawę, nad którą wciąż unosiła się drużyna najlepszych z Hogwartu po czym pokręciła głową.
- Chcieliśmy jeszcze trochę poćwiczyć... - odparła po czym zagryzła na chwilę wargę. - Seymourowi przydałby się oponent do łapania znicza. Miałby większą motywację... Jak chcesz możesz zagadnąć trenerkę. Na pewno się zgodzi. W składziki powinieneś znaleźć miotłę i strój. Zrobisz to dla mnie?
Prefekt wyglądał na zaskoczonego. Przez moment wydawało się, że odmówi, ale najwyraźniej nie był w stanie oprzeć się urokowi ścigającej. Przez moment starał się nawet przekonać ją do tego, że nie był to najlepszy pomysł, bo nigdy nie należał do najlepszych lotników, ale w końcu przytaknął jej i zaczął schodzić z trybun, aby zamienić kilka słów z trenerką. Swanson natomiast wróciła do reszty drużyny. Możliwe, że dodatkowy zawodnik pomoże im się zmotywować do większej pracy.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”