003. Ricardo Ty draniu!
: pt sty 30, 2026 1:22 am
- Och Ricardo, musisz zrozumieć jedno, jeśli ktoś w relacji choruje na depresję, to ta relacja też zaczyna chorować! - aż pisnęła, bo przecież ona to dobrze zna, nawet z autopsji. Bo jej relacje z jej mężem to jest przecież chora! Może nie na depresję, ale na pewno na dużo różnych zaburzeń... Może na te na które była chora Rosa?
Na wspomnienie o ciotce Fernandzie to aż wywróciła oczami i ręce rozkłada do nieba, bo to była kolejna ciotka co uważała, że jest wulgarna i wyuzdana, a jej cycek wypadł jak śpiewała wtedy Janet Jackson, to można powiedzieć, że się wczuła w rolę, czy coś, ale cioteczka nie doceniła!
A Ricardo też nie docenił wcale, że ona tak tam tańczyła, no z nim już później, chyba... Nie pamiętała za dobrze, ale na pewno krzyczała Ricardo złap mnie, i ktoś tam ją złapał, ale tak nieumiejętnie, że sobie nóżkę skręciła. Na bank to był Richie. No i ona mu później całą drogę do domu płakała na ramieniu, bo mu było szkoda na taksówkę, sknerusowi.
Ricardo to w ogóle miał w sobie tak dużo tych złych cech, że to jest aż dziwne, że taka piękna, wspaniała, dobra, mądra dziewczyna jak Rosario się tak w nim zakochała. Nie do uwierzenia jakieś. Nikt jej nie wierzył, jak ona opowiadała na mieście, że jest żoną Ricardo Martineza. Wszyscy myśleli, że takiego Ricardo, co w Puerto Rico miał plantację palmy kokosowej, ale ona wtedy kiwała głową, że nie tego.
I teraz też tak kiwa jak go po buzi głaskała, że może mu jednak wybaczyła trochę, zwłaszcza, jak on ją tak przytula i zaraz całuje i jeszcze to mi amor do niej mówi. I ona też go całuje żarliwie i jeszcze chwila, a by pewnie na niego skoczyła, bo była też niewyżytą jakąś nimfomanką. Ale bardziej to była jednak profesjonalistką i jak gadali o depresji, no to zamieniała się w słuch, bo to są poważne sprawy.
Tylko, że Ricardo zaraz mówi, że ona ma z Pilar nie rozmawiać, a przecież ona też czasem prowadzi pary, i im wtedy leki przepisuje na pół, na przykład po pół paczki. Słucha tego swojego męża i kiwa głową, że no dobrze, jak Pilar tak działa na Madoxa uzdrowicielsko, to może ona mu tylko Xanax przepisze i już nie będzie z nią rozmawiać, ale zaraz ją uderzyła jedna rzecz...
- Znają się dwa miesiące i pięć razy byli w Kolumbii?! A my znamy się dziesięć lat i tylko raz! - znowu na niego krzyczy, no bo on jej jednak chyba w ogóle nie kocha. No wcale. Jeśli miłość mierzymy przez wyjazdy do Kolumbii. Tylko raz na dziesięć lat. Aż jej serce znowu pęka na pół, na milion kawałeczków się kraja.
Już miała go zbić, tylko jej strzyknęło w ramieniu, no i jej powiedział, że Debbie nie ma do niej podjazdu, to jej się zrobiło milej...
Tylko on wtedy gada, że Debbie to trans laska!
No i przecież to już wtedy nie jest komplement żaden, że trans laska nie ma do niej podjazdu, aż znowu jej się smutno zrobiło.
- Boże Ricardo Estrada Martinez, porównujesz mnie do trans onlyfansiary jakiejś! Może też powinnam sobie dupę pokazywać na onlyfansie tam by mnie bardziej docenili - już znowu piszczy, bo kiedy była uniesiona to ten głosik miała taki piszczący, nieprzyjemny. Już miała mu znowu nagadać, jaki on jest dla niej okropny, w ogóle jej nie doceniający, ale on wtedy jej powiedział, że idzie kupę.
- Zawsze jak się kłócimy to ty nagle musisz iść kupę! - zaraz mu wyrzuca, bo on tak zawsze jej robi - somatyzacja to też mechanizm obronny, wiesz?! - i niech ktoś jej jeszcze powie, że Ricardo nie był wcale zaburzony. No ale przecież go nie zatrzyma, jak go spięło, wiec kiedy on poszedł, to ona już się rozsiadła na tej wygodnej kanapie i się z pieskiem bawi, jakieś fotki sobie z nim porobiła, wysłała koleżankom i czeka na męża swojego.
A kiedy wrócił, to wbija w niego te ciemne, piękne oczy i trzepie tymi długimi, czarnymi rzęsami.
- Masz jakieś problemy jelitowe? Zaparcia? Pewnie za mało jesz błonnika jak mnie nie ma - skrzyżowała ręce na piersi i zarzuca nogę na nogę, bo jak ona go nie dopilnuje, żeby jadł błonnik, to on zawsze zapomina, a ona mu go dosypuje też do tych szejków, taka jest kochana.
Ricardo Martinez
Na wspomnienie o ciotce Fernandzie to aż wywróciła oczami i ręce rozkłada do nieba, bo to była kolejna ciotka co uważała, że jest wulgarna i wyuzdana, a jej cycek wypadł jak śpiewała wtedy Janet Jackson, to można powiedzieć, że się wczuła w rolę, czy coś, ale cioteczka nie doceniła!
A Ricardo też nie docenił wcale, że ona tak tam tańczyła, no z nim już później, chyba... Nie pamiętała za dobrze, ale na pewno krzyczała Ricardo złap mnie, i ktoś tam ją złapał, ale tak nieumiejętnie, że sobie nóżkę skręciła. Na bank to był Richie. No i ona mu później całą drogę do domu płakała na ramieniu, bo mu było szkoda na taksówkę, sknerusowi.
Ricardo to w ogóle miał w sobie tak dużo tych złych cech, że to jest aż dziwne, że taka piękna, wspaniała, dobra, mądra dziewczyna jak Rosario się tak w nim zakochała. Nie do uwierzenia jakieś. Nikt jej nie wierzył, jak ona opowiadała na mieście, że jest żoną Ricardo Martineza. Wszyscy myśleli, że takiego Ricardo, co w Puerto Rico miał plantację palmy kokosowej, ale ona wtedy kiwała głową, że nie tego.
I teraz też tak kiwa jak go po buzi głaskała, że może mu jednak wybaczyła trochę, zwłaszcza, jak on ją tak przytula i zaraz całuje i jeszcze to mi amor do niej mówi. I ona też go całuje żarliwie i jeszcze chwila, a by pewnie na niego skoczyła, bo była też niewyżytą jakąś nimfomanką. Ale bardziej to była jednak profesjonalistką i jak gadali o depresji, no to zamieniała się w słuch, bo to są poważne sprawy.
Tylko, że Ricardo zaraz mówi, że ona ma z Pilar nie rozmawiać, a przecież ona też czasem prowadzi pary, i im wtedy leki przepisuje na pół, na przykład po pół paczki. Słucha tego swojego męża i kiwa głową, że no dobrze, jak Pilar tak działa na Madoxa uzdrowicielsko, to może ona mu tylko Xanax przepisze i już nie będzie z nią rozmawiać, ale zaraz ją uderzyła jedna rzecz...
- Znają się dwa miesiące i pięć razy byli w Kolumbii?! A my znamy się dziesięć lat i tylko raz! - znowu na niego krzyczy, no bo on jej jednak chyba w ogóle nie kocha. No wcale. Jeśli miłość mierzymy przez wyjazdy do Kolumbii. Tylko raz na dziesięć lat. Aż jej serce znowu pęka na pół, na milion kawałeczków się kraja.
Już miała go zbić, tylko jej strzyknęło w ramieniu, no i jej powiedział, że Debbie nie ma do niej podjazdu, to jej się zrobiło milej...
Tylko on wtedy gada, że Debbie to trans laska!
No i przecież to już wtedy nie jest komplement żaden, że trans laska nie ma do niej podjazdu, aż znowu jej się smutno zrobiło.
- Boże Ricardo Estrada Martinez, porównujesz mnie do trans onlyfansiary jakiejś! Może też powinnam sobie dupę pokazywać na onlyfansie tam by mnie bardziej docenili - już znowu piszczy, bo kiedy była uniesiona to ten głosik miała taki piszczący, nieprzyjemny. Już miała mu znowu nagadać, jaki on jest dla niej okropny, w ogóle jej nie doceniający, ale on wtedy jej powiedział, że idzie kupę.
- Zawsze jak się kłócimy to ty nagle musisz iść kupę! - zaraz mu wyrzuca, bo on tak zawsze jej robi - somatyzacja to też mechanizm obronny, wiesz?! - i niech ktoś jej jeszcze powie, że Ricardo nie był wcale zaburzony. No ale przecież go nie zatrzyma, jak go spięło, wiec kiedy on poszedł, to ona już się rozsiadła na tej wygodnej kanapie i się z pieskiem bawi, jakieś fotki sobie z nim porobiła, wysłała koleżankom i czeka na męża swojego.
A kiedy wrócił, to wbija w niego te ciemne, piękne oczy i trzepie tymi długimi, czarnymi rzęsami.
- Masz jakieś problemy jelitowe? Zaparcia? Pewnie za mało jesz błonnika jak mnie nie ma - skrzyżowała ręce na piersi i zarzuca nogę na nogę, bo jak ona go nie dopilnuje, żeby jadł błonnik, to on zawsze zapomina, a ona mu go dosypuje też do tych szejków, taka jest kochana.
Ricardo Martinez