35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

jeden
bo kobieta zraniona potrafi zajść za skórę
a jeśli jest wariatką, to już w ogóle


Przyjechała do Toronto, ale przecież nie wiedziała, gdzie ma tego gnoja szukać. Podejrzewała może przez chwilę, że u jego kuzyna, no bo przecież logiczne, że zatrzymałby się u niego, Ricardo to był skąpy! Na pewno nie wynająłby sobie jakiegoś hotelu. Rosa też była, wiec kiedy wylądowała na tej kanadyjskiej zmrożone ziemi, to od razu zadzwoniła do Madoxa. Kuzyn Ricardo był gorący, a ona przemarzła w tej swojej króciutkiej, czerwonej sukience. W ogóle nie miała ze sobą ubrań, które nadawały się na to zimne.
Jak ludzie tutaj żyją?
Noriega zaraz jej nagadał, że nie wie gdzie jest Richie, więc zaczęła mu płakać, że co ona ma teraz zrobić, że wylądowała w Toronto, jest tutaj sama, biedna, pewnie wyląduje pod mostem, no to ją zaprosił. Ale nie mógł przyjechać, bo siedział w klubie. Najpierw chciała do tego klubu jechać, zabawić się, a może akurat by tam spotkała Ricardo? Tego bastardo? Przecież on lubił zabawiać się z dziewczynami! A wywnioskowała, że Madox taki klub prowadził, jakiś burdel, czy coś.
Nie wnikała, bo wysłał jej smsem adres, gdzie ona mogła jechać i odpocząć, po tej ciężkiej podróży.
Na mieście, kiedy wysiadła z jednej taksówki, żeby przesiąść się na ubera, to była prawie pewna, że widziała Ricardo. To musiał być on. Ale kiedy ją zobaczył, to zaczął uciekać, a ona nie mogła go gonić w tych swoich niebotycznych szpilkach po śniegu, jeszcze z walizką.
Dała sobie spokój i już zaraz siedziała z jakimś hindusem w uberze i robiła mu psychoanalizę, a kiedy kazał jej zapłacić, to powiedziała, że ona powinna go policzyć trzy stówki za terapię. W końcu jednak mu zapłaciła i wchodzi po tych wysokich schodach, bo w ogóle nie wiedziała, że tam jest winda. Usiadła na półpiętrze na walizce, bo ją stópki bolały, bo jej zmarzły, ale na szczęście obok przechodził jakiś miły sąsiad Madoxa i jej pomógł z walizką.
I kiedy już stała przed drzwiami, to do niej dotarło, że jak ona tam wejdzie? Przecież nie miała klucza, więc znowu usiadła na walizce i czekała... skrolując Instagrama.
Na cud chyba tak czekała, bo Noriega jej powiedział, że on wraca wieczorem, ale ktoś jej na pewno otworzy. Tylko, że nikogo akurat nie było, bo próbowała pukać. Dwa razy nawet kopnęła w te drzwi zrezygnowana. W końcu wyciągnęła z walizki jakiś szalik, okręciła się nim, wciągnęła na siebie sweter, a pod szpilki wełniane skarpety i czekała. Dobrze, że miała takie rzeczy, bo jej ktoś powiedział, że tu jest zimno.
Było zimno.

Ricardo Martinez
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Rosario M. Vargas-Martinez

Dwa tygodnie.
Tyle wolności miał po swojej wielkiej uciecze. Kurde dwa tygodnie. Gdyby ktoś go pytał, to by powiedział, że to były najbardziej wyjątkowe i ciche tygodnie jego życia. Żadnego zrzędzenia nad głowa, żadnych akcji zazdrości. Tylko on, czipsiki, meczyk piłki nożnej na telewizorku i o. Jeszcze z pieseczkiem Madoxa się poznawali, wyprowadzał go chętnie na spacer i nawet zabierał na sprawunki do sklepikow. Taki pies to też dobrze działa na babeczki, chociaż akurat Riczi to nie pchał się do żadnego łóżka kobietom, bo w końcu on tutaj przyjechał z miłości, co nie. Co prawda trafiła mu się randka na Tinderku, ale to tam, no nie chciał być nieuprzejmy po prostu więc poszedł. No ale tak, był bardzo zachwycony tą całą Kanadą i wmawiał sobie, że jego życie w Puerto Rico to już przeszłość i wgle to zaczyna nowy rozdział. Czy mial wyrzuty sumienia jak potraktował Rosi? No kurwa dopiero jak ją zobaczył pod swoimi (znaczy Madoxa) drzwiami to zaczął coś czuć.
Ale wcześniej to dostał prawie zawału, jak idzie sobie z kawką w ręku i słucha na słuchawkach muzyczki, a nagle po przeciwnej stronie ulicy patrzy i widzi babe co wygląda jak jego Rosi. Uniósł okulary przeciwsłoneczne na czoło i mruży oczy. No jak dwie krople wody! Zaraz się potyka z tego wszystkiego i dzida przed siebie, nogi wziął zapas i spierdala przed tą Rosie-doppelgänger. Nie mógł uwierzyć, w to co zobaczył, bo przecież Rosie siedzi właśnie na basenie i opala poślady - tak myślał, jakoś nie widział za bardzo powodu dla którego miałaby pojawić się w Toronto. Przeciez ona go nawet w tym małżeństwie nie potrzebowała za bardzo, więc uznał że NO NIC SIĘ NIE STANIE, jak jej zejdzie z oczu. Biegnąc przez pół miasta myśli o pośladach Rosie i w końcu uznał, że nie no musi sprawę sprawdzić.
Najpierw jednak obowiązki, więc wziął pieska Madoxa na spacer i poszedł pięć razy wokół jakiegoś spacerownika. Już ma wracać, a tu kurde znów ta doppelgänger Rosie wchodzi przez drzwi ich domu. Ricziego zamurowało i kolejne pół godziny łazi po parku, aż sobie papierosy kupił, bo musiał z tego wszystkiego zapalić.
No ale w końcu uznaje, że no trudno, może mu się przywidziało, przecież Rosie w życiu by nie wybuliła na bilet do Kanady. Więc wraca pod dom, drzwi i co?
No i stoi. W bardzo egotycznym outficie, ze skarpetami do szpilek. Riczi zaciska ręce na smyczy psa i chociaż bardzo chciałby uciec, to nie mógł go ten widok nie rozczulić.
- Rosi? Co ty tu robisz - zdumiony pyta ja po hiszpańsku, zupełnie nie wiedząc czego się spodziewać. Na pewno Madox może się za to spodziewać wpierdolu, że tak łatwo poddał się i podał jej swój adres.
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rosa za to przez te dwa tygodnie to zdążyła się już tak nakręcić, że teraz chciała tego Ricardo zabić! Jak jeszcze na początku przez trzy dni płakała i miała złamane na pół serce, na milion kawałeczków je rozsypane, tak potem zaczęła sobie brać leki, pozbierała się w sobie. I jako silna, niezależna kobieta, to chciała go zatłuc gołymi rękami, tymi krwistoczerwonymi, długimi paznokciami wydrapać mu oczy.
I jak siedziała na tej walizce, z nogą założoną na nogę, jedną bujała w rytm jakiejś piosenki, która grała jej w głowie, to była pewna, że jak go tylko zobaczy, to go uderzy, da mu w twarz i będzie wrzeszczała jak szalona. Bo to co on jej zrobił, to przecież było podłe. W miesiąc miodowy tak ją zostawić bez słowa. Kiedy ona sobie myślała, że to będzie taki wyjątkowy czas...
Ale jak go widziała tam na mieście, to sobie pomyślała, że musi go złapać i zapytać, dlaczego on jej to zrobił. Dlaczego jej? Skoro przecież ona była taka śliczna. Przeglądała się w swoim wygaszonym telefonie, poprawiając czerwoną szminkę na ustach. No wciąż śliczna, tylko smutna troszeczkę. Już znudzona tym czekaniem, nie wiadomo na co.
Ale zaraz się okazało, że właśnie chyba na cud, bo nagle przed nią staje, jakimś cudem, Ricardo. Aż wstała z tej walizki, ręce zakłada pod boki, te czerwone usta wydęła i robi jeden krok w jego kierunku.
- Ricardo Estrada Martinez! - jak huknęła i tupie nogą w szpilko-skarpecie - co TY tutaj robisz?! - i już na niego krzyczy jak to zwykle przecież, po hiszpańsku oczywiście, ale wtedy pies Richiego, a właściwie Madoxa, jakoś się tak spiął i staje przed Ricardo jakby chciał go bronić. A Rosario aż dłonie zacisnęła w małe piąstki, wbija sobie te długie paznokcie w skórę, bo taka jest wściekła na niego.
- Buen chico, quédate abajo! - dobry chłopiec, waruj!, teraz to na psa warknęła i mu pokazuje ziemię, a ten bydlak, który pewnie by ją zagryzł w trzy sekundy, to aż uszy położył po sobie, zaskomlał i leży już na ziemi przy stopach Ricardo. Rosa też już stoi przy nim i się zamachnęła, jakby mu chciała dać w twarz, ale zamiast tego to go piąstką wali w klatę, ale ona wcale nie ma tak dużo siły, no i też nawet nie umie za bardzo uderzyć tak, żeby bolało. Bo z niej tylko taka mała agresorka jest, ale mogłaby więcej ćwiczyć jakiś sztuk walki, to wtedy może on by się jej bardziej bał?
Jak tak go walnęła, to zaraz te ciemne, piękne oczy, otoczone kurtyną długich, czarnych rzęs, wbija w jego ślepia, nabrała powietrze mocno w płuca, aż jej pierś w tej czerwonej, obcisłej sukience zafalowała, tak jakby mu chciała teraz zaraz zacząć tyradę życia. Ale ona zamiast się na niego drzeć, to zaraz wybuchła takim histerycznym płaczem.
- Ricardo jaaaak tyy mnie mogłeeeś zostawić! - załkała i już nosem chlipie na całą klatkę. Łzy to jej leciały z oczu tak duże, że cały ma aż dekolt mokry i policzki i cała się rozmazała tragicznie. Aż Sombra, czyli Madoxowy pies, się podniósł i zaraz do niej podszedł ją pocieszać, takie biedne to jest dziewczę.
A Ricardo bastardo!

Ricardo Martinez
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Riczi tak szczerze to sprawiał wrażenie, że trochę jest obrażony o to, że go znalazła. Natomiast równocześnie był jeszcze przerażony, bo jedno co Rosi umie to siedzieć mu na łbie i tak długo mu suszyć głowę, aż na prawdę on nie wie jak się nazywa. Zresztą ona zaczyna często od tego, że go fizycznie atakuje i tak stało się również teraz. Już po prostu pięściami zaczyna w niego walić, niby nic a jednak jak tak dostaniesz pięćset razy to już boli. Jak to mówią kropla drąży otwór w skale. I tak fizycznie i psychicznie atakowany, chciał się od niej zdystansować i pojechał na drugi koniec kontynentu. Czasami Rosi mu zresztą gada, że on powinien łykać wszystkie tabsy jakie ona mu przepisuje, ale on to nic nie łyka co ona mu daje, bo jak raz wziął to żadnej fazy nie miał tylko cały świat tak zwolnił, że na prawdę nie chciało mu się nic gadać do nikogo. Podobno dała mu wtedy jakieś coś na ADHD, bo chciał sprawdzić najbardziej popularny lek tego sezonu.
- Ja? Ja tu do kuzyna przyjechałem, co ty robisz??- odrazu sie tłumaczy, rękami wymachując i pokazując na siebie, to znów na nią, wiadomo, oni to mają rękami jak mówią. No i zgrywa niewiniątko, chociaż no obiektywnie patrząc to on podjął jakieś dziwne decyzję z tym żeby zostawiać żonę bez słowa. Jakby się dowiedział, że za nim płakała, to zaraz by na kolana padł przepraszać, ale ponieważ wcale w to nie wierzył (i też mu nie powie pewnie!) to narazie ma takie podejście do tego, że ona pewnie nawet nie zauważyła. I stąd takie jego zdumienie pod tytułem: co ona tu robi?!
Na pewno lepiej sobie radzi z psem niż oni razem z Madoxem wzięci. Riczi który na początku cieszył się że pies go obroni, trochę nawet trzymał go mocniej żeby jednak pies nie rzucił się na jego wifey, to teraz trochę mu szczena opadła i już wzdycha tylko. Mniejsze na nim wrażenie zrobiły jej łzy, sztuczne pewnie! Nigdy nie widział, żeby jego żonka płakała w emocjach innych niż to, że jest wkurwiona. Natomiast no nie mógł przestać patrzeć z kolei na tą jej buźkę piękną, coraz czerwiensza od płaczu.
- Dobra, dobra - machnął ręką i pokazuje jej że idzie do domu Madoxa. - Chodz wejdziemy do środka Rosi, daj - i za nią się wychyla, żeby jej walizę do wnętrza domu wnieść. Pewnie w międzyczasie jeszcze coś mu zdążyła nagadać, on wywraca oczami na wszystko (bo jest new, changed man) i już się głowi co jej ma powiedzieć bo oczywiście dzban nie przewidział że baba go będzie gonić przez kilka krajów. Wchodzą do pomieszczenia zwanego przedpokojem, i tylko zamknął drzwi i już jej zaczyna nawijać:
- Co ty opowiadasz, wcale cię nie zostawiłem, paranoję masz Rosi, dlaczego ja miałbym cię zostawić ostałaś??

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już otworzyła te karminowe, pełne wargi, żeby mu powiedzieć co tutaj robi, że przyjechała go zabić. Zastrzelić pistoletem, który miała w walizce, z Jezuskiem, tym jego! Ale go nie miała wcale, chociaż go znalazła pod łóżkiem, pod materacem w sypialni i w domu to tak sobie powtarzała, że jak on wróci, to mu strzeli w udo. Nie w głowę, bo go kochała jeszcze troszkę, ale w nogę, żeby pożałował. Tylko, że przecież nie mogła tego pistoletu przewieźć w bagażu w samolocie, a głupia to ona jednak nie była wcale.
Chociaż może trochę była... bo myślała, że Ricardo to jej się zaraz zacznie tłumaczyć, że co on zrobił, że kocha ją nad życie, ale on się jej wcale nie tłumaczy, tylko się jej pyta głupio co ona tutaj robi.
- Gówno - fuknęła obrażona księżniczka - do kuzyna przyjechałeś, jak my mieliśmy miesiąc miodowy?! - pisnęła aż, a potem to już zaciska znowu dłonie w pięści, a pierś jej faluje pod tą czerwoną sukienką w przyśpieszonym oddechu, bo taka była już rozemocjonowana. A później to popadła w jakiś melancholijny nastrój i poczuła, że powinna ze trzy tabletki wziąć na depresję chyba i już się rozkleiła i buczy. Tak głośno, że aż jakaś babka z góry wyjrzała przez drzwi, a Rosario pociąga nosem i chlipie, aż jej glut spadł na tą piękną, czerwoną sukienkę, a wtedy ona jeszcze gorzej w płacz, aż ten Madoxowy pies zaczął na nią skakać, bo miał w sobie więcej empatii niż przeklęty Ricardo! Mimo, że ona też przecież go chciała ustawiać od razu po kątach, bo była rządzicielką.
I ona już się do tego psa schylała, żeby go przytulić, bo jednak pieski lubiła nad życie, w domu miała trzy, które nienawidziły Richiego i jak jej zaszedł za skórę, to robiły mu do buta, bo tak je wyszkoliła. Tego też pewnie tak nauczy, tylko, że ten robił zdecydowanie większą kupę niż jej trzy ciułały! Tylko wtedy Ricardo mówi, żeby weszli do środka, no i ona się podnosi.
- Uważaj z walizką, bo mam tam prochy mamusi - mówi smutno pociągając nosem, ale tak naprawdę nie ma, tylko wzięła jakiś słoik, żeby straszyć Ricardo, że jego matka się w grobie przewraca... W słoiku? Widząc co on jej robi!
Bo według niej, to jej zrobił bardzo wielkie świństwo.
- To był nasz miesiąc miodowy, a ty co? Co tobie w ogóle odjebało? Czy zastanowiłeś się przez moment co ja poczuję? Czy ty w ogóle kiedykolwiek myślisz o kimś innym niż ty sam? Czy myślisz kiedyś o MNIE?! - oczywiście, że mu nagadała, cały czas pociągając nosem, wycierając się w ten szalik, który miała na ramionach. I kiedy on zamknął za sobą drzwi to stanęła i patrzy na niego tymi wielkimi, błyszczącymi oczami.
- No co ty zrobiłeś? To wytłumacz mi co to było Ricardo? Wyjechałeś sobie nagle z Puerto Rico do Kanady? Bez słowa... To co to miało znaczyć?! - znowu krzyknęła, a ten pies znowu do niej doskoczył, że taka biedna jest, poklepała go po głowie - już, już kochany, mamusia jest smutna - tak mu tłumaczy z tymi wielkimi oczami utkwionymi w dobermanie. Ale zaraz zrobiła krok w kierunku Ricardo, krzyżuje ręce na piersi i patrzy na niego już bardziej zła niż smutna.
- Masz zaburzenia lękowe z unikaniem, nasilone przez stres adaptacyjny, to da się leczyć, ale tylko jeśli przestaniesz uciekać... - nadęła aż policzki tłumacząc mu. Pewnie by mu zaraz chętnie jakieś tabletki przepisała.

Ricardo Martinez
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Misiąc miodowy! To twoim zdaniem był miesiąc miodowy! - unosi ręce do Jezusa bo na prawde, Rosi jest piękna i kocha ją nad życie, ale to jakieś skaranie boskie z tą kobietą. Przyciąga te złożone ręce do serca (swojego) i tak macha w jej kierunku. Ta już płacze, zanosi się jak rasowa płaczka, to on na prawdę nie wie już co ma powiedzieć, bo akurat te gierki to on już zna. Co prawda serce to mu pęka jak widzi jak ona cierpi, nawet jeżeli to są tylko cierpienia na niby. Nagle jedna sąsiadka z drugą głowy wystawiają, ten pali buraka i mówi po angielsku przeprosiny, wciąga Rosi do domu i tyle baby widziały.
Obraca się w drzwiach i patrzy na nią to na walizkę i pokazuje na głowę.
- Czyś ty na głowę updała, żeby tu wieść mamusie?!? - zaraz wleciał do domu z walizką i idzie na kanapę, żeby ją rozbroić i szukać słoja z prochami matki. - Rosi, a co jakbyś zgubiła ten bagaż, przecież moja matka by wylądowała gdzieś w Chinach albo gorzej w AFRYCE i by się zgubiła na AMEN - mówi pod nosem kolejne modlitwy i szuka i szuka i nagle widzi jakiś słoik. - No wariatka! - zdenerwował się i aż mu rece opadły. Nagle sie orientuje, że przecież przyszli do domu i rozgląda się uważnie.
- Flora? Pilar ? - woła, trochę w obawie, że jedna albo druga są w domu i zaraz sie zlecą tu i Rosi je zabije wzrokiem. Na szczęście chyba żadnej nie było, bo narazie cisza. Może Flora siedzi w słuchawkach wygłuszających w pokoju jak każde genz dziecko, oby, bo słuchać tego gadania po hiszpańsku o nie ma co, nie ma co. Jeszcze sie przestraszy związków, a i tak ma ciężko, bidulka.
No ale nie zastanawia się dłużej nad tym, bo Rosi jak zaczeła jechać, to po swojemu, jedzie dalej. On nagle poczuł w sobie siłę, żeby jednak jej odpowiedzieć i zaczyna jej mówić co sie stało:
- Kobieto, ja chciałem obejrzeć JEDEN JEDEN tylko mecz tenisa dziennie i przecież ci mówiłem: Rosi, obejrze Australian Open i do ciebie przychodze, a ty co? A ty sie umówiłaś na couples masaż wtedy. Teraz jest siódma kolejka Ligi Mistrzów, jeden meczyk chciałbym obejrzeć, ale ty mnie nawet nie słuchasz, tylko znów jakąś wycieczkę wymyśliłaś po górach. To nasz miesiąc miodowy, a co ja z tego miodu mam?? Tylko w uszach miód - tak jej mówi i mówi, zabiera słoik daleko od Rosi i trzyma go pod pachą. Zmarszczył czoło co ta Rosi gada do psa, do swoich szczurów też tak gada, a są bardzo niewychowane i srają gdzie popadnie.
- W głowę sie puknij, nie mam żadnych zaburzeń - macha ręką na te jej dyrdymały psychoanalityczne. Ale wpada na GENIALNY pomysł i uznaje, że może jakoś mu sie uda wytłumaczyć z tego ze od niej uciekł bez słowa. - to ty masz zaburzenia słuchu i chyba już zapomniałaś, jak ci mówiłem, ze jadę do Madoxa, bo musze go pocieszyć, bo ma epizody depresyjne

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej zdaniem to był świetny miesiąc miodowy, bo ona im wszystko zaplanowała, masaże dla par jakieś tantryczne, jakieś wycieczki w góry, inne atrakcje, spa, kosmetyczkę, taniec towarzyski. Miało być wspaniale i pewnie jakiś prawdziwy facet pokroju Galena Wyatta, to by był zachwycony, że ma taką obrotną i światową kobietę! Ale Ricardo nie był, bo on tylko meczyk i meczyk i jakiś tenis - penis. Ech.
Już jej się odechciało płakać i teraz to marszczy brwi i wywala te swoje pełne, czerwone usteczka.
- No jak to? Mamusia miała zostać? Jaki z ciebie jest syn wyrodny Ricardo! - krzyczy, ale nie ma tam wcale mamusi, bo jej by się nie chciało tłumaczyć z tego na lotnisku, tylko garść piachu z jakiejś kuwety dla kotów. Najwięcej to w tym bagażu miała jakiś seksownych majtek, więc jak Richie tam grzebał to pewnie musiał przekładać je wszystkie. Ciekawe po co jej to, jak tutaj taki ziąb, ale może ona myślała, że ciepło, że sobie będzie na basenie siedziała, a tutaj prędzej na sankach by sobie mogła pojeździć.
Kiedy on zaczął wołać jakieś lafiryndy, to ona zaraz unosi obie brwi.
- Jaka Flora i jaka Pilar? Boże, czy ty obracasz je obie?! Słabo mi - oczywiście dramatyzuje i ten swój kształtny tyłek już opiera o ścianę, łapie się za czoło i wygląda jak wyjęta z jakiegoś obrazu, bardzo dramatycznie - mamusia się w grobie przewraca! - musiała mu to powiedzieć, chociaż prawda jest taka, że chciało jej się śmiać, kiedy on tak pod pachą ściskał ten słoik z kocimi bobkami.
Zimny drań nie zareagował na to jej dramatyczne przedstawienie, wiec ona się zaraz prostuje, wypina dumnie pierś i go tak słucha. Znowu te meczyki, tenis i jakieś ligi mistrzów. Aż się znowu denerwowała, ręce zaciska w piąstki i sru go znowu w klatę, jak ta woda co drąży kamień, czy coś.
- W uszach to masz gnój - odpowiada mu jak kulturalna młoda dama. Bo ona przecież zawsze mu tak ładnie odpowiada, jakieś gówna się sypią i inne gnoje. Oby Flora rzeczywiście tego nie słyszała.
I znowu chciała go walnąć, tym razem w głowę, kiedy jej się kazał puknąć, ale się jej odsunął i się zachwiała na tych swoich wysokich szpileczkach. Aż się wkurzyła i je zrzuca razem z tymi skarpetami grubymi, a wtedy to jest od niego sporo niższa. Ale wciąż bojowa, wciąż z rękami zaciśniętymi w pięści.
- Epizody depresyjne? - nagle się zainteresowała, bo przecież ona o takich rzeczach to by mogła godzinami gadać, zawsze. No a jeszcze Madox to był kuzyn Ricardo i do tego taki gorący, a depresja czasem prowadzi do kompulsywnych zachowań seksualnych. Rosario coś o tym wiedziała.
- No i jak się objawia ta jego depresja? - pyta znowu jak na dobrą lekarkę przystało i wydyma te czerwone wargi. Bo może się powinna z Madoxem umówić na jakąś sesję?
Jako jego dłużniczka, że ją tutaj przyjął pod swój dach. Chociaż z drugiej strony to jej nakłamał, że nie ma tutaj Ricardo. A ten tutaj stoi jak jakiś byk.
- I jak ty niby go pocieszasz? Jak ty nawet nie wiesz jak się dawkuje Xanax - i teraz to ona rozkłada ręce do niebo, że ten Richie, to jest najgorzej możliwy pocieszyciel. Bo jest.

Ricardo Martinez
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

A tak, oczywiście jak wywalał te rzeczy z jej walizy to też złapał za garść majtek i tak patrzy na nią z niedowierzaniem, że po co jej tyle majtek, czy ona żadnego swetra nie wzieła do Toronto? Co w te majtki się ubierze teraz?
- Ja nikogo nie obracam, hola hola - aż się obruszył i zaraz wyjaśnia, trochę spokojniej, bo może faktycznie się mogła Rosi zdenerwować, że on tu jakieś dziewczyny woła po domu. On by też się przecież zdenerwował, jakby mu powiedziała, że mieszka z chippendeilsami. Nie, żeby Pilar czy Flora były chippendeilsami w wersji damskiej, ale były to takie modeleczki, szczególnie Pilar, bo kuzynke zawsze ciężko ocenić fizycznie, no bo krew nie pozwala tak parzeć na rodzine. Ale faktem było, że obie były hot. Chociaż mniej rano jak przychodziły bez make-upu i domagały się placków z jagodami, a włosy to miały potargane i przyklejone pastą do zębów do twarzy. - Flora to moja kuzynka, przecież ją znasz Rosi, córka ciotki Alehandry. No a Pilar.. no Pilar to dupa Madoxa. Ma teraz taką na stałe- wzrusza ramionami, ale ta już na ścianie leży i znów mu ciśnienie podniosła.
- O tak, na pewno teraz zaczęłaś się przejmować moją mateczką, nie udawaj Rosi. Na pogrzeb ledwo przyjechałaś, bo miałaś umówionego fryzjera, dobrze pamiętam - pogroził jej palcem, żeby kitu mu nie wciskała. Ona nie dość, że chodzi do fryzjera co tydzień, na jakieś paznokcie co dwa, na botoks co pół roku, na pedi co pięć tygodni, a na usunięcie wąsa co półtora, to jeszcze tak to wszystko ułożyła, żeby przypadkiem nie zdążyć na pogrzeb matuli Rodrigo, a on wtedy był w rozsypce i jego dziewczyna z którą już pięć lat żył, nie mogła sobie odpuścić jednej wizyty, bo twierdziła, że to jest jej potrzebne. Potrzebna to ona była jemu, a zamiast tego musiał płakać na ramieniu ciotki Fernandy, która była mięciutka, ale śmierdziała cebulą.
A tak apropo tych zabiegów, to chyba nie zdązyła z tego wszystkiego pójść na wąsa, bo jak znów zaczeła go okładać piąstkami i złapał jej te ręce, żeby już przestała, to widział, że coś tam nad wargą jej już urosło. W każdym razie te jej ręce tak unieruchomił troche mocno, wiec puścił je lekko i przesuwa na dłonie. - Już? Nie płacz już Rosi, przecież sie cieszę że tu jesteś i do mnie przyjechałaś - próbuje ją pewnie jakoś przytulić, ale idk czy znów go nie zacznie baba okładać.
No tak czy siak złapała haczyk i Riczi kiwa głową.
- Tak, tak, bardzo z nim źle. Miał nawet zagrożenie życia - gada co mu ślina na język przyniesie, ale ona oczywiście jest zaineresowana tym chyba najbardziej z tego wszystkeigo, moze nawet bardziej niż tym, że Riczi z dwoma dziewczynami mieszkał przez 2 tygodnie. - Oj nie może jeść i spać, schudł z 10 kilo i włosy mu pobielały. Powiem ci wrak człowieka, wrak... - tak opowiada i troche to zaczyna sie zastanawiać, czy nie napisać do Madoxa ukradkiem smska, ale to musiałby iść do łazienki, bo przy Rosi to ona zaraz wezmie jego telefon i zgadnie hasło w trzy sekundy, bo zna jego date urodzenia i każdą kombinacje, jaką by nie wymyślił. Jednak tak to jest, jak się dziesięć lat z kimś jest. No ale oby kłamstwa nie wyczuła, bo Riczi to jest na prawde taki aktor, że powinien grać w filmach. Najlepiej filamch akcji, albo Avegers.
- No ja mu pomagam swoją obecnością, on ma teraz tyle energii jak ja jestem, nawet zaczął znów do pracy łazić. Zresztą te prochy to nikomu jeszcze nie pomogły. Spójrz na swoich pacjentów, oni ciągle do ciebie łażą i końca nie widać - machnął ręką i obejrzał się na walize. - No dobra, to co, chcesz się rozpakować? teraz Debbie nie ma, to szafa jest wolna w moim pokoju. To znaczy naszym - tak do niej mruga, jakos nie kumając, ze właśnie znów o jakiejś trzeciej babce gada.

Rosario M. Vargas-Martinez
35 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No oczywiście, że ona tu zamierzała w tych majtkach paradować, bo czego jak czego, ale swojej dupy to się nigdy nie wstydziła i nawet ją ubezpieczyła na jakieś chore pieniądze. Ciekawe w ogóle jak takie ubezpieczanie na dupę wygląda, jak jej odpadnie, czy jej się za bardzo zjara na słoneczku, to dostanie pieniądze? Sama nie wiedziała, ale jej agent ubezpieczeniowy jej tak doradził, a jak mu tę dupę pokazała, to jeszcze jej powiedział, żeby dopłaciła dwadzieścia trzy dolary do jakiejś opcji premium.
Słucha tego swojego pożal się panie boże męża, że on niby nikogo nie obraca i jakoś wcale mu nie wierzy. W ogóle!
Chociaż niby pamięta coś tę ciotkę Alehandrę, bo ona ma jakieś zaburzenia psychiczne według Rosity i jej wtedy jest od razu łatwiej ludzi zapamiętać. Ta jej młoda też zresztą jakaś dziwna jest. Ale Pilar? Jakaś dziewczyna Madoxa? Jak ten jego kuzyn to jest taki raczej wyzwolony i co rusz wyrywa nowe panienki, przecież Rosario widziała, jakie spojrzenia on jej posyłał.
- No i on przez tę Pilar ma depresję? - pyta, bo już widziała takie toksyczne różne związki. Sama w takim tkwi chyba. W tak toksycznym, że aż jej się słabo znowu robi.
A może przez to, że Ricardo znowu jej nawija o tej jego matce. A nienawidziła Rosario, bo uważała, że się ubiera jak prostytutka! A ona się ubierała przecież w samych butikach dla hot latino babes, a nie jakichś dla latino whores.
- No ale przyjechałam przecież! Że nie widziałam jak jej do grobu chowali, to nawet lepiej, bo by mnie to tak bardzo dotknęło Ricardo… Ale na stypie jej zaśpiewałam Un poco loco - w ogóle dużo tam śpiewała i dużo tequilli też wypiła, a potem chciała tańczyć, ale jej Richie nie pozwolił.
On to w ogóle jej cały grafik napięty rozwalił, bo przez niego nie poszła sobie dzisiaj wydepilować wąs i czuła już się jak wujek Fernando, który te wąsy to sobie czasem zaplatał w warkoczyki! Wszystko przez Ricardo tego bastardo.
Który jeszcze zaraz zastosował w stosunku do niej przemoc, bo ją łapie za ręce tak mocno, że ona aż znowu robi smutną minę i mogłaby się nawet popłakać. Przecież co za facet swojej kobiecie takie rzeczy robi? Jakiś chory psychopata chyba! Rosita to sobie myśli, że ten jej Ricardo to jest czasem taki un poco loco. Ale przecież łobuz kocha najbardziej czy coś, więc ona troszeczkę złagodniała, skoro on jest w niej tak szaleńczo zakochany!
I jeszcze się tak cieszy, że do niego przyjechała.
Aż sięga tą swoją rączką do jego policzka i go tak głaska po nim.
- Oh mi pequeño bebe - oh, moje malutkie dzieciątko, mówi mu jakby jakiegoś Jezuska tutaj teraz po buzi głaskała, a to jest tylko Richie. Ale ona to też jest w nim czasem zakochana, na zabój, do szaleństwa.
Słucha co on jej opowiada o Madoxie i aż te jej piękne, duże oczy to robią się jeszcze większe i jeszcze bardziej błyszczące bo ona się tak przejęła.
- O boże Święty, Matko najświętsza panienko - nawija po hiszpańsku - i czemu ty mi nic nie powiedziałeś Richie? Przecież on by mógł przyjechać do nas do Puerto Rico i jakby się na baseniku u nas poopalał, to by mu zaraz werwa wróciła - jakby mu Rosita dupą zakręciła przed nosem. Tą dupą, co ma ubezpieczenie premium.
- Wypiszę mu receptę i muszę porozmawiać z tą Pilar, bo może ona po prostu nie umie właściwie odpowiedzieć na jego potrzeby w momentach wzmożonego napięcia, być może próbuje je rozładowywać w sposób, który nie przynosi realnej ulgi, a jedynie pogłębia frustrację, w takich przypadkach technika i uważność partnerki mają znaczenie terapeutyczne - oczywiście się znowu mądruje, bo przecież ona ma takie przypadki na co dzień!
Wywróciła aż oczami jak Richie jej powiedział, że te prochy to nikomu nie pomagają, bo przecież jej pomagają, i jemu też pomagały, jak mu kiedyś kruszyła i dosypywała do porannych szejków, a on nawet nie wiedział i mówił, że pychota i wyczuwa tam pistacje, a to nie pistacje tylko te prochy były. I on po nich był jakiś taki bardziej uległy.
Już go miała znowu poklepać po główce, że tak, tak, malutki, naiwny Ricardo, ale on zaraz mówi o jakiejś Debbie znowu!
- Debbie to jest twoja kochanka?! - warknęła i znowu się zamachuje, żeby go walnąć, ale coś jej strzyknęło w ramieniu, bo dzisiaj nie robiła porannej jogi. No i w tym samolocie było jej tak niewygodnie, bo z każdej strony miała jakiś grubasów i teraz wszystko ją boli.
- Au, au, au... - złapała się za ramię i się skrzywia, bo taka jest biedna teraz - Ty mnie wykończysz Ricardo - i znowu smutna, biedna mina. Aż oczy jej zaszkliły się też, te wielkie, brązowe.

Ricardo Martinez
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

No tak, jak powiedziała mu Rosi, że tyłek ubezpieczyła to Riczi chory chodził dwa dni, bo był przekonany, że teraz to jak jej da klapsa czy coś to ona zaraz pójdzie się skarżyć agentowi i znów mu będzie pod nos tyłek podtykać. A już nie chciał tego na pewno po tym jak się dowiedział w jaki sposób ona to ubezpiecznie dostała. Chory łaził i mówił, że jego dziewczyna dała mu bana na seks, wszystkim kolegom z okolicy opowiadał, a oni tylko się z niego nabijali i jak tylko widzieli Rosi to gadali o jej dupie. Aż w końcu zrozumiała, co on miał na myśli i mu wyjaśniła potem, chociaż sama to chyba tak średnio to rozumiała, bo jak jej pytał skąd ten agent bedzie wiedział od czego ma siniola, to nie umiała mu wyjaśnić. Potem sie okazało, że w sumie żadnych siniaków na szczęście jej nie zostawiał, bo Hulkiem tez nie jest, mimo że może wygląda hehe, ale no od wtedy to się też dwa razy zastanawia zanim ja w tyłek ugryzie.
- A czemu przez Pilar niby, nie wiem, ja im nie wchodze z butami do pokoju tak - zdziwił się troche, bo nawet nie pomyślał, że Rosi zacznie odrazu obarczać całą winą biedną dziewczynę Madoxa, pierwszą z którą on jest od tej którą miał w przedszkolu, która miała zeza albo po prostu zawsze patrzyła tak dziwnie.
- Pamietam, ciotka Fernanda też pamięta i co miesiąc do mnie dzwoni, żeby spytać czy już zostawiłem śpiewaczkę, nawet mi nie przypominaj - wywraca oczami, bo na samo wspomnienie tego jak ją na ramieniu musiał nieść przez pół miasta po tym jak próbowała tańczyć i sobie zwichneła stope (albo udawała), to aż go krzyż boli jakimś echem traumy. Ta stypa to też była bardzo zakrapiana, ale nie tak jak ich wesele, na którym Riczi to pamięta tylko że w kościele przysięgał, a potem już nic nie pamięta. Nawet zdjęć z wesela nie obejrzeli jeszcze, jemu to w sumie ze łba i tak wypadło, że tam był fotograf, chociaż jak się skupia bardzo to przypomina sobie, że ten fotograf to miał chyba z nim jakąś spine, bo Riczi go nakrył, jak ten nagrywa cycki Rosi.
No ale tak, w końcu się uspokoiła trochę, to ją przytula na przywitanie, co zresztą było całkiem miłe i jak go tak po buzi pogłaskała, to pomyślał, że bez Rosi było mu jednak bardzo ciężko te dwa tygodnie więc ją całuje. -Oh Rosi, jak dobrze że tu jesteś mi amor
No ale moment minął, bo Madox jest na tapecie, Riczi już szczęśliwy że zmienił temat i chuj, trudno, bedzie prosił Madoxa, żeby udawał chorego, musi mu stary pomóc, bo inaczej nigdy by nie skończyły się te przedziwne pytania Rosi o to, dlaczego ją zostawił, aż pewnie by wybuchł i jej pwoiedział, że miał moment zwątpienia i poleciał sprawdzić, czy jednak jego bratnią duszą nie jest ruda. W jego wieczór kawalerski na przykład myślał, że jego bratnią duszą jest ruda, bo spędził z nią cały ten wieczór i bawili się wspaniale. Kanadyjka była zachwycona nim i jego kulturą, jego pracą, jego akcentem, jego bickami. Nie to co Rosi co tylko powtarza, że powinien przestać jeść czipsiki, bo ma bebzol.
-Nie rozmawiaj z nią - powiedział nagle, co mogło zniszczyc przykrywkę i Riczi sie zorientował, że palnał, wiec wyjaśnia - Ja myśle, ze ona bardzo na niego dobrze działa, tak? Wiesz ile ona juz razy z nim do Kolumbii latała? Z pięć, a znają się dwa miesiące. To jest jego jedyna deska ratunku teraz, na prawdę - tak opowiada, ale wtedy znów palnął o tej Debbie i przestało być romantycznie.
Już się od niej odsuwa i jak ona tak go chciała znów walnać.
- Bejba, Debbie nie ma do ciebie podjazdu, uspokój sie bo sobie bark wybijesz - chciał ja po ramieniu pogłaskać, ale coś czuje, że za mało jeszcze powiedział. - Debbie to trans laska, co tu mieszkała, ale teraz sie wybiła na Onlyfansie i sie wyprowadziła, wiec dostałem jej pokój tak - wypuszcza szybko powietrze ustami i mówi. - Dobra, poczekaj ide kupe - i przezornie idzie z telefonem i tam napierdala już smsy do Madoxa. Pewnie troche go nie było, ale jak wrócił to telefon schowany już miał.


Rosario M. Vargas-Martinez
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”