Strona 2 z 2

Talk until the morning light, everything's gonna be alright

: wt mar 17, 2026 12:24 pm
autor: Billie Brackenborough
Odniosła wrażenie, że Indie nie chciała dłużej rozmawiać na temat całego zdarzenia. Przypuszczała jednak, że mogło to dotyczyć tematu wspomnianego przyjaciela, dlatego uznała, że pozostawi współlokatorce przestrzeń do otworzenia się, gdy ta uzna to za konieczne. Nie lubiła gdy ludzie wnikali w jej sprawy osobiste. Nie lubiła opowiadać o sobie i własnych przeżyciach i zapewne dlatego tak kurczowo trzymała się tematu piłki nożnej, o której potrafiła gadać non stop. Dlatego potrafiła zrozumieć, gdy ktoś nie czuł się komfortowo podczas rozmów o sprawach prywatnych czy drażliwych i założyła, że tak właśnie było teraz w przypadku Indie.
- Jeśli mam coś do powiedzenia w tej kwestii, wolałabym jednak żeby wszystko zakończyło się szczęśliwie - uśmiechnęła się delikatnie, jednocześnie odstępując od tematu, do którego zawsze mogły wrócić. Oczywiście tylko wtedy, gdy Caldwell uznałaby to za stosowne.
Tak, piłka nożna była jej światem i to dzięki niej nie tylko znajdowała się teraz w Toronto, ale wciąż mogła cieszyć się życiem. Przypuszczała, że bez zainteresowania, któremu całkowicie mogła poświęcić się w najtrudniejszych momentach życia, całkowicie poddałaby się tyranii ojca i jeśli on nie usunąłby jej z tego świata, ona sama by to uczyniła. Dobrze więc, że miała coś, czego mogła tak uparcie się trzymać.
- To świetnie! - wydobyła z siebie odrobinę zbyt głośno, ale trudno było jej opanować ekscytację. Z jakiegoś powodu przypuszczała, że spotka się z odmową, bo przecież Indie była jedynie dziewczyną, z którą dzieliła mieszkanie i nie była zobowiązana, do dopingowania jej podczas gry w piłkę. Jednocześnie była także jedną z najbliższych osób jakie istniały w świecie Brackenborough, co czyniło go jeszcze smutniejszym. - Dziewiątkę - poinformowała, odkładając na podłogę kubek z chłodnym już trunkiem, po czym przejęła od brunetki smartfona. Zapisała wszystkie potrzebne informacje, nie zapominając o żadnym detalu i ponownie jej go podała. - Talent do robienia hałasu? To akurat mogę potwierdzić, moje uszy mają na to certyfikat od pierwszego tygodnia naszego wspólnego mieszkania - zażartowała, bo tak naprawdę nie mogła narzekać na towarzystwo, jakie oferowała Caldwell. Była głośna, z tym Billie musiała się zgodzić, ale nie na tyle, by stało się to w jakikolwiek sposób uciążliwe. - Zabawne - zaśmiała się wraz z kolejnymi słowami. - Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to dziś mówi - po napaści otrzymała pomoc od kobiety, którą oczywiście zanudzała rozmowami o ukochanym sporcie. Dlatego wcale nie trzeba było się dziwić temu, że po raz kolejny tego dnia słyszała o byciu sławną i pamiętaniu o tych, których pozostawiała za sobą. - O to nie musisz się martwić. Obiecuję, że otrzymasz darmowe bilety na każdy ważny mecz - zapewniła, a ton jej głosu nie zdradzał tego, czy mówiła poważnie. Oczywiście w tym momencie życia chciałaby widzieć współlokatorkę na trybunach za każdym razem, gdy stawała na boisku. Nie była jednak w stanie przewidzieć, jak ich relacja będzie wyglądała za kilka lat, gdy Billie wróci do rodzinnego kraju i będzie grała dla ukochanego klubu.

Indie Caldwell