(Never) let me go
: pt lut 06, 2026 9:16 am
- Zawsze pamiętam wszystkie miłe wspomnienia, więc Forward Interiors na zawsze pozostanie w moim sercu- odpowiedziała niemal od razu nie zastanawiając się tym razem nad tym, co mógłby wyłapać między słowami. Może podświadomie chciała żeby o tym wiedział? Że już zawsze będzie w jej sercu? Bo tak właśnie będzie i nie miała ku temu żadnych wątpliwości. Dominic odcisnął znaczące piętno w jej życiu i miała z nim prawie same miłe wspomnienia, które zamierza już zawsze pielęgnować.
Nawet jeśli potrafił ją zirytować jak to właśnie zrobił przed chwilą. Nie spodobał jej się jego pomysł wzięcia całej winy na siebie, co nie stawiało żadnego z nich w dobrym świetle. A już na pewno nie jego. Jednak znała go i wiedziała , że mimo wszystko miał dobre intencje. Mimo tego, że mijali się w swoich dalszych oczekiwaniach, to wiedziała, że Dominicowi na niej zależy. Może nie w takim kontekście jak jej na nim, ale nie miała wątpliwości, że nie jest mu obojętna. Natomiast gdyby wyznał jej prawdę o swoich uczuciach w tym momencie, to zdecydowanie narobiłoby to jeszcze większego zamieszania między nimi. Nie była w tym momencie szczera z samą sobą gubiąc się we własnych pragnieniach. Sytuacja z Joshem skomplikowała się pomimo zaręczyn i przeprowadzki i czuła jak przez nią traci grunt pod nogami. Potrzebowała uporządkować jeden element ze swojego życia, by zabrać się za kolejny. Dlatego mimo, że jego wyznanie wywołałoby uśmiech na jej twarzy i szybsze bicie serca, to nie był na to odpowiedni czas.
- Jestem w szoku, że dopiero po roku się przekonałeś o tym jak bardzo uparta bywam- uśmiechnęła się już nieznacznie szerzej. Wciąż czuła lekką krępację przy nim, ale takie luźne nawiązanie do ich rozmowy w łóżku tamtej nocy, dawało jej nadzieję, że kiedyś może ich relacja powróci na dawne tory. Kiedyś, o ile sytuacja z Joshem na to pozwoli.- Ja z kolei się dowiedziałam, że potrafisz gadać niezłe głupoty- spojrzała na niego znacząco, bo jego próby wzięcia całej winy na siebie były tak bezsensowne, że w ogóle do niego niepodobne.
- Oczywiście, że wszyscy- powtórzyła wpatrując się w niego tak intensywnie chcąc by zobaczył, że ma na myśli głównie siebie. Nie może odpowiadać za wszystkich, ale ona wie, że będzie tęsknić. Za pracą, za relacją. Za tym co mieli przez ostatni rok. Dlatego liczyła na to, że widząc jej ruch, sam wykona kolejny, a ona ponownie podąży jego śladem, ale tak się niestety nie stało.- Myślę, że to jest akurat prosta decyzja. Jeśli chcesz się tam przenieść, skorzystaj z okazji. Jeśli nie jesteś co do tego przekonany, zostań tutaj- nie do końca rozumiała to jego wahanie, a raczej oczekiwanie, że ona ma mu pomóc podjąć decyzję. Bo czy gdyby chciała, żeby został, to by tak zrobił.? W to akurat wątpiła. - Uwierz mi, nie chcesz żeby ktoś podejmował decyzję za Ciebie- dodała dając mu pewne potwierdzenie, że gdyby to od niej zależało, to zostałaby tutaj z nim. Jej oczy migotały tym ciepłem, którym go darzyła. Jej ciało lgnęło do niego. Czuła jakby jakaś niewidzialna dłoń ją popychała w jego kierunku. I może już nawet wystawiała do przodu stopę, gdy nagle….
- Nicky, Syd wróciła, bo…- nagle do gabinetu Dominica weszła Ashley. Możliwe, że nawet wcześniej zapukała, czego Skye w ogóle nie dostrzegła.- A przepraszam , nie wiedziałam, że ma…- nie zdążyła kontynuować patrząc skonsternowana na tą dwójkę w dziwnej jak dla nich atmosferze.
- Nie nie, nie szkodzi. Właśnie i tak wychodziłam- oderwała w końcu spojrzenie od mężczyzny, by spojrzeć na koleżankę. - Dzięki Dominic za rozmowę- rzuciła jeszcze przelotem wychodząc, a w drzwiach spotykając blondynkę, która próbowała go podkupić na wyłączność. Skye musiała zacisnąć dłonie w pięść, aby zebrać się w sobie i lekko skłonić głową w ramach przywitania jej. To wszystko na co było ją stać w stosunku do kobiety.
Dominic Reyes
KONIEC
Nawet jeśli potrafił ją zirytować jak to właśnie zrobił przed chwilą. Nie spodobał jej się jego pomysł wzięcia całej winy na siebie, co nie stawiało żadnego z nich w dobrym świetle. A już na pewno nie jego. Jednak znała go i wiedziała , że mimo wszystko miał dobre intencje. Mimo tego, że mijali się w swoich dalszych oczekiwaniach, to wiedziała, że Dominicowi na niej zależy. Może nie w takim kontekście jak jej na nim, ale nie miała wątpliwości, że nie jest mu obojętna. Natomiast gdyby wyznał jej prawdę o swoich uczuciach w tym momencie, to zdecydowanie narobiłoby to jeszcze większego zamieszania między nimi. Nie była w tym momencie szczera z samą sobą gubiąc się we własnych pragnieniach. Sytuacja z Joshem skomplikowała się pomimo zaręczyn i przeprowadzki i czuła jak przez nią traci grunt pod nogami. Potrzebowała uporządkować jeden element ze swojego życia, by zabrać się za kolejny. Dlatego mimo, że jego wyznanie wywołałoby uśmiech na jej twarzy i szybsze bicie serca, to nie był na to odpowiedni czas.
- Jestem w szoku, że dopiero po roku się przekonałeś o tym jak bardzo uparta bywam- uśmiechnęła się już nieznacznie szerzej. Wciąż czuła lekką krępację przy nim, ale takie luźne nawiązanie do ich rozmowy w łóżku tamtej nocy, dawało jej nadzieję, że kiedyś może ich relacja powróci na dawne tory. Kiedyś, o ile sytuacja z Joshem na to pozwoli.- Ja z kolei się dowiedziałam, że potrafisz gadać niezłe głupoty- spojrzała na niego znacząco, bo jego próby wzięcia całej winy na siebie były tak bezsensowne, że w ogóle do niego niepodobne.
- Oczywiście, że wszyscy- powtórzyła wpatrując się w niego tak intensywnie chcąc by zobaczył, że ma na myśli głównie siebie. Nie może odpowiadać za wszystkich, ale ona wie, że będzie tęsknić. Za pracą, za relacją. Za tym co mieli przez ostatni rok. Dlatego liczyła na to, że widząc jej ruch, sam wykona kolejny, a ona ponownie podąży jego śladem, ale tak się niestety nie stało.- Myślę, że to jest akurat prosta decyzja. Jeśli chcesz się tam przenieść, skorzystaj z okazji. Jeśli nie jesteś co do tego przekonany, zostań tutaj- nie do końca rozumiała to jego wahanie, a raczej oczekiwanie, że ona ma mu pomóc podjąć decyzję. Bo czy gdyby chciała, żeby został, to by tak zrobił.? W to akurat wątpiła. - Uwierz mi, nie chcesz żeby ktoś podejmował decyzję za Ciebie- dodała dając mu pewne potwierdzenie, że gdyby to od niej zależało, to zostałaby tutaj z nim. Jej oczy migotały tym ciepłem, którym go darzyła. Jej ciało lgnęło do niego. Czuła jakby jakaś niewidzialna dłoń ją popychała w jego kierunku. I może już nawet wystawiała do przodu stopę, gdy nagle….
- Nicky, Syd wróciła, bo…- nagle do gabinetu Dominica weszła Ashley. Możliwe, że nawet wcześniej zapukała, czego Skye w ogóle nie dostrzegła.- A przepraszam , nie wiedziałam, że ma…- nie zdążyła kontynuować patrząc skonsternowana na tą dwójkę w dziwnej jak dla nich atmosferze.
- Nie nie, nie szkodzi. Właśnie i tak wychodziłam- oderwała w końcu spojrzenie od mężczyzny, by spojrzeć na koleżankę. - Dzięki Dominic za rozmowę- rzuciła jeszcze przelotem wychodząc, a w drzwiach spotykając blondynkę, która próbowała go podkupić na wyłączność. Skye musiała zacisnąć dłonie w pięść, aby zebrać się w sobie i lekko skłonić głową w ramach przywitania jej. To wszystko na co było ją stać w stosunku do kobiety.
Dominic Reyes
KONIEC