ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
164 cm
Asystent Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spoiler
Minęły dwa tygodnie od weekendu, który zmienił całe jej życie. Nie sądziłaby, że tak drobny ruch jak pójście do klubu z Hales tyle zmieni. Jedna decyzja pociągała za sobą kolejną i kolejną… Gdy obudziła się rano w łóżku Dominica czuła spokój i pomimo krótkiego snu, była wypoczęta. Jej ciało było odprężone, a na twarzy widniał uśmiech chyba nawet przez sen. Wszystko się zmieniło, gdy spojrzała na wyświetlacz telefonu, który przywrócił ją do rzeczywistości. Do brutalnej rzeczywistości, gdzie zdradziła swojego faceta z jego najlepszym przyjacielem, a co najgorsze w tym wszystkim - nie żałowała tego. Inaczej - żałowała, że skrzywdziła Josha, ale nie żałowała, że poszła do łóżka z Dominicem. Ich wspólna noc była najpiękniejszym wspomnieniem jakie do tej pory miała. Jednocześnie było ono naznaczone bólem i kłamstwem. Może i powinna zostawić jakąś kartkę albo go obudzić zanim wyjdzie, ale nie miała pojęcia co mu powiedzieć, więc najłatwiej było po prostu w pośpiechu opuścić mieszkanie. Bała się konfrontacji z nim. Bała się, że będzie niezręcznie, bo co to wszystko dla niego znaczyło? On był facetem, który nie bawił się w związki, a kobiety zmieniał jak rękawiczki. Skye wiedziała, że jest po prostu dla niego kolejną zdobyczą. Była w stanie się z tym pogodzić, nawet jeśli w środku ją skręcało z tego powodu, bo Dominic był dla niej kimś więcej. Już od dawna stawał się dla niej kimś znacznie bliższym niż przyjacielem, na którego zawsze może liczyć. Wspólna noc tylko ją utwierdziła w tym, że pragnęła go w swoim życiu na znacznie poważniejszym poziomie niż dotychczas. Czas, który razem spędzili sprawił, że pragnęła go więcej i częściej. Lecz gdzie w tym wszystkim jeszcze był Josh? Było tak wiele niewiadomych, które zaczęły krzyczeć w jej głowie, że musiała uciec tamtego poranka z mieszkania.
Wyrzuty sumienia ją zjadały od środka. Nie stopniowo, a gwałtownie, bez znieczulenia. Gdy tylko Josh pojawił się w jej drzwiach powiedziała mu o wszystkim. Czy pragnęła pozostać szczera? Oczekiwała wybaczenia? Chciała się rozstać? Po co było to wszystko? Nie wiedziała. Nie prosiła o przebaczenie. Nie tłumaczyła się. Przedstawiła fakty i nie ruszyła za nim, gdy wyszedł z jej mieszkania. Czekając na jego powrót, napisała po pewnym czasie smsa do Dominica podejrzewając, że ta dwójka musiała dzisiaj ze sobą rozmawiać. Nie wiedziała co odpisać na jego wiadomość, bo przecież oboje byli odpowiedzialni za to. Czuła potrzebę napisania czegoś więcej, ale nie była gotowa na podjęcie tego tematu, więc milczała. Tak jak przez kilka dni milczał Josh. Skye w poniedziałek rano z nerwów zaczęła wymiotować, a w dodatku nie wyobrażała sobie, żeby pójść teraz do pracy i wpaść na Reyesa. Dlatego wzięła zwolnienie - pierwszego dnia tuż po tym jak dostała projekt. Wiedziała, że pewnie z tego powodu trafi on do kogoś innego, ale w tym momencie nie interesowała ją praca. Próbowała zebrać myśli i uporządkować swoje życie, co nie było do końca łatwe , bo z jednej strony sama unikała Dominica, a z drugiej strony Josh jej. Czego ona tak naprawdę pragnęła? A raczej kogo? Zanim zrozumiała, Haynes odezwał się do niej z prośbą o spotkanie.
Równo tydzień po nocy, które zmieniła wszystko, jechała na spotkanie pod nieznany adres. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale wchodząc do środka jej oczom ukazało się mieszkanie urządzone w uniwersalnym, acz przytulnym stylu. Pomieszczenie było oświetlone tylko mnóstwem świec. Droga od drzwi do nakrytego stolika była usłana różami, które również stanowiły dużą część dekoracji mieszkania. Po środku stał Josh z lekkim uśmiechem, lecz przede wszystkim zestresowany. Gdy bez słowa do niego podeszła, ujął jej dłonie.
- Wiem, że nie jestem idealny. Wiem, że zjebałem na tak wielu płaszczyznach. Nie doceniałem Cię wystarczająco. Nie dawałem tyle uwagi na ile zasługujesz. Nie słuchałem o Twoich potrzebach. Przepraszam Cię za to wszystko
Skye słuchała go będąc w kompletnym szoku. Czy tego się spodziewała? Nie.
- Kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś miłością mojego życia. Twoja zdrada mnie zabolała…
- Josh, przepraszam Cię tak bardzo. Nie chciałam Cię zranić. Nigdy nie chciałam Cię zranić-przerwała mu czując jak łzy napływają jej do oczu, a gorzki smak winy pali w przełyku. Nie miała okazji go przeprosić za swój czyn.
- Nie chcę do tego wracać. Chcę nowego początku. Nowego początku z Tobą w tym mieszkaniu, które wynająłem dla nas- wskazał dłonią na przestrzeń wokół.- Oraz tworząc kolejny rozdział, w którym będziemy państwem Haynes- puścił jej dłonie z tajemniczym uśmiechem i klękając zaczął sięgać do wewnętrznej kieszeni marynarki. - Więc czy wyjdziesz za mnie Skye Murray i sprawisz, że będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi?
Skye stała oniemiała patrząc na klęczącego przed nią Josha. Zakryła usta dłońmi i wodziła wzrokiem między pierścionkiem, a mężczyzną. Dostrzegła przelotem rozwalony łuk brwiowy i paskudnego siniaka pod okiem. Wiedziała co to oznaczało. Natomiast nie wiedziała do końca co powinna odpowiedzieć. Rozum i serce mówiło Nie, lecz jakiś głos wewnątrz niej sprawił, że powiedziała Tak.
Przedłużyła zwolnienie o kolejny tydzień czując się chyba jeszcze gorzej niż wcześniej. Może to nietypowa forma grypy? Bez gorączki i kataru, a jedynie z bólem głowy i brakiem chęci do życia? Próbowała nie myśleć nad tym, a korzystając z wolnego czasu zacząć się pakować. Josh nagle pojawiał się u niej codziennie pomagając jej we wszystkim i wspólnie przenosząc swoje rzeczy do nowego mieszkania. Ich mieszkania. Gdy w kolejny weekend spędzali w nim pierwszą noc, Josh postanowił uwiecznić tą chwilę robiąc im wspólne zdjęcie, które następnie wrzucił na wszystkie swoje portale społecznościowe informując o istotnych zmianach jakie zaszły w ich w życiu. To nie było do niego podobne ani trochę, ale żadne z nich nie musiało mówić tego głośno. Oboje znali pobudki jego działań.
- Wiem, że to będzie paskudne o co Cię teraz poproszę , ale…chciałbym, żebyś złożyła jutro wypowiedzenie w pracy- Skye podniosła się wcześniej leżąc oparta o jego ramię. Josh ją kompletnie zaskoczył tym wyznaniem, aż nie wiedziała co odpowiedzieć i tylko spojrzała na niego pytająco.- Po tym co zaszło między Wami, nie zdzierżę tego, że razem pracujecie. Nie z nim- był stanowczy, a Murray zdała sobie sprawę, że ma rację. Na jego miejscu oczekiwałaby pewnie tego samego.



Powrót do pracy był słodko-gorzki. Z jednej strony zdążyła zatęsknić za firmą , za ludźmi, za NIM. Z drugiej strony miała wiele obaw - czy dobrze robi składając wypowiedzenie? Jak będzie między nią, a Dominicem? Do biura dotarła jako ostatnia tuż przed dziewiątą. Wolała uniknąć zostania z nim sam na sam. Przeszła od razu do swojej szefowej prosząc ją o spotkanie. Nie było szansy przeciągać nieuniknionego. Próbowała jeszcze odwlec Skye od tego pomysłu, ale Murray były nieugięta. Poprosiła tylko o jedno - żeby wiadomość o jej decyzji została przekazana do ludzi dopiero na koniec dnia. Cholernego dnia, który się dłużył.
- Skye, wiesz co się stało Dominicowi?- złapały ją przy ekspresie Suzie i Pam, tuż po tym jak wyszła z biura szefowej. Brunetka spojrzała na nie pytająco nie będąc pewna, co mają na myśli.- No bo się przecież przyjaźnicie, a przez ostatnie dwa tygodnie latał po biurze z wielką śliwą pod okiem-Skye czuła jak jej żołądek się skręca. Nie dość, że zjebała po całości, to jeszcze oboje chłopaków się pobili. Nie poruszała tematu jak sprawa stoi między nimi, bała się.- Nie mam pojęcia. Umierałam w łóżku, a Josh mi nic nie mówił - wyjaśniła szybko i powróciła do biurka, gdzie całe szczęście miała mnóstwo roboty, więc unikanie go powinno być łatwe. Nic bardziej mylnego - gdy tylko podnosiła głowę znas biurka, widziała jego twarz, więc ponownie uciekała spojrzeniem. Aż za którymś razem nagle dostrzegła jak wita się przy windzie z pewną blondynką, a następnie prowadzi ją do swojego biura z uśmiechem na ustach, który potrafił zmiękczyć każde kolana. Nie miała to jednak znaczenia dla Skye, a to że akurat ścisnęła długopis tak mocno, że paznokcie odbiły się od wewnętrznej strony jej dłoni? Albo że poczuła jak śniadanie podchodzi jej do gardła, a serce zaraz wyskoczyć z klatki? To wszystko o niczym nie świadczyło. Lecz i tak co rusz zerkała, kiedy kobieta wyjdzie. Dlaczego tam tyle siedzi? To klientka? Jak tylko wyszli, Skye ruszyła ponownie, akurat przypadkiem, po kawę. Suzie i Pam znowu też tam były.
- Kto to jest? Nasza nowa klientka?- spytała dziewczyn wskazując dyskretnie głową na blondynkę, która akurat, gdy czekali na windę, poprawiła kołnierzyk jego koszuli. Nagle Skye zrobiło się cieplej. O wiele cieplej.- Taaak i jak widać łączą ją nie tylko stosunki zawodowe- dziewczyny zaczęły się chichrać. Obie. Bez Skye.- Chodzą plotki, że Dominic załatwił sobie u niej dodatkowe zlecenia przez łóżko. W sumie nie dziwię się jej. Jemu mogłabym wiele rzeczy zlecić- Skye miała wrażenie, że zaraz zwróci całą zawartość jedzenia słuchając dziewczyn. Na domiar złego wspomniana kobieta właśnie składała zdecydowanie za długi pocałunek na jego policzku. I zdecydowanie mało profesjonalny. Murray przeprosiła dziewczyny i poszła do łazienki czując jak jej oddech przyspiesza. Co się z nią działo?! Co ona najlepszego wyprawiała?! Była zazdrosna o (byłego) przyjaciela swojego narzeczonego, który jak widać chciał się tylko z nią zabawić. Na co w sumie ona liczyła? Czego chciała? Że Dominic zmieni się dla niej? Chciała z nim być? Sama już gubiła się w natłoku myśli i pytań. A może właśnie wszechświat dawał jej znaki jak na tacy?
Josh wynajął mieszkanie i się jej oświadczył.
Dominic kręcił już z kolejną kobietą i to nie wiadomo od jak dawna.
Jeden mężczyzna chciał z nią być. Drugi nie. Odpowiedź była prosta co powinna zrobić.
Dlaczego więc do cholery właśnie zmierzała do gabinetu Reyesa? Weszła do środka nawet nie pukając, co nigdy wcześniej się jej nie zdarzyło. Do tej pory zawsze pukała - nawet raz, ale dawała znać. Tym razem wparowała do niego, zamykając od razu drzwi za sobą i opierając się o nie plecami. Nie miała odwagi wejść głębiej.
- Z tego względu, że byłeś moim mentorem i dostałam od Ciebie najwięcej wsparcia, to chciałam, żebyś się dowiedział ode mnie, że złożyłam dzisiaj wypowiedzenie. Zostaje do końca miesiąca- powiedziała bez żadnego wstępu. Po dwóch tygodniach milczenia, to były jej pierwsze słowa, jakie do niego wypowiedziała. Głos miała stanowczy, ale oczy… Oczy były zwierciadłem duszy. Jej oczy były pełne bólu i tęsknoty. Wpatrywała się w niego i miała taką ochotę podejść do niego i się w niego wtulić. Tak zwyczajnie jak wtedy, gdy robił jej placki. Wiedziała jednak, że już nie może tego zrobić, a ta świadomość rozdzierała jej serce.


Dominic Reyes
29 y/o
For good luck!
186 cm
Architekt w Forward Interiors
Awatar użytkownika
Just like nicotine, heroin, morphine... suddenly, I'm a fiend and you're all I need
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Spoiler
Ostatnie dwa tygodnie dłużyły się w nieskończoność. Przez cały ten czas Dominic ani razu nie widział Skye. Domyślał się, że to Josh maczał w tym palce, bo według facebooka wciąż oboje mieli status związku. Po bójce z byłym przyjacielem dziewczyna nie odezwała się do niego już ani słowem mimo, iż później próbował dowiedzieć się, co u niej i co stało za jej nagłym zwolnieniem lekarskim. Chociaż jedna odpowiedź zwrotna mogła go uspokoić, lecz jej milczenie było wymowne - wolała go unikać. A on chciał uszanować jej decyzję i się nie narzucać.
Niemniej był zły. Nie rozumiał, dlaczego po tym wszystkim Skye zdecydowała się znów wybrać Josha. Przecież on kompletnie nie był jej wart! Z drugiej strony zdążyła poznać Dominica i wartości, jakimi kierował się w życiu. Że po każdym jego wieczornym wyjściu do mieszkania nie wracał sam. Poza tym, to była Skye - musiała czuć ogromne wyrzuty sumienia, skoro tak szybko przyznała się Joshowi do błędu, jakim była noc z Dominiciem. Z perspektywy osób trzecich wykorzystał ją. Jej słabość do niego i podatność na poświęcaną jej uwagę. Przez chwilę dał jej upragnione poczucie bezpieczeństwa i bycia ważną. Tak, jak wielu kobietom przed nią.
Z tym, że on nie mógł zaprzeczyć własnym emocjom i myślom, kiedy byli razem, zupełnie odmiennym od tych, gdy dzielił łóżko z innymi kobietami. Może i pozwolił przekroczyć sobie tę magiczną linię i poddać się chwili, nie bacząc na konsekwencje, ale teraz wciąż nie żałował - ta noc bez wątpienia stała się najbardziej wyjątkowa w jego życiu. Ani przez sekundę nie traktował Skye jako coś przelotnego. Wprost przeciwnie - była najbardziej stałą rzeczą, jaka go spotkała. A po tej nocy doceniał Skye bardziej, niż kiedykolwiek. Tym bardziej, że nie zdążył się nią wystarczająco nasycić, a już ją stracił.
Owszem, czuł się winny, że doszło do tej nocy, ale tylko dlatego, że bardzo źle to rozegrał. Będąc w porządku wobec Josha, powinien był najpierw z nim szczerze porozmawiać, albo taktownie usunąć się w cień, bo rzeczywiście za bardzo się wtrącał między tę parę, choć w obu przypadkach nigdy by nie poczuł smaku jej ust. Uważał się za dość odpowiedzialnego faceta, tymczasem wszystko zepsuł - nie tylko kilkunastoletnią przyjaźń z Joshem, ale i prawdopodobnie najlepsze, co mogło mu się przytrafić - relację ze Skye.
Narastająca złość i rozczarowanie nie sprzyjały jego dobremu samopoczuciu, dlatego zrobił to, co zwykle - rzucił się w wir pracy, starając się zapomnieć o całym świecie. Praktycznie w ogóle nie wychodził zza swojego biurka, skupiając się na dopieszczaniu szczegółów swojego projektu, ostatecznie kończąc go przed czasem. Dopiero po powrocie z pracy późnymi wieczorami do własnych czterech ścian odczuwał przepełniającą go pustkę. Jedynym sposobem na zapomnienie o Skye, którą widział w każdym kącie swojego mieszkania, była jego ulubiona whisky i głośna muzyka albo stare filmy, które dostatecznie dobrze zagłuszały jego myśli. I choć wiedział, że najlepszym sposobem na pozbycie się z głowy ciemnowłosej było wyjście na miasto i zainteresowanie się jakąś długonogą blondynką, ale nie miał najmniejszej ochoty na podboje. Zignorował również kumpli i ich piątkowe wyjście na kosza, chcąc zyskać trochę spokoju od rozmów o poprzednim wypadzie do klubu i jego skutkach. Przeczuwał, że jeśli nikt nie widział go razem z Murray, tak musiały dotrzeć do nich słuchy o kłótni z Joshem.
Mimo jego braku chęci do zaczerpnięcia oddechu u boku innej kobiety, ta sama pojawiła się na jego horyzoncie. A właściwie, przyszła do jego biura. Wysoka blondwłosa piękność o bystrym spojrzeniu i figlarnym uśmiechu ostatnio często wpadała do niego w sprawie konsultacji projektu. Jako córka poważnego biznesmena, chciała mieć pełny wgląd w pracę Dominica. Kobieta ociekała wdziękiem, ambicją i niezmierną pewnością siebie, które niezmiernie lubił w płci pięknej. Przy czym nie dało się nie zauważyć, że za jej żartobliwym tonem rozmowy i niewinnymi gestami kryło się coś więcej. Dokładnie wiedziała, czego chciała i nie bała się po to sięgnąć. Jeszcze do niedawna Dominic nie oparłby się jej urokowi, w końcu nie raz już łączył przyjemne z pożytecznym. Tym razem jednak starał się potraktować to zlecenie profesjonalnie. Nie spodziewał się jednak jednego.
Mam dla Ciebie niespodziankę, Nicky. - Sydney uśmiechnęła się do niego tajemniczo, zdobywając całą jego uwagę. - Nasza firma chciałaby nawiązać z Tobą stałą współpracę. A mówiąc stałą, mam na myśli na wyłączność.
Dominic uniósł wysoko brwi w zaskoczeniu. Czwartkowy ranek nagle stał się znacznie ciekawszy.
Poważnie? - zapytał ostrożnie, nie będąc pewien, co odpowiedzieć.
Jak najbardziej. Ten projekt zapowiada się świetnie, robisz naprawdę dobrą robotę. A że to dopiero początek ogromnej góry lodowej to zgodnie uznaliśmy, że potrzebujemy Cię w swoim zespole. Nasza sieć hoteli powinna wyglądać spójnie, a skoro podjąłeś się stworzenia pierwszej koncepcji, nie widzę innego wyjścia. Damy Ci wolną rękę i własnych podwładnych. Miałbyś pełną kontrolę nad wszystkim. A przy tym zwiedzałbyś świat. - Był pod ogromnym wrażeniem propozycji, ale zanim o cokolwiek zdążył dopytać, blondwłosa dodała: - Jeśli chcesz wiedzieć więcej, umów się ze mną na kolację. W tę sobotę. Wtedy na spokojnie wszystko Ci wytłumaczę.
Czysto biznesową? - przygryzł wargę. Zastanawiało go, czy nie było w tym drugiego dna.
Jaką tylko zechcesz. - Wzruszyła nonszalancko ramionami, na co mimowolnie uśmiechnął się szerzej w odpowiedzi. Schlebiała mu. Oferta pracy brzmiała doprawdy kusząco. Ale wiązało się to z licznymi wyjazdami służbowymi, przez co rzadko bywałby w Toronto. No i przede wszystkim, wtedy już całkowicie straciłby możliwość widywania Skye. O ile w ogóle jeszcze wróci do pracy.
Zastanawiał się nad jej ofertą, aż w piątkowy wieczór wyskoczyło mu powiadomienie o nowym poście Josha. Czuł, że sprawdzenie tego nie będzie dobrym pomysłem, ale i tak w nie kliknął. Kiedy wyświetliło mu się wspólne zdjęcie ze Skye wraz z podpisem, zamarł. Przez chwilę patrzył tępo w ekran, słysząc w uszach dudnienie własnego serca. W jednej chwili potwierdziły się wszystkie jego obawy, których do tej pory próbował do siebie nie dopuścić. Zablokował ekran i zacisnął dłoń na telefonie. Miał wrażenie, że właśnie uderzył w ścianę, a impet spowodował rozbicie się na milion kawałków. Nagłe rozczarowanie i smutek przeszyły go na wskroś, powodując paraliż jego ciała i myśli. Za nic nie potrafił się skupić. Bezwiednie sięgnął po leżącą na stoliku szklankę whisky i wypił ją jednym haustem, po czym poszedł po dolewkę, łudząc się, że alkohol choć w jakimś stopniu uśmierzy jego ból. Jego wzrok mimowolnie powrócił na pozostawiony na stoliku telefon i zaczęło w nim wrzeć, a w głowie zahuczała mu myśl: był skończonym kretynem! Trzask szkła rozbijającego się o ścianę nie był w stanie zagłuszyć tego, co działo się w jego głowie. Wybrała. Początkowo był wściekły na nią, że zdecydowała się na bezpieczne posunięcie i pozbawiała siebie szczęścia, ale też czuł złość na siebie, bo pozwolił sobie mieć jakąkolwiek nadzieję. Tak naprawdę nigdy nie miał u niej szans. To go tylko przekonało do tego, by odpuścić. Sięgnął po telefon i wystukał wiadomość: Hej. Jutrzejsza kolacja aktualna?
Widok Skye w biurze był dla niego nieoczekiwany. Po dwóch tygodniach nieobecności nie był pewien, czy jeszcze kiedykolwiek tutaj zajrzy, a jednak znów się pojawiła. Niestety, już z daleka wyczuwał, że trzymała się na dystans, aż wydawało mu się, że stała się jeszcze bardziej niedostępna, niż do tej pory. Miał przemożną chęć zagajenia jej choć przez chwilę, ale musiał uszanować jej przestrzeń. Skoro tego właśnie pragnęła…
Skupił więc swoje myśli na pracy, by przygotować się do zbliżającego się spotkania, gdyż tego poranka Sydney miała ponownie pojawić się w Forward Interiors. Naturalnie, wyszedł po nią i przywitał z uśmiechem na ustach, którym obdarzał ją niezmiennie, odkąd się poznali. A po sobotniej kolacji zrobiła na nim jeszcze większe wrażenie. Prowadząc blondynkę w stronę swojego biura, ukradkiem przesunął wzrokiem po open space, żeby przekonać się, czy Skye była na swoim miejscu. Siedziała ze wzrokiem wbitym w notatnik, zdając się kompletnie nie zwracać na nich uwagi.
I jak, przemyślałeś moją propozycję? - usłyszał pytanie, kiedy usiadł we własnym fotelu.
Bardzo hojną propozycję - poprawił ją z nieco zawadiackim uśmiechem. - Dwa dni to trochę mało, żeby podjąć tak ważną decyzję, Syd - pokręcił głową z wahaniem. Nie chciał jej urazić, ale zdawał sobie sprawę, że podjęcie u niej pracy wiele zmieni w jego życiu. Czy rzeczywiście był gotowy na te zmiany?
Daj spokój, Nicky. Co Cię powstrzymuje? - Jej ściągnięte brwi i błysk w oczach wskazywały na jej nieugiętość. Kiedy wstrzymał powietrze, nie wiedząc, co odpowiedzieć, Sydney przygryzła wargę i wskazała na niego palcem: - Chodzi o kobietę. To dlatego w sobotę dałeś mi kosza. Mam rację?
Dominic mimowolnie się skrzywił. Była bystrzejsza, niż on. — Przepraszam Cię, jesteś piękną, naprawdę cudowną dziewczyną… - nie dokończył, bo Sydney wtrąciła: - Wiem, Nicky, nie przepraszaj. Dałeś mi jasno do zrozumienia, że interesuje Cię tylko profesjonalna relacja. Szkoda, bo mógłby być z tego całkiem dobry fun, ale wystarczy mi kumpelstwo. O ile zgodzisz się na moją ofertę. - Mrugnęła do niego łobuzersko, na co pokręcił głową w rozbawieniu. - Przemyśl to. I zastanów się, czy warto dla niej rezygnować z takiej okazji.
Przytaknął z uśmiechem, za którym kryła się narastająca gula w gardle. Gdyby to było takie proste, westchnął w myślach. Humor niejako wrócił mu w momencie powrotu do omawiania szczegółów projektu, ale kiedy wyszli z biura, nie potrafił pozbyć się słów Sydney, odbijających się echem gdzieś z tyłu jego głowy.
W drodze powrotnej nie zauważył Skye. Może to i lepiej? Usiadł przy biurku i oparł się o fotel, po czym przesunął rękoma po twarzy, jakby chciał w ten sposób jakoś oprzytomnieć i zabrać się do pracy. Sydney miała rację. To, co najbardziej powstrzymywało go przed podjęciem decyzji, było w zasięgu nie więcej niż pięćdziesięciu metrów. Wiedział, jak głupio robił, wciąż myśląc o Skye, która właśnie się zaręczyła i przeprowadziła do nowego lokum. I to z jego byłym przyjacielem, który przez ostatnie pół roku w ogóle jej nie doceniał. Właściwie czemu ona nie chciała wyjść z jego głowy? Czemu od ostatnich dwóch tygodni nie mógł się jej pozbyć ze swojego umysłu?
Szczęk otwieranych drzwi wyrwał go z zamyślenia. A widząc, kto się w nich pojawił, a właściwie wparował jak huragan, zerwał się na nogi, a serce zabiło mu jak oszalałe. Nie ruszył się jednak z miejsca, czekając w zawieszeniu na ruch Skye. Słysząc jej słowa, drgnęła mu brew. Mógł się tego spodziewać, ale i tak go zabolało. Przełknął ślinę, starając się to przetrawić i nie dać po sobie niczego poznać.
To Twoja decyzja? - zapytał, nim zdążył pomyśleć. Czy naprawdę chciała od niego uciec, czy to Josh na nią wpłynął? Z resztą, na jego miejscu postąpiłby tak samo, bo kto by chciał, by jego kobieta nadal spotykała się z facetem, z którym go zdradziła? Na jego miejscu… Na myśl o tym poczuł ukłucie. Zacisnął mocniej szczęki. - Co z Twoją karierą architekta? Zamierzasz zrezygnować z tego marzenia? - Tak jak ze mnie? Cisnęło mu się na usta, ale przemilczał to. Nie chciał wylewać na nią swojej goryczy, bo już i tak czuł się wystarczającym głupcem. - To nie fair - przyznał, starając się zdusić w sobie złość. Josh ciągnął ją w dół. Czemu Skye mu na to pozwalała? Kiedy tak patrzył na nią, instynktownie myślał o tym, jak bardzo chciał znaleźć się przy niej. Przytulić ją czy chociaż potrzymać za ręce, cokolwiek, byle znów poczuć, że nic mu się nie poprzestawiało w głowie i wciąż widziała go takim, jaki był tamtego wieczoru. Wtedy na jej ręku dostrzegł błysk. Kurwa. Na szczęście z takiej odległości była spora szansa, że nie dostrzegła nieznacznego skrzywienia, które na ułamek sekundy zawitało na jego twarzy.
Chyba powinienem Ci pogratulować - zauważył, próbując zdobyć się na naturalny ton, ruchem głowy wskazując na pierścionek. - W końcu dostałaś to, czego tak pragnęłaś - dodał zaraz, wbijając w nią swoje spojrzenie. Rozmawiali na ten temat. O jej oczekiwaniach względem Josha. O jej marzeniu poczucia stałości. Jakiś czas przed tym, zanim posunęli się o krok za daleko. Sądząc po przyjęciu pierścionka, z jej perspektywy nic nie uległo zmianie.

Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
L.
Znikania! Molestowania, krzywdzenia zwierząt
26 y/o
For good luck!
164 cm
Asystent Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tamtej nocy w mieszkaniu Dominica wszystko wydawało się naturalne. Nie poruszali tematu Josha ani tego jak to się odbije na ich relacji. Alkohol i pożądanie kiełkujące w nich od dawna, sprawiły, że całkowicie się zapomnieli. Stworzyli własną bańkę odcinając się od rzeczywistości i ewentualnych konsekwencji, skupiając się całkowicie tylko na przyjemności. Zachowywali się tak jakby tamta noc miała być jedną z wielu spędzoną w swoich ramionach, ale gdy nastał nowy dzień minęli się w swoich dalszych wyobrażeniach.
Skye znała Dominica jako kobieciarza przeskakującego z kwiatka na kwiatka. On nawet na żadnym kwiatku nie zatrzymywał się na dłużej niż to było konieczne. Mimo tego miał w sobie tak wiele uroku i dobroci, że przyciągał ją wieloma innymi zaletami. Oddać mu się tamtej nocy poszło jej wyjątkowo łatwo. Nigdy wcześniej nie zdradziła, a z nim to było takie… właściwe. Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmiało, to nie potrafiła żałować wspólnie spędzonej nocy. Pragnęła więcej takich chwil. Żałowała jedynie jak w tym wszystkim został potraktowany Josh. I tak naprawdę dalej była wobec niego nie w porządku, bo czuła, że nie jest on mężczyzną dla niej. Nigdy nie czuła się przy nim tak dobrze jak chociaż w połowie tego, co doświadczała z Reyesem. Niestety rzecz w tym, że blondyn znany był z tego, że prócz jednonocnych przygód, nie oferuje kobietom nic więcej. Co więc miała zrobić Skye? Zbłaźnić się tym, że zerwała z Joshem i pojawić się w jego drzwiach oczekując, że weźmie ją w swoje ramiona i będą żyli długo i szczęśliwie? Życie to nie była bajka. Ludzie tak łatwo i szybko się nie zmieniają, a Murray już czuła wyrzuty sumienia naciskając na Haynesa. Nie zamierzała kolejnej relacji zaczynać od proszenia się o uwagę.
Brak chęci Dominica do ustatkowania się to jedno. Jednak pozostanie w związku z Joshem, to drugie. Skye czuła wyrzuty sumienia nie tylko z powodu zdrady, ale i też tego, że nie poruszyła z mężczyzną kwestii, co nią wtedy kierowało. Nie porozmawiała z nim o przyszłości ich związku. Sama nie zastanowiła się nad własnymi pragnieniami. Podążała za nim i ideami, które opracowała w swojej głowie lata temu. Szła na ślepo bez żadnych refleksji.
Tak samo jak wparowała do gabinetu nie zastanawiając się nad tym po co to robi i dlaczego w taki sposób? Unikała go jak ognia przez pierwszą część dnia, aż nagle wbiła tutaj tuż po wyjściu blondyny, jakby chciała sprawdzić czy zanim ją odprowadził do windy, na tym biurku mogło się dziać coś więcej niż omawianie projektu. Była żałosna. Ona. Nie blondynka.
- Wspólna - i taka była prawda. Josh ją o to poprosił, a ona uznała, że na jego miejscu też by tego oczekiwała od niego. Co nie oznacza, że chciała stąd odchodzić. Natomiast jego kolejne pytanie ją zaskoczyło i zabolało. Dotychczas mówił, że w jego oczach jest ambitna i wiele może osiągnąć. Dlaczego więc tak łatwo mu przyszło sądzić, że chce zrezygnować ze swojej kariery?
- Dominic, nie rezygnuję z zostania architektem. Wciąż chcę nim być- wyjaśniła prostując się nieznacznie i nie ukrywając pewności w głosie przy tej wypowiedzi. Zaraz jednak opadł on przy kolejnych słowach. - Rezygnuję jedynie z pracy z… pracy tutaj-rezygnuję z pracy z Tobą. Chodziło tylko o niego. I to nie było jedynie, ale aż. Gdyby doszło między nimi do zbliżenia gdyby była singielką, to nie rzucałaby pracy. Może i początkowo z jej strony byłoby trochę niezręcznie , ale nie odmawiałaby sobie przyjemności z przyjaźni z Dominicem. To była jedna z najlepszych rzeczy jaka się jej przydarzyła. - To ja się nie zachowałam fair. Nie on- stanęła w obronie Josha nie widząc w nim żadnej winy. Wprost przeciwnie - podziwiała go za to, że jej wybaczył zdradę.
Ale czy to oznaczało, że wciąż chciała za niego wyjść za mąż? Nie. Słysząc gratulacje spojrzała na błyszczący pierścionek na swoim palcu. Tak bardzo marzyła o tej chwili, a kiedy ona nadeszła, wraz z nią nie przyszła wcale radość, a poczucie straty. Nie wiedział jednak straty czego.
- Dzięki- powiedziała bawiąc się pierścionkiem, a na jej twarzy próżno było szukać uśmiechu. Czuła się paskudnie. Zawstydzona, zazdrosna, zagubiona. Liczyła na to, że składając wypowiedzenie poczuje pewien spokój, że zamyka za sobą jeden etap i będzie się mogła skupić na kolejnym, czyli ślubie. Jednak widok Dominica sprawił, że myślała tylko o nim. A ta przepiękna blondynka u jego boku? Skręcało ją od środka na samą myśl o nich razem.
Wciąż nie ruszyła spod drzwi. Bała się zrobić krok do przodu czując, że między nimi coś wisi w powietrzu. - Dominic… czy jesteś na mnie zły?- w końcu zebrała się na odwagę, by zapytać wprost. Zanim jednak odpowiedział, kontynuowała. - Znaczy na pewno jesteś zły. Przepraszam jeszcze raz , że powiedziałam Joshowi i Cię przed tym nie ostrzegłam. Nie sądziłam, że przyjedzie do Ciebie i dojdzie do bójki- nerwowo kręciła pierścionkiem stresując się tym czy Dominic jej wybaczy. Niby napisał jej, że to jego wina, ale ona się z tym nie zgadzała, a w dodatku w ciągu tych dwóch tygodni mógł zmienić zdanie. - Przepraszam. Nie chciałam Ci narobić żadnych problemów- wyszukała jego spojrzenie, by spojrzeć mu prosto w oczy. Jej przeprosiny były szczere, a w oczach tliła się nadzieja. Na wybaczenie. Na zrozumienie. A także obawa. Cały czas miała przed oczami widok jak posyła swój czarujący uśmiech tej blondynie. Jeszcze kiedyś ją to nie obchodziło. Natomiast w ostatnich miesiącach zaczęła się irytować na jego podrywanie innych kobiet, aby ostatecznie dzisiaj czuć jak jej żołądek ściska się i podchodzi do gardła na myśl o nim z inną kobietą. Tak, była cholernie żałosna.
- I z tego co słyszałam i widziałam, to Tobie również powinnam pogratulować. Twoja kariera nabiera rozpędu, więc coraz trudniej będzie mi Cię wygryźć- mimo, że wysiliła się na uśmiech, to biła od niej nieszczerość. Jak mogłaby się szczerze cieszyć z jego kontaktów z taką kobietą? Gdzie tam Skye do niej.



Dominic Reyes
ODPOWIEDZ

Wróć do „Forward Interiors”