a grand comeback
: śr lut 11, 2026 9:41 pm
Biorąc pod uwagę fakt, że był to biedny student to nie było mowy o tym, aby miał możliwości nakłonić tak wiele osób do tego, aby zeznawały na jego korzyść. Może jeden przyjaciel czy drugi mógłby strać się zapewnić mu alibi chociaż większość bałaby się ryzykować swoim tyłkiem przy składaniu fałszywych zeznań. Tuzin osób było po prostu niemożliwe do przekonania bez większych wpływów oraz pieniędzy.
Na razie w gabinecie nie działo się nic zdrożnego, ale znając je dwie to mogło zmienić się w każdej chwili. Wyglądało jednak na to, że obie były skupione na sprawie zabójstw sprzed trzydziestu lat, a droczenie się w wykonaniu Zaylee było jedynie chwilowe.
- Niejednokrotnie miałyśmy już przyjemność współpracować, doktor Miller. Myślę, że jesteśmy w stanie dojść do porozumienia - przytaknęła, przystając w pewien sposób na prowadzoną przez koronerkę grę.
Starała się nie wydać z siebie żadnego dźwięku, ale wciągnęła głębiej powietrze, gdy tylko stopa Zaylee przesunęła się po jej udzie. Co ta kobieta potrafiła z nią robić? Zadziwiało ją jak wielki wpływ miała na nią koronerka.
Biorąc pod uwagę to jak wiele czasu minęło to nie było już nic przydatnego, co mogłyby wyciągnąć z ciał ofiar także z pewnością mogły pozostawić je w spokoju. Zamiast tego musiały się skupić na tym, co miały przed sobą.
- Jasne. Przekażę mu, żeby to zrobił - zgodziła się, bo przynajmniej mogła do czegoś wykorzystać swojego małego pomocnika.
Nie była zbytnio zadowolona z faktu, że narzeczona odsunęła się od niej, ale bez słowa pozwoliła jej na to, aby obeszła biurko i usiadła w fotelu naprzeciwko.
- Bernard nie żyje od dobrej dekady. Musiałabym dokładnie sprawdzić czy jest możliwa rozmowa z ludźmi pracującymi nad tą sprawą. Nawet jeśli jeszcze żyją to jednak są w dosyć... słusznym wieku. Niektórzy mogą nie być tak sprawni intelektualnie i nie pamiętać czegoś, co działo się tyle lat temu - odpowiedziała, spoglądając jeszcze na akta.
Nie sprawdziła jeszcze wszystkich. Nie miała pojęcia na ile ten przypadek zapadł im w pamięć. Niektórzy mogli nie pamiętać, co jedli rano na śniadanie, a co dopiero wydarzenia sprzed dekad.
zaylee miller
Na razie w gabinecie nie działo się nic zdrożnego, ale znając je dwie to mogło zmienić się w każdej chwili. Wyglądało jednak na to, że obie były skupione na sprawie zabójstw sprzed trzydziestu lat, a droczenie się w wykonaniu Zaylee było jedynie chwilowe.
- Niejednokrotnie miałyśmy już przyjemność współpracować, doktor Miller. Myślę, że jesteśmy w stanie dojść do porozumienia - przytaknęła, przystając w pewien sposób na prowadzoną przez koronerkę grę.
Starała się nie wydać z siebie żadnego dźwięku, ale wciągnęła głębiej powietrze, gdy tylko stopa Zaylee przesunęła się po jej udzie. Co ta kobieta potrafiła z nią robić? Zadziwiało ją jak wielki wpływ miała na nią koronerka.
Biorąc pod uwagę to jak wiele czasu minęło to nie było już nic przydatnego, co mogłyby wyciągnąć z ciał ofiar także z pewnością mogły pozostawić je w spokoju. Zamiast tego musiały się skupić na tym, co miały przed sobą.
- Jasne. Przekażę mu, żeby to zrobił - zgodziła się, bo przynajmniej mogła do czegoś wykorzystać swojego małego pomocnika.
Nie była zbytnio zadowolona z faktu, że narzeczona odsunęła się od niej, ale bez słowa pozwoliła jej na to, aby obeszła biurko i usiadła w fotelu naprzeciwko.
- Bernard nie żyje od dobrej dekady. Musiałabym dokładnie sprawdzić czy jest możliwa rozmowa z ludźmi pracującymi nad tą sprawą. Nawet jeśli jeszcze żyją to jednak są w dosyć... słusznym wieku. Niektórzy mogą nie być tak sprawni intelektualnie i nie pamiętać czegoś, co działo się tyle lat temu - odpowiedziała, spoglądając jeszcze na akta.
Nie sprawdziła jeszcze wszystkich. Nie miała pojęcia na ile ten przypadek zapadł im w pamięć. Niektórzy mogli nie pamiętać, co jedli rano na śniadanie, a co dopiero wydarzenia sprzed dekad.
zaylee miller