-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oczywiście, usiała wzbudzić sporą sensację wracając w końcu na komendę. Detektywka nie lubiła nigdy skupiać na sobie uwagi innych i dlatego przemarsz przez piętro do zajmowanego przez nią gabinetu zdawał się istną torturą, bo była zaczepiana przez praktycznie każdego.
Dodatkowo Sloan zgodnie z obietnicami przydzielił jej partnera, który miałby dla niej odwalać całą mniej intelektualną robotę. Nie mogła się temu dziwić, bo młody nieco ponad dwudziestoletni chłopaczek o lśniących blond włosach wydawał się odpowiedni jedynie do pracy fizycznej.
Wszystko ją denerwowało. Począwszy od skaczącego wokół niej młodzika o sercu równie złotym co miękkie włosy po fakt, że trafiła jej się do ponownego prześledzenia kompletnie beznadziejna sprawa z archiwum.
Nie tak to sobie wyobrażała.
Siedziała przy biurku, na którego blacie wygodnie wyciągnęła obie nogi i zastanawiała się wyłącznie nad tym, co by mogła zrobić, żeby nie zwariować oraz czemu właściwie inspektor Bernard tak późno zlecił analizę narzędzia zbrodni.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie oznaczało to jednak, że zamierzała spuścić Swanson z oka. Na moment zatrzymała się w kuchni, gdzie zaparzyła w kubku zieloną herbatę, a potem zahaczyła o automat, żeby zabrać dla siebie czarną kawę. Wbrew powszechnym opiniom uważała ją za zdecydowanie smaczniejszą niż brunatne fusy, którymi raczył funkcjonariuszy komisariat. Dopiero z takim zestawem ruszyła korytarzem, mijając po drodze kilka znajomych twarzy i wymieniając krótkie skinienia głową.
Gdy dotarła pod drzwi gabinetu narzeczonej. Nie miała jak zapukać ze względu na zajęte ręce, więc pozwoliła sobie na bardziej bezpośrednie rozwiązanie i otworzyła drzwi nogą. Z pewnością przyciągnęła tym uwagę przechodzących korytarzem funkcjonariuszy. Trudno było nie zauważyć tej demonstracji gibkości. Ani nie wyciągnąć z niej oczywistych wniosków.
W środku zastała Evinę z nogami wyciągniętymi na biurko. Ten widok sprawił, że uśmiechnęła się pod nosem i weszła w głąb gabinetu, zatrzaskując za sobą drzwi. Również nogą.
— Uważaj, bo się zmęczysz — rzuciła zaczepnie, a kiedy odstawiła oba kubki, w tym jeden papierowy, na blat, podeszła bliżej i nachyliła się nad narzeczoną, żeby powitać ją pocałunkiem. Niby przyjechały pod komisariat jednym samochodem, ale jeszcze nie miały okazji widzieć się dzisiaj w takiej scenerii. — Jak się czujesz? Jak ten... — rozejrzała się po gabinecie, upewnić się czy aby na pewno w pobliżu nie kica gdzieś wspomniany w wiadomościach młodzik. — Szczyl? — dokończyła, kiedy stwierdziła, że były same, a chłopaczek najwyraźniej załatwiał jakieś sprawunki. — Będą z niego ludzie? — Zaylee obeszła biurko i przysiadła na jego brzegu, sięgając po kubek z kawą, z którego upiła potężny łyk. Tak, właśnie tego potrzebowała. I Swanson między swoimi nogami, ale to już trochę inna kwestia. A już na pewno, może nie tyle, co nie odpowiednie miejsce, co chwila, bo w każdym momencie ktoś mógł je zaskoczyć.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdążyła nawet wymienić kilka wiadomości z Miller, ale biorąc pod uwagę, że ta miała na stole kolejnego denata to jednak nie miała zbyt wiele czasu na pogaduszki. Oznaczało to jedynie tyle, że miała faktycznie sporo czasu na to, aby zapoznać się z aktami sprawy sprzed trzydziestu lat oraz zebranymi w jej sprawie aktami dowodowymi. Ten dzień zapowiadał się naprawdę cudownie.
W pierwszym momencie chciała ofuknąć osobę, która zdecydowała się wejść do jej gabinetu bez jakiegokolwiek pukania, ale w czas zorientowała się, że była to jej narzeczona. Od razu jej twarz złagodniała, a ściągnięte w zdenerwowaniu brwi spoczęły swobodnie nad zmęczonymi oczami.
- Przyszłaś mnie pilnować? - zapytała wprost, przecierając jeszcze przymknięte powieki palcami prawej dłoni po czym zdjęła nogi z biurka, aby usiąść przy nim bardziej po ludzku.
Mruknęła z zadowoleniem na ten krótki pocałunek i najchętniej przeciągnęłaby go jeszcze w czasie, gdyby nie to, że Zaylee musiała się zaraz skupić na kwestii jej samopoczucia.
- Na razie nie boli, a on... - westchnęła ciężko na samą myśl o chłopaczku, który został jej przypisany do tego, aby odciążać ją w czym tylko mógł. - Może się wyrobi. Na razie go odesłałam, bo jedynie skacze wokół i mnie wkurza.
To akurat nie było niczym dziwnym. Większość ludzi potrafiła ją wkurzać. Zwłaszcza jeśli chcieli ją na siłę uszczęśliwiać i nadskakiwali jej przy każdej możliwej okazji.
- Jak sekcja? - zapytała jeszcze i przesunęła krzesło tak, aby usiąść między udami koronerki.
Nie miała żadnych niecnych planów. Po prostu otoczyła ją ramionami i wtuliła się w nią, szukając komfortu w znajomej bliskości. Nawet jeśli czasami nikt nie działał jej na nerwy bardziej od koronerki to jednak właśnie jej obecność potrafiła działać cuda na zszargane nerwy oraz zmęczenie.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oczywiście, że przyszła jej pilnować. Okej, może nie tyle pilnować, co sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku. To wynikało z czystej, niewymuszonej troski. Czy Evina nie postępowała identycznie, kiedy to Miller wracała do pracy po dłuższej przerwie? No właśnie. Wspierały się wzajemnie i tylko upewniały, czy ta druga nie potrzebuje pomocy. Albo poprawy humoru, bo nie dało się nie zauważyć, że Swanson była rozjuszona jak osa przez fakt, że Sloan nasłał na nią jakiegoś młokosa, który miał jej usługiwać i pewnie skakał koło niej, jakby była niepełnosprawną emerytką. Z jednej strony Zaylee nie mogła ukryć rozbawienia, a z drugiej starała się zachować powagę.
— Nie boli, bo nie musisz dużo chodzić. I dobrze, masz się oszczędzać. Ja to wiem, Sloan to wie i... — popatrzyła pobłażliwie na narzeczoną. — Może ty też wbijesz to sobie w końcu do głowy — uśmiechnęła się do niej, dając do zrozumienia, że nikt nie chciał dla niej źle. A taki chłopaczek na posyłki zawsze się przydaje. Miller zawsze ceniła sobie taka pomoc w prosektorium. Przynajmniej nie musiała biegać w te i powrotem z dokumentacją, tylko wykorzystywała w tych celach praktykantów albo stażystów. — Jak się nazywa ten gość? — zagadnęła jeszcze, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Do jutra i tak zapomni jego nazwiska i znajdzie mnóstwo różnych określeń, byle nie zwracać się do niego albo o nim po imieniu.
Poprawiła się na biurku w taki sposób, aby odstawić kubek i pogłaskać ukochaną po włosach. Miewały momenty, w których potrzebowały po prostu takiego cichego wsparcia, które wyrażały w drobnych gestach.
— W porządku — wzruszyła ramionami, co jasno dawało do zrozumienia, że nie była to autopsja jej życia. A szkoda. — Wisielec na obrzeżach miasta. Początkowo podejrzewano udział osób trzecich, ale sekcja zwłok jednoznacznie to wykluczyła. Na miejscu zdarzenia znaleziono w krzakach spróchniały pieniek. Najprawdopodobniej służył jako prowizoryczne podwyższenie. Nie było śladów walki ani przeciągania ciała. Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna wszedł na niego sam, zacisnął na szyi wcześniej przygotowaną pętle, a trakcie szamotaniny wykopał pniak. Możliwe, że w którymś momencie jednak zmienił zdanie, o czym świadczyły pozdzierane i posiniaczone opuszki palców, ale nie miał szans na skorygowanie podjętej decyzji. A ty nad czym pracujesz? — zainteresowała się przejeżdżając paznokciami po jej odsłoniętej szyi, chcąc ją wyciszyć.
Swanson nie mogła tak się ciągle irytować rzeczami, na które nie miała wpływu. Jej noga jeszcze przez długi czas nie będzie w pełni sprawna, ale najważniejsze, że żmudna rehabilitacja przynosiła zamierzone skutki. Zmęczenie robiło swoje, ale czy one kiedykolwiek nie były skrajnie wyczerpane? Praca skutecznie spędzała im sen z powiek.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ostatnio nie bardzo... Ale bądźmy szczere: znam cię - przypomniała jej.
Bo owszem: sama również upewniałaby się, że wszystko jest w porządku. Nie było w tym absolutnie nic złego. Jednak Zaylee miała w sobie jedną zdecydowanie denerwującą cechę, a mianowicie była lekarzem. Doskonale wiedziała, że poza odpowiedzeniem jak się czuje musiałaby też wysłuchiwać w większym lub mniejszym skrócie rad i nakazów, które narzeczona chciała jej przekazać.
- Nie boli, bo miałam przez weekend przerwę od rehabilitacji - poprawiła ją od razu.
Może i faktycznie rehabilitacje dawały jej naprawdę wiele i pomagały wrócić do dawnej sprawności, ale nie mogła zaprzeczyć temu, że jednocześnie wykonując wskazane ćwiczenia wykorzystywała nogę dużo bardziej niż zwykle. Potem przepracowana kończyna potrafiła zarywać ją naprawdę nieznośnym bólem.
- Max Novak - odpowiedziała w końcu, przypomniawszy sobie jak właściwie ten dzieciak się zwał.
W gruncie rzeczy nie był taki zły, ale był zdecydowanie zbyt chętny do pomocy. Dobry do wykonywania instrukcji, ale jednocześnie wydawał się aż zbyt przyjacielski i gotowy do tego, aby wdać się w jakąś pogawędkę przy byle okazji. Zadawał też masę pytań przez co musiała przywyknąć do tłumaczenia na głos swojego procesu myślowego na bieżąco. Nie było to coś, co zwykle robiła.
Wtuliła twarz w mostek narzeczonej i przymknęła oczy. Wsłuchiwała się w jej spokojny głos, gdy tłumaczyła sprawę wisielca, który okazał się być zwyczajnym samobójcą. Tacy również się trafiali. Bywało, że sprawa wydawała się oczywista, ale i tak należało wtedy prześwietlić wszystkie znalezione ślady, aby wykluczyć inne scenariusze.
Najchętniej pozostałaby w tej pozycji już na zawsze, ciesząc się przyjemnym mrowieniem wywoływanym delikatnym drapaniem paznokci po karku, ale poruszyła się, gdy tylko pytanie zostało odbite w jej stronę i wyprostowała się, odrywając niechętnie od ciepłego ciała narzeczonej.
- Sprawa sprzed przeszło trzydziestu lat. Dwie studentki zgwałcone i zadźgane na śmierć w swoim mieszkaniu. Śledztwo prowadził detektyw Luca Bernard. Sprawcy nigdy nie ujęto. Przesłuchiwana chłopaka, który durzył się w jednej z dziewczyn, ale szybko zwolniono go z aresztu. Narzędzie zbrodni znaleziono w pobliżu śmietnika komunalnego pod blokiem, w którym mieszkały. Był to nóż z ich własnej kuchni. Brak odcisków poza tymi należącymi do nich...
Brzmiało całkiem ciekawie. Nie mogła jednak na własne oczy zobaczyć miejsca zbrodni ani porozmawiać z niektórymi ze świadków, którzy zdążyli umrzeć w przeciągu trzech dekad. Między innymi była wśród nich sąsiadka ofiar, która w noc zabójstwa słyszała jakąś kotłowaninę za ścianą. To było wyzwanie. Niezwykle wymagające oraz niesamowicie irytujące przez swoje ograniczenia.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oj, to niedobrze — westchnęła z udawaną ciężkością. — Jak boli to znaczy, że żyjesz — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Inaczej narzeczona wylądowałaby na jej stole sekcyjnym.
Ciało wymagało odpoczynku od rehabilitacji, nie można podpadać ze skrajności w skrajność i przeforsowywać się do tego stopnia, żeby mięśnie nie miały czasu na regenerację. W rzeczywistości cieszyła się, że Evina była dzisiaj w lepszej formie, przynajmniej fizycznej. Psychicznie czułaby się lepiej, gdyby Sloan nie traktował jej jak żółtodzioba, obok którego trzeba ciągle skakać. Czy Miller miała w tym swój udział? Czy to ona podczas jakiejś rozmowy zasugerowała, żeby zastępca komendanta przydzielił jej kogoś do pomocy, dlatego wcisnął jej Novaka? Może tak, może nie. Nawet jeśli, to na pewno by się do tego nie przyznała.
Sprawy z archiwum zawsze pozostawiały po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Nic dziwnego, że zamykano je na długie lata, gdy wszystkie tropy prowadziły donikąd, a dowody okazywały się zbyt słabe lub całkowicie sprzeczne. Dopiero rozwój technologiczny — nowe techniki badań DNA, cyfrowa analiza danych czy możliwość ponownego odczytania dawnych dowodów — sprawiał, że to, co kiedyś było niemożliwe, dziś stawało się osiągalne. Dzięki temu zamknięte sprawy wracały do życia, a prawda, ukryta przez dekady, wreszcie miała szansę wyjść na światło dzienne. Czasem naprawdę wystarczał jeden nowy szczegół, żeby sprawa znów trafiła na biurko śledczych.
— Myślisz, że to był ten nieszczęsny amant? Czy to zbyt proste? — właściwie, gdyby detektywowi Bernardowi zależało na tym, żeby upierdolić chłopaka, który podkochiwał się w jednej z dziewczyn i którego zaloty prawdopodobnie zostały dorzucone, mógł to po prostu zrobić. Śledztwa sprzed kilkudziesięciu lat rządziły się innymi prawami. Nie potrzebowano dowodów, aby zamknąć sprawę dla świętego spokoju. A gdyby podejrzanym okazał się czarnoskórym mężczyzną, to już bardziej niż pewne, że zgniłby w więzieniu. — Jak mogę ci pomóc? — zainteresowała się, wyciągając rękę, aby założyć ukochanej niesforny kosmyk włosów za ucho. Niby Zaylee miała swoją robotę, ale jeśli narzeczona potrzebowała dokądś się udać osobiście, bez ogona w postaci Novaka, mogła to dla niej zrobić. Doskonale wiedziała, jak Swanson nienawidzi bezczynności.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jak boli to znaczy, że żyję... To znaczy, że chcesz mnie uśmiercić za każdym razem, gdy proponujesz mi przeciwbólowe - odparowała, bo nie było wątpliwości, co do tego, że to Zaylee najczęściej wmuszała w nią środki przeciwbólowe.
Miała powoli już dosyć tego wszystkiego, ale zdawała sobie sprawę z tego, że przed nią znajdowała się jeszcze długa droga do tego, aby w końcu wrócić do zdrowia na tyle by nie męczyć się na rehabilitacjach oraz nie czuć takk często bólu przy wykonywaniu prostych czynności. Miała też nadzieję, że kontuzja nie odnowi się lub nie przeistoczy w coś innego ze względu na jakieś drobne wypadki.
Całe szczęście miała przy sobie kogoś takiego jak Max. W sumie brzmiało to jak idealne imię dla psa. Biorąc pod uwagę jego profesję oraz usposobienie golden retrievera to zdecydowanie jego rodzice trafili z imieniem. Powinna im może posłać jakąś kartkę z gratulacjami.
Czasami faktycznie potrzeba było rozwoju technologii, aby rozwiązać jakąś sprawę. Pobrane ślady czy zebrane dowody mogły być wtedy przebadane w zupełnie nowy sposób oraz ujawnić nieznane dotąd szczegóły. Czasem jednak nawet to nie wystarczało, a po latach trudno było o to, aby zebrać nowe zeznania oraz materiały.
- Nie sądzę... Coś mi się tu nie spina, a chłopak miał alibi - wyjaśniła, bo jednak nie dało się zaprzeczyć temu, że miały tutaj materiał na zabójstwo z solidnym motywem.
Sposób potraktowania zwłok również wskazywał na to, że zabójca mógł znać ofiary oraz żywić do nich silne nienawistne uczucia. Nie wydawało jej się jednak, aby faktycznie mógł to być wskazany pierwotnie przez Bernarda chłopak.
Przeczesała palcami włosy, poprawiając dodatkowo pasmo, które przed chwilą narzeczona odgarnęła jej za ucho i sięgnęła ponad jej udem do folderu z aktami, który leżał na brzegu biurka.
- Mogłabyś zerknąć na zapis z sekcji? Sprawdzić czy na pewno niczego nie pominięto i czy coś nie zwraca twojej uwagi... Ja chwilowo analizuję posunięcia Bernarda. Upewniam się czy nie wystąpiły błędy proceduralne, czy nigdzie nie odbiegano od normy oraz staram się zrozumieć jego sposób działania.
Wydawało się to być równie istotne jak prześledzenie samych dowodów i zeznań świadków. W końcu Bernard mógł gdzieś zawalić sprawę albo specjalnie prowadzić śledztwo tak, aby nie doszło do skazania odpowiedniej osoby. Wszystko należało zbadać dokładnie.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Faktycznie Max było doskonałym imieniem dla psa. Ale babcia Miller powtarzała, że każdy pies znajdzie swoją drogę do domu, więc trzeba było założyć, że z Novaka będzie wierny i posłuszny kompan. Najważniejsze, żeby był przydatny i nie szkodził w prowadzonych przez Evinę sprawach, a z czasem pewnie się wyrobi. Każdy kiedyś od czegoś zaczynał, a na jego miejscu dałaby się pokroić, żeby móc współpracować z detektywką pokroju Swanson. I to wcale nie dlatego, że była dobra w łóżku. Chociaż to też jakiś argument, tyle że zarezerwowany tylko dla Zaylee.
— Jakie alibi? — dopytała jeszcze w sprawie podwójnego morderstwa. — Ktoś go wtedy widział? I czy ten ktoś jeszcze żyje, żeby móc to znowu potwierdzić? — odchyliła się lekko, dając narzeczonej przestrzeń do sięgnięcia po folder z aktami.
Alibi sralibi. Takie zawsze można było sobie wymyślić i przekabacić na swoją stronę. Wiadomo, że to byłoby zbyt proste i zbyt piękne, żeby wspomniany chłopak faktycznie stał za tymi zabójstwami, ale czasami najciemniej pod latarnią.
— Może i bym mogła — zaczęła i zdjąwszy buta na niskim obcasie, umieściła stopę na krześle, po czym rozchyliła nią uda narzeczonej. — Zależy, co będę mieć w zamian — poruszyła znacząco brwiami, dając jej do zrozumienia, że nie ma nic za darmo, ale tylko się zgrywała.
Oczywiście, że to dla niej sprawdzi i upewni, czy sekcje sprzed trzydziestu lat zostały przeprowadzone prawidłowo. I czy lekarz medycyny sądowej, który zajmował się autopsjami, nie popełnił żadnego, karygodnego błędu, który mógł rzucić inne światło na całą sprawę.
— W jaki sposób działał Bernard? Widać, że faktycznie chciał doprowadzić śledztwo do końca czy jednak robił wszystko na odpierdol? — to akurat było bardzo interesujące. Od podejścia i zaangażowania inspektora zależało więcej, niż niektórym się zdawało. Jeśli ktoś nie przyglądał się danej sprawie z należytą uwagą, mógł łatwo przeoczyć wiele istotnych szczegółów. Brak wnikliwości i skupienia często prowadził do pominięcia drobnych, ale niezwykle kluczowych elementów, które z czasem mogłyby złożyć się na pełniejszy obraz sytuacji. Nie bez powodu wiele spraw, w których brakowało twardych dowodów lub jednoznacznych przesłanek, po latach ulegało przedawnieniu i trafiało do archiwum.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dziwnym trafem Max Novak wydawał się być całkiem zadowolony z tego, że został jej przyisany do pomocy. Możliwe, że ekscytowała go wzja pracy z kimś kto mógł spędzić w wydziale więcej czasu niż sam żył albo po prostu wcześniej dawano mu tak kiepską robotę, że cieszyło go bycie chłopcem na posyłki. Obie opcje były możliwe. Lub też miał permanentny stan zadowolenia.
- Był na imprezie po drugiej stronie Toronto. Tak zachlał, że ledwo pamiętał tamten wieczór, ale co najmniej tuzin osób zaświadczyło, że nie ruszał się z miejsca - wytłumaczyła, bo akurat alibi kochasia nie dało się podważyć.
Z początku wydawał się idealnym kandydatem na sprawcę. Dopiero po dotarciu do świadków, którzy zeznali, że widzieli go przez właściwie całą noc niemożliwym stało się oskarżenie go o zabójstwo. Nie było mowy o tym, aby mógł niepostrzeżenie się wymknąć i wrócić. Zajęłoby mu to zdecydowanie zbyt wiele czasu.
Mogła się spodziewać takiej reakcji. Niemniej uniosła brew jakby z niedowierzaniem, gdy tylko stopa narzeczonej znalazła się między jej udami. Nie sądziła, aby naprawdę chciała się z nią bawić w ten sposób. Zwłaszcza, że nie zamknęła za sobą drzwi na zamek, a osobisty asystent Swanson mógł wpaść do biura w każdej chwili... Lub Sloan, aby się upewnić czy na pewno grzecznie siedzi na miejscu. Jedno z dwóch.
- Najpierw sama proponujesz pomoc, a teraz coś za nią wołasz? Nieładnie - upomniała ją, ale biorąc pod uwagę fakt, że tak czy siak skończą wieczorem w łóżku to można było to poczytać jako ową zapłatę.
Sama nie znała się aż tak dobrze na sekcjach. Wiedziała, że nikt inny poza lekarzem sądowym nie wyśledzi tak bezbłędnie tego, że coś zostało ominięte celowo lub przypadkowo przez koronera. Być może Miller zainteresowałby jakiś szczegół, który przez sekcjonującego został uznany za nieistotny. W takich momentach żałowała, że niemożliwa była ponowna sekcja. Ciała ofiar zawsze mogły dostarczać niesamowitej ilości dowodów.
- Jeszcze nie zdecydowałam... Czasami śledczy chcą działać zbyt szybko i pochopnie, chcąc doprowadzić sprawę do końca. Wtedy dochodzi do uchybień. Nie jestem w stanie pojąć czym kierował się Bernard podejmując poszczególne decyzje. Pewne rzeczy zrobiono zbyt późno, z niektórymi się pospieszono... Niezwykle późno znaleziono też i oddano do analizy narzędzie zbrodni - wyjaśniła, zastanawiając się głęboko.
Wciąż dopiero się wdrażała w sprawę. Możliwe zatem, że potrzebowała czasu, aby wszystko na spokojnie przeanalizować i dojść do odpowiednich wniosków. Na pewno czekało ją jeszcze wiele godzin nad aktami oraz zebranymi materiałami dowodowymi, które będą jej spędzać sen z powiek.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaylee niespecjalnie przejmowała się faktem, że ktoś mógł wpaść do gabinetu. Przecież nie robiła niczego niewłaściwego. Nie paradowała po pomieszczeniu w samej bieliźnie i w każdej chwili zdążyłaby cofnąć stopę, udając grzeczną dziewczynkę. Chciała tylko trochę podroczyć się z Eviną, póki były same.
— Nie powiedziałam, że pomoc będzie wolna od opłat — zaznaczyła. To był fakt. Swanson już dawno powinna się nauczyć, że w życiu nie ma nic za darmo. — Ale może dojdziemy do jakiegoś konsensusu — jedno nie podlegało wątpliwością — tego wieczoru będą dochodzić wielokrotnie.
Pokiwała głową i cmoknęła, przesuwając stopą po udzie narzeczonej. No tak, ponowna sekcja zwłok wiele by ułatwiła. Wprawdzie zdarzały się przypadki ekshumacji nawet po czterdziestu latach, ale zwykle było to bardzo trudne i musiało to odbyć się w specjalnych warunkach. W zależności od rodzaju trumny, w środku po tak długim czasie zostałyby głównie kości i ewentualnie fragmenty tkanek, więc jedyne, co można wtedy ustalić złamania, urazy czaszki i niektóre ślady przemocy. Ale i tak najczęściej, poza brakiem materiału do badania, chodziło o koszty.
— Rzucę okiem na te archiwalne protokoły z sekcji — powiedziała w końcu. Dopiero wtedy zabrała stopę i wsunęła ją buta. Ześlizgnęła się z biurka przeszła się po gabinecie. Przystanęła przed zawieszonym na jeden ze ścian obrazie i przyjrzała mu się z przekrzywioną głową. To był bardzo dziwny obraz. Zawsze tutaj wisiał czy ktoś zawiesił go pod nieobecność Swanson? — Niech twój Fafik zeskanuje mi dokumentację — zerknęła z rozbawieniem na narzeczoną, mając na myśli Novaka. Skoro już był na jej usługach, niech się do czegoś przyda.
Zrobiła kilka kroków, poprawiła marynarkę i usiadła w fotelu. Tym samym, w którym pieprzyły się po uroczystej gali.
— A ten cały Bernard... — zaczęła, bo w życiu nie słyszała o tym inspektorze. Prowadził tę sprawę, kiedy Miller miała cztery lata. — Żyje jeszcze? Albo ktokolwiek inny, kto był zaangażowany w śledztwo? — minęło wiele lat, równie dobrze wszyscy dawno mogli być martwi. Albo wyjechali z miasta. Albo w ogóle poza Kanadę i tyle ich widziano.
Evina J. Swanson