Strona 2 z 2

sprawa męskiej wywłoki

: ndz lut 15, 2026 2:12 pm
autor: William N. Patel-Noriega
Grzebię w teczce i nawet na nią nie patrzę, przekładając kolejne sterty papierów i innych rzeczy, które każdy mężczyzna powinien mieć zawsze przy sobie. Słucham jej monologu, bo nawet się nie oszukiwałem, że faktycznie zamknie jadaczke i będziemy mogli się do siebie nie odzywać w napięciu (spokoju już nie zaznamy w tym pomieszczeniu i towarzystwie). Zresztą wcale nie byłem lepszy, bo dosłownie przed sekundą skończyłem jej wyrzygiwać swoje żale. Widać, że się dwóch prawników ze sobą starło, każdy broni siebie i ma na to tysiąc argumentów. Kręcę głową i prycham pod nosem na jej słowa - A to mam rozumieć, że liczyłaś, że zadzwonię, tak? - ironizuję, bo przecież doskonale wiem, że teraz to buja, wiedziała gdzie mnie szukać, a poza tym widziałem nie raz jak nerwowo opuszcza mieszkanie i gapi się na moje drzwi, sprawdzając czy się zaraz nie napatoczę. Sam patrzyłem wtedy przez judasza żeby czasem nie musieć się z nią konfrontować. Nie komentuję kwestii jej niedoszłej randki, bo jeszcze bym się musiał przyznać, że zrobiłem to z zazdrości i nawet teraz, biorąc pod uwagę aktualne wydarzenia, zrobiłbym to samo - No naprawdę dziękuję za twą łaskę dobra pani - wywracam oczami, to nie brzmi jak podziękowanie, chociaż akurat za to naprawdę jej się należało, ale nie teraz. Teraz byliśmy w trybie przetrwania - byle przetrwać to gradobicie słów. Mruczę tylko pod nosem kolejne przekleństwa pod adresem Charlotte, kartek, które wciąż przerzucam i chyba wszystkich świętych jakich znam i dopiero kiedy przyznaje, że zaczynało mi na tobie zależeć, to przestaję na moment i unoszę na nią wzrok, dokładnie w momencie, w którym ona go odwraca. Szybko jednak wracam do przeszukiwania aktówki, bo i ona znowu otwiera usta - Jezu ile razy mam ci mówić, że łoś mi wyleciał na drogę?! Zresztą kto normalny daje mi do prowadzenia takie auto? Czy ty widziałaś kiedykolwiek żebym ja prowadził? Albo żebym chociaż miał auto? Trzeba było się nie upijać! - na parkingu się przecież nie mijaliśmy, a raz nawet wyjechałem jej rowerem przed maskę i pokazałem środkowy palec, kiedy zaczęła trąbić. O sprawie rozwodowej nie chcę więcej mówić, zresztą już ostatnio tłumaczyłem jej, że chciałem odmówić, tylko musiała mnie wtedy doprowadzić do skraju wkurwienia i co? Słowo się rzekło, a teraz już było za późno żeby się wycofać - Psycholka - mruczę pod nosem i wreszcie czuję pod palcami ten wichajster, którego szukałem - AHA! - unoszę go jak jakiś święty gral i wstaję na równe nogi. Odwracam się do drzwi, tym samym odgradzając od Lotty plecami i zaczynam coś majstrować przy zamku - Wyjebane mam już w niego i w ciebie, razem z Guciem zjemy was na tej rozprawie, a potem sajonara i już więcej się nie spotkamy - o, chyba puściło, słychać cichy klik... Zanim jednak zdążę się cieszyć, to powietrze przeszywa ultra głośny dźwięk alarmu, który wręcz rozrywa uszy i roznosi się po całym budynku. Drzwi teraz blokują się na amen, a ja czym prędzej chowam dynks do kieszeni i odsuwam się o krok. Nie musimy czekać długo - dwóch ochroniarzy pojawia się po drugiej stronie i słychać głos jednego z nich - Proszę odsunąć się od drzwi! Ręce tak żebym je widział! - krzyczy, a ja od razu unoszę ręce do góry, przez długie okno drzwi do palarni widzę, że opiera dłoń na kaburze, jednak kiedy nasze spojrzenia się spotykają, luzuje uścisk. Muszę wyglądać na mega zaskoczonego - Bill? Pojebało cię? Majstrowałeś przy zamku? Zablokowałeś całe skrzydło - Paul z ochrony jest na maksa wściekły, patrzy na mnie tak jakbym naprawdę chciał się tu włamać, więc mówię od razu - Ja nic nie majstrowałem, tylko pociągnąłem za klamkę, a one się zablokowały - rzucam. Drugi ochroniarz informuje przez krótkofalówkę, że to fałszywy alarm i ten ustępuje po kolejnej minucie - Zaraz to sprawdzimy - warczy, ale używa swojego magicznego klucza i otwiera przed nami wrota, chyba dopiero teraz dostrzega Charlotte, bo patrzy na nią ze zdziwieniem - Charlotte? Co wy kombinujecie do chuja? - mnie pewnie podejrzewał o jakieś chore gówno, ale ją? Kręci głową - Obydwoje za mną, bez dyskusji - zbieram pospiesznie swoje papiery i na nowo zamykam je w aktówce, a potem faktycznie wyruszam za Paulem na spacer wstydu przez zapełnione korytarze. Dosłownie WSZYSCY się na nas gapią - wkurzeni pracownicy i przestraszeni petenci, zupełnie jakbyśmy rzeczywiście knuli coś bardzo niedobrego. Ochroniarze prowadzą nas do pokoju z monitoringiem i zamykają za nami drzwi. Paul od razu zaczyna przeszukiwać taśmę, żeby wrócić do sytuacji z palarni, a ja zerkam na inne ekrany, które patrolują zawiłe korytarze sądu. Na jednym z nich widzę znajomą postać biznesmena, który przecież po naszym dzisiejszym spotkaniu uznał, że wraca do domu, co więc tutaj robił? Śledzę go wzrokiem - sprawdza coś w telefonie, a potem znika za jakimiś tajemniczymi drzwiami, których numeru nie jestem w stanie dostrzec na nagraniu słabej jakości.

Charlotte Kovalski

sprawa męskiej wywłoki

: ndz lut 15, 2026 2:47 pm
autor: Charlotte Kovalski
William N. Patel

Strzela oczami. Oczywiście, typowy facet zawsze wszystko przeciąga na własną stronę. Jej chodziło o jedno. Gdyby nie była prowokowana, nic z tego by się nie wydarzyło. Nie poszłaby na jego rodzinny obiad, nie psułaby imprezy. Zatrzymałoby się to w charakterze nieznośnych sąsiadów.
Przestań zgrywać dupka Will — warczy finalnie Kovalski, mając dość jego pojazdu słownego. Jak dotąd nigdy jego słowa nie trafiały tak mocno, teraz bardziej przypominały rozdrapywanie starej rany. Jasne, raniła go, ale on nigdy nie był jej dłużny. Pod nosem zaczynały wybrzmiewać polskie przekleństwa, które dla Patela pewnie brzmiały jak prawdziwa czarna magia.
To trzeba było wziąć taksówkę, a nie ZAPEWNIAĆ mnie, że umiesz jeździć — krzyczy, bo to miała mu chyba najbardziej za złe, zaraz po kwestii związanej z jej ojcem — wiesz, ile to auto kosztowało?! — a co najgorsze był to jedyny prezent, który od niego dostała na zakończenie studiów. Nigdy nic od niego nie dostała. Każdy prezent był od matki, a wtedy wybrzmiewało od niego coś z rodzaju dumy. Chociaż oto nikt nie byłby go w stanie podejrzewać. Zaraz strzela oczyma, widząc wichajster. A ten co? Aktówka robiła mu za torbe Hermiony Granger, albo po prostu kobiety? Co on w niej jeszcze trzymał? I do czego William Patel był właściwie zdolny...
Im dłużej to powtarzasz, tym mniej Ci w to wierzę William — warczy jeszcze na sam koniec Lotte, po czym słyszy alarm — kurwa — mruczy pod nosem i już zaczyna kręcić głową. Finalnie ma dosyć. Głowa rozbolała ją od samego hałasu, a ona finalnie ma wszystkiego dosyć. Wzdycha ciężko, a zobaczenie ochroniarzy wcale nie poprawia jej humoru. Znając życie, zostanie powiązana z tą męską wywłoką...
I miała kurna rację.
Ale ja jestem niewinna, John — mruczy od razu Lotte, unosząc ręce ku górze. Teraz czujnie ostateczny poziom wstydu. Chyba już przespanie się z Patelem należało do mniejszych problemów. Unosi ku górze dłonie, czekając na ostateczny werdykt. Zabierają ich ze sobą, skrzydło zablokowane. To była tylko niczemu bogu winna sprzeczka wraz z niewinną próbą otwarcia drzwi. Jeśli coś miało pójść źle, musiało się tak stać.
Dawno nie najadła się takiego wstydu w sądzie. Spuściła wzrok na własne szpilki i pierwszy raz ich stukot nie wybrzmiewał tak dumnie jak wcześniej. Pierwszy raz tak mocno bolało ją serce, bo zdała sobie sprawę z jednego. Jakakolwiek sprawa z Patelem związana była z problemami. One zawsze wcześniej, czy później się pojawiały. Nawet nie wysłuchała wykładu ochroniarzy, którzy jasno dali im do zrozumienia, że coś takiego nie mogło się powtórzyć. Lotte była wręcz nieobecna, bo im bardziej zaczynała analizować, tym bardziej miała dosyć Patela... Może łatwiej byłoby się wyprowadzić?
Musisz cały czas przyciągać problemy? — pyta niemalże od razu, kiedy tylko wyszli z pokoju ochroniarzy. Co on sobie myślał? Trzeba było grzecznie poczekać, aż ktoś im łaskawie otworzy, a nie robić za jakiegoś złodzieja. Niejeden terrorysta próbował już odwiedzić sąd w Toronto. Ludzie takie sprawy traktowali poważnie — co następnym razem zrobisz? Znajdziesz przypadkowo trupa? — prychnęła, kręcąc głową. Dobrze, że o tym nie wiedziała, bo musiałaby zostać jego adwokatkę, by zamilknąć na ten temat — trzymaj się ode mnie z daleka Patel — warczy na sam koniec i obraca się na pięcie, by zniknąć z sądu. Później już tylko zamyka się na cztery spusty we własnym mieszkaniu, a po sekundzie chwyta za butelkę wina.

z/t x 2