sprawa męskiej wywłoki
: ndz lut 15, 2026 2:12 pm
Grzebię w teczce i nawet na nią nie patrzę, przekładając kolejne sterty papierów i innych rzeczy, które każdy mężczyzna powinien mieć zawsze przy sobie. Słucham jej monologu, bo nawet się nie oszukiwałem, że faktycznie zamknie jadaczke i będziemy mogli się do siebie nie odzywać w napięciu (spokoju już nie zaznamy w tym pomieszczeniu i towarzystwie). Zresztą wcale nie byłem lepszy, bo dosłownie przed sekundą skończyłem jej wyrzygiwać swoje żale. Widać, że się dwóch prawników ze sobą starło, każdy broni siebie i ma na to tysiąc argumentów. Kręcę głową i prycham pod nosem na jej słowa - A to mam rozumieć, że liczyłaś, że zadzwonię, tak? - ironizuję, bo przecież doskonale wiem, że teraz to buja, wiedziała gdzie mnie szukać, a poza tym widziałem nie raz jak nerwowo opuszcza mieszkanie i gapi się na moje drzwi, sprawdzając czy się zaraz nie napatoczę. Sam patrzyłem wtedy przez judasza żeby czasem nie musieć się z nią konfrontować. Nie komentuję kwestii jej niedoszłej randki, bo jeszcze bym się musiał przyznać, że zrobiłem to z zazdrości i nawet teraz, biorąc pod uwagę aktualne wydarzenia, zrobiłbym to samo - No naprawdę dziękuję za twą łaskę dobra pani - wywracam oczami, to nie brzmi jak podziękowanie, chociaż akurat za to naprawdę jej się należało, ale nie teraz. Teraz byliśmy w trybie przetrwania - byle przetrwać to gradobicie słów. Mruczę tylko pod nosem kolejne przekleństwa pod adresem Charlotte, kartek, które wciąż przerzucam i chyba wszystkich świętych jakich znam i dopiero kiedy przyznaje, że zaczynało mi na tobie zależeć, to przestaję na moment i unoszę na nią wzrok, dokładnie w momencie, w którym ona go odwraca. Szybko jednak wracam do przeszukiwania aktówki, bo i ona znowu otwiera usta - Jezu ile razy mam ci mówić, że łoś mi wyleciał na drogę?! Zresztą kto normalny daje mi do prowadzenia takie auto? Czy ty widziałaś kiedykolwiek żebym ja prowadził? Albo żebym chociaż miał auto? Trzeba było się nie upijać! - na parkingu się przecież nie mijaliśmy, a raz nawet wyjechałem jej rowerem przed maskę i pokazałem środkowy palec, kiedy zaczęła trąbić. O sprawie rozwodowej nie chcę więcej mówić, zresztą już ostatnio tłumaczyłem jej, że chciałem odmówić, tylko musiała mnie wtedy doprowadzić do skraju wkurwienia i co? Słowo się rzekło, a teraz już było za późno żeby się wycofać - Psycholka - mruczę pod nosem i wreszcie czuję pod palcami ten wichajster, którego szukałem - AHA! - unoszę go jak jakiś święty gral i wstaję na równe nogi. Odwracam się do drzwi, tym samym odgradzając od Lotty plecami i zaczynam coś majstrować przy zamku - Wyjebane mam już w niego i w ciebie, razem z Guciem zjemy was na tej rozprawie, a potem sajonara i już więcej się nie spotkamy - o, chyba puściło, słychać cichy klik... Zanim jednak zdążę się cieszyć, to powietrze przeszywa ultra głośny dźwięk alarmu, który wręcz rozrywa uszy i roznosi się po całym budynku. Drzwi teraz blokują się na amen, a ja czym prędzej chowam dynks do kieszeni i odsuwam się o krok. Nie musimy czekać długo - dwóch ochroniarzy pojawia się po drugiej stronie i słychać głos jednego z nich - Proszę odsunąć się od drzwi! Ręce tak żebym je widział! - krzyczy, a ja od razu unoszę ręce do góry, przez długie okno drzwi do palarni widzę, że opiera dłoń na kaburze, jednak kiedy nasze spojrzenia się spotykają, luzuje uścisk. Muszę wyglądać na mega zaskoczonego - Bill? Pojebało cię? Majstrowałeś przy zamku? Zablokowałeś całe skrzydło - Paul z ochrony jest na maksa wściekły, patrzy na mnie tak jakbym naprawdę chciał się tu włamać, więc mówię od razu - Ja nic nie majstrowałem, tylko pociągnąłem za klamkę, a one się zablokowały - rzucam. Drugi ochroniarz informuje przez krótkofalówkę, że to fałszywy alarm i ten ustępuje po kolejnej minucie - Zaraz to sprawdzimy - warczy, ale używa swojego magicznego klucza i otwiera przed nami wrota, chyba dopiero teraz dostrzega Charlotte, bo patrzy na nią ze zdziwieniem - Charlotte? Co wy kombinujecie do chuja? - mnie pewnie podejrzewał o jakieś chore gówno, ale ją? Kręci głową - Obydwoje za mną, bez dyskusji - zbieram pospiesznie swoje papiery i na nowo zamykam je w aktówce, a potem faktycznie wyruszam za Paulem na spacer wstydu przez zapełnione korytarze. Dosłownie WSZYSCY się na nas gapią - wkurzeni pracownicy i przestraszeni petenci, zupełnie jakbyśmy rzeczywiście knuli coś bardzo niedobrego. Ochroniarze prowadzą nas do pokoju z monitoringiem i zamykają za nami drzwi. Paul od razu zaczyna przeszukiwać taśmę, żeby wrócić do sytuacji z palarni, a ja zerkam na inne ekrany, które patrolują zawiłe korytarze sądu. Na jednym z nich widzę znajomą postać biznesmena, który przecież po naszym dzisiejszym spotkaniu uznał, że wraca do domu, co więc tutaj robił? Śledzę go wzrokiem - sprawdza coś w telefonie, a potem znika za jakimiś tajemniczymi drzwiami, których numeru nie jestem w stanie dostrzec na nagraniu słabej jakości.
Charlotte Kovalski
Charlotte Kovalski