ODPOWIEDZ
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zdecydowałem się poprowadzić sprawę dziada Kovalskiego bo tak po prawdzie chociaż pierwsze emocje względem Charlotte już trochę opadły to nadal miałem do niej ogromny żal. Nie chciałem jej oglądać, więc zręcznie unikałem spotkań na klatce i właściwie gdziekolwiek, ale nie czułem już takiej złości jak podczas naszego ostatniego spotkania, które nota bene wcale nie było tak dawno temu. Zrozumiałem także, że zniszczenie jej matki donikąd mnie nie doprowadzi, a może tylko sprawić, że będę miał wyrzuty sumienia. Ale słowo się rzekło i zostałem prawnikiem, który miał reprezentować Gustava na sali sądowej. Szczerze? Olewałem to czy wygramy czy nie, właściwie byłbym nawet rad, gdybym jednak przegrał, nie zależało mi na tym czy będzie mnie lubił albo chociaż szanował, bo prawda była taka, że co bym nie zrobił to i tak patrzył na mnie z nieukrywaną pogardą. Ja chętnie poszedłbym na ugodę, jedna sprawa, załatwienie formalności i nara, ale facet kategorycznie odrzucił moją propozycję jasno dając mi do zrozumienia, że liczy na to, że uda nam się puścić szanowną (chociaż sam nie miał do niej szacunku za grosz) małżonkę z torbami. Był jebanym złamasem i w duchu naprawdę kibicowałem drugiej stronie. Nawet mi się nie chciało starać, a każde nasze spotkanie w cztery oczy było prawdziwą katorgą, sprawiało, że coraz mocniej miałem go dosyć. Gdyby nie namowy ciotki to jak matkę kocham chyba bym zrezygnował. Tylko, że mnie od małego wpajano, że rodzina jest najważniejsza, jaka by nie była i wierzyłem w to. Nie kontaktowałem się z rodzicami od czasu tego pieprzonego bankietu bo zwyczajnie bałem się pytań, które mogą paść, szczególnie od strony matki. Odrzucałem każde jej połączenie i pisałem krótkie, zdawkowe wiadomości typu nie mogę rozmawiać, mam dużo pracy, odezwę się później, tylko to później nie miało nastąpić aż do odwołania. Nie wiedziałem jakie podejście do całej sytuacji ma mój ojciec i chyba trochę się bałem dowiedzieć. Stoimy pod drzwiami pokoju numer 206, w którym miały odbyć się dzisiejsze negocjacje - To standardowa procedura, proszę za wiele nie mówić, ja występuje w Pana imieniu, panie Kovalski, podejrzewam, że druga strona będzie chciała iść na ugodę - zanim zdążę złączyć usta, on już wchodzi mi w zdanie - Żadnej ugody nie będzie, rozmawialiśmy już o tym - Boże, jeśli coś łączyło Charlotte z jej ojcem to chyba to, że obydwoje potrafili wyprowadzić mnie z równowagi. Mocno wciągam w płuca powietrze, w myślach powtarzając, że złość piękności szkodzi i nie warto - Tak, rozumiem, wiem o tym, chociaż nie ukrywam, że to by była najsensowniejsza opcja - jebany śmieciu. Nie czarujmy się, przecież to on był winny rozpadu małżeństwa i jeśli tamta kobieta znajdzie prawnika, który był chociaż trochę mądrzejszy niż mój lewy but, to udowodnią to z łatwością. Właściwie nas ratowała chyba tylko intercyza, pieprzony skurwiel zabezpieczył się zawczasu. Jednak nawet to nie gwarantowało puszczenia jej z torbami, właściwie po cichu liczyłem na to, że sąd przyzna jej odpowiednie alimenty, na tyle wysokie żeby Guciowi poszły w pięty. Zerkam na nadgarstek, z przyzwyczajenia, bo nie mam zegarka. Mój Rolex zapadł się pod ziemię i ta sprawa również spędzała mi sen z powiek, ale nie warto się nad tym rozwodzić. Unoszę spojrzenie na zegar umieszczony na ścianie ponad drzwiami. Druga strona zaraz powinna tu być. Po cichu liczyłem na to, że Lotta nie będzie chciała uczestniczyć w negocjacjach, chociaż oczywiście miała prawo wspierać swoją matkę. Niemniej nie byłem gotów spojrzeć jej w twarz, szczególnie, że nie zamierzałem przepraszać, skoro to ona pierwsza wytoczyła mi wojnę.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Słowo unik to byłoby zdecydowanie za mało. Nie potrafiła określić własnych uczuć, które miała wobec Williama. Były niesamowicie skomplikowane, ale przez nie przebijała się zdecydowanie nienawiść. Za nic nie przepuściłaby okazji do wspierania własnej matki. W duchu liczyła na to, że jej ojciec zmienił prawnika. Nie chciała widzieć Patela. Pierwszy raz patrzyła przez judasza, tylko po to by mieć pewność, że go za wszelką cenę nie spotka. Chciała odejść, odpocząć i przez choćby krótki moment nie myśleć o tym, co się stanie po dzisiejszych negocjacjach. Domyślała się, że wszystko doprowadzi do sali sądowej, przez co nie mogła przestać palić. Stała przed sądem, paląc trzeciego papierosa. Gdyby nie chodziło o jej matkę, z pewnością nie byłaby aż tak bardzo zdenerwowana. Dopiero widok tej pięknej, chudej 50-latki z uśmiechem na twarzy, sprawił, że jej serce zabiło mocniej.
Cześć mamo — zaczyna Charlotte, gasząc peta w popielniczce i od razu przytulając się do matki. Mogła nie być prawdziwą boginią, ale większość osób nazwałoby ją zajebistym milfem. Włosy związane w gustownego koka, delikatny błysk w oku oraz skromny, za to elegancki strój. Miała w sobie sporo wdzięku, którego nie można było jej odmówić.
Kochanie dobrze Cię widzieć — zaczyna Lucy, dając swojej córce buziaka w policzek — mogłabyś tyle nie palić — za każdym razem to samo stwierdzenie, Lotte uśmiecha się jedynie słabo. Jej matka mogła wyglądać na silną, ale w duchu była słabą istotą, bardzo wrażliwą i empatyczną. Dzisiejsze negocjacje powinny do końca ją zniszczyć, a co dopiero będzie się działo na sali sądowej, gdzie... wszystkie problemy rodzinne Kovalskich zaczną wychodzić na światło dzienne — dopiero co wyszłam z mojej rozprawy — odpiera Charlotte, próbując nie martwić matki. Jedyne przez co nie mogła zmrużyć oczu, to rozwód rodziców. Nawet na własnych sprawach trudno było się jej skupić i momentami miała wszystkiego dosyć.
Dzień dobry panie Patel — rzuca Charlotte, widząc Franklina na horyzoncie. Była mu wdzięczna za wzięcie tej sprawy. Kamień wręcz spadł jej z serca, kiedy matka powiedziała, kto będzie ją reprezentował. Nie wiedziała, czy to skutki tamtego obiadu w domu państwa Patel, czy może szopki, którą jANUS urządził na bankiecie urodzinowym. Fakty były takie, że lepszego prawnika dla własnej matki nie mogła sobie wymarzyć.
Dzień dobry, obie gotowe? — pyta, patrząc to na jedną, to na drugą — oczywiście, że tak — skina głową Lotte i chwyta matkę za dłoń. Chwilę później w trójkę wchodzą do sądu, Kovalski czuje się, jakby była w odlotowych agentkach. Lepszego składu nie mogli dobrać. Nabrała głębokiego oddechu, gdy zobaczyła własnego ojca i... Williama. Pierwszy raz go widziała od bankietu urodzinowego. Każdy mięsień mimowolnie się jej spiął, kiedy go zobaczyła. Nie sądziła, że dalej będzie wywoływał w niej jakiekolwiek emocje. Obdarzyła go jedynie krótkim, chłodnym spojrzeniem i prychnięciem pod nosem. Jednak chciał niszczyć jej rodzinę. Kątem oka spojrzała na Franklina. Chyba to William będzie żałował ich spotkania. Doskonale znała ich relację i szczerze? Ani trochę mu nie współczuła.
Gustavie, Williamie... — przywitał się z nimi Franklin, obdarzając ich chłodnym tonem. Zaraz chwycił klamkę za drzwi i otworzył je — panie wchodzą pierwsze — rzucił, czekając, aż Lucy i Charlotte wejdą, by zająć swoje miejsca. Negocjacje czas rozpocząć.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”