pick you up and don't put you down
: pt mar 06, 2026 9:53 pm
— Jasne, że wiem. I dam znać, kiedy stwierdzimy, że to jednak nie na nasze nerwy — potwierdziła swoje słowa pewnym skinieniem głowy.
Była naprawdę wdzięczna za każdą oferowaną pomoc ze strony rodziny i przyjaciół. Właściwie nie miała pojęcia, co by bez nich zrobiła. Ani ona, ani Swanson nie nadawały się do tego typu spraw organizacyjnych. Evina głównie dlatego, że nie miała czasu, a Zaylee była zbyt obsesyjną perfekcjonistką. Dostawała szału, jeśli cokolwiek nie szło po jej myśli i chociaż przez pewien czas chodziła zestresowana, bo większość planowania odbywało się bez jej udziału, w końcu poczuła się tak, jakby ktoś zdjął z jej barków ogromny ciężar.
Parsknęła pod nosem, nie mogąc nie zgodzić się z Wendy. Jej narzeczona nienawidziła bezradności i bezczynnego tkwienia w miejscu.
— Chyba musiałabym ją najpierw do tego biurka przywiązać — zażartowała, a potem zamyśliła się na moment. — Albo lepiej nie, bo jeszcze by jej się spodobało — dodała, kątem oka upewniając się, że Młody dalej jest zaabsorbowany bajką. Na szczęście był jeszcze za mały, żeby wyłapywać podobne aluzje.
— O nie, tylko nie banery — odezwał się Sammy, kiedy usłyszał propozycję cioci Winnie. — Banery to straszna siara — stwierdziła, wykrzywiając usta w grymasie. Dobrze wiedzieć, bo Zaylee już ostatnio była gotowa przygotować jakiś na jego pierwszy mecz. Na szczęście w ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Nie chciała przecież wyjść na obciachową matkę! Samuel był akurat w takim wieku, gdzie wszystko przez jego rówieśników było odbierane właśnie w taki, a nie inny sposób. Miller jednak podejrzewała, że z czasem będzie trochę inaczej i zacznie doceniać takie wsparcie na trybunach podczas bardziej lub mniej ważnych rozgrywek.
— Zdałam sobie sprawę, że dawno nie widziałyśmy się we trzy — powiedziała, bo chociaż nigdy nie miała nic przeciwko spotkaniom we czwórkę, kiedy towarzyszył im również Will, to jednak to wciąż nie był typowy babski wieczór. — Muszę najpierw sprawdzić mój grafik. Wiesz, że u mnie to wszystko jest takie niepewne — jakby nie patrzeć, Zaylee w każdej chwili mogła zostać wezwana na miejsce zdarzenia, żeby stwierdzić zgon albo będzie musiała zająć się nagłą autopsją.
Słysząc dzwonek do drzwi, spojrzała na przyjaciółkę, ale ta poderwała się z kapany i popędziła do łazienki. Sam popatrzył ze zdziwieniem na Miller, a ta zmierzwiła mu jasne włosy.
— Ciocia źle się dzisiaj czuje — wyjaśniła z uśmiechem. — Coś jej zaszkodziło — coś, czyli hektolitry alkoholu niewiadomego pochodzenia. Zwlekła się z miejsca i ruszyła do przedpokoju, żeby odebrać zamówione jedzenie, a kiedy wróciła do salonu, Młody od razu dorwał się do swoich sajgonek.
— Tylko nie przesadzaj — zwróciła się do Winnie, gdy ta do nich dołączyła. — Jedz powoli. Daj żołądkowi przyzwyczaić się, zanim dozna wstrząsu, bo wtedy nic ci się nie przyjmie — pouczyła ją swoim lekarskim tonem, otwierając pojemnik ze swoją zupą. — A wracając jeszcze do Petera... To coś poważnego? — zagadnęła ot tak, jak na dobrą przyjaciółkę przystało. Nie miała pojęcia, jak Gardner zapatruje się na tę relację. Niby wpadali na siebie przypadkiem, ale czy faktycznie można było to nazwać zwykłym zbiegiem okoliczności?
Wendy Gardner
Była naprawdę wdzięczna za każdą oferowaną pomoc ze strony rodziny i przyjaciół. Właściwie nie miała pojęcia, co by bez nich zrobiła. Ani ona, ani Swanson nie nadawały się do tego typu spraw organizacyjnych. Evina głównie dlatego, że nie miała czasu, a Zaylee była zbyt obsesyjną perfekcjonistką. Dostawała szału, jeśli cokolwiek nie szło po jej myśli i chociaż przez pewien czas chodziła zestresowana, bo większość planowania odbywało się bez jej udziału, w końcu poczuła się tak, jakby ktoś zdjął z jej barków ogromny ciężar.
Parsknęła pod nosem, nie mogąc nie zgodzić się z Wendy. Jej narzeczona nienawidziła bezradności i bezczynnego tkwienia w miejscu.
— Chyba musiałabym ją najpierw do tego biurka przywiązać — zażartowała, a potem zamyśliła się na moment. — Albo lepiej nie, bo jeszcze by jej się spodobało — dodała, kątem oka upewniając się, że Młody dalej jest zaabsorbowany bajką. Na szczęście był jeszcze za mały, żeby wyłapywać podobne aluzje.
— O nie, tylko nie banery — odezwał się Sammy, kiedy usłyszał propozycję cioci Winnie. — Banery to straszna siara — stwierdziła, wykrzywiając usta w grymasie. Dobrze wiedzieć, bo Zaylee już ostatnio była gotowa przygotować jakiś na jego pierwszy mecz. Na szczęście w ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Nie chciała przecież wyjść na obciachową matkę! Samuel był akurat w takim wieku, gdzie wszystko przez jego rówieśników było odbierane właśnie w taki, a nie inny sposób. Miller jednak podejrzewała, że z czasem będzie trochę inaczej i zacznie doceniać takie wsparcie na trybunach podczas bardziej lub mniej ważnych rozgrywek.
— Zdałam sobie sprawę, że dawno nie widziałyśmy się we trzy — powiedziała, bo chociaż nigdy nie miała nic przeciwko spotkaniom we czwórkę, kiedy towarzyszył im również Will, to jednak to wciąż nie był typowy babski wieczór. — Muszę najpierw sprawdzić mój grafik. Wiesz, że u mnie to wszystko jest takie niepewne — jakby nie patrzeć, Zaylee w każdej chwili mogła zostać wezwana na miejsce zdarzenia, żeby stwierdzić zgon albo będzie musiała zająć się nagłą autopsją.
Słysząc dzwonek do drzwi, spojrzała na przyjaciółkę, ale ta poderwała się z kapany i popędziła do łazienki. Sam popatrzył ze zdziwieniem na Miller, a ta zmierzwiła mu jasne włosy.
— Ciocia źle się dzisiaj czuje — wyjaśniła z uśmiechem. — Coś jej zaszkodziło — coś, czyli hektolitry alkoholu niewiadomego pochodzenia. Zwlekła się z miejsca i ruszyła do przedpokoju, żeby odebrać zamówione jedzenie, a kiedy wróciła do salonu, Młody od razu dorwał się do swoich sajgonek.
— Tylko nie przesadzaj — zwróciła się do Winnie, gdy ta do nich dołączyła. — Jedz powoli. Daj żołądkowi przyzwyczaić się, zanim dozna wstrząsu, bo wtedy nic ci się nie przyjmie — pouczyła ją swoim lekarskim tonem, otwierając pojemnik ze swoją zupą. — A wracając jeszcze do Petera... To coś poważnego? — zagadnęła ot tak, jak na dobrą przyjaciółkę przystało. Nie miała pojęcia, jak Gardner zapatruje się na tę relację. Niby wpadali na siebie przypadkiem, ale czy faktycznie można było to nazwać zwykłym zbiegiem okoliczności?
Wendy Gardner