34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

050.
Zaylee Miller można było zarzucić naprawdę wiele. Bywała impulsywna i miała zadziwiającą skłonność do upierania się przy swoim, nawet jeśli nie miała racji. A to dlatego, że zawsze miała rację. Można było kręcić głową na jej cięty język i na to, że czasem mówiła prawdę w sposób boleśnie bezpośredni. Ale jednego nie można było jej odmówić — nigdy nie była beznadziejną partnerką. Ani siostrą. Ani przyjaciółką. Kochała lojalnie i do końca, nawet jeśli sama nie zawsze potrafiła okazywać uczucia w oczywisty sposób. Przy narzeczonej trwała uparcie, stając z nią ramię w ramię w najgorszych momentach. Jako siostra potrafiła być irytująca, nadopiekuńcza i wścibska, ale gdy świat walił się na głowę, to właśnie ona pierwsza stała w drzwiach z gotowym planem działania. A jako przyjaciółka była tą osobą, która odbiera telefon o trzeciej nad ranem. Wprawdzie z opierdolem, ale bez zbędnych pytań.
Właśnie dlatego, kiedy odczytała na grupowym czasie, że Wendy żałośnie zdycha po wczorajszym brawurowym wyjściu, zapominając, że ma już trzydzieści trzy lata i picie alkoholu przez całą noc to zwykłe samobójstwo, postanowiła poratować przyjaciółkę swoim wspaniałym towarzystwem. Po drodze musiała tylko wstąpić do szkoły podstawowej, żeby odebrać Sama. Zima w Toronto dalej nie odpuszczała i tak się niefortunnie złożyło, że w budynku padło ogrzewanie, więc lekcje zostały odwołane, a wychowawczyni z sierocińca zadzwoniła i zapytała, czy mogłyby go przejąć. Z racji, że Evina zaczynała właśnie pracę, a Miller schodziła z nocnego wezwania, postanowiła zabrać dziewięciolatka w odwiedziny do cioci Winnie.
Zanim dojechali do Parkdale, zahaczyli o sklep z zamiarem zakupienia jakichś przekąsek i czegoś, co pomogłoby przetrwać Gardner kaca. Aspiryna i elektrolity z pewnością były słusznym wyborem. A potem zamówią jakąś zupę, bo zupa była dobra na wszystko. Może gdyby Zaylee miała więcej czasu, to sama postarałaby się coś ugotować, ale z jej umiejętnościami kulinarnymi, a raczej ich brakiem, to wychodziło to dosyć średnio.
Nie miałam go z kim zostawić — wyjaśniła od razu, gdy przyjaciółka otworzyła drzwi, a do środka natychmiast wpakowała się jasnowłosa kula energii. — Sammy, ściągnij buty — poprosiła, zanim Młody rozpędził się na dobre. Posłusznie przystanął w miejscu, zdjął trapery i niezgrabnie zawiesił czerwoną kurtkę na wieszaku w przedpokoju.
Pić mi się chcę — zakomunikował, ale zaraz zorientował się, gdzie właściwie się znalazł. — Cześć, Wendy — przywitał ją uściskiem i ruszył w głąb mieszkania, żeby znaleźć kuchnię.
Cześć, Wendy — powtórzyła Zaylee z rozbawieniem w oczach i tym razem to ona przytuliła przyjaciółkę. — Jak się czujesz? Myślałam nawet przez chwilę, żeby podłączyć ci kroplówkę, ale to byłoby zbyt wygodne — Miller, jako lekarz medycyny sądowej, miała ułatwiony dostęp do różnych różnych leków, ale przecież wychodziła z założenia, że skoro Gardner zaszalała wczoraj z własnej, nieprzymuszonej woli, musiała teraz swoje wycierpieć. Tak było uczciwie.


Wendy Gardner
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#3
Wendy: 10% brokatu, 20% baraniny, 70% czystej kompromitacji.



Wendy może miała ponad trzydzieści lat, ale nie dogadywała się zbyt dobrze z dorosłością. W głowie kłębiły się jej chaotyczne myśli, odnośnie planów tu i teraz, ale i tych na później, a przy tym milion list to do, z których większości rzeczy i tak nie zrealizuje. Pędząc przed siebie, ale donikąd przymierzała świat, zapominając przy tym, że upijanie się do porannych godzin nie należy do mądrych zachowań w każdym wieku, ale już tym bardziej po trzydziestce. Na miasto wyciągnęły ją jednak przedszkolanki i choć prawdopodobnie będzie tego dzisiaj żałować, to musiała przyznać, że widok tych kobiet na parkiecie to była istna petarda. Fakt, że wracając do domu natknęła się na Piotrka to czysty zbieg okoliczności, ale cieszyła się, że mogła opowiedzieć właśnie jemu o egzorcyzmach przedszkolanek podczas wyganiania demona stresu przy Rasputinie. To jeszcze jako tako pamiętała, później film nieco się urywał. Nagrywała głosówki na czacie, popijała kebaba małpką i zaproponowała przyjacielowi mieszkanie po sąsiedzku. Nie mogła sobie przypomnieć jak rozeszli się tamtej nocy, ale uznała, że to nie było widoczne tak ważne do zapamiętania, a nad ranem go już nie było, więc nie upodlili się do reszty razem w jej mieszkaniu. I bez tego czuła się okrutnie, ściśnięty żołądek sprawiał wrażenie wypełnionego po brzegi, a uczucie mdłości przyprawiało ją o gulę w gardle. Wesołą kumulację dopełniał pulsujący ból głowy, który przy każdym najdrobniejszym ruchu nasilał się kilkukrotnie.
Leżąc w kokonie z kołdry w poprzek łóżka, wciąż w jednej skarpetce i z resztkami brokatu na twarzy, starała się nie wykonywać gwałtownych ruchów, ale kiedy jej telefon zaświecił się jeden… drugi… trzeci raz, to stwierdziła, ze nie może dłużej ignorować przeklętej elektroniki i to już najwyższa pora prześledzić cyfrowe dowody swojego upadku.
„Piotruuuniem”. „Swjfie”. „Pizga zlem”.
Jęknęła żałośnie.
„Odholuje do bazy”?
Wychrypiała z trudem. Schowała twarz w poduszkę jakby chciała się nią udusić, albo chociaż zdusić w sobie moralnego kaca. Słuchanie własnych pijackich głosówek powinno być zakazane. Jej pijacki bełkot przyprawiał ją o ciary żenady.
…Wielkim hokeeista
Chryste.
Wysłała niepewnie wiadomość na grupę, która żyła własnym życiem, kiedy ona ucichła. Godność znajdowała się właśnie na poziomie krytycznym, blisko wejścia na wartości ujemne. Próbowała przypomnieć sobie jak zakończyło się jej „odholowanie do bazy”, bo nie wiedząc czemu czuła w związku z tym jakiś niepokój. Niestety dziury w jej pamięci były porównywalne do tych w szwajcarskim serze. Cóż, będzie musiała napisać do Piotrka, ale to nie teraz.
Teraz liczyło się to, że jej osobiste zbawienie postanowiło przybyć do niej na ratunek. Nie chcąc wyglądać tak jak wyglądała — czyli obraz nędzy i rozpaczy — poszła pod prysznic i umyła nawet włosy, przebrała się, zgarnęła z lodówki puszkę schłodzone cocacoli i zasiadla pod kocem na kanapie odpalając bridgertonów, czekając aż Zaylee do niej dolaczy. Nie przypuszczała, że dźwięk dzwonka do drzwi będzie w stanie porównać do dźwięków odpalonej piły mechanicznej, ale tak się czuła właśnie teraz, kiedy wybudzona została z setnej mikrodrzemki przerywanej urywkami bridgertonów, z których i tak niewiele dzisiaj wiedziała.
— Idę, już idę — mruknęła bardziej do siebie i poczłapała do drzwi, by otworzyć przyjaciółce. Czy w dalszym ciągu czuła się jakby chodziła po statku w trakcie sztormu? Coraz mniej, a to znak, że jej błędnik już się nieco uspokoił. Kiedy otwarła drzwi ku jej zaskoczeniu do mieszkania wparował też chłopiec. Jeśli przyjaciółka ja uprzedzała, to najwyraźniej to wyparła, choć była przekonana, że wzięła ja z zaskoczenia
— Cześć Sammy — posłała mu uśmiech starając się wyglądać normalnie jednocześnie ręką wykonując jakiś dziwny i nieporadny gest który miał go doprowadzić do kuchni i jednocześnie przekonać do samoobsługi. Co dziwniejsze chyba się zrozumieli.
— Cześć Zaylee — powtórzyła przytulając sie do niej z ciężkim westchnieniem — Jak się czuje? — powtórzyła, zakańczając pytanie dziwnym jęknięciem. — Czuje sie jakby w mojej głowie ktoś sobie urządził poligon wojskowy i rozpoczął intensywne ćwiczenia… — wyjaśniła, a mina świadczyła o tym, że jest wyraźnie niepocieszona słowami przyjaciółki. — No wiesz co… Ja tu toczę walkę o przetrwanie, mój organizm to obecnie głównie toksyny i żal za grzechy, a ty mi tu wyjeżdżasz z jakąś dziwaczną uczciwością? — pokiwała głową z dezaprobatą. Niezadowolona zamknęła drzwi za przyjaciółką i pokierowała się do salonu opadając na kanapę bez sił. — Wygodne… pf — przekręciła oczami, co nie było zbyt dobrym pomysłem, ponieważ nasilało pulsujący ból głowy. — Kroplówka to nie wygoda, to humanitarny obowiązek! — wyjaśniła jeszcze swój punkt widzenia na temat tego, jak wielkim błędem był brak kroplówki, jednocześnie pauzując serial i spoglądając na przyjaciółkę jak totalnie zagubione, przetyrane przez życie szczenię. Jej oczy wołały: litości.

zaylee miller
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zamiaru wmawiać Wendy, że przecież świetnie wygląda. Bo wyglądała wręcz przeciwnie. W rzeczywistości daleko było jej do jakiejkolwiek świetności. Mimo to udało jej się wziąć prysznic, a to już był jakiś drobny sukces. Miller nigdy nie należała do wielkich entuzjastek alkoholu. Już dawno wyrosła z imprez, choć w przeszłości i tak nigdy nie była duszą towarzystwa. Całą młodość poświęciła nauce, a teraz jedynie sporadycznie pozwalała sobie na lampkę wina w towarzystwie narzeczonej. Nie miała po prostu czasu, żeby doprowadzać się do stanu nieużywalności. Praca i obowiązki goniły ją bezlitośnie.
Pamiętała jednak jeden wyjątkowy moment, kiedy raz w życiu musiała przeprowadzać sekcję zwłok na kacu. Pod okiem swojego nieżyjącego już mentora zmagała się z falami mdłości, które zdawały się nie mieć końca. Rzygała wtedy dalej niż widziała. Chciałoby się powiedzieć, że jak kot, ale nawet jej własne koty robiły to z większą gracją i elegancją. To wspomnienie zawsze wywoływało w niej dziwną mieszankę zażenowania i dumy, bo mimo wszystko dała radę. Ale to tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że nie miała głowy do picia.
Nic ci nie będzie — poklepała ją po ramieniu, bardziej z poczucia obowiązku niż z żalu. Nigdy nie żałowała ludzi, którzy z czystą premedytacją wlewali w siebie hektolitry alkoholu. — Powiedz przynajmniej, że Peter czuje się równie paskudnie. To byłoby niesprawiedliwe, gdyby on czuł się jak młody bóg, a ty właśnie tak — powiedziała, po czym ruszyła w głąb mieszkania, a dokładnie do kuchni, żeby rozpakować zakupione przekąski. Od razu padała Samowi karton z pomarańczowym sokiem i poleciła, żeby napełnił też szklankę dla cioci Wendy. Zastrzyk witaminy C dobrze jej zrobi.
Wspominałaś coś o zupie z chińczyka? — zerknęła jeszcze na przyjaciółkę, wyciągając z kieszeni marynarki telefon. — Znaj moją łaskę, zaraz coś zamówię. Sammy? — spojrzała na dziewięciolatka, który z wystawionym w skupieniu językiem nalewał sok.
Nie chcę zupy — pokręcił głową. — Ale zjem sajgonki. A włączymy Spider-Mana Uniwersum? — dopytał, odwracając głowę w kierunku Gardner.
Koleś, oglądałeś to miliard razy — przypomniała Miller.
To obejrzę miliard jeden — odparł beztrosko i podszedł bliżej Winnie, wyciągając do niej rękę ze szklanką. Zawsze był przemądrzały, ale ostatnio przechodził samego siebie.
Nie masz jakichś lekcji do odrobienia? — zagadnęła jeszcze Młodego, na co ten pokręcił głową. No nic. Włączą mu tę bajkę i będą mogły w spokoju pogadać. — Masz jeszcze jakieś specjalne życzenia poza zupą? — zwróciła się do Wendy. — Jestem dzisiaj wyjątkowo dobroduszna. Taka okazja może długo się nie przydarzyć. I nie, kroplówka nie wchodzi w grę — wycelowała w nią palcem, bo nikt przecież nie powiedział, że będzie lekko.

Wendy Gardner
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby Wendy miała oddać się teraz pracy, to na pewno nie wyszłaby z tego z taką gracją jak przyjaciółka podczas sekcji zwłok. Może i rzygała dalej niż widziała, ale swoje zrobiła. Wendy z kolei zginęłaby pod grupą niesfornych i energicznych krabików. Umarłaby - bez wątpienia.
— Niby nic, a jednak to okrucieństwo się nie kończy — ubolewała nadal, ale czy można było się temu dziwić? Niby cierp ciało jak ci się chciało, ale z drugiej strony mądry człowiek po szkodzie. Wendy zawsze potrafiła odnaleźć się w towarzystwie, ale nie robiła tego wcale tak często, jak mogłoby się wydawać. Jednak jak już imprezowała, to wychodziło w trakcie, że nie znała umiaru i chyba trochę ciężko przychodziła jej akceptacja tego, że już nie ma dwudziestki na karku, a z każdym dodatkowym rokiem życia będzie jej coraz ciężej dźwignąć tego rodzaju wyskoki.
— Peter? — zapytała odprowadzając ją spojrzeniem do kuchni. — Wiesz w zasadzie to nawet nie wiem… nie pisałam jeszcze do niego — czy nie zdążyła nawet pomyśleć o tym, by się z nim skontaktować? Być może. Tak naprawdę to jeszcze nie chciała. Chyba jednak trochę się bała swoich dziur w pamięci i tego, jakie wydarzenia mogły tę lukę zapełnić. On też mógł nie pamiętać ich powrotu, a może pamiętał za ich dwoje? Nie była pewna, w jakim był stanie wczorajszej nocy. Początkowo zdawało się być okej, ale gdy później uderzyły jej do głowy szoty wypite na wychodne to się doigrała; kumulacja dobiła ją prawie tak po kebabie, kiedy już docierali powoli do jej mieszkania. Sytuacja ta była o tyle dziwna, ponieważ Peter zawsze był taką osobą w jej życiu, przy której niczym nie musiała się przejmować, więc dlaczego nagle zaczęła się tym przejmować? —... jakby nie było ja też mając dwadzieścia parę lat lepiej znosiłam takie wybryki — ach ta młodość!
Wspomnienie chińczyka wywołało jakiś dziwny dreszcz, szybko jednak się otrząsnęła. — Zupa? Na myśl o niej aktualnie mam spore mdłości, ale czuję, że jej potrzebuję — wyznała, jednocześnie przytakując, by zamówiła jej zupę. Z rozbawieniem przyjęła też zamówienie chłopaka i nim Zayle przedyskutowała z nim do końca sprawę filmu, Wendy już sięgała po pilota, by przełączyć Netflixa na HBO drugą ręką przechwytując od niego sok. — Dziękuję — oznajmiła, a w ramach podziękowania włączyła mu to co chciał.
— Skoro kroplówka się nie liczy, to wcale nie jesteś taka dobroduszna — skwitowała, a lekki zarys uśmiechu pojawił się na jej skacowanej twarzy. — Ale dziękuję, zupa mi w zupełności wystarczy — wyjaśniła otulając się kocem i upijając niewielkiego łyka kwaśnego soku, który prędzej zafunduje jej porządną zgagę, a nie ukojenie, ale chciało się jej pić.

zaylee miller
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz nawet, czy twój chłoptaś żyje i dotarł w jednym kawałku do domu? — uniosła jedną brew, spoglądając na przyjaciółkę z nieukrywanym politowaniem. — Wendy — musiała zaprzeć się w sobie, żeby nie westchnąć ciężko. Ale żeby nie opadły jej ręce. — Nie chcesz chyba dowiedzieć się co u niego, kiedy trafi na mój stół sekcyjny? — Zaylee nie mówiła poważnie. A może jednak mówiła? Tak, była śmiertelnie poważna. Dobrze, że Peter zdążył odstawić Gardner. Albo sama jakoś się tutaj doczłapała? Trudno stwierdzić.
Dogodzenie babom graniczyło z cudem. Przecież Winnie jeszcze na grupowym czacie pisała, że zjadłaby zupę, a teraz nagle zmieniła zdanie? Jak dobrze, że narzeczona Miller była prosta w obsłudze jak konstrukcja cepa. No tak, w końcu to Zaylee była tą od mącenia i kręcenia nosem. Ktoś w tym związku musiał dramatyzować i robić z igły widły, żeby nie było zbyt nudno. Ta niewdzięczna rola przypadła akurat jej. I wcale nie miała z tego powodu większych wyrzutów sumienia. Łatwiej było jednak doradzać w cudzych relacjach, zamiast znaleźć złoty środek we własnym związku. Mimo wszystko Miller nie miała absolutnych powodów do narzekań. Razem z Eviną miały stabilną sytuację, planowanie ślubu w toku i dopełniały formalności w kwestii adopcji Sama. Oprócz ryzyka, jakie niosły wykonywane przez nie zawody, były po prostu szczęśliwe.
Nie testuj mojej dobroci, Gardner — wymierzyła w nią ostrzegawczo palcem i usiadła na kanapie obok Sama, jednocześnie dodające wybrane dania do koszyka. Dwa razy zupa i jedne sajgonki z łagodnym sosem, chociaż Samuel zapytany o to, jaki chciałby sos, pewnie upierałby się przy pikantnym. Dlatego nie zapytała go o zdanie. Tak było najrozsądniej. — To gdzie was wczoraj poniosło? Ciebie i Petera. Albo dzisiaj, zależy jak na to patrzeć — zapytała, przyglądając się przyglądając się jej podejrzliwe znad swojej szklanki z sokiem. Nie musiały obawiać się, że Młody usłyszy coś, czego nie powinien usłyszeć. Teraz był już w innym świecie, kompletnie zaabsorbowany animacją. No i nigdy nie miał w zwyczaju wtrącać się w rozmowy dorosłych, kiedy bezpośrednio nie uczestniczył w dyskusji. Cudowny dzieciak.
Biorąc pod uwagę fakt, że Wendy wróciła do domu nad ranem, to na pewno bawili się do bladego świtu. Chyba nie jedli przez całą noc kebsów, prawda? Chociaż, co kto lubi. Dosyć dziwny sposób na spędzanie czasu, ale nie jej to oceniać. Zaylee akurat uwielbiała wpierdalać i miała żołądek bez dna. Evina była tego świadkiem. Zresztą Sammy też był strasznym głodomorem, więc Swanson miała podwójnie przejebane. Tę dwójkę łatwiej było ubrać niż nakarmić.


Wendy Gardner
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie patrz tak na mnie! — widziała to politowanie w jej oczach, chociaż nie była pewna czy to ją bardziej zakuło, czy stwierdzenie twój chłoptaś. — I na pewno dotarł… on zawsze przecież dociera — to było tak oczywiste, że innej opcji nie widziała, nie akceptowała, a tym bardziej się nie obawiała. A teraz? Świetnie, nie dość, że ma kaca to jeszcze wyrzuty sumienia, a na dodatek zaczęła się obawiać, że Peterowi coś się stało. — Oj przestań mnie już straszyć! — powiedziała podkulając kolana i obejmując nogi rękami, zerkając kątem oka na telefon jakby rozważała, czy sięgnąć i napisać, czy może jeszcze nie.
Ugh, no nie wytrzymam przez ciebie — odparła wywracając oczami i sięgnęła po telefon, by napisać mu wiadomość.
Halo, odbiór. Dotarłeś do domu?
Teraz pozostało czekać na odpowiedź, co wcale do najłatwiejszych zadań nie należało. Nerwowo nawet zaczęła bawić się paznokciami i żołądek tak jakoś bardziej jej ścisnęło. Im bardziej o tym myślała, tym gorzej się czuła.
Oj no przestań, nie ja testuję tylko mój kac — dodała na swoją obronę, choć było to marne wytłumaczenie. Z zupą było tak, że raz bardzo jej chciała, bo ściskało ją jakby z głodu, a za chwilę miała kacowe mdłości i nie sądziła, by mogła przełknąć cokolwiek. Wiedziała jednak, że coś musiała zjeść, a zupa była najrozsądniejszym wyborem.
Wiesz, w zasadzie nas razem to nigdzie nie poniosło — wyjaśniła upijając kolejny łyk soku. — Miałam wychodne z przedszkolankami, a on był z kumplami z pracy, co jest dość ciekawe bo ostatnio — dokładnie od ich wspólnego wyjazdu do Kalifornii — migał się, że nie ma czasu na kawę, więc zrządzenie losu postawiło mu mnie na drodze najwyraźniej — oznajmiła najwyraźniej zadowolona z tego faktu, może trochę za bardzo. — Okazało się, że wybraliśmy tą samą budkę z kebabem o czwartej nad ranem, a że oboje byliśmy wstawieni już wcześniej to ta odrobina, którą razem w drodze wypiliśmy nas totalnie zmiotła — przynajmniej wolała myśleć, że ich zmiotła, a nie tylko ją.
Cholera, czemu on nie odpisuje? Może jeszcze śpi… — westchnęła odkładając telefon gdzieś z boku, ale tak, by mogła kątem oka dostrzec wyświetlające się na ekranie powiadomienie.
Opowiedz lepiej co u was słychać. Jak mają się sprawy — spojrzała znacząco na Sama — i nie tylko — Wendy starała się być na bieżąco z wszystkimi informacjami dotyczącymi przyjaciół, więc czekała na odpowiedź Zaylee równie mocno, co na wiadomość od Piotrunia.


zaylee miller
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała jej straszyć. Przypomniała jej tylko, że przecież trzeba dbać o ludzi i upewniać się, czy aby na pewno dotarli do domu po zakrapianej imprezie. Może Peter nie miał znajomych, którzy dopilnowaliby na grupowym czacie, że jest cały i zdrowy?
Już się tak nie spinaj, przecież nie mówiłam tego poważnie — sprzedała jej kuksańca w bok i pokręciła głową. To naprawdę urocze, że Wendy bywała taka naiwna. — Na pewno nic mu nie jest. Pewnie odsypia. Albo wisi nad klopem i zwraca resztki kebaba. Spokojnie — poklepała ją po kolanie, jednocześnie obejmując Sama ramieniem, bo ten właśnie wtulił w nią blond czuprynę.
Mogłaby powiedzieć, że los tak chciał, żeby Garnder spotkała Blythe'a o czwartej nad ranem przy obskurnej budzie, ale nie wierzyła w takie rzeczy. To był przypadek, a nie przeznaczenie. W przeciwieństwie do Winnie, Zaylee była realistką. W dodatku lekarzem, więc ufała wyłącznie faktom, a nie zbiegom okoliczności.
Teraz już wiesz, że to był błąd. Ta odrobina, którą postanowiliście razem wypić — zaznaczyła, żeby na przyszłość Wendy była mądrzejsza, chociaż pewnie jej pouczenia i tak nie na wiele się zdadzą. A następnym razem Miller znów będzie musiała ratować ją zupą z chinola. No stara, a głupia. Dobra, nie taka stara, ale przecież nie miały już po dwadzieścia lat. W takich momentach Zaylee naprawdę była wdzięczna za słabą głowę i niechęci do alkoholu. Właściwie piła tylko wino. I to od święta, bo przecież i tak przez większość czasu przesiadywała w pracy. — Odpisze. Zostaw ten telefon — skarciła ją spojrzeniem, bo przecież przyjaciółka nie wywoła Petera myślami, kiedy ten przekręcał się smacznie na drugi bok.
Kiedy Garnder popatrzyła, ona także na niego zerknęła i zmierzwiła mu jasne włosy. Chłopiec zareagował jedynie cichym mruknięcie, totalnie pochłonięty Spider-Manem. Z reguły był bardzo grzeczny, potrafił zająć się sobą i nie wymagał zbyt wiele uwagi. Czasem jednak łaknął atencji, której nigdy nie miał wystarczająco dużo w domu dziecka. Niestety ze względu na wykonywane zawody, żadna z jego przyszłych matek nie mogła być zawsze na jego zawołanie. Starały się jednak, żeby czuł ich obecność.
Cały czas jesteśmy w trakcie dopełniania formalności. Chwilę to jeszcze potrwa. I jeszcze próbujemy dopiąć do końca plany ze ślubem. I chyba przez to oszaleję — Miller docisnęła palce do nasady nosa. Była perfekcjonistką, a przez wiele nakładających się spraw, ciągle miała wrażenie, że nie były nawet w połowie tego, co sobie założyły. — Evina wkrótce wraca do pracy — dodała, bo na pewno wspominała o tym, jak narzeczona została postrzelona w kolano przez człowieka, który po latach chciał się na niej zemścić. — Sammy zagrał swój pierwszy mecz w wyjściowym składzie i strzelił gola z karnego. A ludzie nie przestają umierać — dodała, nawiązując do swojej pracy, w której zawsze miała ręce pełne roboty. — Poza tym bez większych rewelacji. Nie wiem, może powinna wpaść do twojej pracowni i ulepić coś z gliny, żeby się wyluzować — westchnęła, na co Samuel podniósł głowę.
Też chcę lepić z gliny! — wtrącił, bo oczywiście jak zwykle usłyszał to, co tylko chciał.
To poproś ciocię Winnie, może zorganizuje nam jakieś prywatne warsztaty — uśmiechnęła się do Gardner, a Młody od razu wlepił w nią swoje duże, niebieskie ślepia.
Mogłabyś? — wyszczerzył się do niej w swoim firmowym uśmiechu, którego używał zawsze wtedy, kiedy coś chciał. — Proooszę!

Wendy Gardner
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Mówisz tak jakbyś nie wiedziała, że moim ukrytym talentem jest to, że potrafię się zestresować nim w ogóle znajdę sensowny powód do stresu — wyjaśniła swoje nagłe zmartwienie, jakby dopiero zaczęła odnajdywać się w tej skacowanej rzeczywistości. — A jakby nie było, ty mi powód podałaś na tacy — no i się zestresowała, że być może Piotrek faktycznie nie trafił do domu, a teraz się nie odzywa, bo zamarzł gdzieś na jakiejś kupce śniegu. Teraz już nie dowie się w jakich okolicznościach się rozstali i czy w ogóle on to pamięta! Czarnowidztwo w myślach Wendy miało się równie dobrze co romantyzowanie otoczenia, dlatego lawirowała pomiędzy wizją wychłodzonego na śmierć Piotra, a tym, że ich spotkanie tamtej nocy to było przeznaczenie, nawet jeśli Zaylee w to nie wierzyła.
— Żeby to był jeden błąd — dodała nie mając żadnych konkretów na myśli, towarzyszyło jej jedynie drobne uczucie niepokoju, ale szybko też uznała, że po prostu ma moralnego kaca po głosówkach na czasie grupowym, które na trzeźwo brzmiały żeeeeenująco. — I żeby ostatni — dodała na polecenie przyjaciółki odrzucając telefon na bok, ale szybko też pokracznie łapiąc go w locie po usłyszeniu dźwięku wiadomości. Nie wiedziała jakim cudem razem z tym telefonem nie wylądowała na podłodze, ale jej mina była teraz nie do przebicia: poczucie ulgi mieszało się z jakąś dziwną radością i zdumieniem. — Dotarł! — powiedziała pokazując jej szybko zdjęcie nadesłane przez niego — I jest na… korcie — wow, wariactwo. — Chryste, skąd to ma tyle siły, by na kacu jeszcze gdzieś wychodzić — wydukała odpisujac szybko na wiadomość i dopiero teraz ze spokojem odkładając telefon, by skupić się już na przyjaciółce.
Niekiedy zadziwiało ją to, jak bardzo się różniły, a jak dobrze potrafiły się ze sobą porozumieć. Zaylee wydawała się być taka dorosła, poważna praca, poważny związek, jeszcze poważniejsze zobowiązania, bo adopcja była ogromną sprawą. Przy niej Wendy no miała przeciętne wyniki z dorosłości, ale skoro ani jednej, ani drugiej to nie przeszkadzało to najwyraźniej właśnie ta akceptacja była kluczem do sukcesu ich relacji. — Co jeszcze musicie załatwić? Może mogę wam jakoś pomóc? — zapytała, bo uważała, że jeśli nie byłaby przedszkolanką to świetnie sprawdziłaby się przy organizacji imprez okolicznościowych. Kto wie, może to jej ukryty talent? Gdyby nie wyszło wciąż pozostaje jej rola wpadkowego klauna na imprezach dla dzieci, tutaj na pewno by się sprawdziłą!
— O właśnie miałam pytać, jak się czuje? Gotowa na powrót? — dla Winnie to wciąż brzmiało jak jakiś scenariusz z filmu, a nie życie Zaylee, bo zwykle takie historie podziwiała tylko na ekranie. — Jakbyście potrzebowały pomocy w ogarnięciu codzienności po powrocie do pracy, to wiesz co robić — powtórzyła, bo taka właśnie była, zawsze skora do pomocy. Mogła przygarnąć Samuela, gdyby coś się wykrzaczyło w ich grafiku lub poratować w jakikolwiek inny sposób.
— No to gratki Sammy, może rośnie nam tutaj zawodowy piłkarz! Mnie podczas podwórkowych rozgrywek stawiali na bramkę zawsze, mam traume od tego jak dostałam w twarz zbyt wiele razy — zaśmiała się wspominając to, choć wtedy nie było jej do śmiechu. Cud, że wciąż ma taki zgrabny nosek po wszystkim.
Słysząc wzmiankę o glinie od razu się rozpromieniła przytakując energicznie - zbyt szybko, bo ból głowy nie dał jej taryfy ulgowej podczas tej fali ekscytacji. — A zapraszam, bardzo chętnie cię przyjmę… i ciebie Sammy również, jeśli tylko chcesz — przytaknęła uśmiechając się szeroko. — Mam właściwie zajęcia grupowe dla dzieci, jeśli chciałby chodzić mogę go zgarniać na godzinkę raz w tygodniu — zaproponowała, dodając — ale jeśli będziecie woleli wpaść razem, no wiesz… zobaczyć z czym to się je, to też wpadnijcie.


zaylee miller
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze znała podatność Wendy na stres. A teraz coś, co miało być zwykłym żartem, przybrało jakieś kolosalne rozmiary. No cóż, nie każdy rozumiał czarny humor doktor Miller. Właściwie wcale nie wymagała tego od ludzi, ale ci, którzy z nią obcowali, wiedzieli, jak bardzo potrafiła być sarkastyczna. Czasami chyba za bardzo. No nic, Gardner jakoś musiała z tym żyć!
Niezły świr — pokręciła głową, kiedy okazało się, że Peter nie tylko żyje, ale jeszcze pyka sobie w najlepsze w tenisa.
Chłop niewątpliwie miał mocny łeb i końskie zdrowie. Dobrze dla niego. Zaylee pewnie dogorywałaby przez dwa kolejne dni. Pewnie dlatego nie była jakąś wielką koneserką alkoholu ani nie została zawodową alkoholiczką, co w jej zawodzie zdarzało się dość często. Nie każdy potrafił z takim niewzruszeniem przyjmować towarzystwo zwłok z otwartymi ramionami.
Czy czuła się dorosła? Chyba od zawsze. I to wcale nie przez poważną pracę i ułożone życie. Była najstarsza z rodzeństwa, a to zawsze zobowiązywało do bycia tą poważniejszą i odpowiedzialnością. Co nie oznaczało, że nie wie, co to dobra rozrywka! Dalej świetnie bawiła się na koncertach, mimo że źle czuła się w tłumie. No i już dawno zrozumiała, czym można zapłacić za zbytnią niefrasobliwość i brawurę, i nauczyła się, że nadmierna ostrożność wcale nie jest od nich lepsza.
Och, to sama papierologia — machnęła ręką, bo z tym akurat nikt nie mógł im pomóc. Ciągle trzeba było składać jakieś wnioski i uzupełniać formularze, w czym akurat Miller była bezbłędna. Zawsze dbała o każdy detal i nienawidziła bałaganu w dokumentach, jak na perfekcjonistkę przystało. — Moja siostra już dopina do końca ślubne kwestie, ale jak pojawi się coś, w czym będziemy potrzebowały pomocy, to na pewno dam ci znać — ułożyła rękę na ramieniu Wendy w ramach podziękowania.
Zaśmiała się na pytanie, czy Evina była gotowa na wielki powrót do pracy. To akurat było za mało powiedziane, bo aż przebierała nogami (nawet tą z przestrzelonym kolanem!), żeby znów rzucić się w wir obowiązków.
Nie może się doczekać — odparła zgodnie z prawdą. — Na początek pewnie zlecą jej coś prostego. Coś, co nie będzie wymagało obciążenia, więc wtedy mina pewnie jej drogę zrzednie, ale trochę już wariowała od tego siedzenia w domu. Na razie dajemy sobie radę, ale jak Sammy już z nami zamieszka, to pewnie uśmiechnę się do ciebie czasami, żebyś posiedziała z nim godzinę albo dwie — akurat pod tym względem ufała Gardner bezgranicznie, w końcu była przedszkolanką!
Chciałbym być piłkarzem! — rozmarzył się Młody, ale potem oczy mu się zaświeciły na wzmiankę o zajęciach z lepienia w glinie. — Jacie, naprawdę? Zaylee, zapiszesz mnie? — poprosił słodko i Miller chyba musiałaby mieć całkowicie czarne serce, żeby mu odmówić. Poza tym przecież obie ze Swanson chciały, żeby łapał nowe zajawki.
Pewnie — zgodziła się natychmiast. — Zobaczysz, czy to faktycznie fajna sprawa — pokiwała głową. Na razie Samuel uczęszczał do szkółki piłkarskiej i na rysunek, ale ciągle szukał nowego hobby. Czasami szybko się nudził, jak w przypadku kółka matematycznego, chociaż z matmy był całkiem niezły. To po Zaylee. — A my po prostu zrobimy sobie kiedyś babski wieczór w twojej pracowni. Przy winie i sushi. Zaprosimy Ophelię, żeby nie było jej przykro — dodała, bo przecież nie mogły pominąć jej w tak emocjonalnej niczym grzybobranie zajęciach.

Wendy Gardner
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
33 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ok, ale wiesz gdzie mnie szukać jakbyście potrzebowały pomocy — bo z jednej strony była bardzo chętna do udziału w przygotowaniach, gotowa do działania i pełna zapału, ale też nie można było zapominać, że przyciągała pechowe wpadki, bo gdzie była Wendy tam zawsze coś się musiało wydarzyć. Może w sumie lepiej, żeby zjawiła się na gotowe i kibicowała nie wychylając się za bardzo.
— Evina to raczej za biurkiem też zbyt długo nie usiedzi, co? — zaśmiała się po czym westchnęła lekko wyczuwając, że ten wielki powrót do pracy też może początkowo być ciężki sam w sobie przez papierologię. Szczególnie dla osób, które wolą działanie, a nie przykucie do biurka. Wendy świetnie radziła sobie w chaosie jaki panował w jej życiu osobistym, ale też w pracy - gdzie choć był on kontrolowany, to jednak grupa małych dzieci zawsze bywała ekspresyjna pomimo zasad i wypracowanego planu dnia. Z drugiej strony nie potrafiła tolerować tego w ciągu przez cały rok - potrzebowała odskoczni, podróży i wyciszenia. Choć jej wyprawy często fizycznie bywały wykańczające, to jej głowa bardzo tego potrzebowała.
— Trzymam kciuki, by tak się stało! Będę ci kibicować i prezentować wypasione banery na trybunach — dumna (a może bardziej obciachowa) ciotka mode on, ale każdy musi taką mieć. — Totalnie zapisz go, zrobimy sportową lekcję i będziemy ukręcać i ozdabiać piłki z gliny — przytaknęła młodemu, kiedy prosił mamę chociaż z góry założyła już, że się zgodzi i będą mieć ekstra zajęcia wspólne. Nawet jeśli miałby się nie zarazić tym hobby, to przynajmniej spróbował.
Gardner za dzieciaka nie miała tylu możliwości rozwoju, jej życie kręciło się między patologicznym domem, a szkołą w której nie było jej wcale łatwo, bo dzieci bywały okrutne. Gdyby nie wzorzec brata, który za wszelką cenę chciał się uwolnić z patologii - z powodzeniem - nie była pewna, czy uwierzyłaby w swój happy ending. Dzięki niemu do tego dążyła i choć start miała nieciekawe udało się jej wyjść na ludzi. Czy trochę zazdrościła innym, że mieli rodzinę która ich wspiera, wozi na konkursy, zajęcia sportowe i spędza święta wspólnie? Owszem, do teraz czuje niemiłe ukłucie, kiedy o tym pomyśli, ale nikomu złośliwe nie zazdrości. Ba! wszystkim bliskim najchętniej zapewniłaby wszystko, czego jej samej zabrakło, kiedy dorastała, chowając swój żal głęboko w czeluściach swojego nie skoordynowanego ciałka.
— Wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam! Koniecznie musimy zrobić sobie taki wieczór — przytaknęła ochoczo, co ponownie spotkało się z bolesnym piknięciem w głowie. W towarzystwie przyjaciółki zapominała trochę o kacu, ale on subtelnie o sobie przypominał.
Nim się obejrzały do drzwi zadzwonił dostawca chińczyka, a Wendy od razu poczuła jak ścisnęło jej żołądek, trochę z głodu, a trochę z mdłości i wstała z kanapy, ale to na przyjaciółkę spojrzała błagalnie, by otwarła drzwi, bo sama pobiegła do toalety i wytoczyła się z niej dopiero po kilku minutach. Mdłości przeminęł, pozostał głód. Nie była pewna, czy to dobry moment, by rzucić co na żołądek, ale zbyt ją ssało, by to dłużej ignorować.
— Pora coś przekąsić — oznajmiła zasiadając znów na kanapie, pół kilo lżejsza, ale nie mniej obolała.

zaylee miller
Winnie the Pooh
kierowania moją postacią
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”