Strona 2 z 2

The last meeting

: pn lut 16, 2026 1:55 pm
autor: Łoś Superktoś
Z każdą kolejną minutą w towarzystwie Skye, Helene miała nieodzowne wrażenie, że dziewczyna potrzebowała tej rozmowy. Czuła względem niej sympatię, łapiąc się nawet na myśli, że wspaniale byłoby mieć ją za swoją synową. Sposób, w jaki wypowiadała się o Dominicu, ciepły ton głosu i iskrzące spojrzenie nie pozostawiały wątpliwości - dziewczyna zdecydowanie coś do niego czuła. To samo przecież dostrzegała w jej synu, ilekroć poruszali temat jego przyjaciółki. Tylko głupi by nie zauważył tego, co się między nimi działo. Dlatego tym bardziej było jej przeraźliwie szkoda, że los przewrotnie uniemożliwiał im szansę na szczęście. Niemniej, nie miała na celu doradzania im obojgu, co mieli robić, a właściwie miała nadzieję, że sami do tego dojdą, w swoim czasie.
No właśnie, tak to teraz z Wami jest. Oby tylko kariera nie była wiecznie na pierwszym miejscu - przyznała z rozbawieniem. Nie miała wątpliwości, że wspólna praca przyczyniła się do nawiązania między nimi więzi. Spędzali ze sobą naprawdę dużo czasu. I przeczuwała, że im dłużej to trwało, tym trudniej będzie zachować im pozory.
Prośba, którą obciążyła dziewczynę, była dla niej niezwykle trudna, ale i bardzo ważna. Tego dnia chciała przekonać się o słuszności własnych domysłów i dostała wszystkie odpowiedzi, jakich oczekiwała. Musiała się również upewnić, że Dominic oprócz taty będzie miał oparcie w kimś, kto go docenia i nie zawiedzie w potrzebie. Podejście Skye do sprawy, gdy złapała kobietę za rękę, tylko utwierdziło ją, że była do tego odpowiednią osobą, a słowa dziewczyny poruszyły ją jeszcze bardziej, więc automatycznie ścisnęła delikatnie dłoń Skye na tyle, ile potrafiła. Najwyraźniej także i ona potrzebowała tego zapewnienia oraz pozytywnych myśli.
Dziękuję, kochanie. Zwłaszcza, że już i tak dużo dla niego robisz - szepnęła i starła spływającą po policzku łzę, a następnie odetchnęła głęboko, a nawet cicho się zaśmiała na wspomnienie o laptopie. Dominic był w dobrych rękach. Również wyobraziła sobie swojego męża i Skye w trakcie interwencji i uśmiechnęła się szerzej. - Myślę, że razem będziecie mieć wystarczającą siłę przebicia. Masz na niego dobry wpływ - przyznała, spoglądając na nią dobrotliwie.
Wtedy nieoczekiwanie usłyszała ciche pukanie we framugę zerknęła w stronę wejścia.
Oho, o wilku mowa - rzuciła z uśmiechem na widok jej syna.

Skye Murray
Dominic Reyes

The last meeting

: pn lut 16, 2026 1:57 pm
autor: Dominic Reyes
Pojawienie się Skye w jego rodzinnym domu przyniosło Dominicowi ulgę mimo, iż głównym celem jej wizyty nie był on, a jego matka. Stosownie dał kobietom przestrzeń na rozmowę, samemu zasiadając w kuchni do laptopa, żeby dokończyć sprawy związane z pracą, zanim je przekaże Skye. Próbował skupić się na otwartym projekcie, ale mimowolnie myślami odpływał do zimowego ogrodu, ciekaw poruszanych przez dwie najbliższe mu kobiety tematów.
Helene niewątpliwie lubiła ciemnowłosą i dość często przywoływała ją w trakcie rozmów. Z resztą, na tacie też zrobiła dobre wrażenie, co uzasadniał stwierdzeniem, że nie dało się jej nie lubić. W zasadzie Skye była jedyną dziewczyną, która poznała jego rodziców, i to nie tylko przez wzgląd na jej związek z jego najlepszym przyjacielem, ale także ze względu na ich przyjaźń. A podczas prywatnej rozmowy z jego rodzicielką mogła dowiedzieć się o nim jeszcze więcej, niż do tej pory. Odrobinę się tego obawiał. Dochodzące z altany śmiechy wcale go nie uspokajały, jednak wiedział jedno: dla mamy i jej dobrego samopoczucia był w stanie znieść wszystko.
W pewnym momencie jego zaciekawienie wzięło jednak górę. Pod pretekstem dostarczenia zakupionych przez Skye churrosów i troski o mamę, delikatnie zastukał o framugę drzwi, zanim wszedł.
Jakoś wcale mnie nie dziwi, że jestem Waszym głównym tematem plotek - zmrużył żartobliwie oczy, słysząc mamy słowa. - Przynoszę coś słodkiego od Skye. Ale spokojnie, mamo, nie zrobiła ich własnoręcznie, więc nie musisz obawiać się przed zatruciem. - Nieudolnie starał się zachować powagę, ale nie potrafił powstrzymać wstępującego na jego twarz rozbawionego uśmiechu, gdy spojrzał na Skye, by sprawdzić jej reakcję. Odłożył talerzyk na stolik.
Wszystko w porządku? Niczego Wam nie trzeba? - dopytał z troską, przenosząc spojrzenie z młodszej kobiety na starszą.

Skye Murray

The last meeting

: wt lut 17, 2026 1:01 am
autor: Skye Murray
Skye nie wiedziała czego się spodziewać po tym spotkaniu, ale wiedziała, że tego potrzebuje. Jechała z myślą, że chciałaby się spotkać ten ostatni raz z Helene. Lecz teraz wiedziała, że kobieta dała jej znacznie więcej, niż sam pewnie sądziła. Nawet uwaga o pracy rzucona żartem była tak bardzo trafna. Praca ich połączyła, ale czy gonienie za kolejnymi szczeblami kariery to było coś , co zawsze chciała realizować w swoim życiu? Rozmowa z kobietą wiele jej rozjaśniła, ale spowodowała jeszcze więcej pytań w jej głowie. Nie tylko o sobie samej, ale w kontekście jej relacji z Dominicem. Mężczyzną o którym ilekroć rozmawiały, jej serce przyspieszało.
Reakcja jego mamy wywołała i w niej spłynięcie łzy po policzku. Jednak Skye nie puszczała jej dłoni, żeby ją zetrzeć. Chyba sama potrzebowała tego kojącego dotyku.
- To ja pani dziękuję. Za tak wiele miłych słów i cennych rad. Nie musi mi pani dziękować za opiekę , bo zrobiłabym to i tak bez względu na prośbę. Zawdzięczam mu same dobre rzeczy, a czas z nim spędzany to sama przyjemność. Nie wyobrażam sobie zachować się inaczej w takiej sytuacji- przyznała z tymi samymi iskierkami w oczach, które się pojawiały w nich ilekroć przytaczała Dominica w swojej wypowiedzi.
Nagle usłyszała znajomy męski głos i zanim się odwróciła do niego , spróbowała niepostrzeżenie zetrzeć łzę z policzka. - Już tak sobie nie schlebiaj. Miałyśmy ciekawsze tematy do rozmów- rzuciła mu kątem okna uśmiechając się szeroko przy tym. Zaraz jednak nawet się roześmiała krótko posyłając mu swoje groźne spojrzenie. Co to za antyreklama!
- Cóż, Dominic ma rację- są kupione w cukierni, ręki do nich nie przykładałam, więc są całkiem bezpieczne- zwróciła się tym razem do kobiety z pogodnym uśmiechem i uścisnęła mocniej jej rękę, gdy zapytał się, czy czegoś im brakuje. Spojrzała na niego i pokiwała głową na nie, ale wciąż czekali na informację od Helene.


Dominic Reyes

The last meeting

: śr lut 18, 2026 10:44 pm
autor: Łoś Superktoś
Wsparcie Skye przyniosło Helene pewne ukojenie i spokój. Wiedziała, że jeśli ona je czuła pomimo ich krótkiej znajomości, tak Dominica zostawiała w naprawdę dobrych rękach.
Mam nadzieję, że znajdziesz to, czego szukasz - podsumowała z uniesionymi kącikami ust, w zamian za podziękowanie dotyczące jej rad. Czy miała przy tym nadzieję, że dziewczyna odnajdzie to wszystko w jej synu? Możliwe, ale nie zamierzała nachalnie podsuwać jej tego pomysłu, wierząc, że prędzej czy później sami się odnajdą. W każdym razie dobrze było słyszeć potwierdzenie Skye, że traktowała go tak, jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało. A nie było nic piękniejszego niż miłość zrodzona z przyjaźni, czyż nie?
Nieznaczna wymiana zdań między tą dwójką wywołała na jej twarzy serdeczny uśmiech. Przyglądała się Dominicowi i Skye, niemal czując ten przepływ ich energii, podchwytując ich spojrzenia, gdy patrzyli na siebie z iskrami w oczach i żartowali z siebie nawzajem, i tylko żałowała, że oni sami nie dostrzegali tego, co ona. Albo może dostrzegali, ale nie potrafili przeskoczyć przeszkód postawionych przez siebie samych?
Ma rację, czy nie ma, ale bardzo dziękuję za troskę - przyznała szczerze, acz ostatnio niewiele była już w stanie jeść. Na pytanie Dominica zastanowiła się chwilę. Żałowała, że nie potrafiła już wysiedzieć tak długo w jednym miejscu i podtrzymać rozmowę dłużej, zwłaszcza w tak dobrym towarzystwie, ale mimowolnie zaczynała odczuwać coraz większe zmęczenie i jedyne, czego teraz potrzebowała, to położyć się do łóżka. - Właściwie to chyba pójdę na małą drzemkę. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, kochanie, za odwiedziny i rozmowę. Była to prawdziwa przyjemność móc spędzić z Tobą trochę czasu. Bądź wobec niej dobry i miły, Dominic, to prawdziwy skarb - zastrzegła z udawaną groźbą w głosie, po czym odwzajemniła przytulenie Skye, ostatni raz się z nią żegnając i pozwoliła się zaprowadzić na zasłużony odpoczynek.

Skye Murray
Dominic Reyes

The last meeting

: śr lut 18, 2026 11:05 pm
autor: Dominic Reyes
Uwaga Skye odnośnie ciekawszych tematów rozmów wywołała u Dominica udawane zaskoczenie.
Niemożliwe. To takie istnieją? - zmrużył oczy, nie kryjąc przy tym rozbawienia. Obie kobiety dobrze wiedziały, że lubił się zgrywać, bo w rzeczywistości nie przepadał jakoś szczególnie za byciem w centrum uwagi.
Z groźnego spojrzenia Skye nic sobie nie zrobił, a nawet je przedrzeźnił. Helene przecież wiedziała, oczywiście dzięki niemu, o tym, że dziewczyna za nic nie potrafiła gotować. Ale za to wychwalał jej inne umiejętności, których starsza Reyes musiała być świadoma. Choć stanowczo przy tym pominął jego ostatnio nabytą wiedzę, o czym za nic nie zamierzał wspominać na głos. To temat zakazany, nawet dla niego samego.
No, proszę, przyznałaś mi rację. Chyba powinienem gdzieś to sobie zapisać - przyznał z udawanym uznaniem, a następnie po jego twarzy przemknął zawadiacki uśmiech. Jeśli miał być szczery choćby w stosunku do samego siebie, trochę brakowało mu takich beztroskich chwil, dlatego tym bardziej cieszył się, że Skye do nich zawitała.
Słysząc przykaz ze strony mamy, uśmiechnął się ciepło.
Wiem. I jestem. Zawsze - przytaknął zupełnie szczerze, ukradkiem zerkając na dziewczynę, zanim przeniósł spojrzenie ponownie na mamę, żeby pomóc jej wstać. Nie miał żadnych wątpliwości, że Skye była największym skarbem, jaki mógł chodzić po ziemi, a przyznanie tego na głos wydało mu się naturalne, nawet jak na kogoś, kto był tylko jej przyjacielem. - Zaraz wrócę - zapowiedział Skye, żeby na niego tu poczekała, aż zaprowadzi mamę do swojego pokoju. Po chwili wrócił do ogródka zimowego i przysunął sobie fotel Helene naprzeciwko dziewczyny, żeby móc bez przeszkód na nią patrzeć. Zajął miejsce tylko po to, by pochylić się nieco do przodu i wziąć ją za rękę. Czyżby przemawiała za nim tęsknota za jej bliskością? Niewykluczone.
Jestem naprawdę wdzięczny Ci za to, że spędziłaś z nią trochę czasu. Naprawdę bardzo się ucieszyła na rozmowę z Tobą - wyznał cicho, ciepłym tonem. Nie potrafił ująć w słowa tego, jak wiele dla nich robiła, niemniej odbijało się to w jego oczach. - To teraz przyznaj, o czym rozmawiałyście? - zapytał, spoglądając na nią z cieniem uśmiechu, nie kryjąc przy tym zaintrygowania.

Skye Murray

The last meeting

: czw lut 19, 2026 1:06 am
autor: Skye Murray
- Oh jest ich całe mnóstwo!- podłapała jego udawane zaskoczenie wykazując się nawet chęcią, że może zdradzi jeden z tej bogatej puli tematów. - Koniecznie zapisz, bo to był pierwszy raz i ostatni, więc niech ten dzień stanie się twoim życiowym świętem- Helene mogła siedzieć tuż obok, a ta dwójka i tak się zachowywała jakby wokół nikt nie istniał. Nawet jeśli Dominic zerkał też na mamę, to Skye mogłaby przysiąc, że ich ciała się przyciągały. Tak bardzo, że jak widać - nawet dla osoby postronnej wszystko wydawało się oczywiste, ale dla nich niestety już nie.
- To ja dziękuję za wszystko i to była przyjemność się z panią spotkać- przyznała czując jak jej serce znowu pęka, gdy kobieta ją uścisnęła. Murray odwzajemniła uścisk i przytulając ją jeszcze mocniej, gdy sobie uświadomiła, że to prawdopodobnie ostatni raz, gdy ją widzi. Wizja była okrutna.
Rozsiadła się na nowo w oczekiwaniu na mężczyznę, który odprowadzał mamę w tym czasie. Pewien rodzaj ciepła rozpłynął się po jej ciele, gdy pomyślała o tym jakim dżentelmenem był i troskliwym synem. Zdecydowanie potrafił zadbać o osoby, na którym mu zależy. O nią dbał cały rok. O Skarb. Powtarzała w głowie raz za razem te słowa wraz z jego odpowiedzią w połączeniu z tym stanowczym głosem. Bez chwili zawahania przytaknął i się zgodził o nią dbać. Nie miała odwagi wtedy na niego spojrzeć, ale czuła jak na jej bladych policzkach wyskakują dwa rumieńce.
Kiedy wrócił i zdecydowanym ruchem przesunął krzesło, by ująć ją za dłoń, uśmiechnęła się szeroko, a wzdłuż kręgosłupa przebiegł przyjemny dreszcz. Tak bardzo uwielbiała jego dotyk i łaknęła go jak najwięcej. Dlatego nie zabierając dłoni, którą trzymał, drugą sięgnęła po churrossa, którego odgryzła kawałek .
- Ojej, ale to dobre! Musisz tego spróbować!- zręczna próba zmiany temat wymagała odpowiednich kroków. Churros, którego miała w ręce, próbowała włożyć mu do ust, aby już jej nie zadawał niewygodnych pytań.


Dominic Reyes

The last meeting

: czw lut 19, 2026 11:17 pm
autor: Dominic Reyes
Nie byłbym taki pewien, czy to pierwszy raz - ściągnął brwi, a po jego twarzy przemknął szelmowski uśmieszek. Wbrew pozorom zdarzało jej się to częściej, niż by tego chciała, a on lubił mieć rację. Nie krępował się przy tym towarzystwem Helene, uznając, że przecież tylko sobie ze Skye niewinnie żartował. Aczkolwiek rzeczywiście, przy dziewczynie czuł się nad wyraz swobodnie, czyli tak, jak zawsze. Nie próbował już nawet przeciwstawiać się tej niezwykłej naturalności.
I właśnie ta naturalność wpłynęła na jego dalsze zachowanie. Czy ujęcie Skye za dłoń, zważywszy na fakt, że była czyjąś narzeczoną, było właściwe? Mimo że znaczyło to dla niego więcej, niż dla niej, to nadal pozostawali przyjaciółmi, a on chociaż tym drobnym gestem chciał okazać jej wdzięczność. Bo zdecydowanie miał za co.
O, nie, a więc tak… - urwał w pół słowa, bo ostatecznie udało się dziewczynie wcisnąć mu do ust kawałek słodkiego palucha i go ugryzł. - …chcesz uciec od tematu - dokończył ze zrezygnowaniem, skutecznie zajmując myśli i buzię wypiekiem, drugą dłonią go przytrzymując. To oznaczało jedno - zdążył naprawdę zgłodnieć. - Nie przyznam Ci racji, ale… daj jeszcze - powiedział, kiedy opanował ten kawałek, i z tym swoim zawadiackim uśmiechem, któremu nie sposób było odmówić, wyciągnął dłoń w jej stronę. Będąc na tej wysokości miał idealny widok na złote słońce, znajdujące się tuż nad wgłębieniem na jej dekolcie. Czyli nadal go nosiła.
Chcę tylko wiedzieć, czy mam się za coś wstydzić - przyznał z rozbawieniem, wracając do tematu. Skoro była to taka tajemnica, to przynajmniej to mogła mu chyba wyjawić. Kto wie, co Helene powiedziała jej o nim? Może powinien się jakoś wytłumaczyć za wstydliwe wydarzenia z dzieciństwa?

Skye Murray

The last meeting

: pt lut 20, 2026 10:59 pm
autor: Skye Murray
- Wskaż datę i miejsce to może uwierzę- uśmiechnęła się zadziornie i brakowało jeszcze, żeby mu język pokazała jakby byli dziećmi, które się przedrzeźniają. I ewidentnie zachowywali się jak dzieci, skoro oboje byli ślepi na zachowanie drugiej osoby. Byli także głupi tłumacząc każdy gest i słowo w pokraczny i niestety daleki od prawdy , sposób. Skye nawet przez chwilę zapomniała, że w ogóle Helene wciąż tu jest. Po prostu gdy przed oczami miała postać Dominica, nic więcej się już dla niej nie liczyło. Widziała tylko jego i tylko on się liczył.
Dlatego, gdy na chwilę wyszedł z mamą, w ogrodzie zrobiło się nieco ponuro. Czuła ciepło rozchodzące się po jej ciele na wspomnienie miłego czasu spędzonego z kobietą i tego jakiego cudownego mężczyznę wychowała, ale to właśnie Dominic nadawał wszystkiemu wokół barw. Nie mogła się nie uśmiechnąć, gdy wrócił i z taką łatwością wziął od niej smakołyk. Co jak co, ale miał większy apetyt od niej skoro od razu sięgnął po drugiego! - Słucham? Chyba nie zasłużyłeś…- skwitowała udając obrażoną, skoro nie potrafił jej przyznać racji. Ale faktycznie, temu jemu uśmiechowi ciężko było się oprzeć. Mimo wszystko się nie złamała i mu nie podała drugiego.
- Oh to jest pełna lista tego… A jak jeszcze prześle mi obiecane zdjęcia to już w ogóle- teraz mogła uśmiechnąć się szeroko zanim wzięła sobie kolejnego gryza churrosa. Chętnie by się z nim nim podzieliła, ale skoro mu tak ciężko przyznać jej rację, to nie dostanie ani słodkości ani informacji o czym rozmawiała z jego mamą.


Dominic Reyes

The last meeting

: sob lut 21, 2026 1:26 pm
autor: Dominic Reyes
A panzerotti w palmiarni? - Uniósł sugestywnie brew z triumfem na twarzy. Nie sposób było zapomnieć, że przyznała, iż był to znacznie lepszy posiłek niż chińskie żarcie zza rogu jej mieszkania. Przywołanie tego z pamięci było zbyt proste, a jednocześnie wskazywało na to, że naprawdę jej słuchał i pamiętał wszystko, czego może nie powinien rozpamiętywać. Dosłownie wszystko.
Nie zauważył bystrego spojrzenia Helene, którym go obdarzyła na wspomnienie o palmiarni, i choć teraz nie odezwała się słowem, to na pewno później pociągnęła go za język i powiedział jej o tamtej wieczornej wizycie, bez wdawania się w szczegóły.
Po swoim powrocie churrosy wzmogły jego głód. Pomimo uwielbienia do jedzenia, w ostatnim czasie traktował to jako sprawę drugo albo nawet trzeciorzędną. Dlatego poprosił o podanie mu kolejnej porcji, przy tym ewidentnie drocząc się ze Skye, na co odpowiedziała tym samym.
Ja nie zasłużyłem? Przecież obiecałem być grzeczny i miły. - Tym razem to on żachnął się, udając niezadowolenie. Świadomie wrócił do złożonej mamie obietnicy w nadziei, że będzie miała stosowną moc sprawczą. Niestety, tak się nie stało. Gdy tak patrzył na jej szeroki uśmiech, mógłby przysiąc, że machała przed nim tym smakołykiem specjalnie. Lubiła go drażnić.
Zdążę schować wszystkie albumy - przyznał z cieniem uśmiechu. Niewiele myśląc, wykorzystał swoją pochyloną ku niej pozycję, po czym szybkim i wprawnym ruchem ręki przyciągnął jej fotel do siebie tak, że jej uda idealnie wpasowały się pomiędzy jego, a ona sama w jednej sekundzie znalazła się blisko niego, tym samym dając mu najlepszy możliwy dostęp do wypieku, który miał już przed nosem. Nie przemyślał swojego zachowania, po którym w swoich żyłach poczuł nagły przypływ adrenaliny. Znów nieświadomie postawił ich na granicy, której nie mogli przekroczyć. Oparł się wyprostowaną ręką o podłokietnik, chcąc zachować jako taki dystans. - Nadal jesteś pewna swojego zdania, czy masz wątpliwości co do moich manier? - Przeniósł spojrzenie z jej ust na churrosa, po czym wrócił do jej błękitnych tęczówek, dając w ten sposób znać, że nadal czekał, aż się określi. Bardzo łatwo było mu się przy niej zapomnieć, ale może to było celowe zagranie, dzięki któremu mógłby przekonać się, czy nadal na nią działał? Sam już nie był pewien i wolał tego nie analizować.
Nie dane było jej jednak odpowiedzieć, bo w tej chwili oboje usłyszeli przywołanie jego imienia przez niczego nieświadomego Anthony’ego, który właśnie wrócił z zakupów. Dominic wykorzystał moment zaskoczenia i zabrał Skye trzymanego przez nią churrosa, po czym wyprostował się i odpowiedział głośniej:
Tu jesteśmy! - I bezceremonialnie wpakował sobie wypiek do ust, a widząc jej minę, wzruszył ramionami. - Za późno. Okrutna jesteś, wiesz? - ściągnął brwi z udawanym żalem, który w następnej sekundzie przeszedł w zawadiacki uśmiech, a widząc swojego tatę w drzwiach, odsunął trochę swoje siedzenie od Skye. Anthony uśmiechnął się na widok dziewczyny i przywitał się zza drzwi, po czym zapytał o Helene. - Jest w sypialni - odparł Dominic, a jego dotychczasowy humor nieco zbladł, gdy uświadomił sobie, że beztroska chwila ze Skye była tylko niewielką odskocznią od jego szarej codzienności. - Dobra, to może przejdźmy do salonu, wytłumaczę Ci kwestie związane z projektem dla Sydney, żebyś miała do tego odpowiednie przygotowanie - zaproponował, zdając sobie sprawę, że częściowo po to właśnie Skye tu przyjechała.

Skye Murray

The last meeting

: pn lut 23, 2026 12:30 am
autor: Skye Murray
Słysząc, że dobrze trafił z wydarzeniem, przewróciła oczami z lekkim uśmiechem na ustach. Cwaniak miał szczęście - faktycznie przyznała mu wtedy rację, a wspomnienie tamtego wieczoru i u niej wywołało, że kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. To była bardzo miła chwila. Ważna w ich relacji i taka intymna… Nawet jeśli nie doszło do niczego więcej, bo Steve wkroczył do akcji. Lecz jednak to był pierwszy moment, gdy Skye pomyślała, że może łączy ją z Reyesem coś więcej.
- Na razie to tylko obietnice. Zobaczymy czy będą spełnione- i tak, zamachała lekko smakołykiem przed jego twarzą, kusząc go bezczelnie. I już miała odpowiadać, że Helene pewnie i tak ma ukryte asy w rękawie, ale wtedy nagle w ułamku sekundy znalazła się znacznie bliżej niego, stykając się kolanami z jego kroczem. Zaskoczył ją tym ruchem, który dodatkowo jeszcze był cholernie podniecający. Jej wzrok również momentalnie uciekł na jego usta, na których chciałaby złożyć pocałunek.
- Teraz tym bardziej nie nazwałabym Cię grzecznym chłopczykiem- stwierdziła ze znacząco uniesioną brwią, gdy tak intensywnie się w nią wpatrywał. Był tak blisko. Taki kuszący. Lecz przecież miała wyjść za innego - dlaczego więc czuła się właśnie tak przy osobie, któż powinna być tylko jej przyjacielem? Dlaczego pożądała przyjaciela, a nie własnego narzeczonego? W jej życiu napewno działo się właśnie coś niedobrego. A przynajmniej na tyle rozpraszającego, że pozwoliła mu zabrać jej churrosa! Wykorzystał ułamek sekundy i skradł jej smakołyk, co skomentowała jedynie posłaniem mu groźnego spojrzenia. Wyprostowała się zanim pan Anthony wszedł do ogrodu i zmarszczyła jeszcze brwi widząc jak Dominic się od niej odsunął. Jak powinna to interpretować?! W jej głowie stworzył się mętlik, który ciężko było rozszyfrować .
- Uczę się od mistrza- uśmiechnęła się zadziornie i przywitała z jego ojcem, a następnie zgodnie z radą Dominica przeszli do salonu. Słuchała uważnie o projekcie, którym ze względu na Sydney wolałaby się nie zajmować. Jednak ze względu na Dominica zrobi wszystko o co ją poprosi i nie tylko.
Po pewnym czasie przyszła do nich Helene narzekając, że za dużo pracują, więc całą czwórkę zjedli obiad, a na koniec Dominic podwiózł Skye do domu, dzięki czemu mogli jeszcze spędzić parę chwil we dwoje jak zwykle żartując i się śmiejąc.


Dominic Reyes


KONIEC