The last meeting
: pn lut 16, 2026 1:55 pm
Z każdą kolejną minutą w towarzystwie Skye, Helene miała nieodzowne wrażenie, że dziewczyna potrzebowała tej rozmowy. Czuła względem niej sympatię, łapiąc się nawet na myśli, że wspaniale byłoby mieć ją za swoją synową. Sposób, w jaki wypowiadała się o Dominicu, ciepły ton głosu i iskrzące spojrzenie nie pozostawiały wątpliwości - dziewczyna zdecydowanie coś do niego czuła. To samo przecież dostrzegała w jej synu, ilekroć poruszali temat jego przyjaciółki. Tylko głupi by nie zauważył tego, co się między nimi działo. Dlatego tym bardziej było jej przeraźliwie szkoda, że los przewrotnie uniemożliwiał im szansę na szczęście. Niemniej, nie miała na celu doradzania im obojgu, co mieli robić, a właściwie miała nadzieję, że sami do tego dojdą, w swoim czasie.
— No właśnie, tak to teraz z Wami jest. Oby tylko kariera nie była wiecznie na pierwszym miejscu - przyznała z rozbawieniem. Nie miała wątpliwości, że wspólna praca przyczyniła się do nawiązania między nimi więzi. Spędzali ze sobą naprawdę dużo czasu. I przeczuwała, że im dłużej to trwało, tym trudniej będzie zachować im pozory.
Prośba, którą obciążyła dziewczynę, była dla niej niezwykle trudna, ale i bardzo ważna. Tego dnia chciała przekonać się o słuszności własnych domysłów i dostała wszystkie odpowiedzi, jakich oczekiwała. Musiała się również upewnić, że Dominic oprócz taty będzie miał oparcie w kimś, kto go docenia i nie zawiedzie w potrzebie. Podejście Skye do sprawy, gdy złapała kobietę za rękę, tylko utwierdziło ją, że była do tego odpowiednią osobą, a słowa dziewczyny poruszyły ją jeszcze bardziej, więc automatycznie ścisnęła delikatnie dłoń Skye na tyle, ile potrafiła. Najwyraźniej także i ona potrzebowała tego zapewnienia oraz pozytywnych myśli.
— Dziękuję, kochanie. Zwłaszcza, że już i tak dużo dla niego robisz - szepnęła i starła spływającą po policzku łzę, a następnie odetchnęła głęboko, a nawet cicho się zaśmiała na wspomnienie o laptopie. Dominic był w dobrych rękach. Również wyobraziła sobie swojego męża i Skye w trakcie interwencji i uśmiechnęła się szerzej. - Myślę, że razem będziecie mieć wystarczającą siłę przebicia. Masz na niego dobry wpływ - przyznała, spoglądając na nią dobrotliwie.
Wtedy nieoczekiwanie usłyszała ciche pukanie we framugę zerknęła w stronę wejścia.
— Oho, o wilku mowa - rzuciła z uśmiechem na widok jej syna.
Skye Murray
Dominic Reyes
— No właśnie, tak to teraz z Wami jest. Oby tylko kariera nie była wiecznie na pierwszym miejscu - przyznała z rozbawieniem. Nie miała wątpliwości, że wspólna praca przyczyniła się do nawiązania między nimi więzi. Spędzali ze sobą naprawdę dużo czasu. I przeczuwała, że im dłużej to trwało, tym trudniej będzie zachować im pozory.
Prośba, którą obciążyła dziewczynę, była dla niej niezwykle trudna, ale i bardzo ważna. Tego dnia chciała przekonać się o słuszności własnych domysłów i dostała wszystkie odpowiedzi, jakich oczekiwała. Musiała się również upewnić, że Dominic oprócz taty będzie miał oparcie w kimś, kto go docenia i nie zawiedzie w potrzebie. Podejście Skye do sprawy, gdy złapała kobietę za rękę, tylko utwierdziło ją, że była do tego odpowiednią osobą, a słowa dziewczyny poruszyły ją jeszcze bardziej, więc automatycznie ścisnęła delikatnie dłoń Skye na tyle, ile potrafiła. Najwyraźniej także i ona potrzebowała tego zapewnienia oraz pozytywnych myśli.
— Dziękuję, kochanie. Zwłaszcza, że już i tak dużo dla niego robisz - szepnęła i starła spływającą po policzku łzę, a następnie odetchnęła głęboko, a nawet cicho się zaśmiała na wspomnienie o laptopie. Dominic był w dobrych rękach. Również wyobraziła sobie swojego męża i Skye w trakcie interwencji i uśmiechnęła się szerzej. - Myślę, że razem będziecie mieć wystarczającą siłę przebicia. Masz na niego dobry wpływ - przyznała, spoglądając na nią dobrotliwie.
Wtedy nieoczekiwanie usłyszała ciche pukanie we framugę zerknęła w stronę wejścia.
— Oho, o wilku mowa - rzuciła z uśmiechem na widok jej syna.
Skye Murray
Dominic Reyes