La Palma
: ndz lut 22, 2026 2:08 pm
William N. Patel
Zdradziła samą siebie i własne ideały. W jego ramionach dopiero zaczęła się uspokajać. Pod wieloma względami się nim brzydziła. Wystarczyło krótkie spojrzenie, by zaczęła je wymieniać. Parowanie, panienki, narkotyki, głośne imprezy, czy ostatnia sprawa w sądzie. Wiele była w stanie mu zarzucić i o ironio dopiero jego ciepło wydawało się ją uspokajać. Oddechy stawały się głębsze, a palce coraz mocniej zaciskała na koszuli. Nie mogła się oderwać. Nawet przez krótki moment nie myślała, by to zrobić. Wtulanie się w niego było upokarzające, a jednocześnie w obecnej chwili nie było nic bardziej przyciągającego dla niej. Skupiła się na jego ruchach dłonią. Powoli wracała do świadomości. Jej ciało wracała na odpowiednie tory.
— Mhm — mruknęła finalnie, bo dziękuję faktycznie nie przeszło by jej przez usta. Była mu za to wdzięczna, że był teraz przy niej. Mógł ją odepchnąć. Sama przecież zrobiła wobec niego sporo złego. Musiałaby to przyznać głośno. Odrzucał ją, a jednak potrzebowała być teraz przy nim. Bez dwóch zdań. Finalnie sama delikatnie się odsunęła, by móc spojrzeć prosto w jego oczy.
Im dalej odsuwa się Patel, tym bardziej wbija w niego wzrok. Była wewnętrznie sprzeczna sama ze sobą. Kiedy już się uspokoiła i tylko delikatnie pociągała nosem, a oczy dalej były czerwone, nie wiedziała, czy chciała, czy nie chciała jego bliskości. Wiele mogłaby o nim powiedzieć. Wiele mogłaby mu zarzucić, ale kiedy go potrzebowała, pokazał, że ma jakikolwiek kręgosłup moralny. Mógł przecież nie zrobić nic. Albo wezwać tutejszą policję. Zamiast tego zaopiekował się nią. Teraz zrobił to samo, choć ich bliskość nie mogła trwać w nieskończoność. Przed dłuższą chwilę milczy, nie wiedząc, co powinna powiedzieć.
— Właściwie w jakim hotelu jesteśmy? — pyta finalnie, patrząc w stronę oka z przymrużonymi oczami. Dalej światło było dla niej wrogiem — bo kojarzę ten widok, ale... inaczej — jakby z innego pokoju, lub piętra. Większość cech charakterystycznych przecież się zgadzała. Pamiętała to wybrzeże, te charakterystyczne domy, a nawet ten basen. Los aż tak bardzo z nich kpił?
— A mogę? — ogarnąć się. Nie miała ani ubrań, ani kosmetyków, ani nawet durnego ręcznika. Chociaż Patel musiał być przygotowany, pewnie niejedna laska była już u niego w łóżku. Lotte pewnie pierwszą, której nie zaliczył — powinnam — i powinnam też stąd wyjść, dodaje w myślach. Tylko irracjonalnie nie ma na to chęci, bo siłę jeszcze by znalazła.
Zdradziła samą siebie i własne ideały. W jego ramionach dopiero zaczęła się uspokajać. Pod wieloma względami się nim brzydziła. Wystarczyło krótkie spojrzenie, by zaczęła je wymieniać. Parowanie, panienki, narkotyki, głośne imprezy, czy ostatnia sprawa w sądzie. Wiele była w stanie mu zarzucić i o ironio dopiero jego ciepło wydawało się ją uspokajać. Oddechy stawały się głębsze, a palce coraz mocniej zaciskała na koszuli. Nie mogła się oderwać. Nawet przez krótki moment nie myślała, by to zrobić. Wtulanie się w niego było upokarzające, a jednocześnie w obecnej chwili nie było nic bardziej przyciągającego dla niej. Skupiła się na jego ruchach dłonią. Powoli wracała do świadomości. Jej ciało wracała na odpowiednie tory.
— Mhm — mruknęła finalnie, bo dziękuję faktycznie nie przeszło by jej przez usta. Była mu za to wdzięczna, że był teraz przy niej. Mógł ją odepchnąć. Sama przecież zrobiła wobec niego sporo złego. Musiałaby to przyznać głośno. Odrzucał ją, a jednak potrzebowała być teraz przy nim. Bez dwóch zdań. Finalnie sama delikatnie się odsunęła, by móc spojrzeć prosto w jego oczy.
Im dalej odsuwa się Patel, tym bardziej wbija w niego wzrok. Była wewnętrznie sprzeczna sama ze sobą. Kiedy już się uspokoiła i tylko delikatnie pociągała nosem, a oczy dalej były czerwone, nie wiedziała, czy chciała, czy nie chciała jego bliskości. Wiele mogłaby o nim powiedzieć. Wiele mogłaby mu zarzucić, ale kiedy go potrzebowała, pokazał, że ma jakikolwiek kręgosłup moralny. Mógł przecież nie zrobić nic. Albo wezwać tutejszą policję. Zamiast tego zaopiekował się nią. Teraz zrobił to samo, choć ich bliskość nie mogła trwać w nieskończoność. Przed dłuższą chwilę milczy, nie wiedząc, co powinna powiedzieć.
— Właściwie w jakim hotelu jesteśmy? — pyta finalnie, patrząc w stronę oka z przymrużonymi oczami. Dalej światło było dla niej wrogiem — bo kojarzę ten widok, ale... inaczej — jakby z innego pokoju, lub piętra. Większość cech charakterystycznych przecież się zgadzała. Pamiętała to wybrzeże, te charakterystyczne domy, a nawet ten basen. Los aż tak bardzo z nich kpił?
— A mogę? — ogarnąć się. Nie miała ani ubrań, ani kosmetyków, ani nawet durnego ręcznika. Chociaż Patel musiał być przygotowany, pewnie niejedna laska była już u niego w łóżku. Lotte pewnie pierwszą, której nie zaliczył — powinnam — i powinnam też stąd wyjść, dodaje w myślach. Tylko irracjonalnie nie ma na to chęci, bo siłę jeszcze by znalazła.