-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Spokój. To właśnie niego poszukiwała Charlotte po rozwodzie rodziców i z tego powodu zdecydowała się na najmniej turystyczną wśród wszystkich wysp kanaryjskich. Czarne, piaszczyste plaże, piękne klify oraz sosnowe lasy wydawały się być wystarczającą zachętą, by skryć się przed całym światem. Chyba tego potrzebowała. Zniknąć i ukryć się, póki tylko jeszcze miała resztki zdrowia psychicznego.
Los w ciągu ostatniego roku wystarczająco z niej drwił. Sprawa rodzinna ciągnęła się od lipca, dając jej dotkliwie w kość. Wpierw same rewelacje związane z rozwodem oraz podejmowanie pierwszy wręcz losowych kroków. Zniknięcie z radarów jej rodzeństwa wcale nie polepszało całej sytuacji.
Może nawet przez krótką chwilę miała nadzieję, że wszystko się poukłada, gdy poznała przystojnego prokuratora. Lubiła grać przeciwnej stronie na nosie, stąd założyła się z nim o randkę. Był jeszcze większym ponurakiem od niej, ale gdy tańczyli, czy jak grał jej na pianinie, to zobaczyła w nim kogoś więcej. Tylko i to się dość szybko pochrzaniło. Czuła wobec niego chłód, umiejętnie próbował trzymać ją na dystans, kiedy ona potrzebowała ciepła. Przytulenia, pocałunku jakiegokolwiek znaku, że zaczyna mu na niej zależeć. Tylko i tu wszystko się pochrzaniło, kiedy została przymuszona zniszczyć mu sprawę w zastępstwie. Dodatkowo musiała to zrobić w najbardziej paskudny sposób, którego sama normalnie by nie użyła. Za to zniszczyła Lennoxowi karierę, reputację, dodając uroczą naklejką załamanie nerwowe. Sama czuła się zdradzona, bo dla niej było to największe upokorzenie, jakie przeżyła. O, jak grubo się myliła. Na domiar złego, kiedy już się pogodzili, on zniknął.
A wtedy pojawił się on, źródło jej największych życiowych problemów oraz przyczyna największego upokorzenia życia. O ile wcześniej myślała, że sąsiad jest po prostu wkurwiający, tak ostatnio zmieniła zdanie. Mogła mieć sentyment do sylwestrowej nocy, czy do układania wspólnie tarota. Nawet te drobne afery, czy wysadzanie mu toalety przez środki przeczyszczające. Ba, pojechała do jego rodziców i choć miała w tym niecny plan, to zaczynało jej zależeć. Tylko jeden bankiet był w stanie przekreślić wszystko. Zostanie prawnikiem jej ojca, przepytywanie jej w trakcie rozprawy, czy... przekupstwo sędziego. Nie potrafiła w żaden racjonalny sposób tego wytłumaczyć. Na pewno go nienawidziła i na pewno nie chciała go widzieć. Takim sposobem znalazła się tutaj.
W pięciogwiazdkowym hotelu próbując zregenerować się na leżaku z drinkiem. Nawet jeśli William postanowiłby gdzieś wyjechać, to wątpiła, że wybierze najmniej uczęszczany kierunek ze wszystkich wysp kanaryjskich. Nie była tak imprezowa, choć znajdowały się tu odpowiednie miejsca, jeśli człowiek potrafił je znaleźć. Turystów przyciągał wiecznie dymiący wulkan, który pięć lat temu wybuchł. Erupcja zostawiła ślad na całej wyspie, a jednak krajobraz był cały czas zaskakująco piękny. Zaskakujący byli też przystojni wyspiarze, z którymi Charlotte wychodziła co noc do baru blisko hotelu. W zasadzie nigdy nie zastanawiała się nad własnym bezpieczeństwem.
Śpiewała, piła, jadła. Te trzy rzeczy wydawały się cały czas stale zmieniać co noc. Jednym z nich była nawet... zauroczona? Miał piękne, czarne loczki, czarujący uśmiech oraz ciemne, brązowe tęczówki, w które mogłaby się wpatrywać całymi godzinami. Jednego wieczoru zaprosił ją sam na drinka, a ona postanowiła się zgodzić bez żadnego mrugnięcia okiem. Zgodziła się i naprawdę bardzo dobrze się bawiła. Śmiała się głośno, gdy karmili się lokalnymi owocami, popijając margaritę. Jednak wiadomo kobieta musi iść na jakiś czas przypudrować nosek, poprawić strój i Lotte też to zrobiła. Zniknęła z horyzontu, gdy Pablo, bo tak się nazywał ten Hiszpan, nasypał jej coś do drinka. Nic nie wiedząca Kovalski wróciła, a w ciągu rozmowy zdążyła go wypić.
I sama nie wiedziała, czy ten drink był tak mocny, czy za mało dzisiaj zjadła. Normalnie potrafiła wypić w opór alkoholu, a zaczęła czuć się po ciężkim melanżu. Świat wydawał się być dla niej wolniejszy, spowolnił, a wszystko wyglądało, jakby włączyła wolniejsze odtwarzanie. Powieki zaczęły stawać się coraz cięższe. Kolejny drink już nie wszedł tak dobrze, miała problem z trafieniem słomką do ust. Mimo to cały czas się uśmiechała, potakiwała, choć wraz z każdą upływającą minuta coraz bardziej traciła świadomość tego, co się działo dookoła niej. Traciła wraz z każdą chwilą koncentrację. Nie mogła skupić się ani na rozmówcy, ani na czym co działo się dookoła niej.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Świat zwolnił. Cały czas głupio się uśmiechała, próbując zrozumieć słowa wypowiadane przez Hiszpana. Potakiwała, ale jej głowa stawała się cholernie ciężka. Czy ktoś właśnie spuścił na nią kamienie? Nie miała zielonego pojęcia, z czego to wynikało. Jakby jej własne ciało stało się coraz cięższe. Czuła się w nim obco, jakby ktoś odpalił jej film i puszczał go w zwolnionym tempie.
Nigdy tak szybko alkohol jej nie brał. Mięśnie powoli się rozluźniały, a Charlotte coraz bardziej głupiała. O ile była w stanie przyjąć do siebie jasno, że picie na pusty żołądek, a właściwie to na owocowy żołądek, tak nie była w stanie zrozumieć tego w pełni. Zwyczajnie nie potrafiła. Tylko wraz z każdą mijającą minutą powieki stawały się coraz cięższe. Mimo to dalej chciała się bawić. Próbowała mówić, ale każde słowo przychodziło jej z trudem. Otwierała usta, ale potrzebowała kilku dłuższych sekund, by wypowiedzieć jakiekolwiek słowo. Kiedyś alkohol tak na nią zadziałał? Nie. Nawet rzygając do losowego kosza na śmieci, pamiętała wszystko...
Tylko czy ten Hiszpan o tych ciepłych oczach mógłby ją skrzywdzić? Nie był przecież Williamem Patelem. Zresztą co miałaby zrobić w tym momencie? Wiele myśli przechodziło jej przez głowę, których nie była w stanie wyrazić jasno. Obraz się jej rozmazywał, a zapanowanie nad własnym ciałem przychodziło jej ze sporym trudem.
Co ona tu właściwie robiła? Spojrzała jeszcze raz na Hiszpana. Znała go, był w porządku, a kilka wcześniejszych nocy przetańczyli. Mogłaby utonąć w jego ramiona bez żadnego... Znaczy co? Co ona myślała? Kilka razy walnęła się dłonią delikatnie w twarz. Charlotte, nie śpimy powtarzała we własnej głowie jak mantrę. W końcu oparła łokieć o blat stołu i położyła na nim głowę. Zasnęła. Dla większości ludzi pewnie się najebała.
— Nareszcie — mruknął Hiszpan pod nosem, ale wytrawne uszy stalkera powinny być w stanie to usłyszeć. Niczego nieświadoma Lotte spała, odpłynęła, totalnie nie wiedząc, co będzie działo się z nią dalej. Typ chyba tylko na to czekał, wyjął telefon i napisał krótkiego SMS'a. Musiał być przygotowany, doświadczony w tego typu akcjach. Nawet nie spojrzał po lokalnych wyspiarzach. Wstał od stolika i zaczął zbierać ją na swoje ręce. Wyjść z baru, a później zniknąć pod osłoną nocy.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Odcięło ją totalnie... Przez głowę przechodziły jej połamane obrazy. Wymiana słów z jej Hiszpanem i Willa. Później na nowo ciemność. Uczucie noszenia i ciemność wyspy. Wszystko stale mieszało się ze sobą. Dym papierosów. Haszysz. Wózek. Wiecznie narastające napięcie. Migawki krótkich niepoukładanych obrazów, a finalnie ciemność, której nie była w stanie zapomnieć.
I w końcu mocne światło, które zaczęło błyskać wprost na jej oczy. Przymrużyła mocno oczy, przesuwając się na łóżku. Jeszcze pięć minut chciałaby wyszeptać cichym głosem, ale... to nie było jej łóżko. Pachniało męskim zapachem. Perfum, który bardzo dobrze znała i tym przedziwnym szamponem. Powoli zaczęła otwierać oczy. Powieki były piekielnie ciężkie, jakby ktoś do nich przykleił piasek. Szybka analiza. Takich zasłon nie miała we własnym pokoju. Widok na ocean też na pewno się nie zgadzał, zaraz przenosi wzrok na meble. Nic się nie zgadzało. Wszystko było inne. Co ona tutaj robiła? Czuła przedziwną dezorientację, a całe ciało ją bolało. Jakby dostała jakimś solidnym obuchem prosto w głowę.
— Jak mi kurwa źle... — mruczy krótko pod nosem, podnosząc się do siadu. Spoglądała na ubrania. Takie same jak wczoraj. Delikatnie zahacza swoją dłonią o linię bioder. Dobra, majtki dalej miała na sobie. Tylko co się stało? Myślami zaczęła wracać do ostatniego momentu, który pamiętała. Randki z Hiszpanem. Potem? Głucha pustka, której w żaden sposób nie potrafiła sobie przypomnieć. Jedyne blade obrazy, migawki, ale nic konkretnego.
— Czy ja... śnię? — mówi do samej siebie pod nosem. Sekundę później całe jej ciało się paraliżuje, kiedy jej wzrok wędruje na Patela. Nie wierzyła, że ze wszystkich osób na świecie musiała spotkać akurat jego. Znów nie pamiętała. Coś się między nimi wydarzyło i dlaczego siedział na fotelu? Cofnęła się minimalnie do oparcia łóżka — to chyba pierdolony koszmar — rzuca już całkiem głośno, chowając twarz w dłonie. Tylko cała wręcz zaczęła drżeć, oddech niebezpiecznie szybko jej przyśpieszył, a cały świat wydawał się rozpadać. Nic nie pamiętała, a to dziwne uczucie wstydu nie dawało jej żadnego spokoju. Aż w jej oczach pojawiły się łzy, bo nie tak miały wyglądać jej wakacje. Chciała odizolować się od Williama, a on siedział obok. Chciała spokoju z dobrą zabawą, a zamiast tego miała lukę i lęk.
— Co zrobiłeś tym razem? — powiedziała dość głośno, łamiącym się głosem. Był dla niej oprawcą. To uczucie wewnątrz niej musiało być jego winą. Inaczej nie byłaby w stanie tego wytłumaczyć. Pytanie, które wręcz wybrzmiewało w jej głowie było jedno. Co ty ze mną zrobiłeś, Patel?
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nic nie zrobił? Tylko jak miała mu w to uwierzyć. Siedziała skulona, płacząc na jego łóżku. Czuła łzy spływające po jej policzkach, rozmazując resztki makijażu z poprzedniej nocy. Wcześniej wyglądała jak milion dolarów, a teraz czuła się bardziej jak kupa gówna, albo zużyta prezerwatywa rzucona kogoś prosto w twarz. Jego słowa odbijały się o jej głowę, bo była wręcz pewna, że to jego sprawka. Za mało było mu znęcania się nad nią w Toronto? Rozbił ją w drobny pył, a teraz chciał ją zmiażdżyć na atomy? Pociągnęła kilka razy nerwowo nosem, zanim na niego spojrzała.
— Nie kłam — wydukała cicho ze swoich ust. Musiał kłamać. Był PRZE obrzydliwą wywłoką, która nie miała żadnych granic. Co z nią zrobił? Pamiętała jedynie zapach tytoniu, uderzający mocno do jej nozdrzy. Migawki, które ulatywały, ale im dłużej mówił... tym bardziej czuła się obco. Zaufała niewłaściwej osobie. Nigdy nie powinna zostawiać drinka w samotności, nie z facetem którego znała od paru dni. To uderzyło ją jeszcze bardziej, bo co... co jeżeli naprawdę mówił prawdę? Miałaby mu podziękować? Rozmawiać z nim normalnie? Schowała swoją głową między kolanami, czując drżenie całego ciała. Zdecydowanie zbyt wiele myśli na migrenę, którą miała.
— To... — zaczyna Kovalski, unosząc finalnie głowę. Powiedzenie, że wyglądała fatalnie niczego by nie oddało. Łzy się jej nie zatrzymywały, tworząc czarne smugi na jej twarzy, a ciało trzęsło się. Jego obecność w ogóle jej nie uspokajała. Wręcz się go obawiała, bo największe pytanie brzmiało — co tutaj robisz? — przerywała cały czas pociągnięciami nosa, nieregularnym oddechem, bo i on się nie uspokajał. Nie wiedziała, co powinna zrobić, bo jej myśli szły w zaskakującą złą stronę — wpierw niszczysz mi rodzinę, a teraz wakacje? — odwróciła od niego wzrok, nie mogła na niego patrzeć. Stracenie kontroli było czymś, czego najbardziej się obawiała. Czuła, jak jej serce powoli kroi się na pół — może to ty go wynająłeś, Patel, co? — spytała finalnie, nie mogąc się powstrzymać. Tylko po co by ją ratował? Jaki byłby tego cel? Nic jej nie zrobił. Nawet nie spał obok niej, a jednak nie mogła się powstrzymać od ucieczki myślami gdzieś daleko.
— Tak — mimo to mu pozwoliła. W tej całej sytuacji był dla niej jedyną stałą, której mogła się spodziewać. Obcy pokój, obce łóżko, obce poczucie we własnym ciele i ten sam wróg. Choć chciała móc go nienawidzić, to była skłonna mu uwierzyć. Zgarnęła drżącą wodą szklankę wody, wylewając ją na łóżko i własne ubrania. Mimo to upiła kilka łyków.
— Chujowo Patel — mruczy, próbując wziąć głębszy oddech. Głos ma cichy i jeszcze jedno pytanie musi paść — skąd mam wiedzieć, ze mówisz prawdę? — w sądzie był zdolny do oszustwa. Tutaj pewnie też.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie kłamał? Trudno było jej w to uwierzyć, a ból głowy w ogóle w tym nie pomagał. Strzępki informacji w ogóle jej nie pomagały. Była na kolacji, wypiła jednego drinka, a potem... nic nie pamiętała. Jakieś strzępki informacji przez nią przechodziły. To było najgorsze, bo nie była w stanie zaufać mu, ale nie mogła też samej sobie.
Ton Williama w ogóle nie pomagał się jej uspokoić. Wręcz załkała jeszcze głośniej. Jak tak dalej pójdzie ktoś oskarży go o ubój zwierząt w hotelowym pokoju. Nie potrzebowała teraz krzyku, aż głowa mocniej ją zabolała, a ta migrena nie była w stanie jej puścić. Ból pulsował mocno, a myśli wariowały podobnie jak ona sama. To miały być piękne, spokojne wakacje, zamiast tego spotkał ją koszmar, z którego nie była w stanie się wykaraskać.
Chowa twarz w dłoniach, bo żadne słowo jej nie pomaga. Wygląda chujowo. Sprzedaż nerek. Podcasty kryminalne. Ciało miała niesamowite ciężkie i pierwszy raz zdała sobie sprawę z tego, co tak właściwie się stało. To nie był alkohol. Ktoś chciał ją skrzywdzić, a im dłużej płakała, im mocniej drżała, tym bardziej zdawała sobie sprawę z jednego. Faktycznie ją uratował. Powoli to do niej docierało, choć nie przyznałaby tego głośno.
O ile go nienawidziła. Było tak. Chyba. To myśl, że on ją uratował, była irracjonalna. Jeszcze mocniej im dłużej go słuchała, bo nie była w stanie nic powiedzieć. Uniosła wysoko głowę, by móc na niego spojrzeć. Dalej się nim brzydziła. Zniszczył jej rodzinę, a jej matkę pozostawił z niczym. To były fakty. Zniszczył jedyny prezent od ojca, a teraz ją uratował? Wiele emocji przez nią przechodziło, których nie była w stanie racjonalnie wytłumaczyć.
W jej oczach był chory psychicznie. Tylko ta historia brzmiała racjonalnie. Wszystko wydawało się być poukładane. Nawet nie myślała, by zadzwonić do recepcji hotelu. Musiała się uspokoić, znaleźć odpowiedni rytm oddechów, spowolnić bicie serca. Choć brzydziła się nim bez dwóch zdań, to był stałą. Uratował ją. Nawet nie wiedziała kiedy poruszyła się, by się do niego przytulić. Nie obchodziły jej żadne konwenanse oraz własna zasady. Potrzebowała jednego stałego punktu w tej sytuacji. Mocno zacisnęła na jego białej koszuli dłonie i dalej płakała.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski