28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Spokój. To właśnie niego poszukiwała Charlotte po rozwodzie rodziców i z tego powodu zdecydowała się na najmniej turystyczną wśród wszystkich wysp kanaryjskich. Czarne, piaszczyste plaże, piękne klify oraz sosnowe lasy wydawały się być wystarczającą zachętą, by skryć się przed całym światem. Chyba tego potrzebowała. Zniknąć i ukryć się, póki tylko jeszcze miała resztki zdrowia psychicznego.
Los w ciągu ostatniego roku wystarczająco z niej drwił. Sprawa rodzinna ciągnęła się od lipca, dając jej dotkliwie w kość. Wpierw same rewelacje związane z rozwodem oraz podejmowanie pierwszy wręcz losowych kroków. Zniknięcie z radarów jej rodzeństwa wcale nie polepszało całej sytuacji.
Może nawet przez krótką chwilę miała nadzieję, że wszystko się poukłada, gdy poznała przystojnego prokuratora. Lubiła grać przeciwnej stronie na nosie, stąd założyła się z nim o randkę. Był jeszcze większym ponurakiem od niej, ale gdy tańczyli, czy jak grał jej na pianinie, to zobaczyła w nim kogoś więcej. Tylko i to się dość szybko pochrzaniło. Czuła wobec niego chłód, umiejętnie próbował trzymać ją na dystans, kiedy ona potrzebowała ciepła. Przytulenia, pocałunku jakiegokolwiek znaku, że zaczyna mu na niej zależeć. Tylko i tu wszystko się pochrzaniło, kiedy została przymuszona zniszczyć mu sprawę w zastępstwie. Dodatkowo musiała to zrobić w najbardziej paskudny sposób, którego sama normalnie by nie użyła. Za to zniszczyła Lennoxowi karierę, reputację, dodając uroczą naklejką załamanie nerwowe. Sama czuła się zdradzona, bo dla niej było to największe upokorzenie, jakie przeżyła. O, jak grubo się myliła. Na domiar złego, kiedy już się pogodzili, on zniknął.
A wtedy pojawił się on, źródło jej największych życiowych problemów oraz przyczyna największego upokorzenia życia. O ile wcześniej myślała, że sąsiad jest po prostu wkurwiający, tak ostatnio zmieniła zdanie. Mogła mieć sentyment do sylwestrowej nocy, czy do układania wspólnie tarota. Nawet te drobne afery, czy wysadzanie mu toalety przez środki przeczyszczające. Ba, pojechała do jego rodziców i choć miała w tym niecny plan, to zaczynało jej zależeć. Tylko jeden bankiet był w stanie przekreślić wszystko. Zostanie prawnikiem jej ojca, przepytywanie jej w trakcie rozprawy, czy... przekupstwo sędziego. Nie potrafiła w żaden racjonalny sposób tego wytłumaczyć. Na pewno go nienawidziła i na pewno nie chciała go widzieć. Takim sposobem znalazła się tutaj.
W pięciogwiazdkowym hotelu próbując zregenerować się na leżaku z drinkiem. Nawet jeśli William postanowiłby gdzieś wyjechać, to wątpiła, że wybierze najmniej uczęszczany kierunek ze wszystkich wysp kanaryjskich. Nie była tak imprezowa, choć znajdowały się tu odpowiednie miejsca, jeśli człowiek potrafił je znaleźć. Turystów przyciągał wiecznie dymiący wulkan, który pięć lat temu wybuchł. Erupcja zostawiła ślad na całej wyspie, a jednak krajobraz był cały czas zaskakująco piękny. Zaskakujący byli też przystojni wyspiarze, z którymi Charlotte wychodziła co noc do baru blisko hotelu. W zasadzie nigdy nie zastanawiała się nad własnym bezpieczeństwem.
Śpiewała, piła, jadła. Te trzy rzeczy wydawały się cały czas stale zmieniać co noc. Jednym z nich była nawet... zauroczona? Miał piękne, czarne loczki, czarujący uśmiech oraz ciemne, brązowe tęczówki, w które mogłaby się wpatrywać całymi godzinami. Jednego wieczoru zaprosił ją sam na drinka, a ona postanowiła się zgodzić bez żadnego mrugnięcia okiem. Zgodziła się i naprawdę bardzo dobrze się bawiła. Śmiała się głośno, gdy karmili się lokalnymi owocami, popijając margaritę. Jednak wiadomo kobieta musi iść na jakiś czas przypudrować nosek, poprawić strój i Lotte też to zrobiła. Zniknęła z horyzontu, gdy Pablo, bo tak się nazywał ten Hiszpan, nasypał jej coś do drinka. Nic nie wiedząca Kovalski wróciła, a w ciągu rozmowy zdążyła go wypić.
I sama nie wiedziała, czy ten drink był tak mocny, czy za mało dzisiaj zjadła. Normalnie potrafiła wypić w opór alkoholu, a zaczęła czuć się po ciężkim melanżu. Świat wydawał się być dla niej wolniejszy, spowolnił, a wszystko wyglądało, jakby włączyła wolniejsze odtwarzanie. Powieki zaczęły stawać się coraz cięższe. Kolejny drink już nie wszedł tak dobrze, miała problem z trafieniem słomką do ust. Mimo to cały czas się uśmiechała, potakiwała, choć wraz z każdą upływającą minuta coraz bardziej traciła świadomość tego, co się działo dookoła niej. Traciła wraz z każdą chwilą koncentrację. Nie mogła skupić się ani na rozmówcy, ani na czym co działo się dookoła niej.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Generalnie to był przypadek. Zakręciłem globusem i zatrzymałem go w najbardziej randomowym miejscu, ale przy pierwszej próbie mój palec trafił gdzieś w środek Atlantyku i choć przez moment przeszło mi przez myśl by puścić się w ocean ekskluzywnym wycieczkowym jachtem, to jednak nie tak sobie wyobrażałem odpoczynek. Owszem, lubiłem zbiorniki wodne, a szum fal bardzo mnie uspokajał, ale tym razem chyba wolałem podziwiać go z lądu. Potem zakręciłem znowu i tym razem mój palec zatrzymał się w samym środku wysp Kanaryjskich, a po krótkiej rozmowie z czatem gpt zdecydowałem się na La Palme. Nie potrzebowałem tłumów turystów, ani zbyt głośnych imprez, tylko trochę luzu wyspiarzy i przepięknych widoków na nocne niebo. I faktycznie szybko okazało się, że ten wybór był strzałem w dziesiątkę. Zatrzymałem się w wysokiej klasy hotelu, ale całe dnie spędzałem w sumie poza pokojem, tam zostawiłem tylko wyłączony telefon, bo nie chciało mi się przed nikim tłumaczyć co się ze mną dzieje, napisałem tylko krótkiego smsa do mamy, do Peach i do szefa, żeby wiedzieli, że wyjechałem. Opalałem się na plaży, rozwiązywałem krzyżówki, czytałem książki i przeglądałem zdjęcia w lokalnej prasie, bo nie znałem hiszpańskiego, no może tylko kilka przekleństw od Madoxa, później złapałem różne podstawowe słówka typu gracias, hola czy por favor. Do tego oczywiście niewyczerpalny wodopój kolorowych drinków i grudy haszyszu prosto z Maroko, tak przynajmniej twierdził boj hotelowy, który mi to ogarniał. Generalnie nieźle czesało beret, więc nie miałem na co narzekać. Było cudownie, zacząłem nawet rozważać przeniesienie się tu na stałe, może mógłbym nauczyć się lokalnego prawa i pomagać tutejszej ludności, wynajął bym jakąś niewielką chatę przy plaży, mama mogłaby mnie odwiedzać, a z ojcem i tak się przecież nie odzywałem. W każdym razie ten wieczór spędzam w okolicznym barze, walę już chyba czwartą Pina Coladę i uczestniczę w rozgrywce limbo. Jak komuś uda się przejść pod kijem to wszyscy krzyczą OOOO!! Jak ktoś dotknie kija to też wszyscy krzyczą OOOO!!!! A już najgłośniej jak ktoś upadnie na piach próbując zejść jeszcze niżej. Odpadam tuż przed finałem i ląduję na ziemi, co oczywiście wiąże się z kolejnymi okrzykami, zbijam piątki z każdym, kogo udało mi się pokonać oraz z tymi, którzy pokonali mnie i wychodzę z tłumu żeby zamówić sobie jeszcze jednego drinka. W czasie kiedy barman montuje mi mojito, opieram się o bar i rozglądam dookoła, rzucając spojrzeniem po zgromadzonych i przy jednym ze stolików dostrzegam... No nie kurwa, to nie może być prawda. Przecieram w zdziwieniu oczy i mrugam kilka razy bo w pierwszej chwili myślę, że mam zwidy pewnie od tego haszyszu, ale nie, to naprawdę Charlotte Kovalski we własnej osobie w towarzystwie jakiegoś turbo przystojnego Hiszpana. Jeśli Bóg istniał, to musiał być strasznym skurwielem, skoro na jebanym końcu świata spotykam osobę, przed którą próbowałem uciec. Robi mi się gorąco i nie wiem sam czy bardziej dlatego, że bardzo nie chce się z nią konfrontować czy raczej dlatego, że wydaje się dobrze bawić w towarzystwie tamtego latino przystojniaczka. Powinno to po mnie spłynąć, ostatecznie nienawidzimy się od rozprawy, ale mimo tego czuję jakieś chore ukłucie zazdrości. Kovalski wstaje od swojego stolika, a ja czym prędzej łapię za obszerne menu i zasłaniam nim twarz, żeby mnie czasem nie zauważyła. Odprowadzam ją spojrzeniem dopóki nie zniknie w toalecie, a potem powracam do jej towarzysza i dosłownie widzę jak facet dosypuje jej coś do drinka. W pierwszej chwili zrywam się na równe nogi, bo od razu chcę tam iść i mu wlać tego zaprawionego drina do gardła, ale zaczynam sobie wyobrażać jak by to beznadziejnie wyglądało - mocuję się z tym chłopem, ona wraca i oskarża mnie o bycie jakimś pierdolonym stalkerem z obsesją na jej punkcie, który przyleciał za nią na pierdolone Kanary byle zepsuć jej wakacje. Ja na pewno bym tak pomyślał na jej miejscu i kolejna afera gotowa. Więc chociaż mnie dosłownie nosi, żeby zajebać temu fircykowi porządnego plaskacza, to ostatecznie siadam na stołku przy barze i monitoruję rozwój sytuacji. Widzę jak Charlotte beztrosko popija drineczka i z każdą kolejną minutą robi się coraz bardziej otępiała. Raz, całkiem świadomie zeżarłem pigułkę gwałtu bo chciałem sprawdzić jaka faza i była do dupy - najpierw w ogóle nie mogłem się skupić, a potem mnie odcięło, na drugi dzień miałem turbo mdłości, a łeb to mnie bolał jeszcze przez następne dwa, ale mimo wszystko to nie odbiło się to jakoś tragicznie na moim zdrowiu - tak się przynajmniej próbuję usprawiedliwiać przed samym sobą, że w ogóle pozwoliłem na to, żeby ona tego drinka wypiła. Obserwuję ich znad krawędzi karty drinków (musi być bardzo ciekawa, skoro udaję, że ją czytam przez bite pół godziny) i czekam na rozwój wydarzeń.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Świat zwolnił. Cały czas głupio się uśmiechała, próbując zrozumieć słowa wypowiadane przez Hiszpana. Potakiwała, ale jej głowa stawała się cholernie ciężka. Czy ktoś właśnie spuścił na nią kamienie? Nie miała zielonego pojęcia, z czego to wynikało. Jakby jej własne ciało stało się coraz cięższe. Czuła się w nim obco, jakby ktoś odpalił jej film i puszczał go w zwolnionym tempie.
Nigdy tak szybko alkohol jej nie brał. Mięśnie powoli się rozluźniały, a Charlotte coraz bardziej głupiała. O ile była w stanie przyjąć do siebie jasno, że picie na pusty żołądek, a właściwie to na owocowy żołądek, tak nie była w stanie zrozumieć tego w pełni. Zwyczajnie nie potrafiła. Tylko wraz z każdą mijającą minutą powieki stawały się coraz cięższe. Mimo to dalej chciała się bawić. Próbowała mówić, ale każde słowo przychodziło jej z trudem. Otwierała usta, ale potrzebowała kilku dłuższych sekund, by wypowiedzieć jakiekolwiek słowo. Kiedyś alkohol tak na nią zadziałał? Nie. Nawet rzygając do losowego kosza na śmieci, pamiętała wszystko...
Tylko czy ten Hiszpan o tych ciepłych oczach mógłby ją skrzywdzić? Nie był przecież Williamem Patelem. Zresztą co miałaby zrobić w tym momencie? Wiele myśli przechodziło jej przez głowę, których nie była w stanie wyrazić jasno. Obraz się jej rozmazywał, a zapanowanie nad własnym ciałem przychodziło jej ze sporym trudem.
Co ona tu właściwie robiła? Spojrzała jeszcze raz na Hiszpana. Znała go, był w porządku, a kilka wcześniejszych nocy przetańczyli. Mogłaby utonąć w jego ramiona bez żadnego... Znaczy co? Co ona myślała? Kilka razy walnęła się dłonią delikatnie w twarz. Charlotte, nie śpimy powtarzała we własnej głowie jak mantrę. W końcu oparła łokieć o blat stołu i położyła na nim głowę. Zasnęła. Dla większości ludzi pewnie się najebała.
Nareszcie — mruknął Hiszpan pod nosem, ale wytrawne uszy stalkera powinny być w stanie to usłyszeć. Niczego nieświadoma Lotte spała, odpłynęła, totalnie nie wiedząc, co będzie działo się z nią dalej. Typ chyba tylko na to czekał, wyjął telefon i napisał krótkiego SMS'a. Musiał być przygotowany, doświadczony w tego typu akcjach. Nawet nie spojrzał po lokalnych wyspiarzach. Wstał od stolika i zaczął zbierać ją na swoje ręce. Wyjść z baru, a później zniknąć pod osłoną nocy.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Jak przyjebała w końcu gwoździa na stole to aż mnie coś tknęło w środku, że to już czas wkraczać do akcji. W głowie mam już różne najczarniejsze scenariusze, że ją oddaje na organy, albo do domu publicznego, albo okrada i wrzuca do oceanu i chociaż gdzieś tam z tyłu głowy pojawia się myśl, że to by mnie uwolniło od niej na wieki wieków, to jednak miałbym za duże wyrzuty sumienia, że na to pozwoliłem. Niemniej podchodzę do ich stolika i się pytam co on odpierdala, a chłop patrzy na mnie jak na wariata i rzuca żebym się nie interesował, ale przestaje ją zbierać z tego stolika, w zamian zwracając się w moją stronę, coś tam kręci, że się spiła i chce ją odstawić do pokoju, ale mu mówię prosto z mostu, że widziałem jak jej dosypuje coś do drinka i co więcej mam to nagrane na telefonie i jak stąd nie pójdzie to z miłą chęcią przekażę dowody na policję. To go trochę zbija z tropu, chociaż nie daje za wygraną i zaczyna coś szybko trajkotać po hiszpańsku i machać łapami na prawo i lewo, więc mu sprzedaję takiego srogiego plaskacza, że jak klasnęło, to aż się wszyscy obejrzeli w naszą stronę, a chłop dosłownie ma łzy w oczach tak to musiało boleć. Robię krok w jego kierunku i grożę, że to było ostatnie ostrzeżenie, chociaż nie wiem co miałbym niby potem zrobić? W duchu się modlę o to, żeby nie chciał się bić. Ktoś gdzieś z tyłu krzyczy, że walka! A barman dodaje, że jak już to na zewnątrz, ale tamten chyba jednak nie zamierza stawiać oporu, może po przekalkulowaniu wszystkich zysków i strat stwierdza, że mu się to nie opłaca. Przeklina mnie po hiszpańsku i pluje mi pod nogi, a potem odchodzi bardzo szybkim krokiem. Trochę się boję, że poskarży się innym gangsterom i będą na nas czekać gdzieś za rogiem, a potem to już obydwoje zostaniemy sprzedani do burdelu, ale może jak się pośpieszę to mi się uda dotrzeć do hotelu bez żadnych przygód po drodze. Łapię Charlotte za wszarz i ją stawiam na równe nogi, co wcale nie jest takie proste, bo jest kompletnie wiotka, a potem sobie ją przerzucam przez ramię i opuszczam bar. Może nie jest jakaś ciężka, ale zaś ja wcale nie jestem przyzwyczajony do dźwigania i kiedy docieramy pod mój hotel to ją odkładam na ławkę przy wejściu i się przeciągam kilka razy, bo już dosłownie nie mam siły, a muszę pokonać jeszcze całe patio, długi korytarz do windy i kolejny długi korytarz do mojego pokoju, bo jak na złość się znajdował na samym końcu. Jezu, już mi powoli plecy wysiadają, nie wierzę dosłownie, że się tak poświęcam do kogoś takiego jak Kovalski. Przysiadam na moment na ławce obok niej, a jej luźne ciało opada mi na ramię. Chcę tylko chwilę odpocząć przed dalszą podróżą, jednak słyszę znajomy głos boja hotelowego, tego samego co mi załatwiał haszysz. Ajajaj, Amigo, co się stało? Pyta, podchodząc bliżej i częstuje mnie papierosem, a ja kiwam głową w podzięce i odpalając peta, opowiadam mu całą historię. O tym, że w sumie to znamy się z Toronto i że widziałem jak jakiś facet dosypuje jej coś do drinka i że niosę ją tutaj aż stamtąd i już mi plecy wysiadają, a on kwituje to głośnym carramba. Potem przyznaje, że to się niestety zdarza coraz częściej i trzeba naprawdę bardzo na siebie uważać, szczególnie jeśli jest się kobietą. Pytam czy mi pomoże ją wtargnąć na górę, a on cmoka i zasłania się tym, że musi oszczędzać plecy, ale w sumie to ma lepszy pomysł niż dźwiganie i żebym czekał. To czekam, a on po chwili wraca z wózkiem na bagaże. W sumie brzmi to całkiem sensownie - ładujemy Lotte na wózek i Alejandro go pcha, a ja pilnuję, żeby jej po drodze żadna ręka ani noga nie spadła. W windzie opowiada mi jakieś śmieszne historie i drzemy łacha obydwoje, a potem podjeżdżamy pod mój pokój. Otwieram drzwi kartą i chłopak pomaga mi ją jeszcze przenieść na łóżko, daję mu napiwek za fatygę, zaś on obiecuje, że przyniesie mi jutro więcej haszu i się rozstajemy. W sumie trochę się boję co to będzie jak Charlotte odzyska świadomość, bo dam se rękę uciąć, że nie będzie chciała mi wierzyć. Mam tutaj tylko jedno łóżko, więc z braku laku układam się w fotelu, bo przecież nie koło niej, nie zamierzam się narażać na jakieś dziwne oskarżenia. Usypiam bardzo szybko, emocje trochę już zdążyły opaść i czuję się na maksa zmęczony.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Odcięło ją totalnie... Przez głowę przechodziły jej połamane obrazy. Wymiana słów z jej Hiszpanem i Willa. Później na nowo ciemność. Uczucie noszenia i ciemność wyspy. Wszystko stale mieszało się ze sobą. Dym papierosów. Haszysz. Wózek. Wiecznie narastające napięcie. Migawki krótkich niepoukładanych obrazów, a finalnie ciemność, której nie była w stanie zapomnieć.
I w końcu mocne światło, które zaczęło błyskać wprost na jej oczy. Przymrużyła mocno oczy, przesuwając się na łóżku. Jeszcze pięć minut chciałaby wyszeptać cichym głosem, ale... to nie było jej łóżko. Pachniało męskim zapachem. Perfum, który bardzo dobrze znała i tym przedziwnym szamponem. Powoli zaczęła otwierać oczy. Powieki były piekielnie ciężkie, jakby ktoś do nich przykleił piasek. Szybka analiza. Takich zasłon nie miała we własnym pokoju. Widok na ocean też na pewno się nie zgadzał, zaraz przenosi wzrok na meble. Nic się nie zgadzało. Wszystko było inne. Co ona tutaj robiła? Czuła przedziwną dezorientację, a całe ciało ją bolało. Jakby dostała jakimś solidnym obuchem prosto w głowę.
Jak mi kurwa źle... — mruczy krótko pod nosem, podnosząc się do siadu. Spoglądała na ubrania. Takie same jak wczoraj. Delikatnie zahacza swoją dłonią o linię bioder. Dobra, majtki dalej miała na sobie. Tylko co się stało? Myślami zaczęła wracać do ostatniego momentu, który pamiętała. Randki z Hiszpanem. Potem? Głucha pustka, której w żaden sposób nie potrafiła sobie przypomnieć. Jedyne blade obrazy, migawki, ale nic konkretnego.
Czy ja... śnię? — mówi do samej siebie pod nosem. Sekundę później całe jej ciało się paraliżuje, kiedy jej wzrok wędruje na Patela. Nie wierzyła, że ze wszystkich osób na świecie musiała spotkać akurat jego. Znów nie pamiętała. Coś się między nimi wydarzyło i dlaczego siedział na fotelu? Cofnęła się minimalnie do oparcia łóżka — to chyba pierdolony koszmar — rzuca już całkiem głośno, chowając twarz w dłonie. Tylko cała wręcz zaczęła drżeć, oddech niebezpiecznie szybko jej przyśpieszył, a cały świat wydawał się rozpadać. Nic nie pamiętała, a to dziwne uczucie wstydu nie dawało jej żadnego spokoju. Aż w jej oczach pojawiły się łzy, bo nie tak miały wyglądać jej wakacje. Chciała odizolować się od Williama, a on siedział obok. Chciała spokoju z dobrą zabawą, a zamiast tego miała lukę i lęk.
Co zrobiłeś tym razem? — powiedziała dość głośno, łamiącym się głosem. Był dla niej oprawcą. To uczucie wewnątrz niej musiało być jego winą. Inaczej nie byłaby w stanie tego wytłumaczyć. Pytanie, które wręcz wybrzmiewało w jej głowie było jedno. Co ty ze mną zrobiłeś, Patel?
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Budzę się dopiero jak zaczyna trochę bardziej hałasować i dochodzi do mnie znajomy, dziewczęcy głos. Mrugam kilka razy i jeszcze przez chwilę nie ogarniam, bo trochę boli mnie łeb od chrzczonych drinków i marokańskiego haszu, ale to pewnie nic w porównaniu do tego co czuje Charlotte. Nawet sobie nie wyobrażam jak musi być jej źle, co zresztą doskonale widać na załączonym obrazku. Jeszcze chwilę milczę, bo wszystko dochodzi do mnie w zwolnionym tempie, jak zresztą zawsze po nagłym wyrwaniu z głębokiego snu. Poprawiam się na fotelu i przesuwam dłońmi wzdłuż twarzy - Ja? Ja nic nie zrobiłem - mówię, a potem podnoszę się z fotela i przeciągam, bo mnie coś łamie w krzyżu od spania w takiej niewygodnej pozycji no i pewnie też od dźwigania. Dopiero jak się zaczynam jej przyglądać, to zauważam jak się trzęsie i te łzy w jej oczach i po części mnie to nie dziwi. Raczej słaba sytuacja, a na domiar złego nasze relacje były w ostatnim czasie dosyć mocno skomplikowane. Czy więc mogła pomyśleć, że jestem jakimś zwyrolem? Mogła, sam bym pewnie tak właśnie pomyślał -Spokojnie, dobra? - rzucam, ale nie ruszam się z miejsca, żeby jej jeszcze bardziej nie wystraszyć, raczej mam całkiem przeciwne intencje - Dobra, od początku - ten facet, z którym byłaś wczoraj w barze, on ci coś dosypał do drinka i wyzgonowałaś dosłownie na stoliku, pewnie nic już z tego nie pamiętasz? W każdym razie chciał cię gdzieś wynieść, no ale na szczęście ja się napatoczyłem i cię przejąłem, bo inaczej to pewnie - pewnie by jej właśnie wstrzykiwali heroinę w burdelu w jakimś kraju trzeciego świata, albo coś jeszcze gorszego. Ale nie mówię tego głośno, bo to nie brzmi jak pocieszenie - Mogę usiąść? - pytam i robię krok w jej stronę, a po drodze zahaczam o szafkę, żeby jej polać wody do szklanki, chyba czystej, chociaż nie wiem, może już z niej piłem. Wystawiam szkło w jej kierunku - Masz, napij się wody, jak się czujesz? - wyglądała niezbyt dobrze szczerze mówiąc, ale pewnie każdy by tak wyglądał po ciężkiej nocy. Daję jej czas i przestrzeń na to, żeby się trochę uspokoiła, bo naprawdę ostatnie o czym marzę w tym momencie to to żeby się między nami wywiązała kolejna kłótnia. Ja wiem, że cała ta historia brzmi trochę surrealistycznie, ale liczę na to, że mi jednak uwierzy, chociaż sam fakt, że się przypadkowo znaleźliśmy w tym samym miejscu jest trochę abstrakcyjny. Na to w sumie nie miałem żadnego sensownego wytłumaczenia, oprócz przeznaczenia, o ile oczywiście wierzyć w takie rzeczy.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nic nie zrobił? Tylko jak miała mu w to uwierzyć. Siedziała skulona, płacząc na jego łóżku. Czuła łzy spływające po jej policzkach, rozmazując resztki makijażu z poprzedniej nocy. Wcześniej wyglądała jak milion dolarów, a teraz czuła się bardziej jak kupa gówna, albo zużyta prezerwatywa rzucona kogoś prosto w twarz. Jego słowa odbijały się o jej głowę, bo była wręcz pewna, że to jego sprawka. Za mało było mu znęcania się nad nią w Toronto? Rozbił ją w drobny pył, a teraz chciał ją zmiażdżyć na atomy? Pociągnęła kilka razy nerwowo nosem, zanim na niego spojrzała.
Nie kłam — wydukała cicho ze swoich ust. Musiał kłamać. Był PRZE obrzydliwą wywłoką, która nie miała żadnych granic. Co z nią zrobił? Pamiętała jedynie zapach tytoniu, uderzający mocno do jej nozdrzy. Migawki, które ulatywały, ale im dłużej mówił... tym bardziej czuła się obco. Zaufała niewłaściwej osobie. Nigdy nie powinna zostawiać drinka w samotności, nie z facetem którego znała od paru dni. To uderzyło ją jeszcze bardziej, bo co... co jeżeli naprawdę mówił prawdę? Miałaby mu podziękować? Rozmawiać z nim normalnie? Schowała swoją głową między kolanami, czując drżenie całego ciała. Zdecydowanie zbyt wiele myśli na migrenę, którą miała.
To... — zaczyna Kovalski, unosząc finalnie głowę. Powiedzenie, że wyglądała fatalnie niczego by nie oddało. Łzy się jej nie zatrzymywały, tworząc czarne smugi na jej twarzy, a ciało trzęsło się. Jego obecność w ogóle jej nie uspokajała. Wręcz się go obawiała, bo największe pytanie brzmiało — co tutaj robisz? — przerywała cały czas pociągnięciami nosa, nieregularnym oddechem, bo i on się nie uspokajał. Nie wiedziała, co powinna zrobić, bo jej myśli szły w zaskakującą złą stronę — wpierw niszczysz mi rodzinę, a teraz wakacje? — odwróciła od niego wzrok, nie mogła na niego patrzeć. Stracenie kontroli było czymś, czego najbardziej się obawiała. Czuła, jak jej serce powoli kroi się na pół — może to ty go wynająłeś, Patel, co? — spytała finalnie, nie mogąc się powstrzymać. Tylko po co by ją ratował? Jaki byłby tego cel? Nic jej nie zrobił. Nawet nie spał obok niej, a jednak nie mogła się powstrzymać od ucieczki myślami gdzieś daleko.
Tak — mimo to mu pozwoliła. W tej całej sytuacji był dla niej jedyną stałą, której mogła się spodziewać. Obcy pokój, obce łóżko, obce poczucie we własnym ciele i ten sam wróg. Choć chciała móc go nienawidzić, to była skłonna mu uwierzyć. Zgarnęła drżącą wodą szklankę wody, wylewając ją na łóżko i własne ubrania. Mimo to upiła kilka łyków.
Chujowo Patel — mruczy, próbując wziąć głębszy oddech. Głos ma cichy i jeszcze jedno pytanie musi paść — skąd mam wiedzieć, ze mówisz prawdę? — w sądzie był zdolny do oszustwa. Tutaj pewnie też.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie kłam. No oczywiście, że musiała mnie oskarżać o kłamstwo i pomimo tego, że w tym momencie było mi jej strasznie żal, to gdzieś w głowie pojawia się myśl, że trzeba się było nie wpierdalać, ciśnienie mi skacze, ale oddycham głęboko i kręcę głową, zachowując spokój - Nie kłamię - powtarzam. A potem pada pytanie, na które właściwie nie znam odpowiedzi. W sumie to znam, ale wydaje się bezsensowna - Kazałaś mi spierdalać, więc wyjebałem na koniec świata - wzruszam ramionami - Jestem tu na wakacjach, a może zostanę na zawsze - pewnie nie, wyspa była piękna, ale ja byłem typowym mieszczuchem i znając siebie znudziłoby mi się po kilku miesiącach. Slow life był dobry na odpoczynek, ale ostatecznie i tak zaczęłoby mi brakować wrażeń z Toronto - Ooo, no tak, JA ci niszczę rodzinę i JA ci niszczę wakacje - zaczynam, zanim zdążę ugryźć się w język, ale znowu oddycham głęboko, żeby uspokoić trochę układ nerwowy. Widzę, że jest kompletnie rozjebana psychicznie i naprawdę nie chcę jej jeszcze dokładać, chociaż jeśli ta rozmowa pójdzie dalej w tym samym złym kierunku to nie ręczę za siebie - Ja go wynająłem?! - zaczynam się trochę unosić, bo te oskarżenia brzmią strasznie, a w gruncie rzeczy byłem raczej bohaterem niż oprawcą - Czy ty się słyszysz w ogóle? Gdybym się tam nie znalazł przypadkiem to już byś pewnie nie miała nerek - i może innych organów również. Aż mi ciary biegną wzdłuż kręgosłupa na samą myśl. Opadam ciężko na łóżko, ale z dala od niej i przesuwam dłońmi wzdłuż twarzy, zanim ponownie wbiję w nią spojrzenie - Wyglądasz jak gówno - dodaję, kiedy mówi, że czuje się chujowo - Wiesz co możesz mi nie wierzyć, chociaż nie wiem po chuj bym się miał pakować w taki syf, skoro marzę tylko o tym żeby się wreszcie uwolnić od ciebie i wszystkiego co z tobą związane - więc wyjechałem tak daleko i co? I oczywiście musiałem wpaść tutaj na nią, ktoś tam nad nami musiał mieć naprawdę schujałe poczucie humoru, skoro doprowadzał do takich historii - Nienawidzę cię dalej, ale jak cię zobaczyłem tam, w tym barze, w takim stanie i tego typa, który już dosłownie zdążył cię sprzedać - no bo przecież wymieniał z kimś wiadomości, resztę sobie dopowiedziałem dla odpowiedniego dramatyzmu - To coś mnie tknęło. Najgorszemu wrogowi nie życzyłbym porwania, wiesz doskonale co robią z takimi dziewczynami, lubisz kryminalne podcasty, na pewno słyszałaś niejedną taką historię. Poza tym pomyśl co ty byś zrobiła gdyby sytuacja była odwrotna? Zostawiłabyś mnie na pastwę losu? - wbijam w nią spojrzenie. Pewnie by musiała wzywać posiłki, bo po pierwsze nikt by się nie przestraszył kobiety, a po drugie by mnie nie uniosła, więc dobrze, że to jednak ona była ofiarą a nie ja. Nie chciałbym się potem oddawać potężnym gejom za działkę fentanylu gdzieś w dzikim kraju - Boj hotelowy pomógł mi cię tu przetransportować, możesz go zapytać, możesz nawet od razu zadzwonić na recepcję - mieliśmy tu takie wewnętrzne domofony, chociaż przecież jego też mogłem WYNAJĄĆ, żeby potwierdził moją wersję, skoro byłem w jej oczach aż tak bardzo chory psychicznie.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nie kłamał? Trudno było jej w to uwierzyć, a ból głowy w ogóle w tym nie pomagał. Strzępki informacji w ogóle jej nie pomagały. Była na kolacji, wypiła jednego drinka, a potem... nic nie pamiętała. Jakieś strzępki informacji przez nią przechodziły. To było najgorsze, bo nie była w stanie zaufać mu, ale nie mogła też samej sobie.
Ton Williama w ogóle nie pomagał się jej uspokoić. Wręcz załkała jeszcze głośniej. Jak tak dalej pójdzie ktoś oskarży go o ubój zwierząt w hotelowym pokoju. Nie potrzebowała teraz krzyku, aż głowa mocniej ją zabolała, a ta migrena nie była w stanie jej puścić. Ból pulsował mocno, a myśli wariowały podobnie jak ona sama. To miały być piękne, spokojne wakacje, zamiast tego spotkał ją koszmar, z którego nie była w stanie się wykaraskać.
Chowa twarz w dłoniach, bo żadne słowo jej nie pomaga. Wygląda chujowo. Sprzedaż nerek. Podcasty kryminalne. Ciało miała niesamowite ciężkie i pierwszy raz zdała sobie sprawę z tego, co tak właściwie się stało. To nie był alkohol. Ktoś chciał ją skrzywdzić, a im dłużej płakała, im mocniej drżała, tym bardziej zdawała sobie sprawę z jednego. Faktycznie ją uratował. Powoli to do niej docierało, choć nie przyznałaby tego głośno.
O ile go nienawidziła. Było tak. Chyba. To myśl, że on ją uratował, była irracjonalna. Jeszcze mocniej im dłużej go słuchała, bo nie była w stanie nic powiedzieć. Uniosła wysoko głowę, by móc na niego spojrzeć. Dalej się nim brzydziła. Zniszczył jej rodzinę, a jej matkę pozostawił z niczym. To były fakty. Zniszczył jedyny prezent od ojca, a teraz ją uratował? Wiele emocji przez nią przechodziło, których nie była w stanie racjonalnie wytłumaczyć.
W jej oczach był chory psychicznie. Tylko ta historia brzmiała racjonalnie. Wszystko wydawało się być poukładane. Nawet nie myślała, by zadzwonić do recepcji hotelu. Musiała się uspokoić, znaleźć odpowiedni rytm oddechów, spowolnić bicie serca. Choć brzydziła się nim bez dwóch zdań, to był stałą. Uratował ją. Nawet nie wiedziała kiedy poruszyła się, by się do niego przytulić. Nie obchodziły jej żadne konwenanse oraz własna zasady. Potrzebowała jednego stałego punktu w tej sytuacji. Mocno zacisnęła na jego białej koszuli dłonie i dalej płakała.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przyglądam się jej badawczo, bo to milczenie sprawia, że właściwie nie do końca wiem co mam myśleć, albo raczej co jej chodzi po głowie. W pierwszej chwili jak wykonuje ruch w moją stronę to się obruszam, bo już mam w głowie wyobrażenie, że mnie chce udusić gołymi rękami, ale nic takiego się nie dzieje. Całe szczęście. W zamian robi coś, co właściwie nie przeszłoby mi przez myśl. Czuję jak moje ciało rozluźnia się w jej mocnym uścisku i również obejmuję ją mocniej, chociaż na trzeźwo taka bliskość jest bardzo dziwna, wręcz zaskakująca biorąc pod uwagę dynamikę między nami. Nie powiem, żeby to było nieprzyjemne bo bym musiał skłamać, co więcej bardzo miło było czuć ciepło jej ciała w swoich ramionach, nawet jeśli koszula już mi zaczynała przesiąkać od jej perlistych łez i pewnie wytarła we mnie resztki swojego wczorajszego makijażu. Robi mi się gorąco dosłownie, tylko nie wiem czy klima za słabo działa, czy to jednak bliskość Kovalski mnie poruszyła do tego stopnia, że dosłownie się pocę. Daję jej jeszcze chwilę na opanowanie oddechu i głaszczę po włosach we wspierającym geście - Już lepiej? Nie musisz nic mówić - znaczy to mniej więcej tyle, że nie musi dziękować, wyobrażam sobie, że nie przejdzie jej to przez gardło i chociaż byłby to miód na moje uszy, to już se dam siana. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, ale mogło tragicznie w opór, bo sytuacja naprawdę wyglądała poważnie. Nie oczekuję jednak by werbalizowała swoją wdzięczność, może trochę liczę na to, że da mi nieme rozgrzeszenie za tamtą akcje w sądzie. Tylko w sumie po co? Z doświadczenia wiem, że jak zaczynamy być bliżej to coś się musi odjebać, a ja mam w planach przyjemne wakacje. Niemniej gdybym miał przedstawić to na wykresie to wyglądałby mniej więcej tak - najpierw wielki dół, potem linia wystrzeliwuje w górę w okolicach sylwestra bo się okazało, że możemy się świetnie razem bawić, potem znowu spada, aż do walentynek bo wtedy głównie pilnowaliśmy żeby czasem na siebie nie wpaść, potem kolejny głęboki dół, bo i znowu się pożarliśmy, ale już zaraz szybki wzlot ze względu na obiad u moich rodziców, który w sumie wyszedł całkiem przyjemnie, tylko zakończył tragicznie tą sprawą z autem i potem to już ostro w dół aż do teraz. Teraz w sumie nie wiadomo. W każdym razie po kolejnej dłuższej chwili kiedy rozważam te wykresy itp, się od niej odsuwam jak najdalej mogę, a wcale nie mogę tak daleko, bo siedzę już prawie na krawędzi. Nie chcę się spoufalać za bardzo, właściwie łapię dosyć duży dystans i wstaję żeby się przejść po pokoju - Chcesz się tutaj ogarnąć? Za godzinę przestają wydawać śniadania, może powinnaś coś zjeść? - rzucam, odwracam się w kierunku komody i zaczynam grzebać w szufladzie w poszukiwaniu haszu, bo ja to muszę przyjąć jakiś aperitif i trochę rozluźnić myśli, które mi teraz gnają przez głowę w bardzo męczącym galopie.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”