Strona 2 z 2
I am not so bad
: ndz mar 01, 2026 1:52 am
autor: Cora Marshall
Cora wychodziła z założenia, że jest od niego znacznie inteligentniejsza, a była także świadoma tego, że w jej przypadku to było naprawdę coś. Dlatego powinna odpuścić, przestać z nim dyskutować, a raczej się kłócić i po prostu go olewać. Ale nie potrafiła . Zbyt ciężko jej było nie reagować na jego przytyki. Zbyt dużo słów cisnęło się jej na język. Pewnie jak wróci do domu, to wpadnie jeszcze na dziesięć różnych ripost, które mogła mu zaserwować.
- A Ty jesteś dupkowatym cepem!- i aż tupnęła nogą wkurzona już niczym obrażona mała dziewczynka. Nie przyznała się, ale w sumie tak bardzo nie oburzało jej sformułowanie wiedźma. W sumie może miała z niej coś w sobie? Ta laleczka Voodoo to serio bardzo dobry pomysł.
- Twoich piosenek to nawet Radio Maryja nie chce puszczać- i gdy to powiedziała, to dopiero wtedy zdała sobie sprawę jak bardzo było to bez sensu. Prince raczej nie śpiewał w chórze kościelnym, więc czemu akurat na takiej stacji mieliby go puszczać? Czasami człowiek jednak palnął jakąś głupotą, której nie sposób zawsze tak szybko przemyśleć. - My za to mamy wszędzie wywiady!- zaraz jednak próbowała się wybronić i akurat w tym miała rację. Przedstawiciele Northland Power udzielali wywiadów w różnych środkach masowego przekazu opowiadając o branży fotowalicznej. Ona się wywodziła z inteligentnej rodziny, nie to co ten Książę od siedmiu boleści. Pewnie jedyny tron na jakim kiedykolwiek zasiądzie, to ten w toalecie.
A już na pewno nigdy nie znajdzie sobie żadnej kobiety, która chciałaby z nim być. W ogóle serio jakakolwiek kobieta chciałaby z nim iść do łóżka? Chyba tylko ślepa, głucha i głupia. - Wiesz, że ja też mogę Cię zacząć nagrywać jak mnie wyzywasz od wariatek? I to w schronisku dla kobiet. Ciekawe co na to Twój lekarz wtedy- wciąż wątpiła w tą teorię o byciu sławnym raperem. Facet miał napewno coś nie tak z głową, a jego bogaci i wpływowi rodzice tworzyli dla swojego chorego syna specjalny, fikcyjny świat. Cora kiedyś oglądała nawet film mniej więcej o takim przypadku, więc nie zdziwiłby ją taki scenariusz. Napewno jest bardziej prawdopodobny niż jego historyjka. - Nawet gdyby Ci stanął, to i tak nie wiedziałbyś jak się zająć kobietą. Spojrzałbyś na swojego digi donga i powiedział ”I co teraz mam robić?”- na końcu przedrzeźniła go udając jego piskliwy głosik i kładąc dłonie na policzkach prawie jak Kevin sam w domu. - Każdy facet byłby lepszy w łóżku niż Ty- prychnęła z pogardą na koniec, chociaż nie była może do końca tego taka pewna. Gdyby nie otwierał ust, to na pierwszy rzut oka spodobałby się jej. Na całe szczęście, zanim się obok niego zakręciła, zdążył pokazać swoje prawdziwe oblicze. Ominęła ją katastrofa w postaci strasznie nudnego seksu.
Pomimo kiepskiego początku ich znajomości oraz dzisiejszego przywitania, starała się potem podejść do tego profesjonalnie. Wytłumaczyć mu jak się obsługuje mopa, a po wylaniu wiadra poszła sprawdzić dla niego ciuchy i zaczęła mu pomagać! Bez żadnego jego gadania, że ma to zrobić chociaż cep ją przedrzeźniał. Gdy tak w milczeniu myli podłogę, przez chwilę uznała, że może jakoś przeżyje ten dzień. Nawet to nie był zły pomysł, aby mu pomóc, bo wtedy szybciej sobie stąd pójdzie. Ale nie, on miał na to inny pomysł! W momencie, gdy poczuła jak oplatają ją jego ramiona, poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele. Dawno nikt jej tak nie obejmował i zdała sobie sprawę, że brakowało jej bliskości. Zwykłej, ludzkiej bliskości. Dobra, lepiej tej męskiej części ludzkości. Dlatego na moment, wręcz ułamek sekundy jej ciało się odprężyło, zanim dotarło do niej , co tu się tak naprawdę odwalało. Zaczęła się momentalnie szarpać. - Puszczaj mnie śmierdzielu!- przecież nie po to się przebierała, żeby znów być mokra i śmierdzieć! Wciąż trzymając kijek w ręce, zaczęła nim wymachiwać. Pochyliła się też do przodu, aby być dalej od niego, ale zamiast tego tylko bardziej się do niego wypięła pośladkami w tej pozycji. - Znowu będę przyciągać idiotów przez Ciebie!- a już odprawiała czary w parku! Zamachnęła się jeszcze mopem za siebie, by woda ze szmaty rozbryzgała się na jego twarz. Niech też cierpi!
Prince Williams
I am not so bad
: ndz mar 01, 2026 8:06 pm
autor: Prince Williams
Cora Marshall
Strzelił oczyma. Czas zastosować starą, bardzo dobrze znaną każdemu zasadę. Z terrorystami się nie dyskutuje. Zwłaszcza gdy zachowują się w ten sposób. Był dupkiem, z tym mógł się zgodzić. Z cepem w sumie też. Nie uważał się za osobę elokwentną. Potrafił nawijać dobre, momentami ambitne teksty, ale one nikogo by nie kupiły. Wolał pozostawić tę uwagę bez słów, skoro tuptała na niego niczym Majusia na dziki.
— Tak, tam mnie nie puszczają i bardzo kurwa dobrze — odparł rozbawiony jej słowami. Widocznie Cora była prawdziwą blondynką. Ciekawe, czy te odrosty to walka mózgu? Wątpił w to, że jakikolwiek by miała. Chociaż z tą głupotą było jej całkiem do twarzy. Głupiutka Cora Marshall. Pasowało mu to określenie do niej — no w programach muzycznych raczej nie macie — wycedził bez większego zastanowienia, strzelając oczyma. Gdyby usłyszał wywiad o fotowalice, na pewno zmieniłby kanał. Kto chciałby słuchać o czystości środowiska, nowej technologii? Dla niego było to nudne. Dziwiło go jedynie, że ona nie myślała w ten sam sposób.
—
Skarbie, płyta Ci się zacięła. Ja bym pokorny, a to ty mnie cały czas obrażasz — nazwanie jej wariatką nie było jedyną obelgą, na którą był gotowy. Wystarczyło tylko jedno określenie, a sam odpaliłby wrotki. Tylko co ona miałaby nagrać? Ukorzonego rapera? Potrafił zachować się przed kamerą, był do tego ćwiczony. Nerwy umiał trzymać na wodzy, nie to co ta wariatka.
— Wiesz, to trochę przykre... — zaczął nagle Prince. Skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na nią z uniesioną brwią. Chwilę tak wpatrywał się w nią w ciszy, po czym wesoło się roześmiał — tyle mówisz o moim digi dongu, że chyba chciałabyś się na niego nabić. Wiesz, jak to się mówi... — westchnął ciężko — głodnemu chleb na myśli — cały czas uparcie wracała do tematu jego seksualności. Powoli zaczynało go to męczyć. Tylko pokręcił krótko głową i westchnął cicho pod nosem. Chyba ta kwestia została zamknięta? Mógłby się z nią dłużej przepychać bardziej, ale chętniej zobaczyłby jej zamknięte usta. Może nawet jego wargami? Tyle że samobójcą nie był. Ta wariatka by go wykastrowała.
Nienawidził ciszy. Wcześniej czy później zaczynała dosyć mocno go nudzić. Teraz nie było inaczej. Musiał coś zrobić. Może dlatego na złość się do niej przytulił? Pachniała ładnie, a zapach był dla niego obezwładniający. Przytrzymał ją jeszcze mocniej, gdy poczuł jej szarpanie. Nie miał zamiaru jej wygrać. Skoro on pachniał ohydnie, to powinna mieć ten sam los. W końcu to była jej wina, prawda?
Jedną z dłoni przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie, a gdy wymachiwała tym kijkiem przy jego twarzy, chwycił ją za dłoń. Popchnął w stronę ściany i dwoma dłońmi zagrodził jej ucieczkę. Dopiero wtedy się uśmiechnął. Tym typowym, zniewalającym uśmiechem. Patrzył przez krótki moment w jej tęczówki, po czym odchrząknął. Przez ułamek sekundy naprawdę chciał ją pocałować. Tylko powstrzymał się. Jeszcze ugryzłaby go kłami jadowymi, czy zamieniła w kamień jak jakaś meduza.
— Jak nie chcesz przyciągać idiotów, to sama zacznij wpierw się inaczej zachowywać — stwierdził finalnie i odszedł do mopowania. Tyle mógł jej powiedzieć.
I am not so bad
: pn mar 02, 2026 12:26 am
autor: Cora Marshall
Przynajmniej była jedna rzecz, która łączyła Corę i Prince’a - oboje byli świadomi pewnych swoich cech - czy to bycie wiedźmą czy niezbyt inteligentną osobą. W życiu liczył się dystans do samego siebie, którym pewnie oboje mogli się poszczycić, tylko jak widać- niekoniecznie w swoim towarzystwie. Na siebie nawzajem działali jak płachta na byka. Nie mogli powstrzymać się od kłótni, wyzwisk i docinek. Nawet znajdując się w szczególnym miejscu i dostając reprymendę od swojej firmy. Co więc musiałoby się stać, żeby tych dwoje przestało się kłócić?
- Bo mnie specjalnie podpuszczasz! To powinno być zakazane- burknęła jeszcze, bo przecież gdyby on był dla niej, to ona też by była. Ale skoro on wciąż jej dogryzał, to nie mogła przestać być wobec niego obojętna. Co może pójść w niekorzystnym dla nich kierunku, tak jak przejście na rozmowę o seksie. - Ty z kolei tyle mówisz o tym, że nikt nie chciałby mnie przelecieć oprócz starego dziada, jakbyś sam chciał mi niby pokazać co to seks- a to ona mogłaby go wiele nauczyć! Nowe ruchy, ciekawe pozycje z wykorzystaniem jej rurki do pole dance w mieszkaniu… Nagle przed oczami Cory pojawiło się kilka niebezpiecznych, acz gorących i pociągających, obrazów jego i jej razem. Szybko wyrzuciła je z głowy.
Wolała się skupić na sumiennym wypełnianiu obowiązków, aby jak najszybciej wszystko skończyć, by on mógł stąd wyjść i nigdy nie wracać do jej życia. Nie chciała go w nim. Do jej ciepłego, kolorowego życia nie pasował ten pyskaty przygłup. A jednak uczepił się jej jak rzep psiego ogona i nie chciał jej odpuścić. Nawet wprost przeciwnie! Przytrzymywał ją, aby ostatecznie przycisnąć ją do ściany i zagrodzić jej dostęp do odejścia. Czuła chłód za plecami bijący od ściany, ale przed nią stał właśnie mężczyzna, z którego buchał gorąc. Momentalnie zrobiło jej się znacznie cieplej i zamiast szukać drogi ucieczki, to będąc w tej pozycji najlepszym punktem do obserwacji były jego usta. Wilgotne, wydęte i kuszące do ich skosztowania. Serce jej przyspieszyło, co najbardziej zdradzały piersi szybko unoszące się pod materiałem bluzki. Dopiero kiedy się odezwał, podniosła wzrok, aby spojrzeć w jego oczy.
- To Ty się na mnie rzuciłeś jak napalone zwierzę- rzuciła mu ripostą patrząc na niego wręcz wyzywająco. Odetchnęła w momencie, kiedy odszedł, a ona nie musiała udawać sztucznej sympatii.
- Ja chciałam Ci pomóc, ale jak widać nie zasługujesz nawet na to- dodała, gdy w końcu odszedł i wrócił do pracy. Nagle przeszył ją chłód po ciele, gdy już go zabrakło wokół niej. To stawało się niedopuszczalne, więc musiała coś zrobić. - Jak umyjesz podłogę, przyjdź do pokoju numer dwanaście. Trzeba go naszykować dla nowych lokatorów- zarządziła jeszcze wskazując na pokój obok i numer na drzwiach, ale sama zeszła na dół, aby pójść po czystą pościel i ręczniki. Weszła do kantorku i gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, poczuła jak wypada z nich klamka do środka. W tym momencie nie miała jak wyjść. Od razu zaczęła w nie bić wołając pomoc. Niestety kantorek znajdowała się na końcu korytarza, a w środku nie było zasięgu, cholera, utknęła tutaj 
Prince Williams
I am not so bad
: pn mar 02, 2026 10:18 pm
autor: Prince Williams
Cora Marshall
Męczyło go to ciągłe gadanie Marshall. Ile mógł słyszeć jej pierdolenia? Aż chciało się zaśpiewać: one chcą miłości, a my nie! Znów krótka potyczka słowa, nawet zaczynała go bawić. Zdał sobie sprawę z jej słabych punktów i miał zamiar poważnie to wykorzystać. Raptem uniósł oba kąciki ust ku górze, wiedział jedno: z taką złością było jej naprawdę do twarzy.
— Lala, ale to ty próbujesz mi wmówić, że na Ciebie lecę — stwierdził, przechylając głowę. Czy tak nie było? Myślała, że zawartość jego kieszeni to digi-dong. Mogło nawet połaskotać mu to ego, że myślała w ten sposób o nim. Widocznie jego układ rozrodczy był w pełnej gotowości, by móc ją przyjąć. Choć bardziej go irytowała, to miała w tym swego rodzaju urok. Pewnie dlatego postanowił jej cały czas dogryzać — znowu głodnemu chleb na myśli? — spytał, prychając pod nosem. Faktycznie, pokazałby jej, czym naprawdę jest seks. Jako dziedziczka fortuny fotowalicznej z kim mogła się spotykać? Pewnie z jakimiś nudziarzami o imieniu Mark, Marcus, czy Frank. Co zabawne, był wręcz pewny, że z takim kijem w pośladku aż po gardło nie potrafiłaby się bawić. Była spięta, aż... chciałby móc ją rozluźnić.
Atmosfera między nimi stała się wręcz gęsta. Ani przez moment jego wzrok nie spadł z jej brązowych tęczówek. Miały w sobie pewien czar, urok. Nawet nie wiedział, kiedy mimowolnie zwilżył swoje wargi. Kiedy zamykała usta, była gorąca. Piękne, blond fale spływały jej po ramionach, a jej wargom ustom brakowało jednej rzeczy. Jego ust. Jednak odszedł. Miał w sobie jeszcze odrobinę szacunku.
— To ty patrzyłaś na moje usta — mruknął pod nosem, bo tak, zauważył to. Na jego twarzy wymalował się głupi uśmiech. Pożałował. Mógł przekroczyć tę granicę, może wtedy skutecznie zamknąłby jej usta na dłużej? Przestałaby go prowokować i mruczeć pod nosem kolejne pociski w jego stronę.
— Taa, jasne — mruknął, mopując w dalszym ciągu. Chwycił ten mop i wycierał, aż do usranej śmierci. Nawet nie wiedział, ile czasu dokładnie minęło... pół godziny? A może bardziej pasowała godzina? Długi był ten korytarz, a tiktok był taki interesujący. Chociaż cisza zaczęła mu doskwierać. Który to miał być pokój? Chyba dwanaście...
— No i spierdoliła — westchnął cicho, otwierając drzwi do pokoju. Spojrzał w łazience, pod łóżkiem. Jednak nie była słowna, a miała go pilnować. Machnął ręką i poszedł do szanownej pani kierowniczki — Kate, widziałaś gdzieś blondynkę, która miała mnie pilnować? — spytał, a wtedy ona wspomniała jej imię. Więc Cora. Tak się nazywała — Nie? — mruknął, unosząc jedną brew. Czyli dalej była gdzieś w budynku? Czyli nowa misja uratowania lali została odblokowana.
— A widziałaś gdzieś pościel i ręczniki? — spytał i dostał instrukcję dla cepa (którym podobno według Marshall był) i ruszył powolnym krokiem wzdłuż korytarza. Aż dotarł do kantorka, szybko i mocno otworzył jego drzwi. Bingo! A właściwie to, Cora!
— Serio? — spytał, wzdychając ciężko. On tu ciężko pracował, a ona zamknęła się w kantorku — PANI KIEROWNICZKO, ONA SIĘ MIGA OD PRACY!! — zaczął głośno krzyczeć na cały korytarz. Co złego to nie on przecież — hehe, poszła do domu — zarechotał pod nosem — czy chcesz zostać księżniczką, lala? — spytał, przechylając głowę. Przecież prawdziwy KSIĄŻĘ przyszedł właśnie ją uratować. Powinien dostać za to specjalne punkty sympatii — dobrze Ci idzie wpadanie w tarapaty — oparł się o framugę drzwi, wpatrując się w nią bacznie. Nie da jej stąd wyjść, musiał napawać się tym widokiem. Takiego zamku do ratowania księżniczki się nie spodziewał.
I am not so bad
: wt mar 03, 2026 3:24 pm
autor: Cora Marshall
Machnęła już ręką na to jego gadanie, że niby chciałaby, aby na nią leciał. Nie, nie chciała. Mogła mieć każdego, którego by chciała, a on nie znajdował się w tej puli. Jego wrzuciła do worka z neandertalczykami, których trzeba unikać, a po spotkaniach z nimi spalać ubrania, aby odór ich debilizmu zniknął na wieki.
Chociaż musiała przyznać, że miał w sobie coś pociągającego. Te mocno zarysowane kości policzkowe i linia żuchwy zachęcały ją, aby przejechała wzdłuż nich palcami. A w momencie, gdy wysunął język, by oblizać swoje wargi, jej szalona wyobraźnia pognała zbyt daleko, wyobrażając sobie ten język na jej ciele. Oczywiście w różnych jego miejscach i konfiguracjach. Głośno przełknęła ślinę, a raczej próbowała, bo zaschło jej w gardle na samą myśl. Była naprawdę szalona myśląc o takich rzeczach, ale przecież nikt nigdy by nie powiedział o Corze Marshall, że ma kijek w tyłku. To jej starszy brat Charlie był sztywny i musiała go rozruszać żartem o ciąży. Ale ona sama? Miała naprawdę przeróżne pomysły, niekoniecznie mądre, ale zdecydowanie szalone. Może nawet mogłaby zaszaleć z Prince’m, gdyby nie był takim cepem.
- Po prostu patrzyłam jak jakiś debil oblizuje usta na mój widok- przewróciła zażenowana oczami. Wszystko, byleby uniknąć z nim dalszego kontaktu wzrokowego z obawy, że mógł zauważyć, że podobał jej się ten moment, gdy przycisnął ją do ściany. W tej stanowczości i pokazie władzy było coś pociągającego i seksownego, że gdyby Prince nie odezwał się wtedy ani słowem, to może Cora sama skorzystałaby z okazji, aby posmakować jego ust.
Jednak oboje mieli jeszcze na tyle rozumu, aby tego nie robić. Albo byli na tyle głupi, że nie wpadli na inny sposób wyrzucania z siebie frustracji poza wyzwiskami. Można było rozładować złe emocje w znacznie przyjemniejszy sposób. Ale Cora wolała tego nie sprawdzać i zacząć już szykować pokój dla kolejnych potrzebujących. Nie miała jednak pojęcia, że drzwi do kantorka są zepsute i utknie tu na jakąś GODZINĘ. Chociaż jak dla niej wieki minęły. Serio się nikt nie zmartwił, że tyle jej nie ma? Już dawno przestała walić w te drzwi i krzyczeć, bo sobie jeszcze gardło zedrze. Zamiast tego usiadła na podłodze i oparła się o jeden z regałów. Liczyła ręczniki, które leżały na półce przed nią, aż nagle w pomieszczeniu zrobiło się znacznie jaśniej. Spojrzała od razu w kierunku drzwi i wtedy go ujrzała - swojego wybawcę! W ułamku sekundy wstała na równe nogi i podeszła bliżej, aby wyjść, ale oczywiście z nim nie mogło być tak łatwo.
- Nie pracuję tutaj, jestem tylko wolontariuszem- westchnęła zrezygnowana. - Pewnie taki cep jak Ty nawet nie wie co to wolontariat, bo przecież nic w życiu nie robisz, jeżeli nie masz z tego żadnych profitów, prawda?- spytała z pogardą wcale nie oczekując odpowiedzi, bo wiedziała doskonale jak jest. Nie wiedział jak się mopuje, więc pewnie nie wiedział też co to jest bezinteresowna, darmowa pomoc. - Księżniczką ? Nie, dzięki. Wolę być królową - zadarła głowę do góry mówiąc to z dumą, którą nauczyła się od starszej siostry Charity. Co ona ma się rozdrabniać na księżniczki? Lepiej od razu sięgać po wyżej. - Nie, tylko drz…- już miała mu to wyjaśnić, gdy nagle sobie uświadomiła, że może naprawdę się zemścić. Nie zdradził nic, że wie, że drzwi są zepsute, więc to może właśnie będzie okazja dla niej! Dlatego ucięła w połowie wypowiedź i westchnęła z rezygnacją, a następnie spojrzała na niego nieco skruszona. - Eh, no dobra. Po prostu nie dosięgam do tej górnej pościeli. Mógłbyś ją zdjąć? O stąd?- wskazała palcem na granatową pościel znajdującą się na najwyższej półce na regale, do której naprawdę Cora nie dosięgała. W dodatku spojrzała jeszcze na Williamsa miną niczym proszącego szczeniaczka.
Prince Williams
I am not so bad
: śr mar 04, 2026 9:11 pm
autor: Prince Williams
Cora Marshall
Patrzyłam jak jakiś debil oblizuje usta. Jasne, w ogóle jej to nie ruszyło. Prince był głupi. To fakt, ale nie na tyle głupi, by nie wiedzieć, że jest atrakcyjny. Piękny szeroki uśmiech, bujna czupryna włosów i niesamowicie dobrze zbudowane ciało. Aż dziwne, że po dragach był w stanie chodzić na siłownię i pamiętać o odżywkach białkowych. O dietach nie musiał, miał je w pudełkach zostawiane codziennie rano. Sam pewnie nawet jajecznicy, by nie zrobił.
Przez całą godzinę powtarzał sobie to jedno zdanie w głowie. Patrzyłam, jak debil oblizuje usta. Sama była debilką, nie, Cora była srebilką. Dodatkowo taką zwalającą całą robotę na niego. To całe mopowanie w ogóle mu nie szło. Może w jego trakcie przeglądał tiktoka, ale nie był człowiekiem pracy. Po co się właściwie myło podłogę? U niego zawsze była śnieżnobiała. Jakby tak się nad wszystkim zastanowić, pewnie nawet nie widział, jak sprzątaczki ją ogarniały. Wychodził, był syf, a kiedy wracał, nagle pojawiał się porządek. Tylko finalnie udało mu się posprzątać, mógł poszukać zaginionej laleczki. Westchnął ciężko, kiedy tylko ją zobaczył.
Jednak nie tęsknił.
Przechylił głowę, obserwując ją bacznie. Wstała, już znalazła się przy nim. Był wręcz pewny, że zaraz zacznie szczekać. Za to jej usta mogłyby robić przyjemniejsze rzeczy. Aż się wzdrygnął. Nie, brzydził się nią. Pewnie jakiś stary gach koło czterdziestki obracał dziedziczkę branży fotowalicznej i mówił jej wielkie słowa. Inaczej nie miałaby tak wielkiego mniemania na własny temat. Jakoś chłopak musiał to sobie tłumaczyć.
— Co nie zmienia faktu, że się opierdalasz — podsumował ją. Siedziała dobrą godzinę? No, przynajmniej jak wszedł, to wyglądała, jakby miała labę życia. Taka rozkraczona jak latawice na jego widok. Trochę go to bawiło. Była dosyć urocza, siedząc tak przygnębiona. Musiała czekać na prawdziwego królewicza, który musiał uratować ją ze smoczej wieży. Prawie jak Shrek. Tylko Williams nie przypominał Shreka.
—
A wiesz co różni księżniczkę od królowej? — parsknął krótko pod nosem —
pierścionek na prawej dłoni — konkretniej obrączka. Dlatego lord Farquaad kazał Shrekowi uratować Fionę. Tylko kiedy tak na nią patrzył, to nie rozumiał, czemu tu siedziała. Wcześniej tak krzyczała na niego, a teraz chciała pomocy?
— Jasne — mruknął cicho pod nosem, spoglądając na pościel — może nie powinnaś być lalą a krasnalem — dodał, unosząc jedynie kącik ust do góry. Dodatkowo jakimś Zrzędą, ale on chyba był smerfem. Prince nie wiedział, wzruszył ramionami i ruszył w stronę półki.
— Ej, gdzie ty idziesz — rzucił pod nosem, a kiedy tylko zobaczył ruch, chwycił ją za rękę. Cora zdążyła dotknąć drzwi, które zaraz się zamknęły — co próbowałaś zrobić? — spytał, patrząc w jej brązowe oczy. Przyciągnął ją jednym, krótkim ruchem, a dłonie położył na jej biodrach. Pasowały tu, prawie wręcz idealnie. Zacisnął dłonie mocno, by nie miała szans się od niego odsunąć. Nauczył się skubany, w jaki sposób powinien ją uciszać.
— Tak bardzo boisz się mojej bliskości? — zaśmiał się krótko pod nosem. W kantorku nie było dużo miejsca, a do niego znów dotarł jej perfum. Kojący, wręcz uspakajający. Aż chciał móc się schylić, by poczuć go intensywnie. Zmusił ją do wykonania kilku kroków, w końcu jej plecy delikatnie uderzyły o drzwi — boisz, że się rzucisz na mnie? — prychnął, unosząc jeden kącik ust. Bawiła go ta niezbyt skuteczna ucieczka. Skoro ona się go bała, miał zamiar to wykorzystać.