25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit

Cora mimo tego, że była wychowana w bogactwie, otoczona wszystkim o czym tylko zamarzyła, zdawała sobie sprawę, że znajduje się w grupie raptem garstki ludzi, którym się poszczęściło w życiu. Nie wywyższała się i nie oceniała ludzi przez pryzmat tego, ile mają w portfelu. Sama oczywiście lubiła mieć dużo i nie miała oporów, aby wyciągać ręce do ojca po kolejne dolary. Ale rzecz w tym, że ona się nimi dzieliła - kupowała ciepły posiłek bezdomnym, wpłacała darowizny na pieski i kotki, a także poświęcała swój wolny czas na wsparcie niematerialne potrzebujących.
Do schroniska dla kobiet trafiła przypadkiem, gdy kiedyś jedna kobieta z małym dzieckiem na rękach zaczepiła ją czy mogłaby im kupić trochę jedzenia. Blondynka bez zastanowienia zabrała ich do siebie do domu i zaopiekowała się nimi - podzieliła się ubraniami, jedzeniem i kupując wszelkie artykuły dla dziecka. Kobieta jednak potrzebowała nie tylko rzeczy materialnych, ale przede wszystkim wsparcia, by stanąć na nogi i zadbać samodzielnie o siebie i dziecko. Wtedy razem z Cora znalazły w sieci informację o Sistering - schronisku, które wspierało kobiety na różnych etapach życia- podczas rozwodu, bezdomne, uciekające od przemocowego partnera, samotne matki. Każda z nich przychodziła z ogromnym bagażem doświadczeń, a ludzie w schronisku pomagali jak mogli - dawali dach nad głową, pomagali znaleźć pracę i wspierali psychicznie.
Marshall zakochała się w tym miejscu i jego misją, dlatego od tamtego czasu została w nim wolontariuszką pomagając na wszelkie sposoby- podrzucała ubrania i zabawki, czasami sprzątała pokoje szykując je dla kolejnych potrzebujących, a nie raz po prostu zajmowała się dziećmi, gdy któraś z mam musiała coś załatwić. Często też wykorzystywała swoje kontakty szukając sponsorów dla schroniska czy prowadząc ich stronę w mediach społecznościowych, aby dotrzeć do jak największej liczby potrzebujących.
Dlatego po akcji w sklepie gryzło ją trochę sumienie. Bywała wybuchowa i pyskata i to nie raz. Robiła wiele głupot w swoim życiu, ale nigdy z nikim się wyzywała aż tak . Nikogo tak nie poniżała. W tamtym momencie była rozjuszona, wkurwiona i ta złość przysłaniała jej jakikolwiek racjonalizm, którego jak wiadomo Cora niewiele posiadała. Ponadto sprawa trafiła do mediów w tym do jej ojca, który również nie szczędził gorzkich słów kierowanych w jej stronę. Wiedziała, że jest już na świeczniku, a gdy znowu coś odwali jej fundusz powierniczy może znacznie się uszczuplić, a tego oczywiście Cora by nie chciała.
Postanowiła więc w luźniejszy dzień skoczyć do schroniska, by im pomóc. To zawsze działało na nią kojąco- możliwość zrobienia czegoś dobrego dla innych oraz samo towarzystwo w gronie tych przyjaznych i empatycznych osób.
Wchodząc do schroniska z pudłem ubrań, od razu przywitała się z Emily na recepcji, a następnie ruszyła do Kate - kierowniczki.
- Hej, zrobiłam kolejne porządki w szafie- wyjaśniła kładąc karton przy biurku.
- Oj Cora, dosyć często je robisz… ale dziękujemy bardzo- uśmiechnęła się szeroko, a w jej oczach można było dostrzec pełną wdzięczność.
- Nie ma za co, to drobiazg. Lepiej powiedz do czego mogę Wam się dzisiaj przydać- spytała rozpinając bluzę i będąc gotowa do pracy.
- Wiesz co, jeden z naszych sponsorów przysłał do nas dzisiaj jakąś gwiazdę do pomocy… Wydaje mi się, że jest to jakaś akcja PRowa, ale może to pomoże nam dotrzeć do większego grona kobiet. Zajmij się nim proszę, Cora. Myje właśnie podłogę na korytarzu na piętrze. Zwolnił się też pokój numer dwanaście, więc możecie go posprzątać i przygotować na nowych lokatorów- blondynce niezbyt się spodobało niańczenie jakiejś gwiazdeczki, która przyszła pewnie tutaj tylko , aby porobić sobie zdjęcia, które wrzuci na insta i tyle będzie z realnego wsparcia. Jednak szanowała Kate, więc przewróciła tylko z rozbawieniem oczami i poszła na górę.
Gdy pokonała ostatni stopień ukazał się przed nią długi korytarz na końcu, którego znajdowało się okno. Na parapecie siedział mężczyzna , a tuż obok na ziemi stało wiadro z mopem. Z daleka wydawał się jej już znajomy, ale nie była pewna, więc idąc w jego kierunku przyspieszyła trochę kroku. Kiedy podniósł głowę, to wtedy zdała sobie sprawę , kim była owa „gwiazda”. To przecież samozwańczy PRINCE. Teraz Cora szła już żwawym krokiem.
- Co tu kurwa robisz dupku?! Przyszedłeś dzisiaj wyzywać kolejne kobiety?!- od razu stanęła wściekła przed nim opierając dłonie na biodrach i czekając aż typ stąd zwieje.


Prince Williams
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Nienawidził własnej wytwórni. Głupie zasady spowodowały, że trafił do tego miejsca. Schronisko dla kobiet? Pokaż, że szanujesz kobiety. Masz je wspierać, a nie je wyzywać w miejscu publicznym. Nikt nie polubi rapera, który za nic będzie miał kobiety. Ile mógł tego słuchać? Na nic zdały się jego tłumaczenia o szalonej wariatce, wskakującej na jego plecy i zaczynającej atak. On w tym wszystkim był przecież ofiarą. Nie spodziewał się, że nagranie z całego zdarzenia zostanie największym viralem internetu. Co gorsza, nie sądził, że kobieta była dziedziczką fortuny fotowalicznej... Tak mówiła, a dla niego to słowo już całkowicie wryło się do głowy.
Tak trafił do tego miejsca. Miał robić rzeczy. Tyle wiedział. Coś posprzątać, coś posegregować. Ile kalorii spali? Tylko tyle go interesowało. Zrobić dobry PR, a potem wyjść. Chociaż gdy wysłuchiwał tych opowieści Kate, to coś go ruszyło za serce. Samotne matki. Nie wyobrażał sobie, w jaki sposób funkcjonowały te biedne kobiety. Finalnie westchnął ciężko i ruszył na korytarz. Usiadł przy oknie w samotności, czekając, aż przyjdzie jakaś nadzorująca osoba. Przecież on w życiu nie mył podłogi. Niby wiadro i mop nie wydawały się być skomplikowanymi narzędziami. Chciał nawet wpisać to do chata, by dowiedzieć się, co powinien zrobić. Tylko zamiast tego do głowy wbiła mu się ważna informacja. Piosenka dla jego mamy. Pisał ją bardzo długo, ale nigdy nie potrafił jej skończyć. Zaczął ją sobie nucić pod nosem. Jaki raper tworzy piosenki dla własnej matki? Maminsynek.
Hej Mamo, teraz możesz na mnie polegać, zawsze będę przy tobie — zaczął mruczeć pod nosem — hej Mamo, bo bezinteresownie mi się oddałaś, byłaś dla mnie wsparciem — zaraz doszło do tego pstrykanie — hej Mamo, teraz możesz wierzyć w swojego syna i się uśmiechać — bo o ile nie obchodziła go opinia tłumu, tak własną matkę szanował. Dałby się za nią pokroić. O ile marzyła o większych ambicjach syna, tak wspierała go w jego marzeniu o byciu raperem. Melodię przerwał, dopiero kiedy usłyszał krok na schodach. Wyjął bezmyślnie telefon i zaczął się nagrywać, jak typowy, bogaty dupek.
Pamiętajcie, nie każdy ma tyle szczeee — zaczął mówić, a ten usłyszał ją. To szczekanie chihuahua, które doskonale pamiętał. Niemalże od razu odłożył telefon na parapet — lala, a ty od razu na mnie szczekasz? — mruknął, kręcąc głową. Znów chwycił za komórkę i uniósł ją wysoko, jakby właśnie nagrywał najważniejszą storkę w życiu. Tylko z wyłączonym ekranem — drodzy obserwatorzy, widzicie? Jestem niewinny! — zaraz unosi ku górze jedną dłoń w geście niewinności i śmieje się krótko. Dobra, zrobił z siebie idiotę. Wiedział o tym, ale nie mógł się powstrzymać. Finalnie schował telefon do tylnej kieszeni jeansów.
Lala, powiedz lepiej, co tu robisz — westchnął ciężko, jakby ktoś właśnie przerzucił na niego spory ciężar — nagrywam insta story dla moich obserwujących — poruszył zabawnie brwiami, a jego wzrok spadł na wiadro — i zaraz będę mył podłogę... — wtedy już żałował. Jak się obsługuje mopem. Wsadzasz materiał do wiadra, a potem co? Zaczynasz machać na prawo i lewo? Najważniejsze pytanie brzmiało: po co ten koszyczek? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi...
Wiesz, jak to się robi? Czy znowu się na mnie rzucisz jak opętana? — spytał finalnie, śmiejąc się nerwowo. Nie, nie da się tym razem jej sprowokować. Chyba. Byle nauczyła go mopować.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora nie wczytywała się pod zdjęciami, kim był mężczyzna, z którym się awanturowała. Nie czytała nagłówków, bo po co? Poznawała siebie na nich i zbytnio ją nie interesowało jak media to skomentowały. Ojciec również nie oświecił jej na czyje plecy wskoczyła. A może to zrobił, ale nie słuchała go w tamtym momencie? Mimo wszystko, wciąż żyła w błogiej nieświadomości, gdzie tamten neandertalczyk był po prostu zwykłym chorym umysłowo, naćpanym randomem, który nazywał siebie Prince’m. Nie, nie poznawała w nim żadnej gwiazdy. Celebryci potrafią zazwyczaj się zachować. Byle jak, ale potrafią. A on? Okazał się największym prymitywem i najgorszym podgatunkiem człowieka.
Dlatego bardzo liczyła na to, że już nigdy więcej nie spotka go w swoim życiu. Rozmawiając z Kate też nie liczyła na to, że to może być on, bo jakim cudem? A jednak. Idąc korytarzem coraz bardziej pewna , kogo widzi, zaczęła się zastanawiać, że może faktycznie jakaś tam była z niego gwiazda? W końcu filmik z ich szarpaniny stał się viralem w sieci, a co nie zwiększa zasięgów tak bardzo, jeżeli na takim filmiku jest nie jeden celebryta, a aż dwójka z nich? Blondynka uznała, że potem będzie musiał wygooglować tego całego Prince’a z Koziej Dupy.
- Jak chcesz mogę od razu gryźć- warknęła podchodząc bliżej, ale wtedy zauważyła, że wyciąg telefon do góry i … czy on ich właśnie nagrywał?! Cora niewiele myśląc podeszła bliżej i podskoczyła próbując chociażby zasłonić telefon. Nie wyraziła przecież zgody na nagrywanie wizerunku, a nie byli w miejscu publicznym. - Przestań!- krzyknęła w amoku, ale zaraz uniósł ręce w geście niewinności i dostrzegła, że telefon był wyłączony. Skurczybyk! Chciał ją sprowokować!
Założyła ręce na ramiona i spojrzała na niego spod byka wściekłym wzrokiem. - Pracuję tutaj i to od lat. Ja nie muszę robić takich rzeczy, żeby poprawić swój wizerunek- skrzywiła się na koniec na samą myśl, że ten głupi sponsor wykorzystywał takie miejsce na poprawę wizerunku jakiegoś dupka. Show biznes był paskudny.
Czekała aż albo sobie pójdzie stąd i nigdy więcej go nie zobaczy albo w milczeniu zacznie myć podłogę, ale wtedy oznajmił, że nie wie jak to się robi, na co otworzyła szeroko oczy i buzię. - Słucham?? Jaja sobie robisz??- spojrzała na niego w lekkim szoku, niedowierzaniu, ale i z nieufnością. Na ile mówił prawdę? Na ile się zgrywał, żeby wymigać się od pracy? Podeszła bliżej i wbiła palec w jego tors, a głowę zadarła wysoko, aby utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. - W tym miejscu nie ma prawa być żadnych wyzwisk, kłótni, scen ani rękoczynów. To miejsce ma być dla tych kobiet oazą. One się tutaj czują bezpieczne i tak ma pozostać, rozumiesz?- to było ostrzeżenie. Pierwsze i ostatnie. Kobiety tutaj były samotne i ktoś musiał za nie i o nie walczyć. To była jedna z ról Cory w schronisku.
Uznała jednak, że skoro już tu jest, to niech się przyda do czegoś. Cofnęła się o krok i ruchem głowy wskazała mop.
- A teraz bierz kij do ręki i zanurz w wiadrze z wodą, a następnie wyciśnij na tej kratce i myj. Będę Cię dzisiaj pilnować, więc niczego nie próbuj dzikusie- wytłumaczyła i i stanęła tak, że stopą jednej nogi zaczęła tupać w zniecierpliwieniu aż w końcu zacznie pracę.



Prince Williams
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

On wiedział. Chociaż nazwisko Marshall mu się kojarzyło, to nie wiedział, w jakiej parafii dzwonił ten dzwon w kościele. Branża fotowaliczna. Jak ją wyszukiwał w przeglądarce, to za każdym razem wywalało jakiś błąd. Teraz jak żyć w spokoju? To był jakiś dramat, aż musiał pokręcić własną głową. Liczył, że blondyny już nie spotkał. Każda w jego życiu przyprawiała go jedynie o większy ból. Nie zawsze ten ból związany był, niestety, z głowa.
Podobno nawet przez szmatę mnie nie dotkniesz — parsknął na to jej warczenie. Pamiętał ich rozmowę. Każde słowo bardzo dokładnie. Roześmiał się jeszcze głośniej, obserwując jej reakcję na telefon. Przez głowę przeszło mu, że jest urocza. Tylko szybko wygonił tę myśl. Szaleństwo nie jest urocze. Przecież niejeden raz musiał mierzyć się z psychofankami. Dla niego było to wręcz oczywiste, że musiał trzymać się od z niej daleka. Tylko teraz... był na nią skazany.
A ja muszę. Więc różnica jest taka, że ty możesz stąd wyjść — stwierdził, wzruszając przy tym ramionami. Dla niego stało się to jasne. Skoro przychodziła tu na co dzień, to równie dobrze mogła wyjść. Chociaż już przeczuwał, że będzie miała niewątpliwą przyjemność posiadania przy pracy prawdziwego cerbera. Cały czas pewnie będzie na niego szczekała. Niby to on był agresywny? Nie. Powstrzymywał się. Skoro już ją widział, to dał sobie ultimatum. Lala. Wszelkie przekleństwa, które cisnąć będą mu się na usta, będą kwitowane właśnie tym słowem.
A wyglądam, jakbym robił sobie jaja? — spytał, unosząc jedną brew. Nie, nigdy nie był podłóg. W domu rodzinnym robiły to za rodzinę sprzątaczki. One sprzątały, prały, a nawet im gotowały. Standard. We własnym apartamencie też zamawiał sobie ekipę, która ogarniała to za niego. Zwłaszcza po srogich melanżach, nigdy nie wiedziałby, od czego powinien zacząć. Skoro pojawiła się jego laleczka, to nie musiał się pytać chata. Chociaż może powinien? Znów się zaśmiał, gdy wbiła palec w jego tors. Uśmiechnął się jak na cwaniaczka przystało, patrząc na nią z góry.
Lala, chyba lubisz mnie dotykać, co? — nie mógł się powstrzymać. Skoro już wtykała w niego swój palec, choć na kolejne słowa pokręcił głową — uspokój się — aż strzelił oczyma, wzdychając ciężko — mam kaganiec założony przez wytwórnię, a właściwie to przez Ciebie — bo to ona zaczęła całą kłótnię. To jej przepraszam przypominało wytarcie mordy gównem. Teraz musiał się powstrzymywać. Żadnych wyzwisk, ograniczenie przekleństw i jeszcze raz przypomniał sobie całą mantrę jego menadżera.
No już, szeryfko Hoops. Po co to tupanie? — mruknął pod nosem, chwytając za kija. Dziwne. Częściej miał grubsze rzeczy w dłoniach, taki mikrofon. Pomachał tym mopem niezdarnie w wiadrze, po czym wyjął go i zaczął naciskać. Trochę robił masło. Wyglądał jak idiota, zdecydowanie. Nawet mopa nie potrafił porządnie wykręcić. Kiedy stwierdził, że już to zamachnął się, tak że kropelki wody poleciały na wodę.
Nie, nie potrafi wyciskać.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Branża fotowaliczna to była jedna z gałęzi biznesu, która szybko się rozwijała. Znacznie szybciej niż umysł Cory oczywiście. Jak to mówiła jej siostra Charity - nawet papier toaletowy się rozwijał, a umysł blondynki nie. Chociaż o dziwo jakoś sobie panienka Marshall radziła w tym życiu całkiem nieźle. Dopóki nie spotkała na swoje drodze pewnego Księcia, który rozbudził w niej prawdziwą diablicę.
- Oh a jednak mnie słuchałeś- uśmiechnęła się zadziornie zdając sobie z tego sprawę, chociaż bardziej była zła z tego powodu, bo to oznaczało, że może jej wypominać z tamtego zajścia jakieś słowa jak właśnie teraz. Może jednak nie był AŻ tak głupi za jakiego go wzięła? Może nie był naćpany, a tylko niezrównoważony psychicznie?
- Nie mogę. Muszę Cię pilnować- przewróciła z rezygnacją oczami, bo Cora była słowną osobą. Skoro przychodziła tutaj pomagać Kate, to jej pomagała nie narzekając na przekazane obowiązki, bo wiedziała, że kobieta robi znacznie więcej dla innych niż jej się kiedykolwiek uda. Dlatego mimo, że nie mogła już znieść jego towarzystwa, to zamierzała dotrzymać słowa i go pilnować, gdy będzie myć podłogę, a potem posprząta z nim pokój. - Jak można nigdy nie myć podłogi? Książę ma też ludzi od podcierania tyłka po sraniu?- aż prychnęła z pogardą i się roześmiała słysząc, że nie żartował i faktycznie nie umie myć podłogi. Zaraz jednak nie było jej do śmiechu, gdy postanowiła go ostrzec, a on za to zwrócił jej uwagę, że właśnie go dotknęła chociaż zapierała się, że nigdy tego nie zrobi. Dupek. I jeszcze mówił to z takim uśmiechem, że na inną kobietę mógł serio podziałać jak tani podryw.
Znowu działał na nią jak płachta na byka, aż dotarło do niej znaczenie jego słów. - Naprawdę ? Czyli musisz być grzeczny…- uśmiechnęła się zadziornie, a przez jej głowę przeszła myśl, że ona nie musi być grzeczna. Może go drażnić, a on jak grzeczny szczeniaczek musi siedzieć posłuszny. To się jej zaczynało podobać.
- Po prostu nie lubię tak mało rozgarniętych facetów- skwitowała tupiąc dalej i patrząc na niego z politowaniem, gdy ewidentnie nie radził sobie ze zwykłym mopem i wiadrem z wodą. - Daj to, pokażę Ci- podeszła bliżej zabierając mu kij i mocząc w wodzie, a następnie wyżymając . - Widzisz? Musisz to zrobić mocniej. Aż wyciśniesz wszystko, by nie pozostawał zbyt mokry, bo narobi śladów - poinstruowała go GRZECZNIE i MIŁO już bez nabijania się z niego. Za to rzuciła mu kij , ale tak by bez problemu mógł go złapać. - Teraz przecierasz podłogę i co rusz czynność powtarzasz- dodała wskakując na parapet, na którym usiadła i machając nogami nie spuszczała z niego oka. Niech niczego nie kombinuje!


Prince Williams
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Wywrócił teatralnie oczyma, bo nie mógł się powstrzymać. Miał uszy, to słuchał. Zadziwiające, prawda? Pamiętał każdą inwektywę, którą rzuciła w jego kierunku. Dobrze, że myśli nie czytał, bo jakby dowiedział się o jego digi dongu, to prawdopodobnie nie byłoby już, czego zbierać.
Ktoś inny na pewno lepiej, by mnie przypilnował — stwierdził, wzruszając przy tym delikatnie ramionami — zamień się z kimś, albo przyznaj, że jesteś sadystką, lubiącą patrzeć na cierpienie innych ludzi — mruknął pod nosem, jakby była to oczywistość. Na pewno nie była jedyną wolontariuszką. Był wręcz pewny, że musiała komuś za to zapłacić. Jakie przypadki miałyby chodzić po ludziach? Na pewno nie takie. Sam by dał worek ze złotem, by móc oglądać jej cierpienie. Teraz już wiedział jedno, nie trawił blondynek i miał ku temu dosyć spore uzasadnienie. Wszystkie się nad nim znęcały.
A jak można nie wiedzieć, kim jestem? — prychnął pod nosem na jej słowa. Rzucała mu oczywistościami, to on rzucił własną. Nie wyobrażał sobie funkcjonowania przy osobie, która go nie znała. Tak, nie potrafił umyć podłogi i był z tego dumny. Jeśli kiedyś będzie miał kobietę, w co szczerze wątpił, wtedy będzie miał trzy zmywarki. Był niczym typowy Warszawiak. Jedna na brudne naczynia, druga na czyste, no i wiadomo, jeśli obie by się popsuły, miałby jeszcze wtedy laskę. Albo sprzątaczki.
Naprawdę — mruknął pod nosem — ale nie myśl sobie, jak będziesz szczekać, zacznę Cię nagrywać — i wstawi do sieci wściekłą wolontariuszkę w schronisku dla kobiet. Przed kim kierowniczka powinna chronić te biedne kobiety? Przed nim, lub przed rzucającą się na facetów wściekłą blondi? Żadna z opcji nie wydawała się być dla niego odpowiednia.
Woah, czyli nie jestem wyjątkowy — prychnął pod nosem. To jej tupanie zaczynało go irytować. Był niewinny, a jego los został przypieczętowany przez wariatkę. Co miałby jej teraz jeszcze powiedzieć? Nie umiał i czekał na profesjonalny tutorial z mopowania.
Daj to chiński sprzedawca jaj — i już ugryzł się w język. Nie powinien jej pouczać w sprawie proszenia, skoro miał poznać, dzięki niej tajną umiejętność mopowania znaną jedynie wśród najgłębszych kręgów piekieł. Tam ta diablica musiała się tego nauczyć.
Mimo wszystko strzelił oczyma, słuchając instrukcji obsługi. Zwłaszcza kiedy dostał z powrotem kija. Wkładać, wyciskać. Czy to była obsługa przyjemności mopa, czy Marshall? Sam nie wiedział, za to grzecznie zaczął wycierać podłogę.
To ile mogę przejechać, zanim mam znowu włożyć? — spytał ze zadziornym uśmiechem na twarzy. Chyba doprowadzanie jej do irytacji dawało mu pewien rodzaj przyjemności. Nawet podobało mu się to szczekanie. Może powinien zrobić z siebie jeszcze większego debila? Skoro tak groźnie na niego patrzyła, to włożył tego mopa do wiadra.
Tajemnica technika władcy mopa wkurzającego blondynki — rzucił nagle głośno i zaczął machać tym niewyciśniętym mopem blisko Marshall. Teraz będzie pachniała pomarańczową świeżością!
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora wątpiła w to, że pamiętał jej słowa, bo przecież narzekał, że skrzeczy i nie może jej słuchać. A jednak utkwiła mu w pamięci i każde jej słowo dokładnie wyrył sobie w pamięci. To bardzo dobrze świadczy na przyszłość - przynajmniej nie będzie mógł jej powiedzieć, że czegoś mu nie powiedziała albo, że nie pamięta. Chociaż panienka Marshall nie powinna tak wybiegać myślami, ponieważ przecież liczyła, że to jest ich ostatnie spotkanie. Drugie ostatnie.
- Obiecałam Kate, że Cię przypilnuję, a ja dotrzymuję obietnic- uniosła brodę nieco wyżej z dumą podkreślając tą swoją cechę. Nie rzucała słów na wiatr, była słowna. Tak jak wtedy, gdy obiecała Maddie i Alexowi, że zajmie się psem na czas ich wyjazdu, to przecież weźmie zwierzaka pod swój dach. Zawsze marzyła o własnym, więc może to będzie właśnie dla niej dobry trening?
Przewróciła znudzona oczami, bo ileż można słuchać, że on jest PRINCE’M?? A może powinna mu przytaknąć? Lekarze często każą przytakiwać.- Normalnie? Najwidoczniej nie jesteś taki sławny jak sądziłeś- aż posłała mu pełne pogardy spojrzenie, bo przecież ona jako celebrytka znała wielu innych celebrytów, a jednak o nim nie słyszała. Ba! Kochała muzykę, a jego piosenek nie znała. Przynajmniej tak się jej wydawało, bo może gdzieś tam na Spotify miała zapisane jego przeboje, ale nie skojarzyła , że to właśnie ten artysta.
Tak jak nie skojarzyła w jakim celu miałby ją nagrywać. Kompletnie jej nie przyszło do głowy, że to był jego sposób na obronę przed jej wyzwiskami i udostępnienie jej wkurzonego oblicza. Ten pomysł nie zaświtał w tej blond czuprynce. - Wiesz, że jak chcesz się zabawiać do moich zdjęć, to w Google jakieś znajdziesz zrobione przez paparazzi? Albo na moim insta?- bo OnlyFansa przecież nie posiadała. Była dziedziczką biznesu fotowalicznego, nie potrzebowała tak zarabiać na życie.- Tylko ten Twój digi dong to raczej pewnie nawet nie wie co to stać na baczność- prychnęła i utkwiła spojrzenie o chwilę za długo na jego kroczu, zastanawiając się , co się tam skrywa pod materiałem spodni. Sama już nie była pewna czy aby na pewno jest taki mały, skoro ostatnim razem go poczuła jak na niej leżał. A może faktycznie wtedy miał coś w przedniej kieszeni? Nie, nie było co nad tym się zastanawiać. Teraz należało go przypilnować, żeby nie zrobił niczego głupiego. Był jak niewychowany szczeniak pod kontrolą niewiele bardziej ułożonej Cory.
- Niestety jest was więcej- westchnęła z rezygnacją zanim wzięła od niego mopa , aby pokazać mu instrukcję jego prawidłowego korzystania. - Aż będzie suchy i trzeba będzie znowu go zmoczyć - odpowiedziała próbując się nie zirytować tak głupio oczywistym pytaniem i obserwowała go bacznie, czy dobrze sobie radzi. Oczywiście radził sobie chujowo. Uniosła nogi do góry i odwróciła twarz, gdy zaczął chlapać tą wodą. - Przestań! Będę śmierdzieć tak jak Ty!- krzyknęła i wierzgając nogami nagle zahaczyła o plastikową część wiadra do wyciskania. Chcąc się wyswobodzić wpadła z tą nogą do środka, a nastepnie poleciała do przodu przechylając wiadro z wodą na podłogę. Większość się rozlała też na nią i oczywiście Prince’a stojącego obok. Teraz już oboje będą śmierdzieć brudnym mopem.


Prince Williams
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Strzelił oczyma, bo już nie mógł jej słuchać. Słowna Cora. Taa, słownie to mogła go kopnąć w dupę. Blondynka bardziej przypominała wiedźmę, odprawiającą jakieś magiczne czary. Może miała laleczkę voodoo? Nie wierzył w tę całą bajeczkę na temat słowności. Była przedziwną osobą. Zresztą gotowy był jej odświeżyć pamięć.
Jezu, ale jesteś słowna — prychnął pod nosem — obiecałaś mnie nie dotykać i dotknęłaś — wzruszył delikatnie ramionami. I to nie raz, a dwa! Przecież ujeżdżała go jeszcze niedawno w sklepie, jakby był prawdziwym rumakiem. Wszystko przez nieszczęsną płytę. Już chyba nigdy nie puści oryginalnego Prince'a, teraz to on miał być bardziej wyjątkowy. Czy był ego topem? Zdecydowanie, ale zdawał sobie z tego sprawę.
Ta, pewnie żyjesz pod kamieniem i nic nie wiesz o życiu — mruknął pod nosem, bo nie wyobrażał sobie innej opcji. Leciał w radiu, w telewizji, występował na festiwalach, a gdy wchodził do klubu, wcześniej czy później słyszał własne bity, do których mógłby się bujać. Musiałaby się urwać z innej planty, albo małpiego drzewa... Chociaż to drugie bardziej podejrzewał.
Nagrywać, by wypuścić do sieci — poprawił ją niemalże od razu, strzelając oczyma. Co ona myślała? Że będzie trzepał swojego digi donga, do jej ataku szaleństwa? Tego jeszcze nie grali — wiesz, pokażę twoją prawdziwą stronę WARIATKI — dodał, uśmiechając się niewinnie. Prawdziwy z niego aniołek — znowu zmieniasz zdanie? — kobieta zmienną jest, ale takiej to jeszcze nie poznał — ostatnio mówiłaś, że mi stanął, a nawet nie drgnął — tak, pamiętał to. Męskie ego długo będzie pamiętało takie przytyki. Aż westchnął ciężko. Na całe szczęście zaraz zaczął ją słuchać z obsługą mopa. Może przy tym będą... bardziej zgodni?
Serio tak to działa? — spytał, mrugając przy tym oczyma — u kobiet tak nie ma — czy on w głowie porównywał żeńskie genitalia do obsługi mopa? Owszem. Nawet widział w tym jakiś szalony cel, którego nie był w stanie w żaden sposób wytłumaczyć.
Ahahaha, i bardzo dobrze — krzyczał już, a potem już świat wirował. Tyle było ze straszenia jej. Aż westchnął pod nosem zrezygnowany. Ona mokra, on mokry i podłoga mokra. Szkoda, że w tych obliczeniach historia nie zakończy się w zamkniętym kantorku.
To teraz już razem śmierdzimy... — mruknął pod nosem, wzdychając ciężko. Takiej kałuży to on nigdy nie widział. Znaczy widział dużo. Oceany, jeziora, morza, kałuże też, ale nigdy takiej na panelach, czy tam kafelkach — to jakieś szmaty są do wycierania podłóg? — tak, kiedyś słyszał. Prawdziwy dżentelmen się z niego zrobił, bo powstrzymał się przed tekstem. Dawaj Cora, połóż się, przecież jesteś szmatą. Miał to w głowie, ale się powstrzymał. Skoro nie miał odpalać wrotek, zastosuje się do tego.
Da się to jakoś wmopować do środka? Biorę mopa, wyciskam i tak cały czas? — spytał jak ostatni debil, ale nigdy nie widział, jak ktoś to robił. Tak, słyszał o szmatach, o wycieraniu podłóg, tylko... był po prostu biednym, niczego winnym facetem, który nie miał zielonego pojęcia o życiu.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W sumie patrząc na to jak Cora ostatnio paliła ciuchy w środku zimy w nocy w parku razem ze swoją nową koleżanką Abby, aby przegonić woń debili, która się utrzymywała na niej po kiepskiej randce, to może faktycznie ma w sobie coś z wiedźmy? Może powinna się zainteresować czarną magią, stworzyć sobie laleczkę Voodoo i męczyć Prince’a. Na przykład zmuszając go do koniecznie jak najszybszego skorzystania z toalety z powodu sprawy wielkiej wagi. Oczywiście wszystko w trakcie koncertu, na którym występuje ten jakże znany i ceniony raper (chyba tylko według jego samego).
- Wow laska Cię dotknęła i teraz będziesz to powtarzał i jarał się tym jak głupi??- westchnęła już zirytowana, bo ileż można o tym słuchać? Tak, dotknęła go, ale tylko w imię wyższych wartości! Pierwszy raz przecież walczyła o płytę, a drugi raz musiała się upewnić, że jej ostrzeżenie odnośnie odpowiedniego traktowania kobiet w tym schronisku do niego dotrze. Dwa razy go dotknęła, bo MUSIAŁA, a on nie może o tym zapomnieć. Pewnie gdyby go ujeżdżała, to datę tego wydarzenia, by sobie wytatuował na ręce.
- Pod kamieniem to ty żyjesz, że nie słyszałeś nigdy o branży fotowalicznej- prychnęła z pogardą dalej pewna nazwy dziedziny, w której jej rodzice dorobili się fortuny, a w której sama teraz też pracuje i to w marketingu. Jak to dobrze, że na komputerze ma autokorektę. Całkiem też prawdopodobne, że gdyby usłyszała jakąś piosenkę Prince’a mogłaby się jej spodobać. Była otwarta na różne gatunki muzyczne i na codzień bardzo szanowała oraz ceniła artystów. Może gdyby się poznali w innych okolicznościach, ich relacja potoczyłaby się inaczej? Chociaż czy aby na pewno? Oboje jak widać mieli silne charaktery. Stojąc naprzeciwko siebie, znowu nie mogąc darować sobie dogryzania. Lekkiego w porównaniu do tego, co się działo w tamtym sklepie, ale jednak. Cora nie ufała mężczyźnie w tym momencie. Wizualnie? Był cholernie przystojny. Ten zawiadacki uśmiech na pewno nie jedne majtki ściągnął i zawrócił w głowie wielu dziewczynom. Lecz to w jaki sposób ją potraktował, jak się do niej odzywał, było dla niej wielkim RED FLAGIEM. Nauczyła się już, że wygląd to nie wszystko, a nawet na ONS wybiera facetów, którzy mają coś więcej w głowie poza ładną buzią.
Zaśmiała się słysząc jego wymówkę do nagrywania jej osoby. Oczywiście mu w nią nie uwierzyła. - Chcesz nagrać wariata? To siebie nagraj jak nie weźmiesz dziennej dawki leków od lekarza- to wtedy mu odpierdala jak tamtego dnia w sklepie. I pamiętała też, że wtedy mu stanął , gdy na niej leżał. - Napalony byłeś na mnie, czułam to- a może po prostu chciała by tak było?
To był odpowiedni moment , aby zakończyć ten temat i zająć się tym, po co oboje tutaj przyszli. Cora starała się być poważna i w miarę możliwości miła, ale jego teksty i zachowanie ją rozpraszały. Sądziła, że to ona jest nadpobudliwa, ma problemy ze skupieniem i dużo mówi, ale on był momentami znacznie gorszy. Czy tak właśnie czuło się jej rodzeństwo na spotkaniach z nią? No to mieli przejebane. - Kobiety przy Tobie to pewnie orgazm udają, żebyś się nie popłakał- uśmiechnęła się żartując sobie z niego i go podpuszczając, bo przecież nie zdąży wyjąć telefonu i ją nagrać, prawda? Może się trzymać na bezpieczną odległość od niego i mu dokuczać.
Plan jednak najwyraźniej nie wypalił, bo zanim się obejrzała to już przelatywała obok niego z nogą w wiadrze , wszystko wylewając. Miała całą prawą nogę mokrą i śmierdziała. I była zła. - I to przez Ciebie, bo zacząłeś wymachiwać tym mopem jak pojebany- syknęła wkurzona I spodziewała się również ataku z jego strony. Sądziła, że będzie oburzony, że został pochlapany i śmierdział. W końcu był KSIĘCIEM. On natomiast ją całkowicie spacyfikował swoim spokojem i zaangażowaniem w posprzątanie tego bałaganu. Aż zamrugała kilka razy oczami i nie wiedziała co powiedzieć.
- Tak, dokładnie tak - wymruczała pod nosem , wciąż jeszcze w szoku i zaraz się odwróciła, by zniknąć na schodach. Wróciła po kilku minutach - w suchych spodniach i butach oraz z mopem w ręce. Bez słowa wstępu zaczęła razem z nim wycierać podłogę. - Żeby nie było, że Ci pomagam. Po prostu sprzątam bałagan, który zrobiłam- wypaliła po chwili, nie patrząc w jego kierunku, ale zaraz się zreflektowała. - Znaczy Ty zrobiłeś, ale nie chcę, żeby komuś się coś stało, bo Tobie samemu to wieki zajmie mycie podłogi- a ktoś może akurat będzie przechodził i się poślizgnie? Zerknęła też kątem oka na niego i jego mokre spodnie. - Chciałam Ci coś przynieść na zmianę, ale niestety nie mamy żadnych męskich ciuchów tutaj. Jak chcesz, to możesz pójść się wysuszyć- zaproponowała cały czas wycierając podłogę i na niego nie patrząc. Darowała już sobie złośliwe teksty, ale jak na złość przy nim zawsze jej się cisnęły na usta.


Prince Williams
27 y/o
For good luck!
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Powtarzam, bo jesteś niesłowną wiedźmą — prychnął, wytykając jej język. Mogła się upierać, że musiała go dotknąć, ale on w ogóle to nie wierzył. Po prostu chciała poczuć woń prawdziwego knura. W tym wszystkim liczyło się jedynie jedno. Niesłowność panienki Marshall. Teraz mogła dobrowolnie udać się hen daleko, byle tylko nie musiał na nią patrzeć. Może była ładna, pewnie by mu się nawet spodobała, tylko ten niewyparzony język powodował u niego przeogromny ból głowy.
Taaa, bo w każdym radiu opowiadają o wielkiej branży fotowalicznej, za to nie puszczają moich piosenek — prychnął, kręcąc głową. Dla niego sprawa wydawała się być wręcz dziecinnie prosta. Uwielbiał grać na scenie, a jeśli trzymał się reguł wytwórni, zapewniali mu jak najlepszy PR. Na początku kariery musiał nagrywać radiówki, by ktoś w ogóle o nim usłyszał. Słyszany był w radiu, w klubach, a co najgorsze nawet wybierając ciuchy w jakiejś sieciówce, dało się usłyszeć jego utwory. Dla niego słowa Cory były zwyczajną płachtą na byka. Za to o branży fotowalicznej już zdążył usłyszeć, tylko jak ją wpisywał, pokazywało mu cały czas błąd.
Nie będę pokazywał jedynej obecnej tu wariatki palcem, a nie, pokażę — i pomachał na nią wskazującym palcem, aż musiał strzelić oczyma. W głowie zaczął odliczać minuty do zakończenia tej tortury. Najchętniej spaliłby teraz blanta, by choć na moment uspokoić własne myśli. Pędziły one w zdecydowanie zbyt daleką stronę — tak o tym gadasz, że pewnie chciałabyś, żeby mi na twój widok stanął — i w ten sposób wolałby to zakończyć. Teraz to by mu nawet nie drgnął, jakby się rozebrała i zaczęła wykonywać jakieś szalone, kocie ruchy.
Za to przy Tobie faceci muszą brać viagrę, by zobaczyć twój uśmiech — zacmokał — co pewnie jakiegoś staruszka ujeżdżasz? — bo nikt w jej wieku, by przecież nie poleciał na te kurwiki w oczach. Co prawda były one uzależniające. Mógłby w nie naprawdę długo się wpatrywać, ale już sam nie wiedział, co dokładnie powinien z nią zrobić.
I to przez Ciebie, bo zacząłeś wymachiwać tym mopem jak pojebany — zaczyna ją udawać, przerysowując mimikę Cory. Aż tupnął kilka razy nogą, rozbryzgując wodę na boki. Niech prześmierdnie jeszcze bardziej, należało się jej. On tu przyszedł spokojnie posprzątać z głową. Był pokorny, nawet ograniczył bluzgi, a ona dalej swoje. Pewnie w ten sposób broniła się przed jego urokiem osobistym, inaczej nie mógł sobie tego wytłumaczyć.
Przechylił głowę. Szmaty do mycia podłogi. Czyli co? Zaraz będzie klęczał w tej schroniskowej powodzi wszech czasów? Nie do końca mu to odpowiadało. Podobne zdziwienie go dopadło, kiedy zaczęła mu pomagać. Aż otworzył szerzej buzię i przez krótki moment wpatrywał się w nią ze zdziwieniem. Noo, nawet spodobał mu się ten widok.
Już przestań tyle gadać — mruknął Prince, machając dłonią — zrobiliśmy oboje, koniec tematu — i tak spokojnie zaczął sobie pracować. Nawet nie myślał o tym, żeby znowu na nią spojrzeć. Przynosiła pecha. Choć im dłużej zapadała niezręczna cisza w trakcie sprzątania, tym bardziej chciał ją przerwać.
Hmm... — rzucił, słysząc jej kolejne słowa. Odłożył na bok kija od mopa, a kiedy tak na niego nie patrzyła, podszedł do niej od tyłu i szybko się do niej przytulił — jak śmierdzimy, to oboje lala — dodał, ściskając ją jeszcze mocniej. Chyba mu się to podobało.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Sistering”