pinot noir
: śr mar 11, 2026 7:56 am
Ethan Hartley
Strzeliła oczami, słysząc o wariactwie jako zalecie. W ogóle jej to nie przekonywała. Przed sobą miała obrazy własnego ojca, mówiącego o jej niestabilności przez hormony. Przecież żadna kobieta nie powinna być prezesem, tak wiele może się stać. Okres, owulacja, nie mówiąc już o hormonach ciążowych. Oczami Christophera każda kobieta była wariatką, a jedynie upór Cherry doprowadził ją do stanowiska, choć cały czas z widmem małżeństwa. Przecież wiadomo, w jaki sposób atrakcyjna kobieta pozyskiwała inwestorów.
— Chciałbyś — prychnęła, wywracając teatralnie oczyma. Zawstydzał ją, ale miała w sobie za dużo dumy, by się do tego przyznać. Odpowiedź twierdząca nie wchodziła w grę, kiedy warzyły się losy ich relacji. Ta zabawa między nimi w kotka i myszkę, wchodziła na całkiem nowy, wyższy poziom, od którego chciała móc się uwolnić.
— Chcesz to proszę bardzo — z jej głosu wybrzmiewała pewność. Nieczyste myśli coraz bardziej zataczały tory w jej głowie. Oni razem na jej biurko, albo stojąc przed pierdoloną panoramą Toronto, albo na jej blacie kuchennym, czy pod prysznicem. Potrząsnęła głową, próbując wybić sobie te myśli z głowy. Nie raz opierała się przystojniakom o dobrej gadce, Ethan nie różnił się od nich w żaden sposób — przekonaj się, jakie myśli ma blondynka. Może macie te same — dodała po chwili, próbując zgasić go jak peta. Cherry przypominała chodzącego aniołka. Czysta głowa, czyste ciało. Zwłaszcza kiedy w duchu modliła się, żeby nie dotknął tej blondynki. Najlepiej byłoby zmienić temat, zakończyć go.
— Zgadza się — kiwnęła głową — przynajmniej do zakończenia kolacji — nie miała zielonego pojęcia, z jakiego powodu właściwie to powiedziała. Coś ją wewnętrznie ruszyło, gdy wypowiadała te słowa. Nie spodziewała się nich po samej sobie. Cała się wyprostowała, bo pierwszy raz przepchnęła delikatną granicę między nimi i jawnie go prowokowała, a nie powinna.
— Prawda — mogła się zgodzić z jego słowami, ale... — byle przez to nie wpaść w kłopoty — a Cherry miała do tego predyspozycje, kiedy coś przestało być zaplanowane. Za szybko puszczały jej jakiekolwiek hamulce, kiedy poczuła się bezpiecznie oraz pewnie — Charlie? — powtórzyła za nim, unosząc obie brwi ku górze. Już są po imieniu? Zabije Charlesa — mówisz o moim bliźniaku? — co za kanalia, pomyślała, a w głowie zaczęła wyzywać sojusz plemników i zdradę krwi. Będzie musiała się z nim rozmówić — ma dosyć obowiązków, żebym musiała obarczać go moimi, poza tym... — w porę ugryzła się w język — nieważne. — mruknęła pod nosem. Ethan powodował mięknięcie jej murów, ale nie na tyle by przyznała głośno, że nawet Charliego się obawiała. Nie spodziewała się, by zabrał jej stołek. Za to że ojciec by mu go oddał, kiedy ona byłaby niedyspozycyjna. Ta potrzeba kontroli, która nią kierowała, złożona była z wielu czynników, które zaczynały się u niej w rodzinie.
— Następnym razem Cię osika — prychnęła Cherry, bo już trenerka Koko zaczęła ją trenować takiej komendy. Tylko czy przy takim przystojniaku o niej nie zapomni? — Arnie? Masz zwierzaka? — spytała, przechylając głowę — pokaż — ciekawiło ją, czy ma jakiegoś shitzu, czy innego maltańczyka. Głośno szczeka, mało robi. Idealnie dogrywałoby się do obrazu w jej głowie — i się nie dowiemy, bo nie trafię do twojego mieszkania — stwierdziła krótko Marshall, wbijając w niego brązowe tęczówki. Chociaż mogłaby, nawet w tym momencie chciała, bo wydawał się inny. Nawet kiedy skomentował parówkową, a właściwie hot-dogową sytuację, zachował w sobie coś takiego jak klasa.
— Wolisz bakłażany od marchewek? — spytała wprost, bo wydało się jej to niezwykle interesujące. Dwuznaczności padające przy ich stole wydawały się powoli iskrzyć, a atmosfera z każdą chwilą stawała się coraz bardziej gęsta.
— Dobrze — mruknęła, wpatrując się w niego z ciekawością. Tygrysie krewetki? Pieczone bakłażany? Szef kuchni będzie zastanawiał się, z kim ma do czynienia, bo nie miała zamiaru być mu dłużna w tej kwestii — dla pana w takim razie Carpaccio di Anguria con Ricotta e Menta, na danie główne Anatra Arrosto con Salsa di Amarene, a na deser Pesche al Mascarpone con Miele e Mandorle — cienko krojony arbuz z ricottą i świeżą miętą, pieczona kaczka z sosem z wiśni, a na deser brzoskwinie z kremem mascarpone. Mógłby poznać bliżej jej brzoskwinkę... — dobry wybór — mruknęła, kiedy kelner przyjął zamówienie. Spojrzała się na niego badawczo i parsknęła śmiechem — Toast się pije we dwóch, a moje szkło jest puste — zauważyła, stukając paznokciem we własne szkło. Potrzebowała jeszcze dwóch kieliszków, by poczuć się lepiej. Chociaż wino powodowało u pań Marshall chcicę, to był chyba zły wybór — dżentelmen by pamiętał o damie — zauważyła, chwytając na butelkę. Sama sobą musiała się zająć i jak tu wszystkiego nie kontrolować?
— Dlaczego tak właściwie nasza firma i skąd ta twoja miłość do owoców? — zagadnęła, bo w oczekiwaniu na jedzenie musieli o czymś rozmawiać. Skoro owoce, podróże były niebezpieczne, rozsądnym był powrót do neutralnych tematów. Takich jak praca i jej biurko w gabinecie.
Strzeliła oczami, słysząc o wariactwie jako zalecie. W ogóle jej to nie przekonywała. Przed sobą miała obrazy własnego ojca, mówiącego o jej niestabilności przez hormony. Przecież żadna kobieta nie powinna być prezesem, tak wiele może się stać. Okres, owulacja, nie mówiąc już o hormonach ciążowych. Oczami Christophera każda kobieta była wariatką, a jedynie upór Cherry doprowadził ją do stanowiska, choć cały czas z widmem małżeństwa. Przecież wiadomo, w jaki sposób atrakcyjna kobieta pozyskiwała inwestorów.
— Chciałbyś — prychnęła, wywracając teatralnie oczyma. Zawstydzał ją, ale miała w sobie za dużo dumy, by się do tego przyznać. Odpowiedź twierdząca nie wchodziła w grę, kiedy warzyły się losy ich relacji. Ta zabawa między nimi w kotka i myszkę, wchodziła na całkiem nowy, wyższy poziom, od którego chciała móc się uwolnić.
— Chcesz to proszę bardzo — z jej głosu wybrzmiewała pewność. Nieczyste myśli coraz bardziej zataczały tory w jej głowie. Oni razem na jej biurko, albo stojąc przed pierdoloną panoramą Toronto, albo na jej blacie kuchennym, czy pod prysznicem. Potrząsnęła głową, próbując wybić sobie te myśli z głowy. Nie raz opierała się przystojniakom o dobrej gadce, Ethan nie różnił się od nich w żaden sposób — przekonaj się, jakie myśli ma blondynka. Może macie te same — dodała po chwili, próbując zgasić go jak peta. Cherry przypominała chodzącego aniołka. Czysta głowa, czyste ciało. Zwłaszcza kiedy w duchu modliła się, żeby nie dotknął tej blondynki. Najlepiej byłoby zmienić temat, zakończyć go.
— Zgadza się — kiwnęła głową — przynajmniej do zakończenia kolacji — nie miała zielonego pojęcia, z jakiego powodu właściwie to powiedziała. Coś ją wewnętrznie ruszyło, gdy wypowiadała te słowa. Nie spodziewała się nich po samej sobie. Cała się wyprostowała, bo pierwszy raz przepchnęła delikatną granicę między nimi i jawnie go prowokowała, a nie powinna.
— Prawda — mogła się zgodzić z jego słowami, ale... — byle przez to nie wpaść w kłopoty — a Cherry miała do tego predyspozycje, kiedy coś przestało być zaplanowane. Za szybko puszczały jej jakiekolwiek hamulce, kiedy poczuła się bezpiecznie oraz pewnie — Charlie? — powtórzyła za nim, unosząc obie brwi ku górze. Już są po imieniu? Zabije Charlesa — mówisz o moim bliźniaku? — co za kanalia, pomyślała, a w głowie zaczęła wyzywać sojusz plemników i zdradę krwi. Będzie musiała się z nim rozmówić — ma dosyć obowiązków, żebym musiała obarczać go moimi, poza tym... — w porę ugryzła się w język — nieważne. — mruknęła pod nosem. Ethan powodował mięknięcie jej murów, ale nie na tyle by przyznała głośno, że nawet Charliego się obawiała. Nie spodziewała się, by zabrał jej stołek. Za to że ojciec by mu go oddał, kiedy ona byłaby niedyspozycyjna. Ta potrzeba kontroli, która nią kierowała, złożona była z wielu czynników, które zaczynały się u niej w rodzinie.
— Następnym razem Cię osika — prychnęła Cherry, bo już trenerka Koko zaczęła ją trenować takiej komendy. Tylko czy przy takim przystojniaku o niej nie zapomni? — Arnie? Masz zwierzaka? — spytała, przechylając głowę — pokaż — ciekawiło ją, czy ma jakiegoś shitzu, czy innego maltańczyka. Głośno szczeka, mało robi. Idealnie dogrywałoby się do obrazu w jej głowie — i się nie dowiemy, bo nie trafię do twojego mieszkania — stwierdziła krótko Marshall, wbijając w niego brązowe tęczówki. Chociaż mogłaby, nawet w tym momencie chciała, bo wydawał się inny. Nawet kiedy skomentował parówkową, a właściwie hot-dogową sytuację, zachował w sobie coś takiego jak klasa.
— Wolisz bakłażany od marchewek? — spytała wprost, bo wydało się jej to niezwykle interesujące. Dwuznaczności padające przy ich stole wydawały się powoli iskrzyć, a atmosfera z każdą chwilą stawała się coraz bardziej gęsta.
— Dobrze — mruknęła, wpatrując się w niego z ciekawością. Tygrysie krewetki? Pieczone bakłażany? Szef kuchni będzie zastanawiał się, z kim ma do czynienia, bo nie miała zamiaru być mu dłużna w tej kwestii — dla pana w takim razie Carpaccio di Anguria con Ricotta e Menta, na danie główne Anatra Arrosto con Salsa di Amarene, a na deser Pesche al Mascarpone con Miele e Mandorle — cienko krojony arbuz z ricottą i świeżą miętą, pieczona kaczka z sosem z wiśni, a na deser brzoskwinie z kremem mascarpone. Mógłby poznać bliżej jej brzoskwinkę... — dobry wybór — mruknęła, kiedy kelner przyjął zamówienie. Spojrzała się na niego badawczo i parsknęła śmiechem — Toast się pije we dwóch, a moje szkło jest puste — zauważyła, stukając paznokciem we własne szkło. Potrzebowała jeszcze dwóch kieliszków, by poczuć się lepiej. Chociaż wino powodowało u pań Marshall chcicę, to był chyba zły wybór — dżentelmen by pamiętał o damie — zauważyła, chwytając na butelkę. Sama sobą musiała się zająć i jak tu wszystkiego nie kontrolować?
— Dlaczego tak właściwie nasza firma i skąd ta twoja miłość do owoców? — zagadnęła, bo w oczekiwaniu na jedzenie musieli o czymś rozmawiać. Skoro owoce, podróże były niebezpieczne, rozsądnym był powrót do neutralnych tematów. Takich jak praca i jej biurko w gabinecie.