my bad, don't hurt me
: pt mar 20, 2026 3:18 am
Machnął na niego ręką, gestem każąc zapomnieć o całej konwersacji, co pewnie przy ich naprutym stanie wcale nie było takie trudne. On już zapomniał. Coś o seksie i nie zmuszaniu nikogo do jakiekolwiek intymności? No, spoko i co w związku z tym? Pojęcia nie miał, bo zaczęli się bujać do Sexy and I know it i obydwoje byli na swój sposób, więc pasowało bardzo. Dobrze się bawił, nawet jeśli czasami miał wrażenie, że gdyby jego nowego przyjaciela jednak gibnęło za mocno, to by go przecież zgniótł, albo połamał na tym piasku. Hmmm, może by mu się nawet podobało. Lexiemu znaczy się; może nie miałby nic przeciwko być zgniecionym przez bardzo ładnie zbudowane, umięśnione ciało nowego nieznajomego i.. Głowa z rynsztoku. Dłuższe życie każdej pralki..
Zmarszczył na chwilę brwi, starając się legitnie przypomnieć jak leciało Eye of the Tiger, by zaraz się wyszczerzyć. - Tu! Tu tu tu! Tu tu TUUUUUUU - no co? Kazał sobie zagrać, to Alexis grał. Nie miał czym, telefon w którejś kieszeni już dawno zapomniany, ale bit sobie przypomniał i melodię też, wiec mógł z mordy zrobić instrument. Wybijał rytm głową, powtórzył raz jeszcze gitarkę, dołączając do tego "perkusję" którą zostały jego ręce, wystukujące rytm na własnych udach. Roześmiał się po tym wstępie i.. Został porwany w ramiona? Że przepraszam, co? Na moment zamarł, ramiona mu wysztywniło nie bardzo wiedząc co ma ze sobą począć, ale zaraz ze śmiechem się rozluźnił, klepiąc chłopaka po plecach. W pierwszym momencie chciał objąć go jedną dłonią, drugą wsunąć we włosy, ale to nie był najlepszy pomysł i nawet jego nawalony mózg o tym wiedział. Dostał werbalne ostrzeżenie raz i nie chciał kusić losu, kto wie ile tych żółtych kartek mógł nazbierać, zanim oberwie, hm? Facet był hetero podobno. I okay. Niech będzie. Lexie mógł się cieszyć jego dotykiem i w tym samym momencie nic z tym faktem nie robić.
- Cicho tam, miota tobą jak szatan i nie chcę, żebyś sobie rozbił ten ładny ryj, ok? - burknął na niego, kiedy został posądzony o niemoralne macanie. Tak, ciało Alexa wydawało się być naprawdę przyjemnie twarde pod jego palcami, należał zdecydowanie do aktywnych ludzi i nie musiał mu tego mówić, żeby Lexie to wiedział. Tak, podobało mu się. Ale naprawdę trzymał go tylko dlatego, że nie chciał, żeby nowy kolega zaliczył glebę, hm?
- Gracji to nie masz w sobie za grosz. - ocenił z rozbawieniem, może igrając ze śmiercią, ale dobrze się bawił, obserwując, jak Alex próbował posadzić dupę i się przy tym nie nakryć własnymi nogami. Głodne zwierzątko mieszkające gdzieś głęboko w lędźwiach Lexa zamruczało z zadowoleniem na myśl o tym ładnym panu z nogami do góry, zwłaszcza, kiedy łapał się jego koszulki dla stabilizacji. Lexie zagryzł wargi w wąską linię. CALGON. Zły Lexie, niedobry.
- Jaki gorliwy się znalazł. - roześmiał się po raz kolejny, opadając na kolana przy nim, by zaraz potem opaść na bok, siadając płasko na tyłku. - Dawaj zapalarę lepiej. - rzucił i zamiast czekać na to, aż mu ją poda, po prostu mu ją wymacał w spodniach. Tym razem nawet nie pomyślał o podtekstach żadnych, skupiając się na tym najważniejszym celu; odpaleniu trawska. Dopiero kiedy ten cel osiągnął, padł na piasek obok Alexa, zaciągając się gęstym dymem.
- ...Co? Ale cię siekło, stary. - zachichotał, a nawet jeszcze się jointem nie podzielił. Przesunął głowę bliżej jego ramienia, żeby móc popatrzeć wzdłuż ręki wyciąganej w stronę nieba. Gwiazdy. Yep. Były tam zwykle, właściwie rzadko na nie patrzył. Ładne. Błyszczące... No, dobra, to było jednak całkiem super. Zaciągnął się raz jeszcze, zanim podał mu skręta szerokim ruchem, co by się nie przypalił. - To jak ta niedźwiedzica ma wyglądać? Serio jak niedźwiedź? - znów zachichotał, tym samym wypuszczając dym z płuc. Lubił go. Alex był naprawdę fajny. I miał wyraźnie romantyczną stronę, która wychodziła dopiero jak się zrelaksował. Cute.
Alexander Hall
Zmarszczył na chwilę brwi, starając się legitnie przypomnieć jak leciało Eye of the Tiger, by zaraz się wyszczerzyć. - Tu! Tu tu tu! Tu tu TUUUUUUU - no co? Kazał sobie zagrać, to Alexis grał. Nie miał czym, telefon w którejś kieszeni już dawno zapomniany, ale bit sobie przypomniał i melodię też, wiec mógł z mordy zrobić instrument. Wybijał rytm głową, powtórzył raz jeszcze gitarkę, dołączając do tego "perkusję" którą zostały jego ręce, wystukujące rytm na własnych udach. Roześmiał się po tym wstępie i.. Został porwany w ramiona? Że przepraszam, co? Na moment zamarł, ramiona mu wysztywniło nie bardzo wiedząc co ma ze sobą począć, ale zaraz ze śmiechem się rozluźnił, klepiąc chłopaka po plecach. W pierwszym momencie chciał objąć go jedną dłonią, drugą wsunąć we włosy, ale to nie był najlepszy pomysł i nawet jego nawalony mózg o tym wiedział. Dostał werbalne ostrzeżenie raz i nie chciał kusić losu, kto wie ile tych żółtych kartek mógł nazbierać, zanim oberwie, hm? Facet był hetero podobno. I okay. Niech będzie. Lexie mógł się cieszyć jego dotykiem i w tym samym momencie nic z tym faktem nie robić.
- Cicho tam, miota tobą jak szatan i nie chcę, żebyś sobie rozbił ten ładny ryj, ok? - burknął na niego, kiedy został posądzony o niemoralne macanie. Tak, ciało Alexa wydawało się być naprawdę przyjemnie twarde pod jego palcami, należał zdecydowanie do aktywnych ludzi i nie musiał mu tego mówić, żeby Lexie to wiedział. Tak, podobało mu się. Ale naprawdę trzymał go tylko dlatego, że nie chciał, żeby nowy kolega zaliczył glebę, hm?
- Gracji to nie masz w sobie za grosz. - ocenił z rozbawieniem, może igrając ze śmiercią, ale dobrze się bawił, obserwując, jak Alex próbował posadzić dupę i się przy tym nie nakryć własnymi nogami. Głodne zwierzątko mieszkające gdzieś głęboko w lędźwiach Lexa zamruczało z zadowoleniem na myśl o tym ładnym panu z nogami do góry, zwłaszcza, kiedy łapał się jego koszulki dla stabilizacji. Lexie zagryzł wargi w wąską linię. CALGON. Zły Lexie, niedobry.
- Jaki gorliwy się znalazł. - roześmiał się po raz kolejny, opadając na kolana przy nim, by zaraz potem opaść na bok, siadając płasko na tyłku. - Dawaj zapalarę lepiej. - rzucił i zamiast czekać na to, aż mu ją poda, po prostu mu ją wymacał w spodniach. Tym razem nawet nie pomyślał o podtekstach żadnych, skupiając się na tym najważniejszym celu; odpaleniu trawska. Dopiero kiedy ten cel osiągnął, padł na piasek obok Alexa, zaciągając się gęstym dymem.
- ...Co? Ale cię siekło, stary. - zachichotał, a nawet jeszcze się jointem nie podzielił. Przesunął głowę bliżej jego ramienia, żeby móc popatrzeć wzdłuż ręki wyciąganej w stronę nieba. Gwiazdy. Yep. Były tam zwykle, właściwie rzadko na nie patrzył. Ładne. Błyszczące... No, dobra, to było jednak całkiem super. Zaciągnął się raz jeszcze, zanim podał mu skręta szerokim ruchem, co by się nie przypalił. - To jak ta niedźwiedzica ma wyglądać? Serio jak niedźwiedź? - znów zachichotał, tym samym wypuszczając dym z płuc. Lubił go. Alex był naprawdę fajny. I miał wyraźnie romantyczną stronę, która wychodziła dopiero jak się zrelaksował. Cute.
Alexander Hall