-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uwielbiał to jak późno robiło się ciemno, że łatwo dało się znaleźć dobrą imprezę i ludzie generalnie byli jakoś tak bardziej otwarci. Łatwo było się otoczyć nieznajomymi i bawić do rana, jakby znali się pół życia, nawet jeśli mieli nawet nie pamiętali swoich imion. Kobiety nosiły krótsze ubrania, mężczyźni chętniej zrzucali koszulki w miejscach publicznych i mógł nacieszyć oko nawet bez zagadywania. Brzmiał jak creep? Może. I co z tego?
Był szaleńcem. Tornadem, diabłem tasmańskim, męską prostytutką, której nawet nie trzeba było płacić, a nawet jeśli, to jego ulubioną walutą był dobry czas. Czas, którego nie spędzał sam. Czas w którym mógł się zapomnieć, wyłączyć mózg, zmęczyć ciało i tańczyć, BOŻE jak on lubił tańczyć!.
Najebał się. Tak. Był tego całkiem świadomy w swojej boskiej nieświadomości.
Imprezy przy plaży były jego ulubionymi. Pomijając romantyczne zapędy do których miał skłonności i fakt, że mógł westchnąć głęboko do zachodzącego słońca, zaciągając się fajeczką, pomijając też to, że w gruncie rzeczy pijane osoby i zbiorniki wodne to był bardzo zły pomysł; otwarta przestrzeń pozwalała Bennettowi drzeć japę, palić i generalnie być nieznośną pchłą do oporu. Powiedzmy. Prędzej czy później nie chciał już wrzeszczeć, gardło drapało dodatkowo od dymu i jedyne ujście jakie miał dla swoich nieopanowanych emocji, to plątanie się w te i z powrotem w rytmie muzyki, śpiewając pod nosem.
- Heeeey, sorry, kto by pomyślał, że piasek taki nierówny. - wpadł na jakiegoś typa. Wysokiego. Przystojnego. Bardzo w jego typie typa. Uśmiech, przez 95% czasu widoczny na jego twarzy tak czy siak, stał się jeszcze szerszy; wyszczerzył się do nieznajomego od ucha do ucha. - Szukasz kogoś? Bo ja chyba znalazłem. Znam kilka głupich tekstów na podryw, chcesz posłuchać? - był głośny, paplał co mu przyszło do głowy i nawet nie przyszło mu do głowy, że ten ładny pan mógł w ogóle nie chcieć nawet jego nawalonego, średnio przyjemnego towarzystwa, a co dopiero końskich zalotów. Nie pamiętał już ile w siebie wlał, ile wypalił i jakie dodatkowe substancje postanowił wciągnąć tej konkretnej nocy, ale przecież gay radar nigdy nie zawodził, nie...? Nie?
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Holy shit. SERIO? DOBRA, dobra, czekaj, daj się skupić. - nigdy wcześniej nie trafił na chętną ofiarę beznadziejnych tekstów na podryw! Książkę mógłby napisać z całym swoim arsenałem sucharów i generalnie beznadziejnych, końskich podrywów; przesunął się przed chłopaka, dosłownie w podskokach i nie, nie zatrzymał się ani na moment, zamiast tego poskakując w kółko w jedną stronę, potem w drugą, cały czas w rytm muzyki. Kokaina? Może. Jego ciało płonęło energią, nie mógł ustać w miejscu, a już zdecydowanie nie potrafiłby się skupić. Nawet na trzeźwo miewał z tym problem, okay? A potem dostrzegł paczkę fajek i nawet nie zapytał, częstując się gorliwie; tak gorliwie, że wylądował na piasku przed nim, na kolanach. - Ok, miałeś rację z tym piaskiem. - śmiał się. Oczywiście, że się śmiał. Piasek był miękki, jego kolana przeżyją, nie takie rzeczy się robiło, a były gorsze rzeczy na świecie, niż lądowanie na kolanach przed przystojnymi mężczyznami. Zdecydowanie. Ukradł też zapalarę i skupił się jeszcze na moment, przysiadając na własnych stopach na moment, by sobie odpalić. Zapalniczkę oddał od razu, wiedząc, że na imprezach to zwykle był przedmiot wartości złota i miał tendencję do znikania. Zaciągnął się głęboko, odchylając głowę, rozłożył nawet lekko ramiona, przymykając oczy, wypuszczając dym z płuc. Powoli. Nawet go to trochę uspokoiło, mimo że mięśnie nadal chciały skakać. Przykucnął na chwilę, by zaraz płasko usiąść przed nim na dupie, stukając wolną dłonią w kolano, podświadomie wciąż w rytmie.
Dobra, głupie podrywy! Wpatrzył się na moment w przystojnego nieznajomego, nie tracąc uśmiechu ani na moment.
- O! Dobra. - klepnął się w kolano mocniej, puszczając wodze kreatywności i wrodzonej głupoty. - Hej skarbie, mogę być Twój, widzisz te gwiazdy? Przy Tobie to chuj. - podrzucił brwiami, przez moment przywołując na twarz ekspresję amanta, ale zaraz parsknął śmiechem, bo nawet jak na niego to było niskie. Kolejne "okay okay!", bo tama już zniknęła, głupie teksty miały ich pochłonąć jak tsunami. - Twój głos powinien zostać zakazany konwencją genewską jako broń masowego uwodzenia. - znacznie lepiej, tak, i właściwie mógłby się całkiem z tym zgodzić. Chłopak przed nim miał ładną twarz, był dobrze zbudowany, wysoki, brzmiał dobrze.. - Hej, jesteś moim palcem u nogi? Bo chciałbym przepierdolić Cię o każdy mebel w moim domu. - znacznie bardziej agresywnie, nawet jeśli jego uhahana morda wcale nie pasowała do podobnych tekstów i pewnie tak na serio nie miałby odwagi powiedzieć czegoś podobnego, gdyby mężczyzna sam się nie prosił. Zarechotał po raz kolejny, śmiejąc się z własnych żartów, z własnych idiotyzmów. - Hej, czy jesteś może paraliżującą depresją? Bo wyglądasz jakbym miał z Tobą spędzić cały dzień w łóżku. - dobra, to ostatnie było trochę za bardzo realne, więc postanowił sobie odpuścić, żeby przypadkiem nie skręcić w kierunku negatywnego zjazdu. Nie potrzebował negatywnych zjazdów w miejscu publicznym i przed hotówą.
- A tak zupełnie serio, to ładny z ciebie człowiek. - wzruszył ramionami, w końcu przestając się szczerzyć jak szaleniec, nawet jeśli nadal się uśmiechał. Siedział przed nim, bezbronny, absolutnie napruty i nawet jeśli miała mu się stać jakaś krzywda, to było mu wszystko jedno. Siostra go załata. Jakoś będzie. Chyba.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Kilka razy zadziałało. Zależy jak to powiesz! Bo wiesz, niektórzy są całkiem kinky, tylko udają, że takie świętoszki, co się tylko na misjonarza bzykają. - wyszczerzył się nawet bardziej, znów na moment rozkładając ramiona. Zamiast powrotu do normalnego siedzenia, podniósł tyłek z własnych stóp, klęcząc wysoko z tymi rozłożonymi rękami, został na moment samolotem. Bo miał taką wewnętrzną potrzebę i nie miał zamiaru tego nawet kwestionować. Był porobiony. Mózg jeśli jakiś miał, pewnie przypominał szwajcarski dziurawiec, a tej konkretnej nocy poszedł dawno spać.
- Dla ciebie mogę być nawet kicią. - parsknął, siadając na dupie, by otworzyć sobie podarowane piwo. Darmowe było definitywnie jego ulubioną marką wszystkiego co się dało. I miał papierosa! Co mogło znaczyć tylko jedno! Zaciągnął się głęboko, wstrzymał oddech, odrzucił głowę w tył, wypijając duszkiem kilka porządnych łyków ze swojej puszki, przynajmniej do momentu w którym bąbelki stały się nieprzyjemnie palące, a płuca błagały o odrobinę tlenu. Żachnął się, rozkaszlał trochę, ale wciąż ze śmiechem, zaraz potem wrzasnął krótkie, acz całkiem melodyjne "WOOH!". Dzięki bogu byli na plaży.
Obydwoje byli porobieni? Chyba tak. Lexie stwierdził, że facet musi być ekstremalnie hetero i do tego narobiony, więc miał szczęście, że wyraźnie swoją gorliwością zdobył sobie jego sympatię. Albo faktem, że nawet jakby chciał, to nie wyglądał groźnie, okay? Raczej bezbronnie, zwłaszcza w tamtym stanie. Do pana, udawał przed momentem samolot. Zerknął w stronę dziewczyn przez ramię, ale raz, było za daleko, dwa, zbyt ciemno, a trzy... Nah, wolał towarzystwo tamtego gościa. Nawet jeśli nie miał na co liczyć, wciąż nie pogardził by poszerzeniem swojego grona znajomych o kolejną osobę na którą przyjemnie się patrzyło. No co? Dwa w jednym. Przyjemnie się patrzy i do tego żadnej dramy z tego nie będzie. Wink, wink. To koniec, Lexie się zakochał, kurtyna. Głupie motylki w brzuchu, dodatkowy błysk w oku, fala ekscytacji uderzająca do głowy.
- Lepiej mi powiedz co by na ciebie zadziałało. - zagadnął ciekawie i nawet przesunął kawałek bliżej do nieznajomego. Wciąż na piasku, nie ufając swoim nogom za bardzo, a i nie chciał ładować się ciemnowłosemu w przestrzeń osobistą. Podświadomie wiedział, że gdyby chłopak chciał, mógłby go znokautować bez problemu, okay? Ten bicek... gryzłoby się dobrze, tak, ale wątpił, że był tylko na pokaz. A potem zaczął... nucić? I'm sexy and I know it. Panie. Takiej okazji Lexie nie mógł przegapić. Pozbierał się z piachu i, pewnie na trzeźwo zrobiłby lepszą robotę, ALE KOCHAŁ TAŃCZYĆ. Śpiewać też. Pet wypalony do filtra odleciał gdzieś niedbale w bok, pół piwa nadal miał w dłoni, ale to mu wcale nie przeszkadzało, by odskoczyć dwa kroki od niego i włączyć tryb maszyny. Czy był w tym dobry? Pewnie nie w tamtym momencie? Czy potrafił ruszać tymi biodrami i bawić się fantastycznie? O TAK!
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wrzuć na luz. Nie dotykam ludzi bez pozwolenia. Consent. - mógł nie być najlepszym facetem na świecie, ale nie pamiętał, żeby kiedykolwiek zdarzyło mu się naprawdę przegiąć pałę i przekroczyć czyjeś bariery. Nie. Po prostu nie. Był po drugiej stronie tej balustrady i uważał, że jednak miał w sobie odrobinę godności, by nie traktować ludzi AŻ TAK obrzydliwie.
Mimo że wyraźnie przegiął z tekstem o kici, facet postanowił odpowiedzieć, co mogło zadziałać na niego. Znów odebrał mu oddech na moment. Dogadaliby się... Po raz kolejny, gdyby tylko był płci pięknej. Gryzło go to. Zwykle wzruszyłby ramionami i w podskokach znalazł sobie inną zabawkę, inną atrakcję wieczoru, ale z tego czy innego powodu został na miejscu. Może to, jak mówił? Może jego głos? Nie ważne, że nie był zainteresowany, Lexie mógł się zadowolić po prostu spędzaniem z nim czasu i to zdecydowanie było nowe. Tańczył z nim. Bennett roześmiał się szczerze, odpychając od siebie świadomość, że mógł być tylko tym, zabawnym kolegą dla tego fascynującego pana.. Na tamtą chwilę? Mogło mu to wystarczyć. Długoterminowo..? Nie lubił myśleć do przodu i zdecydowanie nie miał zamiaru zaczynać w środku imprezy. Noc dopiero się zaczęła. Przynajmniej kiedy tak pląsali wokół siebie, jedno drugiego mogłoby złapać, nie? Albo mogli obydwoje wywalić się na głupie ryje. Piasek był całkiem miękki, nic im nie groziło.
- Ey! Hey.. - musiał złapać oddech, kiedy sexy and I know it się skończyło. Oparł dłoń na ramieniu swojego pięknego towarzysza, używając go na moment jako oparcia do złapania pionu. Może nie najbardziej bystry pomysł, obydwoje wydawali się trochę powiewać na wietrze. - Jestem Lexie, mówiłem ci? Alexis. - skoro mieli być kolegami, to mogli się wymienić podstawowymi informacjami, prawda? I tak, miał go nie dotykać. Ups. Miał na myśli bardziej wymowny dotyk! Dłoń na ramieniu nieznajomego wcale nie była agresywna, tylko asekurowała właściciela, dopóki nie złapał oddechu i się nie wyprostował.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Za to przynajmniej łapał jak się bawić, ok? Tańczyło się z nim świetnie, beztrosko, trochę jak dwójka gówniarzy skacząca wokół siebie, bo tak, bo jakoś energię trzeba było spalić. Uroczo. Klatkę Bennetta przepełniło bardzo niezłożone, dziecinnie proste szczęście, które nie miało nic wspólnego z zauroczeniem i pociągiem. Lubił go. Nie znał go, ale naprawdę go lubił. Roześmiał się tylko, kiedy chłopak się na niego zatoczył, prawie taranując. To nic, to byłaby bardzo przyjemna śmierć, okay? Ciężar jego dłoni na ramieniu też był bardzo przyjemny i wywołał kolejną idiotyczną falę podrywających się do lotu motylków w brzuchu. Chyba będzie musiał się do tego po prostu przyzwyczaić. - No co ty? - uniósł własne brwi z szerokim uśmiechem, potrząsając lekko jego ramieniem. Mieli praktycznie tak samo na imię?! HUH?! - Yoooo, miałem być dziewczyną i się nazywać Alexandra! Ale wyszło jak wyszło i dali mi Alexis. Ale czad. - zachwycił się, podskakując lekko w miejscu, zanim zauważył, że kompan mu się trochę rozjeżdżał. Położył obie dłonie na jego bokach, jedną na jego biodrze, drugą bliżej żeber, żeby trochę go ustabilizować.
- Dobrze! Ale.. - rozglądnął się, ale nie dostrzegł niczego, na czym obydwoje mogliby bezpiecznie usiąść, więc klapnięcie na dupie w sumie nie wydawało się takie złe. - Mam ostatniego jointa, podzielę się, jak usiądziesz na tyłku. - bo niżej się spaść nie dało, a wolałby nie próbować zbierać z piasku dwa razy większego od siebie faceta, ok? Nie ważne jaki był hot. Klepnął go dwa razy w te żebra, starając się odepchnąć od siebie kilka głupich myśli, które próbowały mu się wkraść do świadomości. O wąskich biodrach, które mógł przy sobie przytrzymać i o.. Nienienienie. Calgon? Dłuższe życie każdej pralki to Calgon. Tak. Sięgnął po jego dłoń, pociągając ją lekko w dół, żeby ogarnął obniżenie się do parteru bez wyjebywania na twarz byłoby preferowanym sposobem.
Alexander Hall
-
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Alexis Bennett