Strona 2 z 3

Who, me?

: pt mar 13, 2026 4:11 pm
autor: Alexis Bennett
Gadała zbyt dużo. Była denerwująca jak taka upierdliwa mucha, nie chcąca się za nic w świecie odwalić. Taka w środku lata, kiedy jedyne co chciał robić to wygrzewać się na słonku jak kot, a to brzęczące coś nie dawało mu się zrelaksować. W tamtym momencie było bardzo podobnie. Wchodziła w jego przestrzeń, następowała mu na stopy w jego własnym barze, pojawiła się znikąd i domagała jego uwagi, jakby jej się należało.. co właściwie? Czego ona mogłaby od niego chcieć po tylu latach? Reparacji? Trochę za późno na to było i też nie sądził, żeby rzeczywiście jej się jakieś należały. Jeśli on był czemukolwiek winny, to ta wina należała też do niej, dokładnie w tym samym stopniu.
Gadała zbyt dużo, w większości bez sensu i na dodatek fizycznie go atakowała. Tego naprawdę było za dużo. Nie był jej workiem treningowym, nie był nawet dobrym znajomym czy przyjacielem, z którym po prostu miała taką chemię i mogła sobie na to pozwolić. Był dorosłym, obcym jej mężczyzną, nawet jeśli był od niej niewiele większy, a różnica w większości leżała w szerokości ramion. Należał też do grona mężczyzn, którzy traktowali kobiety ją równych sobie, co znaczyło również, że jak prosiła się o wpierdol, to mogła go dostać.
-Ale Ty pierdolisz. - wszedł jej w słowo, gdy zaczęła nazywać go kłamca. Po co miał kłamać? Niby co miałby z tego mieć? Tak, lubił przegadywać ludzi, ale tu wcale nie chodziło o to, żeby jej przegadać. Po prostu się z nią nie zgadzał. I doprowadzała go do szewskiej pasji. Zwłaszcza, kiedy zaczęła go z jakiegoś powodu obwiniać o to, że.. Spiął się, kiedy dotknęła jego szyi. Zacisnął mocniej palce na nadgarstku, który wciąż przyciskał do kratek, biodrami przycisnął ją mocniej do ich powierzchni, żeby utrudnić jej ewentualne próby ucieczki czy dalszych ataków. - Co ty, do chuja, robisz? - zaczął i wcale nie chciał zabrzmieć żałośnie, ale zacisnęła palce na jego włosach, szarpnięciem odchylając mu głowę. Dezorientujące połączenie złości i podniecenia spłynęło elektrycznym impulsem w dół jego kręgosłupa, oczy straciły focus, gdy poczuł na skórze dotyk jej ust. Ciche westchnienie wyrwało się samo, wcale nie chciał dawać jej satysfakcji bawienia się jego kosztem, ale szyja była zdecydowanie jednym z tych punków, które sprawiały, że Lexie ulegał bardziej. Już zupełnie nie wiedział o co tej dziewczynie chodziło. Pocałowała go, agresywnie, żarliwie, dokładnie tak, jak lubił. Odpowiedział z podobną pasją, uwolnioną dłoń zaciskając na jej biodrze tym razem, przyciągając ją bliżej siebie, raz po raz przygryzając jej dolną wargę.
Pozwolił jej. Nie miał zamiaru się sprzeczać, tłumaczyć, kłócić dlaczego pamiętali wszystko zupełnie inaczej; z resztą i tak odebrała mu możliwość mówienia tak naprawdę w momencie, w którym złapała go za łeb. Język na jego ustach, jego własny odpowiadający z podobną gorliwością, niski pomruk wyrwał mu się z gardła, intuicyjnie poruszył biodrami, ocierając się o nią przez uwierające ubranie. Krew odeszła z mózgu, ale kto potrzebował mózgu? Puścił jej nadgarstek, dłoni użył by pozbyć się okularów z twarzy, odłożył je na szczyt skrzynek wina, do których przypinał jej ciało swoim własnym. Niecierpliwie złapał za jej kark, zaraz potem włosy, przez moment jeszcze walcząc z jej językiem, zanim przeniósł swoją uwagę na długą szyję. Krótkie pocałunki szybko ustąpiły gryzieniu i lizaniu jej skóry. Jaki miał plan? Nie było planu.
To ona zaczęła.
Nie jego wina.

vita holloway

Who, me?

: sob mar 14, 2026 3:15 am
autor: vita holloway
trigger warning
hornyyyy
Nie rozumiała, dlaczego tak bardzo jej się przeciwstawiał. Dlaczego nie mógł po prostu przyznać, że za nią tęsknił… że brakowało mu jej towarzystwa… pomagania sobie nawzajem w ściąganiu na egzaminach, zostawania do późna u siebie w domach, udawania przy stole, że obiad matki Vity wyszedł naprawdę wyśmienicie, choć w rzeczywistości smakował jak podeszwa od buta. Czy tak trudno było to powiedzieć? Teraz nie miała żadnej ochoty na rozmowę. Chciała po prostu sprawdzić, czy o to mu tak naprawdę chodziło. Czy przyjaźń z nią była czymś, czego nie mógł utrzymać, bo nie rozstawiła przed nim nóg? Kiedy przestali się ze sobą zadawać, Bennett zasłynął z miana imprezowicza - z tego, że lubił obładowywać się mężczyznami i kobietami, whatever. Na samą myśl aż się w niej gotowało. Do tej pory nie dzieliła swojego przyjaciela z nikim. Może też dlatego to w pewnym sensie tak bolało? Musiała się przekonać. Sprawdzić. I tak już tu nie przyjdzie na tę zmianę, i tak już więcej go nie zobaczy - dlaczego więc nie miałaby dowiedzieć się na własnej skórze, czy nigdy nie traktował jej poważnie?

Składając pocałunek na jego szyi, napawając się zapachem jego perfum zmieszanych z cytrusową nutą i wonią starych kartonów wypełniających przestrzeń wokół nich, zignorowała jego pytanie. Spojrzała mu w oczy i rzuciła szybkie, - Zamknij się.- Mogła przecież w końcu zasmakować czegoś nowego, czegoś do tej pory dla niej nieosiągalnego. Teraz to robiła... zatapiała usta w jego, pogłębiając pocałunek coraz namiętniej, zaciskając dłoń w jego włosach za każdym razem, gdy przyciskał ją do skrzynek coraz mocniej. W tej chwili nie obchodziły jej jego pytania ani żadne zagwozdki. Chciała po prostu działać, oddać się chwili, ponieść. I tak też zrobiła. Czując, że odwzajemnił pocałunek, poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej klatce piersiowej i wędruje wzdłuż kręgosłupa, aż w końcu dociera do miejsca, gdzie poczuła znajome, pulsujące napięcie. Gdy zagryzł zębami jej dolną wargę, wydusiła z siebie ciche jęknięcie. Zerknęła na moment na to, co robił... zauważyła, że odkłada okulary. Na jej twarzy przemknął cień niezadowolenia. Chciała, żeby znowu ją całował.

Mocno. Zachłannie. Znowu… teraz.

Nie musiała długo czekać. Ich usta znów spotkały się w długim, gorliwym pocałunku, przeplatanym gorącymi, wilgotnymi ruchami języków. Kiedy poczuła, jak zaciska uścisk w jej brązowych włosach, odchyliła szyję, odsłaniając łabędzią skórę. Chwilę później czuła na niej strużki wilgoci i przyjemne zagryzanie skóry.Przymykała oczy, wydobywając z siebie ciche pomruki, dając mu do zrozumienia, że jej się to podoba. Jej dłoń automatycznie zsunęła się po jego klatce piersiowej, coraz wolniej, aż zatrzymała się na jego męskości, teraz wyraźnie wyczuwalnej przez materiał spodni. Zacisnęła dłoń na tyle mocno, by to poczuł.- Lex… - wydusiła z siebie, jakby tylko to jedno słowo była w stanie wypowiedzieć.

lex

Who, me?

: sob mar 14, 2026 3:42 am
autor: Alexis Bennett
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Who, me?

: sob mar 14, 2026 4:54 am
autor: vita holloway
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

lex

Who, me?

: sob mar 14, 2026 5:22 am
autor: Alexis Bennett
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Who, me?

: sob mar 14, 2026 8:46 pm
autor: vita holloway
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

lex

Who, me?

: sob mar 14, 2026 10:55 pm
autor: Alexis Bennett
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Who, me?

: ndz mar 15, 2026 1:10 am
autor: vita holloway
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

lex

Who, me?

: ndz mar 15, 2026 1:50 am
autor: Alexis Bennett
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

A potem się odsunęła, chłód zastąpił gorące ciało, wywołując w nim mniej przyjemny dreszcz. Złapał głębszy oddech, próbując go wyrównać, uspokoić szybko dudniące w klatce serce. Przesunął się na bok, opierając plecami te pieprzone kratki z winem, nie chcąc ryzykować podnoszeniem się, jeszcze nie. Przeczesał palcami włosy, przywołując w nich względny ład, sunął spojrzeniem za ubierającą się kobietą przed sobą. Bez komentarza. Jakby nie wydarzyło się nic. Przynajmniej już go nie atakowała, co nie? On też nie miał w sobie więcej walki.. Pustka w klatce piersiowej wróciła i wydawała się doskwierać mu nawet bardziej niż wcześniej. Zacisnął na moment szczękę, chciał coś powiedzieć, cokolwiek, może nawet przeprosić, ale nie wiedział za co, więc się poddał.
Milczał, wciągając spodnie na dupę, dopiero potem się podniósł, asekurując przy pomocy skrzynek, świat i tak postanowił zawirować przez krótki moment. Ugh. Zbyt szybko pękła ta bańka, do której w tamtym momencie nijak nie mógł wrócić. Moment rozpłynął się szybko, zupełnie tak, jak się zaczął. Typowo, prawda? Wsunął na grzbiet firmową koszulkę, otrzepując ją najpierw, ściągnął łopatki rozciągając klatkę piersiową. Przyjemnie zmęczone mięśnie zaśpiewały pod skórą, ale zignorował je. Nadal czuł jej zapach.. Krótkie spojrzenia w jej stronę, na które nie mógł nic poradzić, dłonie nerwowo zwijające się w pięści przy jego bokach, suchość w ustach.
Głos jednej z dziewczyn na szczycie schodów sprawił, że podskoczył lekko gdzie stał. Fuckmanthatsucks. Skinął głową, pozwalając jej iść przodem, złapał pierwszą lepszą skrzynkę, ot, żeby było że po coś tu rzeczywiście przyszli. Nie wiedział nawet, czy rzeczywiście tego potrzebowali na górze. Zapomniał też o okularach porzuconych na szczycie innego stosiku; widział bez nich, po prostu niezbyt daleko.
Nie chciało mu się grać zabawy wieczoru tego konkretnego dnia, więc kiedy Vita postanowiła grać rolę dobrego gospodarza, on zajął się ogarnianiem baru do zamknięcia. Im szybciej się ogarną, tym szybciej będą wolni i.. I co potem tak właściwie? Pracując wokół niej, jej ciało wydawało się mieć swój własny, ciągnący go magnes. Przesuwał się za nią znacznie bliżej, niż mogłoby się to wydawać akceptowalne w społecznych normach. Ramiona czasami otaczały ją, by po coś sięgnąć. Dłoń niechcący przesuwała się po jej dolnych plecach, zahaczając tylko trochę o górę pośladka. Może oszalał. Może była wiedźmą i rzuciła na niego jakiś czar.
Zignorował zmarszczone brwi kolegi kelnera, który wskazał na mostek swojego nosa, zaraz pytająco unosząc brwi, zanim się wyszczerzył, zerkając na Holloway. Wkurwiał go. Pokręcił do niego głową, bez uśmiechu, nie oddając jego humoru, chłodno i bez słowa każąc stulić pysk.
- Right, um.. - zwykle nie miał problemu ze składaniem słów, zwłaszcza w pracy, ale tym razem musiał zmarszczyć brwi, żeby się skupić, stając przed nią. Dłonie znów założył za swoimi plecami, żeby się nie zapomnieć. - Jeśli chcesz, możesz iść, muszę tylko.. pójść po okulary na dół. Zrobię dostawę przed zmianą jutro. - powiedział, szukając spojrzeniem czegoś z boku jej głowy, na czym mógłby się skupić. Nie znalazł. Jej pełne usta do niego wołały. Uh. - Możesz też.. Poczekać na mnie. - chciała z nim porozmawiać, tak? Tyle przynajmniej mógł zrobić, skoro już pozwolił sobie na znacznie więcej innych rzeczy. Mogła też poczekać na niego, by wziąć go do domu i porozmawiać z nim w bliżej nieokreślonej przyszłości.. Tak czy siak uznał, że powinien dać jej wybór szybkiej ucieczki, gdyby miała taką ochotę.

vita holloway

Who, me?

: ndz mar 15, 2026 2:27 am
autor: vita holloway
Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Dosłownie była speechless. Próbowała sobie poukładać w głowie, co do chuja pana właściwie się tam odwaliło. Nie planowała tego, po prostu tak wyszło… i wyszło chyba zbyt naturalnie. Za naturalnie. Nie… nie mogła chcieć w to brnąć. W żadne rozmowy z nim, w żadne dyskusje, w nic. Alexis Bennet niósł za sobą same kłopoty. Ledwo pozbierała się ostatnim razem po tym, co się odwaliło. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Bo byli starsi? I kim właściwie mieliby dla siebie być? Przyjaciółmi? Kumplami? Znajomymi, którzy od czasu do czasu uprawiają seks, bo nie chcą być sami, ale jednocześnie nie chcą angażować się w żaden związek, żeby nazwać to jakkolwiek poważniej? Była sama. A samotność świadczyła tylko o jednym... nikt nie mógł jej zranić. Nikt nie miał dostępu do jej serca, do jej uczuć. Chroniła je przez tyle długich lat, odbudowywała mury coraz wyżej i wyżej, tak szczelnie, tak dokładnie, jak tylko się dało. Nie mogło się to zmienić. Nie przez jedną chwilę, w której oboje po prostu przestali myśleć, bo to, co zrobili, nie było racjonalne. To nie było prawdziwe życie. To się nie działo.

Tylko dlaczego między rozmowami z klientami przez bar, między podawaniem ostatnich napojów, dotykała palcami swoich ust? Dlaczego zerkała na Alexisa, kiedy zamykał bar? Dlaczego wstrzymywała oddech za każdym razem, gdy był bliżej? Dlaczego łapała się na tym, że skupia się na zapachu jego perfum, gdy tylko przechodził obok? Była rozkojarzona. Na tyle, że szczypczyki, którymi chciała chwycić plasterek cytryny, wyślizgnęły jej się z dłoni i spadły na podłogę. -poviya - przeklęła pod nosem po ukraińsku. Schyliła się, podniosła je i przez dłuższą chwilę patrzyła na niego, przypominając sobie, że jeszcze pół godziny wcześniej go całowała. Wzdrygnęła się i pokręciła głową, jakby tym ruchem mogła wyrzucić z niej wszystkie te myśli. Szybko minęła go, żeby przemyć szczypczyki pod gorącą wodą, odstawiła je na bok i wróciła do kończenia drinka. Uniósłszy brew, zmrużyła oczy, gdy zauważyła jednego z kelnerów uśmiechającego się w bardzo sus sposób.- Dobrze się bawisz? Zmykaj zbierać tamte krzesła.- wskazała stolik, przy którym wciąż stały jeszcze na podłodze.- Już, już, szefowo - odpowiedział w parodialny sposób, po chwili puszczając oczko do kogoś za nią. Odwróciła się podejrzliwie i zobaczyła Alexisa. Zrobiła usta w dziobek, decydując się to na razie zignorować, ale jeśli ten kauczuk powiedział któremuś z nich o tym, co się między nimi wydarzyło, to naprawdę za siebie nie ręczyła.

Wróciła do kończenia ostatniego napoju, coli z cytryną dla jednej ze starszych, ostatnich klientek. Postawiła szklankę na tacy, a kelnerka szybko zaniosła ją do stolika. Chwilkę później, Holloway chwyciła folię i zaczęła owijać nią pojemniki z owocami, świeżo pokrojonymi i gotowymi do użycia następnego ranka. Z rytmu wybił ją jego głos. Odwróciła się i zerknęła na niego, a jej serce zabiło odrobinę mocniej, szybciej. Przełknęła ślinę i kiwnęła głową.- Dobrze. To znaczy… nie wiem. Może. - nie mogła się zdecydować. Zacisnęła paznokcie w środku dłoni, próbując się tym gestem uspokoić, a po chwili dodała,- To znaczy… możesz mnie odprowadzić do domu, jak nie masz nic w planach.- rzuciła jakby to nie był big deal. Dokończyła zawijanie owoców, jakieś pięć minut później schowała je do lodówek, a potem przetarła bar. Umyła ręce, obeszła ladę dookoła, zgarnęła swoją kurtkę i zarzuciła ją na ramiona. Oparła się o jeden ze stolików i wyciągnęła telefon, przesuwając palcem po TikToku. Zgiełk kelnerów dobiegł z szatni, muzyka została wyłączona, a chwilę później także światła. Spojrzała na grupkę, wyczekując w tłumie, aż w końcu dostrzeże Alexisa.

lex