Who, me?
: pt mar 13, 2026 4:11 pm
Gadała zbyt dużo. Była denerwująca jak taka upierdliwa mucha, nie chcąca się za nic w świecie odwalić. Taka w środku lata, kiedy jedyne co chciał robić to wygrzewać się na słonku jak kot, a to brzęczące coś nie dawało mu się zrelaksować. W tamtym momencie było bardzo podobnie. Wchodziła w jego przestrzeń, następowała mu na stopy w jego własnym barze, pojawiła się znikąd i domagała jego uwagi, jakby jej się należało.. co właściwie? Czego ona mogłaby od niego chcieć po tylu latach? Reparacji? Trochę za późno na to było i też nie sądził, żeby rzeczywiście jej się jakieś należały. Jeśli on był czemukolwiek winny, to ta wina należała też do niej, dokładnie w tym samym stopniu.
Gadała zbyt dużo, w większości bez sensu i na dodatek fizycznie go atakowała. Tego naprawdę było za dużo. Nie był jej workiem treningowym, nie był nawet dobrym znajomym czy przyjacielem, z którym po prostu miała taką chemię i mogła sobie na to pozwolić. Był dorosłym, obcym jej mężczyzną, nawet jeśli był od niej niewiele większy, a różnica w większości leżała w szerokości ramion. Należał też do grona mężczyzn, którzy traktowali kobiety ją równych sobie, co znaczyło również, że jak prosiła się o wpierdol, to mogła go dostać.
-Ale Ty pierdolisz. - wszedł jej w słowo, gdy zaczęła nazywać go kłamca. Po co miał kłamać? Niby co miałby z tego mieć? Tak, lubił przegadywać ludzi, ale tu wcale nie chodziło o to, żeby jej przegadać. Po prostu się z nią nie zgadzał. I doprowadzała go do szewskiej pasji. Zwłaszcza, kiedy zaczęła go z jakiegoś powodu obwiniać o to, że.. Spiął się, kiedy dotknęła jego szyi. Zacisnął mocniej palce na nadgarstku, który wciąż przyciskał do kratek, biodrami przycisnął ją mocniej do ich powierzchni, żeby utrudnić jej ewentualne próby ucieczki czy dalszych ataków. - Co ty, do chuja, robisz? - zaczął i wcale nie chciał zabrzmieć żałośnie, ale zacisnęła palce na jego włosach, szarpnięciem odchylając mu głowę. Dezorientujące połączenie złości i podniecenia spłynęło elektrycznym impulsem w dół jego kręgosłupa, oczy straciły focus, gdy poczuł na skórze dotyk jej ust. Ciche westchnienie wyrwało się samo, wcale nie chciał dawać jej satysfakcji bawienia się jego kosztem, ale szyja była zdecydowanie jednym z tych punków, które sprawiały, że Lexie ulegał bardziej. Już zupełnie nie wiedział o co tej dziewczynie chodziło. Pocałowała go, agresywnie, żarliwie, dokładnie tak, jak lubił. Odpowiedział z podobną pasją, uwolnioną dłoń zaciskając na jej biodrze tym razem, przyciągając ją bliżej siebie, raz po raz przygryzając jej dolną wargę.
Pozwolił jej. Nie miał zamiaru się sprzeczać, tłumaczyć, kłócić dlaczego pamiętali wszystko zupełnie inaczej; z resztą i tak odebrała mu możliwość mówienia tak naprawdę w momencie, w którym złapała go za łeb. Język na jego ustach, jego własny odpowiadający z podobną gorliwością, niski pomruk wyrwał mu się z gardła, intuicyjnie poruszył biodrami, ocierając się o nią przez uwierające ubranie. Krew odeszła z mózgu, ale kto potrzebował mózgu? Puścił jej nadgarstek, dłoni użył by pozbyć się okularów z twarzy, odłożył je na szczyt skrzynek wina, do których przypinał jej ciało swoim własnym. Niecierpliwie złapał za jej kark, zaraz potem włosy, przez moment jeszcze walcząc z jej językiem, zanim przeniósł swoją uwagę na długą szyję. Krótkie pocałunki szybko ustąpiły gryzieniu i lizaniu jej skóry. Jaki miał plan? Nie było planu.
To ona zaczęła.
Nie jego wina.
vita holloway
Gadała zbyt dużo, w większości bez sensu i na dodatek fizycznie go atakowała. Tego naprawdę było za dużo. Nie był jej workiem treningowym, nie był nawet dobrym znajomym czy przyjacielem, z którym po prostu miała taką chemię i mogła sobie na to pozwolić. Był dorosłym, obcym jej mężczyzną, nawet jeśli był od niej niewiele większy, a różnica w większości leżała w szerokości ramion. Należał też do grona mężczyzn, którzy traktowali kobiety ją równych sobie, co znaczyło również, że jak prosiła się o wpierdol, to mogła go dostać.
-Ale Ty pierdolisz. - wszedł jej w słowo, gdy zaczęła nazywać go kłamca. Po co miał kłamać? Niby co miałby z tego mieć? Tak, lubił przegadywać ludzi, ale tu wcale nie chodziło o to, żeby jej przegadać. Po prostu się z nią nie zgadzał. I doprowadzała go do szewskiej pasji. Zwłaszcza, kiedy zaczęła go z jakiegoś powodu obwiniać o to, że.. Spiął się, kiedy dotknęła jego szyi. Zacisnął mocniej palce na nadgarstku, który wciąż przyciskał do kratek, biodrami przycisnął ją mocniej do ich powierzchni, żeby utrudnić jej ewentualne próby ucieczki czy dalszych ataków. - Co ty, do chuja, robisz? - zaczął i wcale nie chciał zabrzmieć żałośnie, ale zacisnęła palce na jego włosach, szarpnięciem odchylając mu głowę. Dezorientujące połączenie złości i podniecenia spłynęło elektrycznym impulsem w dół jego kręgosłupa, oczy straciły focus, gdy poczuł na skórze dotyk jej ust. Ciche westchnienie wyrwało się samo, wcale nie chciał dawać jej satysfakcji bawienia się jego kosztem, ale szyja była zdecydowanie jednym z tych punków, które sprawiały, że Lexie ulegał bardziej. Już zupełnie nie wiedział o co tej dziewczynie chodziło. Pocałowała go, agresywnie, żarliwie, dokładnie tak, jak lubił. Odpowiedział z podobną pasją, uwolnioną dłoń zaciskając na jej biodrze tym razem, przyciągając ją bliżej siebie, raz po raz przygryzając jej dolną wargę.
Pozwolił jej. Nie miał zamiaru się sprzeczać, tłumaczyć, kłócić dlaczego pamiętali wszystko zupełnie inaczej; z resztą i tak odebrała mu możliwość mówienia tak naprawdę w momencie, w którym złapała go za łeb. Język na jego ustach, jego własny odpowiadający z podobną gorliwością, niski pomruk wyrwał mu się z gardła, intuicyjnie poruszył biodrami, ocierając się o nią przez uwierające ubranie. Krew odeszła z mózgu, ale kto potrzebował mózgu? Puścił jej nadgarstek, dłoni użył by pozbyć się okularów z twarzy, odłożył je na szczyt skrzynek wina, do których przypinał jej ciało swoim własnym. Niecierpliwie złapał za jej kark, zaraz potem włosy, przez moment jeszcze walcząc z jej językiem, zanim przeniósł swoją uwagę na długą szyję. Krótkie pocałunki szybko ustąpiły gryzieniu i lizaniu jej skóry. Jaki miał plan? Nie było planu.
To ona zaczęła.
Nie jego wina.
vita holloway