ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Praca w gastro była trochę jak praca w służbie zdrowia; albo się nadawałeś, albo nie. Zazwyczaj wystarczała jedna prawdziwa zmiana, jeden porządny peak, żeby stwierdzić, czy ktoś miał jaja do tej roboty czy nie. On się zdecydowanie nie nadawał. Czasami miał wrażenie, że miał tą pracę nadal tylko dlatego, że należał do rodziny właścicieli, nawet jeżeli marzenia o męskim dziedzicu obejmującym władzę nad biznesem, już dawno poszły się kochać. Nie chciał, nie nadawał się, nie miał ambicji i generalnie jego starsza siostra nadawała się do tego znacznie bardziej.
Tak czy siak, z racji tego, że rotacja w gastro bywała całkiem wysoka, przyzwyczaił się już do nowych twarzy za barem, zwłaszcza w dni, w które spodziewali się więcej ruchu. Nadal nie miał bladego pojęcia dlaczego go rozpisali na tą konkretną godzinę i od momentu w którym się obudził, marudził. Głośno.
- Hey. Jeśli nie wiesz, co się robi za barem, to nie pomogę. Ściąga z drinkami jest tam. Terminal działa jak wszędzie indziej. Zamówienia do stolików wyskakują tutaj, jak zrobisz to kładziesz na boku, żeby kelnerzy sobie wzięli, czasami nie mają czasu powiedzieć czego im trzeba, więc czytaj notatki. Chłopak na zmywaku nie słyszy, więc ci nie odpowie, jeśli nie migasz. Lubi jak mu składamy brudne naczynia na prawo, tylko nie układaj zbyt wysoko, bo jak jebnie, to będzie źle. - mówił miarowo, beznamiętnym tonem, nawet nie podnosząc z początku wzroku na osobę, którą wzięli na kilka zmian do pomocy przy większym ruchu. Zwykle to się wiązało z faktem, że już jakieś doświadczenie mieli i nie trzeba było ich szkolić, ale wiadomo, niektóre rzeczy mogły działać zupełnie inaczej. Zakładał właśnie firmową koszulkę na podkoszulek, zaraz potem wskazując kolejne rzeczy które wymieniał, na sam koniec przenosząc w końcu wzrok na twarz dziewczyny. - Got it?.. Znam cię skądś. - to nie było w sumie nic nowego, znał naprawdę wiele osób, problem był taki, że nigdy nie mógł sobie przypomnieć ich imion i kim właściwie dla niego byli. Żył szybko, a życie częściej niż rzadziej przypominało rozmazane mignięcie. Whoosh. I nie ma. Miał tylko nadzieję, że nie była jedną z tych osób, którym w ten czy inny sposób złamał serce, albo zostawił na odczytanym i zapomniał odpisać..?

vita holloway
LemonSpice
none
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie Vity ostatnimi czasy zamieniło się w serię niefortunnych zdarzeń, w których była główną bohaterką jakiegoś nieudanego sitcomu- takiego, gdzie ludzie zmuszeni do klaskania zapominaliby to zrobić, bo set komediowy jest aż tak chujowy.

Tak też było i dziś
.
Na prośbę szefa przyszła na zmianę do greckiego baru jego przyjaciela, żeby pomóc przy obsłudze klientów. Ktoś wziął sicka, a u nich miało się dziać coś większego z powodu jakiejś… jubileuszówki czy innych urodzin. Nie była w stu procentach pewna, bo niespecjalnie słuchała. Sam fakt, że musiała gdzieś iść i udawać zainteresowanie imionami ludzi, którzy gówno ją obchodzili, doprowadzał ją do szewskiej pasji. Ale pieniądz to pieniądz. Więc nie mogła narzekać.

Kiedy weszła do knajpy, przywitał ją jeden z managerów i zaprowadził do chłopaka, który miał jej wszystko pokazać. I właśnie wtedy zobaczyła ALEXISA PIERDOLONEGO BENNETTA. Człowieka, któremu przysięgła życzyć gorącej poduszki do końca życia. Stał tu przed nią. Spokojny jak gdyby nigdy nic. Tłumaczył jej, co ma robić - i między innymi jak mu nie zawracać dupy. No myślała, że za chwilkę zejdzie tam na zawał! Przyjaźnili się z Bennettem przez długi czas. Do momentu, aż licealna jędza Kate rozgadała całej szkole, że matka Vity przespała się z kimś innym. Bennett nawet nie wziął jej strony. A potem jeszcze dowiedziała się z innych źródeł, że sam doprawiał jej rogi. Nie miała zamiaru tego z nim obgadać… w końcu zdradził ją jej najlepszy przyjaciel… zupełnie tak jak jej rodzicielka zdradziła jej ojca… Po prostu odsunęła się od całej tej sytuacji. Od niego też.
I już nigdy więcej się do niego nie odezwała.

Gotując się w środku i próbując jakoś wyregulować oddech, wpatrywała się w jego teraz już dojrzalsze rysy twarzy. Miała ochotę rzucić się na niego i udusić go gołymi rękami. No co za tupet! To wszystko wydawało jej się dość surrealne - do momentu aż zapytał, czy przypadkiem się skądś nie znają. Zaśmiała się pod nosem z niedowierzaniem i prychnęła. - Jestem duchem z przeszłości, kauczuk - rzuciła zirytowana. -Lepiej módl się, żeby ta zmiana nie zmieniła się w wigilijną opowieść… bo ja, tak jak w tej historii, nie zamierzam być tak miła jak tamte duchy. - Odwróciła się akurat w chwili, gdy z drukarki wysunął się bilet z zamówieniem na drinki. Chwyciła szklanki i rum, a po chwili spojrzała na niego, - no co tak stoisz? Mógłbyś zacząć robić następne zamówienie, Bennett.

freaking bennett
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Messini Authentic Gyros”