one more bad decision
: śr mar 11, 2026 8:27 am
Wnętrze restauracji okazało się dokładnie takie, jakiego potrzebowała; przed nimi rozciągała się niemal czarna tafla jeziora, a woda była spokojna, jedynie pojedyncze refleksy świateł z drugiego brzegu migotały w oddali, jakby ktoś rozsypał na niej drobne iskry. Odsunęła lekko krzesło i usiadła, pozwalając sobie przez chwilę chłonąć tę atmosferę. Było tu wystarczająco cicho, by mogli rozmawiać bez podnoszenia głosu, a jednocześnie wystarczająco gwarno, żeby nikt nie zwracał na nich uwagi. Idealne miejsce, żeby na chwilę zapomnieć.
Kiedy Rhys wspomniał o luźnych obyczajach, jej brwi uniosły się minimalnie, a na ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. Wspierając się rękoma o stół, przyglądała mu się z tą charakterystyczną mieszanką niewinności i prowokacji, która tak często poprzedzała ich drobne starcia. - Nie mam pojęcia o czym mówisz - odpowiedziała z absolutną powagą; na sekundę zawiesiła spojrzenie na jego twarzy, jakby naprawdę była zaskoczona, że w ogóle przeszło mu to przez myśl. - Mówiłam o kinie - dodała po chwili spokojniej. - Trudno prowadzić rozmowę, kiedy ktoś próbuje przekrzyczeć eksplozje na ekranie - kącik jej ust drgnął lekko. - Albo o kręgielni. Tam też rozmowy zwykle kończą się na twoja kolej - nie poddawała się; mogłaby grać w tę grę bez końca.
Gdy kelner podszedł do stolika nie sięgnęła nawet po kartę menu. Obserwowała z wyraźnym rozbawieniem, jak Madden przejmuje inicjatywę i składa zamówienie w sposób, który na twarzy młodego chłopaka wywołał autentyczną konsternację. Dwa razy cokolwiek nie należało do najbardziej precyzyjnych wskazówek kulinarnych. Pracownik spojrzał na nią, jakby szukał ratunku, a ona tylko wzruszyła lekko ramionami, nachylając się odrobinę nad stołem. - Proszę się nie martwić - powiedziała konspiracyjnym tonem. - Pan obok bywa bardzo niezdecydowany w każdej życiowej kwestii - jej spojrzenie przesunęło się na moment w stronę Maddena. - Dlatego zwykle zostawia podejmowanie decyzji komuś innemu - przeniosła uwagę na partnera.
Oparła się wygodniej na krześle, splatając palce na blacie stołu. - Ja czytam wyłącznie romanse - wtrąciła mimowolnie, bez grama wstydu. - Moby Dick pasuje do ciebie perfekcyjnie - kącik jej ust uniósł się minimalnie, kolejny raz. - Człowiek, który uparcie goni coś, co prawdopodobnie go zniszczy - powiedziała to lekko, niemal żartobliwie, ale w jej spojrzeniu przez ułamek sekundy pojawiło się coś bardziej uważnego. Widziała, że Rhys miał w sobie coś z tej samej upartej determinacji; ten sposób w jaki szedł do przodu nawet kiedy wszystko dookoła sugerowało, że może warto byłoby choć na chwilę zwolnić. Jakby w jego słowniku nie istniało coś takiego jak cofnięcie się o krok nawet jeśli czasem oznaczało to wpakowanie się w sytuację, która rozsądnej osobie powinna zapalić w głowie przynajmniej kilka czerwonych lampek.
Na sugestię o ulubionej aktywności, Margo machnęła dłonią ponaglająco zanim kelner zdążył się oddalić na dobre. - Tak? - rzuciła, jakby zachęcała go do dokończenia myśli. Po chwili jednak sama przejęła inicjatywę, nachylając się lekko. - Pozwól mi zgadnąć... czy to będzie wyganianie mnie po kawę, kiedy sam nie masz ochoty ruszyć się zza biurka? - uniosła jeden palec. - Czy może zmuszanie mnie, żebym po pracy przyjeżdżała w miejsca, w których absolutnie nie powinnam się pojawiać? - drugi palec. - Albo testowanie, czy jestem równie dobrym lekarzem, co gliną? - jej spojrzenie na moment zatrzymało się na nim, a w uśmiechu pojawiła się nuta prowokacji.
- To twoje ulubione aktywności, Madden? - oparła się z powrotem na krześle, jakby naprawdę była ciekawa odpowiedzi, choć doskonale wiedziała, co miał na myśli.
Rhys Madden
Kiedy Rhys wspomniał o luźnych obyczajach, jej brwi uniosły się minimalnie, a na ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. Wspierając się rękoma o stół, przyglądała mu się z tą charakterystyczną mieszanką niewinności i prowokacji, która tak często poprzedzała ich drobne starcia. - Nie mam pojęcia o czym mówisz - odpowiedziała z absolutną powagą; na sekundę zawiesiła spojrzenie na jego twarzy, jakby naprawdę była zaskoczona, że w ogóle przeszło mu to przez myśl. - Mówiłam o kinie - dodała po chwili spokojniej. - Trudno prowadzić rozmowę, kiedy ktoś próbuje przekrzyczeć eksplozje na ekranie - kącik jej ust drgnął lekko. - Albo o kręgielni. Tam też rozmowy zwykle kończą się na twoja kolej - nie poddawała się; mogłaby grać w tę grę bez końca.
Gdy kelner podszedł do stolika nie sięgnęła nawet po kartę menu. Obserwowała z wyraźnym rozbawieniem, jak Madden przejmuje inicjatywę i składa zamówienie w sposób, który na twarzy młodego chłopaka wywołał autentyczną konsternację. Dwa razy cokolwiek nie należało do najbardziej precyzyjnych wskazówek kulinarnych. Pracownik spojrzał na nią, jakby szukał ratunku, a ona tylko wzruszyła lekko ramionami, nachylając się odrobinę nad stołem. - Proszę się nie martwić - powiedziała konspiracyjnym tonem. - Pan obok bywa bardzo niezdecydowany w każdej życiowej kwestii - jej spojrzenie przesunęło się na moment w stronę Maddena. - Dlatego zwykle zostawia podejmowanie decyzji komuś innemu - przeniosła uwagę na partnera.
Oparła się wygodniej na krześle, splatając palce na blacie stołu. - Ja czytam wyłącznie romanse - wtrąciła mimowolnie, bez grama wstydu. - Moby Dick pasuje do ciebie perfekcyjnie - kącik jej ust uniósł się minimalnie, kolejny raz. - Człowiek, który uparcie goni coś, co prawdopodobnie go zniszczy - powiedziała to lekko, niemal żartobliwie, ale w jej spojrzeniu przez ułamek sekundy pojawiło się coś bardziej uważnego. Widziała, że Rhys miał w sobie coś z tej samej upartej determinacji; ten sposób w jaki szedł do przodu nawet kiedy wszystko dookoła sugerowało, że może warto byłoby choć na chwilę zwolnić. Jakby w jego słowniku nie istniało coś takiego jak cofnięcie się o krok nawet jeśli czasem oznaczało to wpakowanie się w sytuację, która rozsądnej osobie powinna zapalić w głowie przynajmniej kilka czerwonych lampek.
Na sugestię o ulubionej aktywności, Margo machnęła dłonią ponaglająco zanim kelner zdążył się oddalić na dobre. - Tak? - rzuciła, jakby zachęcała go do dokończenia myśli. Po chwili jednak sama przejęła inicjatywę, nachylając się lekko. - Pozwól mi zgadnąć... czy to będzie wyganianie mnie po kawę, kiedy sam nie masz ochoty ruszyć się zza biurka? - uniosła jeden palec. - Czy może zmuszanie mnie, żebym po pracy przyjeżdżała w miejsca, w których absolutnie nie powinnam się pojawiać? - drugi palec. - Albo testowanie, czy jestem równie dobrym lekarzem, co gliną? - jej spojrzenie na moment zatrzymało się na nim, a w uśmiechu pojawiła się nuta prowokacji.
- To twoje ulubione aktywności, Madden? - oparła się z powrotem na krześle, jakby naprawdę była ciekawa odpowiedzi, choć doskonale wiedziała, co miał na myśli.
Rhys Madden