you shouldn't have looked
: pt mar 13, 2026 12:58 pm
Milczała, stojąc wciąż blisko niego, czując ciepło jego dłoni i ciężar słów, które zawisły między nimi niczym coś znacznie większego niż zwykła rozmowa o pracy. Wiedziała, że Rhys nie mówił tego, żeby ją zdenerwować ani umniejszyć jej kompetencjom. W jego głosie nie było pogardy, tylko coś znacznie trudniejszego do zignorowania - troska, podszyta doświadczeniem, którego ona nie miała. A może po prostu jeszcze nie zdążyła go zdobyć.
Uśmiechnęła się lekko, choć był to raczej cień uśmiechu niż coś naprawdę pogodnego. Delikatnie wysunęła dłonie z jego uścisku i przez chwilę w pomieszczeniu słychać było jedynie szelest papieru. Schyliła się lekko, otwierając najniższą szufladę komody stojącej obok i wsunęła do niej teczkę z aktami. Laptop zamknęła zaraz potem, po krótkim spojrzeniu na ekran, na którym jeszcze przed chwilą migotały notatki i połączenia, które tak uparcie rysowała sobie w głowie.
Gest był prosty, niemal demonstracyjny, ale w jej wnętrzu nie było ani odrobiny rezygnacji. Bo prawda była taka, że nie potrafiłaby tego zostawić. Nie teraz, nie kiedy raz już zobaczyła te powiązania. Każde nazwisko z czerwonym krzyżykiem przy nazwisku Luki Bianchiego było jak drzazga wbita w myśl - coś, czego nie dało się tak po prostu zignorować i żyć dalej jak gdyby nigdy nic. Zbyt dobrze znała siebie, żeby udawać, że potrafi.
I mogłaby teraz powiedzieć Rhysowi, że przestanie; mogłaby nawet obiecać, ale to byłoby kłamstwo. A jego okłamywać nie chciała. Dlatego zamiast tego zamknęła szufladę i oparła się o komodę, splatając ręce na piersi. Jej spojrzenie wróciło do niego spokojne, choć gdzieś pod powierzchnią czaiła się wciąż ta sama uparta determinacja. - Przed chwilą powiedziałeś mi, że nie powinnam nic robić, jeśli nie mam pewności - odezwała się w końcu. - A teraz mówisz, że powinnam zgłosić to komuś innemu - jej głos nie był ostry, raczej rzeczowy. - To trochę sprzeczne, nie sądzisz? - na moment zamilkła, pozwalając, żeby te słowa wybrzmiały. Nie chciała ciągnąć tej rozmowy dalej w stronę, która nieuchronnie skończyłaby się kłótnią. Już teraz czuła w kościach to zmęczenie, nie fizyczne, tylko to znacznie bardziej irytujące, które pojawia się wtedy, gdy rozmowa zaczyna kręcić się w kółko.
Westchnęła cicho. - Wiem, jak działa ten system - dodała spokojniej. - I wiem też, że czasem najłatwiej jest udawać, że czegoś się nie widzi. Ale to nie znaczy, że to przestaje istnieć - nie powiedziała tego z wyrzutem, stwierdziła faktu, który nie był skierowany bezpośrednio przeciwko niemu. Przez krótką chwilę przyglądała mu się w milczeniu, po czym odsunęła się od komody i z powrotem zrobiła krok w jego stronę. Tym razem nie było w tym żadnego napięcia tylko świadoma decyzja, żeby nie pozwolić tej rozmowie zniszczyć atmosfery, którą między sobą mieli.
Jej dłonie odnalazły jego koszulę na wysokości mostka, palce lekko zacisnęły się na materiale, jakby chciała upewnić się, że naprawdę tu stoi. - Widzę, że się martwisz - uniósłszy wzrok, patrzyła prosto w jego oczy. Kącik jej ust drgnął lekko, tym razem już prawdziwym uśmiechem. - Ale nie musisz, nie planuję wysadzić komisariatu w powietrze ani wpakować się w coś, z czego nie będę umiała wyjść - na moment jej spojrzenie zmiękło; chciała jeszcze coś dodać, ale ostatecznie zrezygnowała ze słów. Zamiast tego przesunęła dłonią wyżej, aż jej palce oparły się o jego kark, a potem przyciągnęła go do siebie w spokojnym, cichym geście, który nie miał w sobie nic gwałtownego ani natarczywego.
Oparła czoło o jego ramię, przymykając oczy na sekundę, pozwalając sobie na tę jedną chwilę ciszy zanim wspięła się na palcach i złączyła ich usta w miękkim pocałunku.
Rhys Madden
Uśmiechnęła się lekko, choć był to raczej cień uśmiechu niż coś naprawdę pogodnego. Delikatnie wysunęła dłonie z jego uścisku i przez chwilę w pomieszczeniu słychać było jedynie szelest papieru. Schyliła się lekko, otwierając najniższą szufladę komody stojącej obok i wsunęła do niej teczkę z aktami. Laptop zamknęła zaraz potem, po krótkim spojrzeniu na ekran, na którym jeszcze przed chwilą migotały notatki i połączenia, które tak uparcie rysowała sobie w głowie.
Gest był prosty, niemal demonstracyjny, ale w jej wnętrzu nie było ani odrobiny rezygnacji. Bo prawda była taka, że nie potrafiłaby tego zostawić. Nie teraz, nie kiedy raz już zobaczyła te powiązania. Każde nazwisko z czerwonym krzyżykiem przy nazwisku Luki Bianchiego było jak drzazga wbita w myśl - coś, czego nie dało się tak po prostu zignorować i żyć dalej jak gdyby nigdy nic. Zbyt dobrze znała siebie, żeby udawać, że potrafi.
I mogłaby teraz powiedzieć Rhysowi, że przestanie; mogłaby nawet obiecać, ale to byłoby kłamstwo. A jego okłamywać nie chciała. Dlatego zamiast tego zamknęła szufladę i oparła się o komodę, splatając ręce na piersi. Jej spojrzenie wróciło do niego spokojne, choć gdzieś pod powierzchnią czaiła się wciąż ta sama uparta determinacja. - Przed chwilą powiedziałeś mi, że nie powinnam nic robić, jeśli nie mam pewności - odezwała się w końcu. - A teraz mówisz, że powinnam zgłosić to komuś innemu - jej głos nie był ostry, raczej rzeczowy. - To trochę sprzeczne, nie sądzisz? - na moment zamilkła, pozwalając, żeby te słowa wybrzmiały. Nie chciała ciągnąć tej rozmowy dalej w stronę, która nieuchronnie skończyłaby się kłótnią. Już teraz czuła w kościach to zmęczenie, nie fizyczne, tylko to znacznie bardziej irytujące, które pojawia się wtedy, gdy rozmowa zaczyna kręcić się w kółko.
Westchnęła cicho. - Wiem, jak działa ten system - dodała spokojniej. - I wiem też, że czasem najłatwiej jest udawać, że czegoś się nie widzi. Ale to nie znaczy, że to przestaje istnieć - nie powiedziała tego z wyrzutem, stwierdziła faktu, który nie był skierowany bezpośrednio przeciwko niemu. Przez krótką chwilę przyglądała mu się w milczeniu, po czym odsunęła się od komody i z powrotem zrobiła krok w jego stronę. Tym razem nie było w tym żadnego napięcia tylko świadoma decyzja, żeby nie pozwolić tej rozmowie zniszczyć atmosfery, którą między sobą mieli.
Jej dłonie odnalazły jego koszulę na wysokości mostka, palce lekko zacisnęły się na materiale, jakby chciała upewnić się, że naprawdę tu stoi. - Widzę, że się martwisz - uniósłszy wzrok, patrzyła prosto w jego oczy. Kącik jej ust drgnął lekko, tym razem już prawdziwym uśmiechem. - Ale nie musisz, nie planuję wysadzić komisariatu w powietrze ani wpakować się w coś, z czego nie będę umiała wyjść - na moment jej spojrzenie zmiękło; chciała jeszcze coś dodać, ale ostatecznie zrezygnowała ze słów. Zamiast tego przesunęła dłonią wyżej, aż jej palce oparły się o jego kark, a potem przyciągnęła go do siebie w spokojnym, cichym geście, który nie miał w sobie nic gwałtownego ani natarczywego.
Oparła czoło o jego ramię, przymykając oczy na sekundę, pozwalając sobie na tę jedną chwilę ciszy zanim wspięła się na palcach i złączyła ich usta w miękkim pocałunku.
Rhys Madden