trouble waiting to happen
: ndz mar 15, 2026 9:48 pm
Dokładnie tak myślała. Wiedziała, że zostałaby zignorowana. Właściwie nie musiała się nad tym długo zastanawiać, bo przecież słyszała to już wcześniej, od niego. Kilka dni temu, kiedy pierwszy raz wspomniała o swoich odkryciach, to właśnie Rhys był tym, który kazał jej wyhamować. To on powiedział, że rzuca oskarżeniami bez dowodów, że nie może opierać się na przeczuciach i fragmentach informacji. To on przekonywał ją, że Ventresca pojawia się w tylu sprawach, przy tylu nazwiskach, że próba powiązania wszystkiego w jedną całość była prawdopodobnie ślepym zaułkiem. Przypadkiem. Stratą czasu. A teraz stał naprzeciw niej i z tą samą pewnością sugerował, że powinna iść do przełożonego i zgłosić swoje odkrycia, pozwalając, żeby ktoś inny się tym zajął.
Nie rozumiała jego sprzeczności i chyba właśnie to męczyło ją najbardziej. Ta rozmowa nie była już nawet kłótnią o Mimmo’s ani o Ventrescę. Była kolejną z ich awantur - głośną, ostrą, pełną emocji, które wylewały się z nich obojga szybciej niż potrafili je kontrolować. I jak każda z tych kłótni, wysysała z niej energię w sposób niemal fizyczny. Czuła to w ciężarze ramion, w napięciu karku, w tym dziwnym zmęczeniu, które pojawiało się zawsze wtedy, gdy między nimi iskrzyło za mocno. Kłócili się gwałtownie, jakby każde słowo było kolejnym uderzeniem, a po takich starciach zawsze zostawała cisza, w której nie miała już siły na nic więcej.
Otworzyła usta, żeby mu odpowiedzieć. Już układała słowa w głowie, już była gotowa wytknąć mu tę absurdalną sprzeczność, która stała przed nią teraz w ludzkiej postaci.
I wtedy powiedział t o zdanie.
Na moment wszystko w niej zamarło. Ojciec.
W końcu tam właśnie trafił - w miejsce, które kiedyś pokazała mu w zaufaniu, w chwili słabości, wierząc, naiwnie jak się teraz okazywało, że nie użyje tego przeciwko niej. Przez sekundę po prostu patrzyła na niego w milczeniu, jakby nie była pewna, czy naprawdę usłyszała to, co przed chwilą padło. Czy naprawdę zrobił dokładnie to o czym kiedyś myślała; to czego tak bardzo się obawiała - że kiedyś, w odpowiednim momencie, kiedy zabraknie mu argumentów, sięgnie po coś prywatnego.
Jej palce zacisnęły się powoli, niemal niezauważalnie. - Pieprz się, Rhys - słowa padły cicho, ale uderzyły w powietrze z ciężarem, którego nie dało się pomylić z niczym innym. W jej spojrzeniu nie było już gniewu; było coś znacznie gorszego - rozczarowanie. - To jest poziom, na który schodzisz? - przyglądała mu się w milczeniu, jakby próbowała zobaczyć w nim kogoś kogo znała jeszcze kilka minut temu. - Zabrakło ci argumentów, więc sięgnąłeś po coś takiego. Wyciągnąłeś mojego ojca i rzeczy, które powiedziałam ci, bo ci ufałam - jej spojrzenie stwardniało. - Użyłeś tego w chwili, kiedy było ci wygodnie - to zdanie zabrzmiało ciszej niż poprzednie, ale właśnie dlatego było jeszcze bardziej dobitne.
Jej ramiona opadły minimalnie, jakby nagle ubyło z nich napięcia, które jeszcze chwilę wcześniej trzymało ją w miejscu. - Doprowadzałeś mnie do granicy już tyle razy, ale nigdy nie sięgnęłam po twoje prywatne sprawy - to była prawda, która wisiała między nimi ciężej niż wszystko inne. Przez sekundę jeszcze na niego patrzyła, nie wściekle, nie z pogardą, ale z czymś znacznie bardziej bolesnym.
Potem odwróciła się bez słowa. Ruszyła w stronę drzwi, nie zatrzymując się ani na moment. Nie interesowało jej czy pójdzie za nią, czy zostanie w miejscu w którym stał. Nie interesowały jej kluczyki, broń ani Mimmo’s. Po wszystkim co właśnie padło było to ostatnie miejsce, do którego chciała się teraz udać.
Chciała tylko ciszy i dystansu.
Rhys Madden
Nie rozumiała jego sprzeczności i chyba właśnie to męczyło ją najbardziej. Ta rozmowa nie była już nawet kłótnią o Mimmo’s ani o Ventrescę. Była kolejną z ich awantur - głośną, ostrą, pełną emocji, które wylewały się z nich obojga szybciej niż potrafili je kontrolować. I jak każda z tych kłótni, wysysała z niej energię w sposób niemal fizyczny. Czuła to w ciężarze ramion, w napięciu karku, w tym dziwnym zmęczeniu, które pojawiało się zawsze wtedy, gdy między nimi iskrzyło za mocno. Kłócili się gwałtownie, jakby każde słowo było kolejnym uderzeniem, a po takich starciach zawsze zostawała cisza, w której nie miała już siły na nic więcej.
Otworzyła usta, żeby mu odpowiedzieć. Już układała słowa w głowie, już była gotowa wytknąć mu tę absurdalną sprzeczność, która stała przed nią teraz w ludzkiej postaci.
I wtedy powiedział t o zdanie.
Na moment wszystko w niej zamarło. Ojciec.
W końcu tam właśnie trafił - w miejsce, które kiedyś pokazała mu w zaufaniu, w chwili słabości, wierząc, naiwnie jak się teraz okazywało, że nie użyje tego przeciwko niej. Przez sekundę po prostu patrzyła na niego w milczeniu, jakby nie była pewna, czy naprawdę usłyszała to, co przed chwilą padło. Czy naprawdę zrobił dokładnie to o czym kiedyś myślała; to czego tak bardzo się obawiała - że kiedyś, w odpowiednim momencie, kiedy zabraknie mu argumentów, sięgnie po coś prywatnego.
Jej palce zacisnęły się powoli, niemal niezauważalnie. - Pieprz się, Rhys - słowa padły cicho, ale uderzyły w powietrze z ciężarem, którego nie dało się pomylić z niczym innym. W jej spojrzeniu nie było już gniewu; było coś znacznie gorszego - rozczarowanie. - To jest poziom, na który schodzisz? - przyglądała mu się w milczeniu, jakby próbowała zobaczyć w nim kogoś kogo znała jeszcze kilka minut temu. - Zabrakło ci argumentów, więc sięgnąłeś po coś takiego. Wyciągnąłeś mojego ojca i rzeczy, które powiedziałam ci, bo ci ufałam - jej spojrzenie stwardniało. - Użyłeś tego w chwili, kiedy było ci wygodnie - to zdanie zabrzmiało ciszej niż poprzednie, ale właśnie dlatego było jeszcze bardziej dobitne.
Jej ramiona opadły minimalnie, jakby nagle ubyło z nich napięcia, które jeszcze chwilę wcześniej trzymało ją w miejscu. - Doprowadzałeś mnie do granicy już tyle razy, ale nigdy nie sięgnęłam po twoje prywatne sprawy - to była prawda, która wisiała między nimi ciężej niż wszystko inne. Przez sekundę jeszcze na niego patrzyła, nie wściekle, nie z pogardą, ale z czymś znacznie bardziej bolesnym.
Potem odwróciła się bez słowa. Ruszyła w stronę drzwi, nie zatrzymując się ani na moment. Nie interesowało jej czy pójdzie za nią, czy zostanie w miejscu w którym stał. Nie interesowały jej kluczyki, broń ani Mimmo’s. Po wszystkim co właśnie padło było to ostatnie miejsce, do którego chciała się teraz udać.
Chciała tylko ciszy i dystansu.
Rhys Madden