Strona 2 z 2

hold my sin above my head

: wt mar 17, 2026 10:20 am
autor: Rhys Madden
Wszystko miało swoje konsekwencje.
Wiedział, że z jego przekazaniem akt Bianciego w jej ręce będzie dokładnie tak samo. W jego słowach chowała się prawda, choć podszyta niejednym kłamstwem - Bianci był tylko trybikiem w maszynie. Ale ta maszyna należała do Sergio Carbone'a, który nie lubił, gdy ktoś wsadzał w nią metalowe pręty. Lubił, gdy rzeczy działały optymalnie i bez kłopotów, a Luca dotychczas ich nie sprawiał - unikając zainteresowania policji na tyle, by zwykłe ominięcia jego udziału w aktach wystarczało.
Nie mógł jednak o tym myśleć w tej chwili. Odsuwał problem mafioza na później tak, jak odsuwał wszystkie inne, zaistniałe w jego życiu. Powtarzał sobie, że Luca nie był istotny i Carbone jakoś poradzi sobie z jego utratą. Że być może zajmie to im tak dużo czasu, że zdąży się wymiksować z tego całego układu w ten czy inny sposób. Wszystkie te argumenty były skrajnie naiwne, nawet jak na niego, lubującego się w tego typu iluzjach.
Ale musiały wystarczyć.
Tak, jak jej obietnica, przekrzywiona, przekształcona w zdanie, pod którym mogła się podpisać, musiała mu wystarczyć.
Westchnął, nie przyjmując jej słów z ogromną ulgą, ale skinieniem głowy uznając, że było to dla niego wystarczające. Podejrzewał, że nie było siły na tym świecie, która skłoniłaby Margo do zwykłego wykonania danego jej polecenia bez żadnego zająknięcia. Zresztą, wcale tą siłą nie chciał być - ale z pewnością byłoby to łatwiejsze w tej jednej sytuacji, która dotyczyła życia, które prowadził.
Obserwował kobietę gdy przeglądała akta. Gdyby ktokolwiek inny był obiektem jej zainteresowań, byłby w stanie docenić tę chwilę. Lubił widzieć ją w swoim żywiole, lubił gdy pracowali nad czymś intensywnie, docierając do pogrzebanej pod stosem poszlak prawdy. Nie potrafił jednak cieszyć się z tego widoku bez gorzkiej świadomości tego, że faktycznie Margo Mercer mogła być jego zgubą.
- Jeśli pójdziemy do Alessi teraz, Luca od razu dowie się, że ma policję na ogonie - odpowiedział po chwili, zdawkowo, chowając swoje zaskoczenie faktem tego, że Margo w ogóle znała kobietę i planowała się do niej udać. To, co jej dostarczył, było dla niej wartościowe - ale musiał przyznać, że własnoręcznie dokopała się do rzeczy, których się nie spodziewał. - Powinniśmy z tym poczekać. O nią jedną Bianci dba i się nią przejmuje. To największa broń, jakiej możemy przeciwko niemu użyć.
Przycisk, który mogli wcisnąć, by wywołać w nim reakcję. Luca nie miał rodziny, z którą utrzymywałby kontakt, nie miał też zbyt wielu przyjaciół z uwagi na swój nieprzyjemny charakter.
Oderwał się od biurka, na którym przysiadł. Stanął obok niej, tak, jak zawsze gdy oboje mieli skierować się do wyjścia. Tego wieczora nie zamierzał pozwolić, by wychodziła sama, ostentacyjnie zatrzaskując za sobą drzwi. Ostatnie dni zmęczyły go znacznie bardziej niż wieczory w Mimmo's. Własna moralność była znacznie łatwiejsza do ignorowania niż to obce uczucie szarpiące jego sercem w jej obecności.
- U mnie, czy u ciebie? - zapytał cicho, nie w kontekście kawy, a akt, które teraz mogli przejrzeć wspólnie.
Niezależnie od tego, gdzie miały ich zanieść.
koniec
margo mercer