stay a little longer
: czw kwie 02, 2026 11:35 pm
- Kiedyś... - zastanowił się nad tym, bo prawda jest taka, że rzeczywiście dawno nic nie odwalił na takiej imprezie, bo po prostu dawno na nich nawet nie bywał, na tych imprezach dla bogaczy, przecież kiedy był z Cherry to ich unikał, a teraz... Teraz też mu się chyba nie chciało, wciąż ciągnęła się za nim ta sprawa z kontenerami, chyba nie potrzebne mu były kolejne dodatkowe skandale.
- Kiedyś zrobili mi zdjęcie z koksem i bardzo szybko rozniosło się po sieci, ale mój dział PR szybko zareagował i wszystkie portale rzucały sprostowanie, że to chusteczka, ale zdjęcie zniknęło - pewnie jakby go bardziej prześwietliła, to by jeszcze znalazła jakieś wzmianki na ten temat - no i raz z mojego Porsche wysiadała modelka bez majtek, też jej zrobili zdjęcie, ale to już nie była moja wina, że wiesz... - rozstawił nogi jak jakiś bocian, ale chciał jej pokazać, że ona po prostu nie umiała zgrabnie wysiąść. Porsche było niskie, to też trzeba było zrobić z gracją - i czasem na takich imprezach dostawałem z liścia, albo szampanem... Zależy, niektóre laski litowały się nad Armanim - przesunął palcami po swoim garniturze - większość moich przypałów jednak kręciła się wokół kobiet - stwierdził i wzruszył ramionami. Prawda jest taka, że kiedyś cały świat Galena praktycznie się wokół nich kręcił. Blondynki, brunetki, czasem ruda dla odmiany.
Ale to było kiedyś, bo później Galen miał narzeczoną, to z nią się prowadzał, a od rozstania... jego znajomości były jeszcze bardziej chwilowe niż wcześniej.
Zaraz streścił jej swój nudny dzień, a kiedy zapytała czy tylko tyle, to on też uniósł brew. Bo czego się spodziewała?
Tylko zaraz mu powiedziała czego, a im więcej mówiła, tym Galen bardziej się uśmiechał. Skrzyżował ręce na piersi.
- Kiedyś miałem na to fazę i byłem w Tybecie, żeby się szkolić u mnichów, ale mam.. takie jedno uzależnienie, które mnie tam bardzo... blokowało - oczywiście, że mówił o swoim uzależnieniu od seksu, które jednak w tybetańskim klasztorze ciężko było zaspokoić - a co do kawy, to właściwie... Sprowadzam sobie taką gejszę z Nowego Jorku, jak chcesz to ci kiedyś zrobię. A modeli... - przesunął ręką po karku - kiedyś miałem, ale długo z tym schodzi, a ja nie lubię jak mi się obcy ludzie kręcą po mieszkaniu, teraz mam taki pstryczek w szafie, że jak go nacisnę to te wszystkie garniaki i koszule jeżdżą dookoła i mogę je wybierać - naprawdę coś takiego miał. Bo Galen tych garniturów mógł mieć ze sto, albo więcej - a na koncert Celine Dion na pewno mnie stać, ale nie przepadam za my heart will go on - znowu się uśmiechnął. Chociaż na jej kolejne słowa już trochę spoważniał. Zastanowił się, przesunął dłonią po tych swoich miękkich włosach, jego spojrzenie też padło na jej oczy, ciemne, intensywne. Aż nabrał w płuca powietrze.
- Jak robisz takie rzeczy codziennie, to one już nie sprawiają radości - stwierdził i wzruszył ramionami - albo jak robisz je sam, to też jest inaczej. Na przykład kupiłem auto z moją narzeczoną, cieszyłem się jak dziecko, a to tylko Lamborghini... A później kupiłem sobie sam Ferrari i już nie było tak fajnie - nie wiedział czemu jej to mówi. Bo może po prostu, tak właśnie było? Tylko Galen nie umiał się do tego przyznać? Nawet przed samym sobą się nie przyznawał. A tu nagle... z Majką był tak kompletnie szczery. Bardziej szczery niż nawet ze swoją terapeutką. Dziwne.
Zaraz jednak proponował jej już tego drinka, którego przecież miał zrobić, a do tego jedzenie. Poszli do kuchni, gdzie Galen miał ten ogromny, podświetlany barek na dwieście butelek chyba.
- A czego chcesz się napić? - zapytał i zawiesił się na drzwiczkach barku przeglądając jakieś butelki, przeniósł na nią intensywnie niebieskie tęczówki. Ale nie dlatego, że siedziała na blacie, te blaty nie zliczyłyby nigdy tego, ile nagich pośladków na nich siedziało. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy zeszła.
- Nie, spokojnie, kupuje mojej gosposi ściereczki z organicznej bawełny i bambusa, produkowane zgodnie z metodą zero waste i ecofriendly, podobno są do dupy i ona przynosi z domu stare podkoszulki synów, ale nie każę jej tego szorować szczoteczką - parsknął, i w ogóle Galen użył słowa dupa, niesamowite. Sam się oparł zaraz łokciami o blat - a Lucita właściwie dawno nie musiała tych blatów szorować, a kiedyś co tydzień, bo modelki lubią być... - już miał jej mówić, że lubią być posuwane na blatach, ale chyba nawet pijany Galen nie mówił takich rzeczy, chociaż... trzeba przyznać, że wyluzował trochę przy Majce. Sięgnął po jakiś ładny kieliszek ze złotą obwolutą - szczere złoto, trzeba go myć ręcznie i to jeszcze specjalnym płynem - pokazał go jej, a zaraz postawił na blacie, poklepał w niego ręką - dawaj, robimy tu dzisiaj... Trochę bałaganu - uśmiechnął się wzruszając ramionami, a kiedy usiadła, to wyjął kilka butelek z barku stawiając je na blacie, jakiś szampan, wino, coś mocniejszego, jakieś dziwne egzotyczne alkohole i wódka - ale ja nie wiem co trzeba mieszać, no i nawet nie mam tego... - potrząsnął rękami, chodziło mu o shaker - a może... ci coś ugotuje? - zapytał nagle, niby mieli coś zamówić, ale... Galen dawno nic nie gotował, a lodówkę miał pełną. Wiadomo, że nie marnował jedzenia, bo kiedy zbliżała się data ważności, to Lucita wszystko zabierała, ale... dzisiaj mogli coś wykorzystać - na co masz ochotę? - zapytał i już odepchnął się od lady, żeby podejść do wielkiej, dwudrzwiowej lodówki, wypełnionej po brzegi, ale wszystko było tam tak poukładane, że wyglądało jak żywcem wyjęte z jakiejś reklamy z lodówkami.
Maya Parker
- Kiedyś zrobili mi zdjęcie z koksem i bardzo szybko rozniosło się po sieci, ale mój dział PR szybko zareagował i wszystkie portale rzucały sprostowanie, że to chusteczka, ale zdjęcie zniknęło - pewnie jakby go bardziej prześwietliła, to by jeszcze znalazła jakieś wzmianki na ten temat - no i raz z mojego Porsche wysiadała modelka bez majtek, też jej zrobili zdjęcie, ale to już nie była moja wina, że wiesz... - rozstawił nogi jak jakiś bocian, ale chciał jej pokazać, że ona po prostu nie umiała zgrabnie wysiąść. Porsche było niskie, to też trzeba było zrobić z gracją - i czasem na takich imprezach dostawałem z liścia, albo szampanem... Zależy, niektóre laski litowały się nad Armanim - przesunął palcami po swoim garniturze - większość moich przypałów jednak kręciła się wokół kobiet - stwierdził i wzruszył ramionami. Prawda jest taka, że kiedyś cały świat Galena praktycznie się wokół nich kręcił. Blondynki, brunetki, czasem ruda dla odmiany.
Ale to było kiedyś, bo później Galen miał narzeczoną, to z nią się prowadzał, a od rozstania... jego znajomości były jeszcze bardziej chwilowe niż wcześniej.
Zaraz streścił jej swój nudny dzień, a kiedy zapytała czy tylko tyle, to on też uniósł brew. Bo czego się spodziewała?
Tylko zaraz mu powiedziała czego, a im więcej mówiła, tym Galen bardziej się uśmiechał. Skrzyżował ręce na piersi.
- Kiedyś miałem na to fazę i byłem w Tybecie, żeby się szkolić u mnichów, ale mam.. takie jedno uzależnienie, które mnie tam bardzo... blokowało - oczywiście, że mówił o swoim uzależnieniu od seksu, które jednak w tybetańskim klasztorze ciężko było zaspokoić - a co do kawy, to właściwie... Sprowadzam sobie taką gejszę z Nowego Jorku, jak chcesz to ci kiedyś zrobię. A modeli... - przesunął ręką po karku - kiedyś miałem, ale długo z tym schodzi, a ja nie lubię jak mi się obcy ludzie kręcą po mieszkaniu, teraz mam taki pstryczek w szafie, że jak go nacisnę to te wszystkie garniaki i koszule jeżdżą dookoła i mogę je wybierać - naprawdę coś takiego miał. Bo Galen tych garniturów mógł mieć ze sto, albo więcej - a na koncert Celine Dion na pewno mnie stać, ale nie przepadam za my heart will go on - znowu się uśmiechnął. Chociaż na jej kolejne słowa już trochę spoważniał. Zastanowił się, przesunął dłonią po tych swoich miękkich włosach, jego spojrzenie też padło na jej oczy, ciemne, intensywne. Aż nabrał w płuca powietrze.
- Jak robisz takie rzeczy codziennie, to one już nie sprawiają radości - stwierdził i wzruszył ramionami - albo jak robisz je sam, to też jest inaczej. Na przykład kupiłem auto z moją narzeczoną, cieszyłem się jak dziecko, a to tylko Lamborghini... A później kupiłem sobie sam Ferrari i już nie było tak fajnie - nie wiedział czemu jej to mówi. Bo może po prostu, tak właśnie było? Tylko Galen nie umiał się do tego przyznać? Nawet przed samym sobą się nie przyznawał. A tu nagle... z Majką był tak kompletnie szczery. Bardziej szczery niż nawet ze swoją terapeutką. Dziwne.
Zaraz jednak proponował jej już tego drinka, którego przecież miał zrobić, a do tego jedzenie. Poszli do kuchni, gdzie Galen miał ten ogromny, podświetlany barek na dwieście butelek chyba.
- A czego chcesz się napić? - zapytał i zawiesił się na drzwiczkach barku przeglądając jakieś butelki, przeniósł na nią intensywnie niebieskie tęczówki. Ale nie dlatego, że siedziała na blacie, te blaty nie zliczyłyby nigdy tego, ile nagich pośladków na nich siedziało. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy zeszła.
- Nie, spokojnie, kupuje mojej gosposi ściereczki z organicznej bawełny i bambusa, produkowane zgodnie z metodą zero waste i ecofriendly, podobno są do dupy i ona przynosi z domu stare podkoszulki synów, ale nie każę jej tego szorować szczoteczką - parsknął, i w ogóle Galen użył słowa dupa, niesamowite. Sam się oparł zaraz łokciami o blat - a Lucita właściwie dawno nie musiała tych blatów szorować, a kiedyś co tydzień, bo modelki lubią być... - już miał jej mówić, że lubią być posuwane na blatach, ale chyba nawet pijany Galen nie mówił takich rzeczy, chociaż... trzeba przyznać, że wyluzował trochę przy Majce. Sięgnął po jakiś ładny kieliszek ze złotą obwolutą - szczere złoto, trzeba go myć ręcznie i to jeszcze specjalnym płynem - pokazał go jej, a zaraz postawił na blacie, poklepał w niego ręką - dawaj, robimy tu dzisiaj... Trochę bałaganu - uśmiechnął się wzruszając ramionami, a kiedy usiadła, to wyjął kilka butelek z barku stawiając je na blacie, jakiś szampan, wino, coś mocniejszego, jakieś dziwne egzotyczne alkohole i wódka - ale ja nie wiem co trzeba mieszać, no i nawet nie mam tego... - potrząsnął rękami, chodziło mu o shaker - a może... ci coś ugotuje? - zapytał nagle, niby mieli coś zamówić, ale... Galen dawno nic nie gotował, a lodówkę miał pełną. Wiadomo, że nie marnował jedzenia, bo kiedy zbliżała się data ważności, to Lucita wszystko zabierała, ale... dzisiaj mogli coś wykorzystać - na co masz ochotę? - zapytał i już odepchnął się od lady, żeby podejść do wielkiej, dwudrzwiowej lodówki, wypełnionej po brzegi, ale wszystko było tam tak poukładane, że wyglądało jak żywcem wyjęte z jakiejś reklamy z lodówkami.
Maya Parker