Zmarszczył na moment brwi, kiedy o to zapytała,
czy jest gorsza, a zaraz pokręcił głową.
-
Nawet mi się wydaje, że lepsza - lepsza od Cherry, która była tego typu właśnie bogaczką, która uważała się za lepszą od innych. Pewnie też chodziłoby o samą kawę, o ten dach, na który się włamali, bo Charity Marshall nie lubiła... szaleństwa. Ona w swoim poukładanym życiu uważała, że to co serwuje jej Galen to jest jakiś
kiepski film.
Uśmiechnął się delikatnie, kiedy powiedziała, że ona też nie chciałaby pić kawy z Cherry, on też jakoś tego nie widział.
-
Jadłem i nawet kurczaki z Wendys - powiedział z dumą, jakby to było nie wiadomo co, bo dla Galena to może było? Wciąż ciepło myślał o tej wizycie z Pilar w fast foodzie. O Pilar zresztą też, chociaż pogodził się z tym, że dała mu kosza. Prawie.
Toronto nocą wyglądało obłędnie, zwłaszcza z tego trzydziestego piętra, ale kiedy widzisz to codziennie, to odrobinę zaczyna to powszednieć, chociaż Galen lubił ten widok, dlatego ciężko byłoby mu się rozstać z tym apartamentem. Nawet jak chciał stawiać dom, to jego chciał sobie zostawić, dla tego widoku, który uwielbiał, do którego przywykł.
Zaraz opowiadał jej o tym, co widać w niektórych oknach. W oknie joginki na przykład.
Znowu na jej słowa jeden kącik jego ust uniósł się do góry.
-
W zasadzie i tak nie oglądam telewizji, czasem, ale rzadko - stwierdził, bo Galen po prostu nie miał na to czasu, chociaż może zamiast gapić się ludziom po oknach, to mógłby sobie do śniadania oglądać jakiś serial? -
Imprezy obrzydliwie bogatych ludzi są straszne - dodał wywracając tymi intensywnie niebieskimi ślepiami -
ćpanie, chlanie i rozmowy o niczym, nikt nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa i wszyscy liczą na to, że ktoś się nawali do tego stopnia, że coś... odwali - przecież Galen bywał na takich imprezach, kiedyś to bardzo lubił. Zabawę bez konsekwencji i kolejny skandal, które wywołały jego zdjęcia z jakąś modelką bez majtek w jego Porsche.
Nawet nie wiedział dokładnie w którym momencie przestało go to bawić. Jak poznał Cherry? Meenę? A może przekroczył magiczna granicę trzydziestki?
Pokazał jej biurowiec, gdzie mieściła się siedziba Northexu, kolejne szczególne miejsce na jego mapie. Może nawet najszczególniejsze?
Galen właściwie nie wyczuł napięcia, które sprawiła ta ich nagła bliskość, nie robił tego specjalnie, z premedytacją, jak miał w zwyczaju, jakoś odruchowo, naturalnie. Naturalnie też się od niej odsunął, żeby niebieskie tęczówki odszukały jej ciemne, przenikliwe spojrzenie, kiedy pytał o to, czy odwiedzi go w biurze.
-
Możesz przyjść tam przypadkiem... - zaczął, ale wtedy ona powiedziała to, że
raczej ciężko będzie przez przypadek spotkać się w jego biurowcu, uniósł na moment spojrzenie gdzieś na wysoki sufit -
to wcale nie takie trudne, jak gubisz się w Toronto, to często obierasz sobie za punkt ten biurowiec, bo jest najwyższy, ludzie często się tam odnajdują. Idziesz przez hol i nagle widzisz parę turystów, którzy wpadają sobie w ramiona, bo się umówili, że jak się zgubią, to spotkają się właśnie tam... Romantycznie nie? - spuścił na nią wzrok. Przez moment też chciał jej powiedzieć, żeby
przypadkiem zostawiła mu swój numer na karteczce na lodówce, ale wtedy zapytała,
co o nim powiedzieliby ludzie z innych okien, na moment się zamyślił, bo kiedyś u niego też często toczyły się podobne imprezy, albo na tych bajecznych szybach odbijały się pośladki modelek, która zaliczał akurat na oknie. Ile razy Lucita powtarzała mu, żeby nie brudził szyb i blatów, a on to wiecznie robił. Ale teraz...
-
Ten facet, którego prawie nie ma w domu - rzucił i jeszcze spojrzał w okno, a później na nią -
ostatnio mój dzień wygląda tak, czwarta pobudka, siłownia, albo basen, szósta śniadanie i dobranie idealnych bucików do garniaka - zerknął na nią trochę zaczepnie, bo jednak te buciki to już był temat, który się u nich przewijał -
siódma wychodzę do biura, siedzę tam czasem do osiemnastej, albo do dwudziestej, zależy, a potem jakaś kolacja, często na mieście... Mało jestem w domu - wzruszył ramionami. Galen Wyatt często popadał w pracoholizm, i chociaż po zawale starał się przewartościować swoje życie, to teraz znowu do tego wracał, no i do... -
a w weekend to czasem tutaj jakaś laska robi jogę - nie musiał tego mówić, pewnie, że nie musiał. Ale z drugiej strony to czemu miał jej kłamać?
-
Nuda... - westchnął ciężko, ale jakoś tak szczerze, bo naprawdę Galen znowu był w trybie, w którym on po prostu nie lubił swojego życia. Mało co go cieszyło.
-
Zrobić ci drinka? - zapytał po chwili i odepchnął się od szyby -
a może coś zamówimy? Jest taka knajpa z afrykańskim jedzeniem, tam na rogu, ale nigdy z niej nie zamawiałem, bo... jak kogoś zapraszam to do znudzenia jest sushi, albo coś z tych fancy restauracji, sałatki na przykład - pokręcił głową, ale to też była szczera prawda. A Galen przecież lubił próbować nowych rzeczy miał w sobie jakiś taki gen odkrywcy, tylko jak wracał do domu o dwudziestej, to też najczęściej wybierał to, co znał, z przyzwyczajenia. Jakiejś takiej ogarniającej go rutyny, w którą popadał.
Maya Parker