Strona 2 z 2

Trup w każdej szafie

: pn kwie 06, 2026 2:12 pm
autor: Sergio Martinez
Wciąż półsłówka, nadal odpowiadanie tylko kilkoma słowami na zadane pytania. Zamknięcie, próba pokazania, że absolutnie nic się nie dzieje. Sergio zauważył jednak, że na chwilę wzrok kobiety stał się nieobecny, że przypomniała sobie tamto zdarzenie z "niefortunnym postrzałem", a chwilę później jakby przypomniała sobie, że ma nadrabiać miną. Ten jeden krótki moment jednak ją trochę zdradził - Sergio zaczął się zastanawiać, co stało za tymi dwoma słowami. Owszem, wciąż mogło to być nic wielkiego: rzeczywiście postrzał, choćby przez kolegę, który nie trafił albo przez przestępcę, który próbował uciekać i bronić się. Nic przerażającego, zwykła praca. Ale równie dobrze mogło się za tym kryć coś większego: na przykład jakiś seryjny, który najpierw osaczył Evinę gdzieś w jakimś ciemnym zaułku albo mrocznej ruinie, a później na nią polował. Tego typu myśli przyszły mu do głowy przez wiele przeczytanych i obejrzanych thrillerów z mordercami w roli głównej - choćby "Milczenie Owiec".
- Proszę mi opowiedzieć, jak to się stało - powiedział, w pierwszym momencie mając ochotę poprosić o to w inny sposób: pytając, czy może mu o tym opowiedzieć. Takie postawienie sprawy dawałoby jej jednak pole do odmowy, do dalszego wykręcania się, a tego nie chciał. Wnioskował, że to właśnie ten postrzał spowodował to, że szef wysłał Evinę do niego: sam fakt długotrwałego zwolnienia nie powodował od razu, że trzeba było powtarzać jakiekolwiek badania czy testy psychologiczne; zaś postrzały już tak. Mogły one mocno wpływać na psychikę ludzką, w zależności od okoliczności, w jakich do nich dochodziło.
Tak, zignorował też wcześniejsze zapewnienia kobiety, że ta wie, jak działać, bo jest w czynnej służbie od dwudziestu lat. Akurat to dla Sergio o niczym nie świadczyło, bo jedno krótkie wydarzenie mogło zniszczyć wszystko, co do tej pory było wypracowane. Mogło, ale nie musiało, oczywiście.

Evina J. Swanson

Trup w każdej szafie

: pn kwie 06, 2026 8:00 pm
autor: Evina J. Swanson
Trudno było jej się przełamać i opowiedzieć coś więcej. Nie miała pojęcia do jakich wniosków może dojść ten cholerny psycholog. Nie znała go. Obawiała się jednak tego, że usłyszawszy, co faktycznie się stało tamtego dnia mógłby pomyśleć, że całe zdarzenie wywarło na niej o wiele gorszy wpływ niż w rzeczywistości, a Evina z pewnością nie zamierzała marnować swojego czasu na kolejne spotkania. Nie potrzebowała tego, aby ktoś wmawiał jej, że coś było z nią nie tak.
Nie chciała rozmawiać na ten temat. Wyczuwała jednak, że w tej sytuacji nie bardzo miała wyjście. Musiała mu dać cokolwiek, aby wreszcie odczepił się od niej i pochylił nad tym jednym papierkiem, który miał dla niej wypełnić. Nie sądziła, aby zaszła potrzeba przeprowadzenia jakiegoś wielce złożonego wywiadu, żeby dojść do wniosku, że zasłużyła na odświeżenie swojego drobnego orzeczenia.
- Naprawdę musimy to jakoś omawiać? - zapytała, ale domyślała się już jaką uzyska odpowiedź. - Takie rzeczy już się zdarzają. Nie pierwszy raz i możliwe, że nie ostatni. Ryzyko zawodowe, z którym trzeba się pogodzić, aby faktycznie pracować w tej profesji, a nie jedynie siedzieć za biurkiem i wypełniać papierki.
W końcu już wcześniej miała bliskie spotkanie ze śmiercią. Może nie miało aż tak... dramatycznego i personalnego wymiaru jak ostatnie zderzenie z mordercą, ale czy w gruncie rzeczy nie było to tym samym? Przeżyła. Musiała to zostawić za sobą. Podobnie jak fakt, że mimo wszystko dalej miała pewien żal do swojej narzeczonej za to, że nie pozwoliła jej zakończyć tego wszystkiego na własnych warunkach.
- Zdarzyło się to, co się zdarzyło. Czuję się dobrze, funkcjonuję normalnie i chciałam po prostu, aby ktoś odwalił tę cholerną robotę papierkową, żeby szaf mi nie suszył głowy o nowe orzeczenie do pary z opinią lekarską - powtórzyła jakby naprawdę miało to jakiekolwiek znaczenie.
Wiedziała już, że Martinez raczej łatwo nie zamierzał dać jej to, czego chciała i zrezygnować ze swojej powinności. Na ogół Evina ceniła sobie profesjonalizm, ale na pewno nie wtedy, gdy krzyżował w jakiś sposób jej własne plany.

Sergio Martinez

Trup w każdej szafie

: śr kwie 08, 2026 10:39 pm
autor: Sergio Martinez
Słysząc po raz kolejny te same wymijające odpowiedzi, które de facto nie były żadnymi odpowiedziami, Sergio przełknął nerwowo ślinę i poruszył szczęką, mając wielką ochotę wreszcie wstać, ostentacyjnie usiąść za biurkiem i zacząć klepać w klawiaturę swoją opinię na temat Eviny. To nie do końca tak, że tracił cierpliwość, bo miał jej całkiem sporo dla swoich pacjentów - po prostu na niektórych takie zachowanie być może wreszcie by zadziałało. Na pewno nie zastosowałby podobnego chwytu wobec kogoś, kto przyszedłby tu z własnej woli i zwyczajnie był zamknięty, bo bałby się cokolwiek powiedzieć, nie umiałby tego z siebie wydusić, ale jednocześnie by tego chciał, bo przecież przyszedł po pomoc. Ale ten przypadek był inny: Evina nie chciała tu być, chciała wyłącznie papierka, a jednocześnie była silną, być może bezwzględną policjantką, która zęby zjadła na swojej pracy i rozpracowywaniu przestępców. Ona chciała od niego "nagrody", a on nie chciał jej dać za nic. Być może więc tutaj podobne zachowanie by zadziałało - ale jednocześnie istniało ryzyko, że ona zaparłaby się jeszcze bardziej, wstała i wyszła. I może faktycznie znalazłaby kogoś, kto w końcu na odczepnego wystawiłby jej pozytywną opinię, bo ważniejsza byłaby kawka i pasjans, a nie to, czy wydana opinia miała pokrycie w rzeczywistości.
- Moim ryzykiem zawodowym - odezwał się w końcu po dłuższej chwili przyglądania jej się, przewiercania jej spojrzeniem ze zwiniętą w pięść dłonią przyciśniętą do ust - to wydanie opinii niezgodnej z rzeczywistością. Za każdym, absolutnie każdym razem ryzykuję życiem i zdrowiem osoby, która do mnie przyszła, a czasami również życiem i zdrowiem innych - jego głos był teraz dość chłodny i ostry - Ryzykuję również utratą prawa do wykonywania zawodu i o ile nie jest mi on niezbędny do przeżycia, o tyle jednak zależy mi, żeby go wykonywać. I zależy mi na tym, żeby wykonywać go dobrze, podobnie, jak - jestem o tym przekonany - pani zależy na dobrym wykonywaniu swojego zawodu. Robi pani na mnie wrażenie osoby, która chce doprowadzać prowadzone przez siebie sprawy do końca, żeby robić to rzetelnie, a nie na pół gwizdka; żeby oskarżony przez panią człowiek był rzeczywiście tym właściwym nawet, jeśli można pójść na skróty, przymknąć jakiegoś gnojka, który i tak prędzej czy później trafiłby za kraty, a pani mogłaby poświęcić czas czemuś ważniejszemu. Nie mylę się? - uniósł brwi, przeszywając ją spojrzeniem i czekając na odpowiedź - Nie wystawię pani opinii na podstawie zapewnień, że wszystko z panią w porządku i możemy się rozejść, bo z pewnością są ludzie, którzy potrzebują mojej pomocy. Wręcz przeciwnie: tego typu zapewnienia coraz bardziej utwierdzają mnie w tym, że coś jest na rzeczy, bo są zasłoną. Jeśli teraz wystawię ten papierek, to można się będzie nim jedynie podetrzeć i będzie to bardzo niebezpieczne dla nas obojga.
Obawiał się, że Evina zaraz wstanie i wyjdzie. Miała takie prawo, ale miał nadzieję, że mimo wszystko to, co przed chwilą powiedział, trafi do niej i kobieta spróbuje się postawić w jego sytuacji: że argumenty o dobrym wykonywaniu swojego zawodu do niej trafią. Miały taką szansę, jeśli rzeczywiście prawidłowo ją ocenił i rzeczywiście była dobrą policjantką, której zależy na tym, żeby faktycznie swoje sprawy doprowadzać do końca, a nie - żeby pójść po najmniejszej linii oporu.

Evina J. Swanson

Trup w każdej szafie

: czw kwie 09, 2026 1:13 am
autor: Evina J. Swanson
Nie potrafiła walczyć ze starymi nawykami. W sumie to nawet nie starała się zbytnio tego robić... W końcu nie zależało jej w żaden sposób na relacji z mężczyzną, którego zobaczy tylko raz w życiu. Mogłaby zatem nie przejmować się jego osądem i spróbować powiedzieć mu, co tylko mogła, ale biorąc pod uwagę to, że jego zadaniem było wydanie osądu na jej temat to nie mogła tego zrobić bez konsekwencji. Zresztą: zawsze miała problemy z ekspresją.
Od zbyt dawna starała się wszystko w sobie tłumić. Korzystała z metody pudełek... Takich jak te, w których wynosiło się niepotrzebne rzeczy na strych. Lub takie, o których chciało się zapomnieć. Po prostu wkładała swoje emocje do takiego kartonu i wrzucała je w jakiś kąt swojego umysłu, aby zachowywać się jakby nigdy nie istniały. Była to na pewno diabelnie skuteczna technika, z której nie potrafiła zrezygnować.
Problem polegał na tym, że nie chciała pomocy. Uważała, że nie potrzebowała jej. Była z pokolenia, które radziło sobie z problemami na swój sposób: zamykając się w sobie i sięgając po mocnego drinka dla uspokojenia skołatanych nerwów. Nie sądziła, aby potrzebowała czegoś więcej. Obchodziło ją tylko załatwienie tej jednej sprawy, a potem mogła wrócić swobodnie do swojego świata.
Nie spodziewała się, że jej kolejna defensywna odpowiedź spotka się z taką, a nie inną reakcją. Uzyskała wykład. Ostre upomnienie, aby w końcu zaczęła współpracować. Mogłaby naprawdę w tym momencie wyjść i olać to wszystko. Powiedzieć, że naprawdę ma to wszystko w dupie i rzucić zastępcy komendanta, żeby nie histeryzował, bo poprzednie orzeczenie jest jak najbardziej w porządku. Jednak z jakiegoś powodu zdecydowała się na to, aby pozostać tu jeszcze przez chwilę.
- To prawda. Akurat, co do tego się pan nie myli - odpowiedziała spokojnie. - Tak. Staram się każdą sprawę doprowadzić do końca. Poświęcam się, żeby odnaleźć odpowiednie rozwiązanie. Mam jednak przy tym wrażenie, że część pierdolonej biurokracji istnieje tylko po to, aby utrudniać mi życie i niepotrzebnie mnie ogranicza w momencie, gdy trzeba działać... Tak jak teraz wkurwia mnie fakt, że muszę zdobyć nowy papierek potwierdzający, że nadaję się do służby, bo ktoś z moich przełożonych jest przewrażliwiony.
Frustracja powoli zaczynała się z niej wylewać. Miała jednak serdecznie dość tego wszystkiego. To miała być naprawdę prosta sprawa, ale oczywiście los stwierdził, że nie zasługuje na to, aby wszystko szło po jej myśli.
- Co właściwie pan chce usłyszeć? Konkretnie - rzuciła, a jej głos zabrzmiał ostrzej niż to planowała.
Nie wiedziała, co właściwie miałaby mu opowiedzieć. Mogli dalej się bawić w dopytywanie, bo Swanson nie potrafiła opowiadać historii z życia prywatnego. Nie miała pojęcia, co mogłoby go interesować oraz jakie były jego oczekiwania względem niej.

Sergio Martinez