Dobra, ni cholery nie ogarniał co się działo. W jednym momencie lgnęła do niego, tęskno sięgając po więcej, a w następnej.. Odpychała go od siebie i uciekała mu z ramion?
Huh? Whiplash. Złapał znów balans, usiadł po turecku, ignorując lędźwie, które uprzejmie przypomniały mu, że bliżej im było do 30 niż do 20; oops, nie ważne, będzie się martwił później albo w ogóle na następny dzień, jeśli rzeczywiście ból stanie się upierdliwy. Spojrzał na nią pytająco, z wyrazem absolutnego zagubienia na twarzy i tym razem ani trochę nie wynikało to z przyjmowania nowych leków. Właściwie to czuł się bardziej trzeźwo po tej ich zabawie i
"sobą" niż czuł się od dwóch tygodni. -
..Vita? - zagadnął miękko, ale zaraz się zamknął, skoro kazała mu czekać. Okay, dobra więc jednak jej się nie podobał plan..
Valid. Był całkiem nieprzygotowany, improwizacyjny i generalnie przypominał bardzo kwintesencję
YOLO, prawda? Kto normalny chciałby lecieć do Vegas z dnia na dzień, żeby być zaślubionym przez Elvisa w pożyczonych ciuszkach, a potem spędzić dzień czy dwa w fancy holetu, żyjąc na
room service?... Dobra, dla niego brzmiało całkiem epicko, ale on nie był normalny.
A potem zaczęła mówić i właściwie musiał zwalczyć potrzebę roześmiania się. Czyli po prostu martwiła się o pieniądze? Ze wszystkich tych rzeczy... O głupie pieniądze? Nie powstrzymał idiotycznie rozbawionego uśmiechu, kiedy próbował wejść jej w słowo i powstrzymać przed spiralą w dół, kilka razy powtarzając "
Zwolnij.", ale może to ona powinna mu to powiedzieć.
-
Ouch... Przemoc domową już zaczynasz? - dobra, nie mógł się powstrzymać i zarechotał jak debil, zwłaszcza kiedy nazwała się krewetką, ze wszystkich wodnych skorupiaków. Gross. Krewetki były gross. -
Hm, krewetki mają pancerzyk.. - wytknął, na moment unosząc jedną z brwi, ale właściwie sam nie wiedział co miała na myśli nazywając jakąś biedną krewetkę emocjonalną... Czy to było ważne? Miał wrażenie, jakby skupiał się nie na tym, na czym powinien. Potrząsnął głową, rozglądnął się za swoimi spodniami w poszukiwaniu telefonu, ale zaraz przypomniał sobie, że biedny leżał porzucony na podłodze w kieszeni płaszcza. Eh. -
Zaraz wracam, k? - mruknął, pochylając się do niej, żeby dać jej krótkiego całusa w ramię, zaraz potem wyskoczył z łóżka, kierując kroki w stronę drzwi wejściowych. Z odzyskanym telefonem zrobił też pit-stop w kuchni, nalewając szklankę wody i wypijając ją duszkiem, zaraz potem nalewając kolejną. Wrócił do niej grzecznie, bez słowa oferując szklankę wody, przysiadając na krawędzi łóżka obok niej, zajęty bardziej czymkolwiek robił na swoim ekranie...
-
Dobra. Więc... Nie przejmuj się, okay? There. - podał jej swój telefon z otwartą aplikacją banku; kontem z kilkoma okrągłymi tysiącami i nie, nie stać ich było na jakąś ogromną ekstrawagancję, ale jak najbardziej był w stanie pokryć koszty tej wycieczki. Swoich pieniędzy rzeczywiście nie miał na tamtą chwilę... Ale przelał sobie fundusze z rodzinnego biznesu. Odrobi. Musiał tylko zapamiętać, żeby napisać do Cath i poprosić, żeby nie panikowała, bo to nie na narkotyki. Brat roku?
v