Przynajmniej obydwoje byli popieprzeni, prawda? Na tamtą chwilę może nawet trochę bardziej niż zwykle; on przeładowany neurologicznie w absolutnej huśtawce emocjonalnej, a ona ekstremalnie podekscytowana i nakręcona zmianą statusu, zastanawiająca się nad swoim nowym nazwiskiem. Jak dla niego? Mogli sobie nawet wymyślić swoje własne, nawet jeśli całkiem zżyty był z nazwiskiem, które nosił przez całe życie. -
Hm.. Vita Bennett. Vita Holloway-Bennett. - rzucił pomrukiem na głos, przyglądając się jej dramatycznej pozie przez moment z wyraźnym rozbawieniem. Chciał usłyszeć oba, żeby dać jej szczerą opinię. -
Ha, jak chcesz, to obydwoje możemy mieć podwójne, czemu nie? - parsknął krótko, ale w sumie mówił całkiem szczerze. Lubił, jak brzmiało jej imię z jego nazwiskiem, lubił jak brzmiało z nazwiskiem ich obojga i z jej własnym... Chciał tylko, żeby była jego. Chciał być zaobrączkowany, zajęty na amen i tyle.
Nie mógł się doczekać zasypiania i budzenia się przy niej dzień w dzień. Leniwych
"dzień dobry" przy próbach zrzucenia z powiek snu, próbach ogarnięcia czegoś na śniadanie. Wspólnego wind-down przed pójściem spać, nie ważne czy spalając pozostałą energię seksem, czy oglądając coś głupiego razem. Uśmiechnął się szczerze i zamiast odpowiadać, tylko zamruczał w potakującej manierze, opierając dłonie luźno w jej talii. Pokiwał też głową, gdy mówiła o rozwiązywaniu problemów jak dorośli ludzie; brzmiało racjonalnie, ale.. -
Obiecuję, poczekaj.. - odsunął się, kładąc na łóżku płasko, żeby móc wyciągnąć ze spodni telefon, zanim znów się podniósł, otwierając appkę z notatnikiem, zapisując co powiedziała. No, dobra, parafrazę.
"Rozmawiać o wszystkim, nie pozwalać kłótniom/sprzeczkom ropieć." wylądowało na liście.. No co? Nie ufał swojej pamięci, a nie chciał być tym mężem, który zapominał ważnych rzeczy, zanim jeszcze nawet był tym mężem legalnie.. -
I.. Ja się staram, ale nie mogę obiecać, że nigdy więcej się nie potknę. Jeśli znów przepadnę.. Nie wiem, w jakikolwiek sposób, wrócę do "zero dni trzeźwy", trzymaj mnie w odpowiedzialności, ale nie zostawiaj, okay? - zmarszczył lekko brwi, podnosząc na nią poważne spojrzenie. Nie mógł się bać, że zostanie sam. Tak, musiał sam nad sobą pracować, ale nie mógł tego robić obawiając się każdego kroku. Potrzebował jej wsparcia, nawet jeśli miało mu czasami nie wyjść. -
I jeszcze.. Chcę, żeby moje siostry zawsze miały miejsce u nas, okay? Nie ważne gdzie będziemy mieszkać, chcę, żeby dom był zawsze przepełniony naszą rodziną. - rodzina była jedną z najważniejszych dla niego rzeczy i nawet jeśli mieliby żyć w małym mieszkaniu, nie wyobrażał sobie nie widzieć sióstr dłużej niż tydzień czy dwa. A w przyszłości.. Ich rodziny, szwagrów, siostrzeńce i siostrzenice, ich zwierzaki; cały chaos, zgiełk, absolutny rozgardiasz. Chciał tego wszystkiego.
-
Hmm... W ramach "agree to disagree"? - zagadnął, znów całkiem rozbawiony konceptem seksu na zgodę. Widział to. Mógł ją kochać na naprawdę wiele sposobów i jeszcze zanim ich drogi się rozeszły na krótką chwilę, gdy trafił na odwyk, udowodnili sobie, że potrafią być ze sobą na słodko, na ostro, na pomiędzy; na wszystkie smaki i kolory tęczy. Dosłownie. Lekki uśmiech błądził na jego wargach, gdy odpowiadał na jej pocałunek, dłonie znów znalazły drogę do jej ud. Złapał głębszy oddech, odchylił głowę z zadowolonym pomrukiem; nawet otumaniony nowymi lekami, pieszczota na szyi działała tak samo intensywnie jak zawsze. Znała jego guziki. Wiedziała doskonale jak przełączyć go w odpowiedni tryb. Drogi boże, jak on ją uwielbiał. Zanim zdążył jej odpowiedzieć, znów go pocałowała, przesunął swoje dłonie wyżej, gdy poruszyła biodrami, by złapać ją za pośladki, przycisnąć do siebie mocniej, koniuszkiem języka przesuwając po dolnej wardze V. -
...moja przyszła żona może dostać co tylko sobie zażyczy... - no, dobra, może trochę przesadzał, bo czuł się raczej słabo, ale na pewno mógł się postarać? Chciał się dla niej starać. Zerknął na nią, odsuwając się na moment, by zedrzeć z siebie koszulkę przez łeb i ciepnąć materiał gdzieś niedbale na bok. -
Tylko bądź ze mną delikatna dzisiaj, okay? W głowie mi się kręci trochę.. - trochę bardziej niż trochę, a mięśnie nie chciały do końca działać. Co z tego, skoro nie chciał jej odmawiać? Jego ciało z resztą reagowało na nią tak samo mocno jak zwykle; po prostu nie mógł być tak aktywny, jak chciałby być.
v