Strona 2 z 3

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: sob mar 28, 2026 4:25 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, głupota i wściekła małpa
- No to na pewno ze sobą nie spaliśmy - wywrócił oczami. Może on też by w sumie pamiętał cokolwiek, jakby było im po prostu dobrze. A nie pamiętał nic, chociaż... im dłużej o tym myślał, to miał jakieś przebłyski. Ale wcale nie wiedział, czy z nią w roli głównej.
- Jaka przyszłość? - zapytał, bo teraz to z czego ją czytała? Na pewno nie z jego genitaliów, bo miał na sobie bokserki, chociaż jak czasem widział to jej spojrzenie, które padało na jego kształtny tyłek, to może mu z pośladków coś wyczytała?
A ona zaraz wyczytał z jej miny, że ona się naprawdę nie zabezpiecza, aż pokręcił głową. Madox Noriega, dla którego używanie prezerwatyw było trochę jak kara.
- Jakie zioła? - zapytał, bo mu się wydawało, że jakieś halucynogenne, że laska miała jakieś halucynacje. Chociaż jak zaraz się wypowiedziała na jego temat, to Madox od razu sobie pomyślał, że może jednak ze sobą spali? Skoro tak go podsumowała, jakby wiedziała. Bardzo mieszane miał co do tego odczucia - jaką aurę? - zapytał, chociaż czy naprawdę chciał wiedzieć? Madox musiał mieć mocna aurę, bo od niego po prostu bił ten jego ognisty temperament, i to nawet nie chodzi o te tatuaże, idealnie zarysowane mięśnie, czy ciemne oczy, a nawet nie o jego niewyparzoną gębę. On po prostu gdzie się pojawiał, to ciągnął za sobą jakiś taki pierwiastek szaleństwa. Zdecydowanie zgubna aura.
Pokręcił głową, bo on też nie potrafił, on nawet nie potrafił odpowiednio podnieść dziecka, nie zrobiłby tego, bo bałby się, że mu wypadnie i upadnie na główkę, a co wczoraj się nie bał?
- Magia Las Vegas jest zdecydowanie popierdolona - aż pokręcił znowu głową. Był już w Las Vegas, nie raz, ale takich cyrków to JESZCZE tu nie odwalił.
Na to stwierdzenie, że może blondynka jest prostytutką zmarszczył brwi, może była... Ale dlaczego oni w ogóle byli u niej w pokoju i dlaczego był tu taki rozpierdol? Wciąż pozostawało wiele pytań bez odpowiedzi.
Chociaż na to jej dlaczego ma nie zdrabniać jego imienia, Madox postanowił jej odpowiedzieć.
- Bo tak mówiła do mnie matka, tylko ona - mruknął pod nosem. Chociaż przecież jej nie zmusi, żeby tak do niego nie mówiła, a zresztą i tak się już nigdy nie zobaczą. Jednak zaraz okazało się, że brunetka miała na ten temat inne zdanie - jak to połączy nas na całe życie? Chrztem? - skrzywił się jakoś myśląc o tym - i co twoi rodzice chrzestni są połączeni? - Madoxa… Kurwa. Byli. Bo akurat jego matką chrzestną była ciotka Catherina i jej mąż. Ale to przecież przypadek, takie rzeczy zdarzają się raz na milion, czy coś.
Wziął od niej koszulę, którą mu podała, właściwie dobrze wyglądał w czerni, ale ta satyna... Przesunął po niej palcami, była miękka, powinna się na nim dobrze ułożyć. Zaraz zdjął ją z wieszaka i zarzucił na kark, nie rozeszła się na ramionach, więc chyba będzie okej. Nawet miał ją już zapiąć, ale wtedy Luna zdjęła z siebie sukienkę, a jego ciemne tęczówki odruchowo prześlizgnęły się po jej sylwetce, powoli. Sprawdzał czy ma te tatuaże, czy po prostu starał się coś sobie przypomnieć? Przechylił na bok nawet głowę, żeby spojrzeć na nią pod innym kątem, chociaż kiedy powiedziała o tym tarocie to spojrzenie podniósł na jej piersi, a potem na oczy.
- A co to da? - zapytał trochę niechętnie, ale finalnie to wzruszył ramionami. Może to mu odświeży pamięć - odwróć się - rzucił, żeby się pokazała od tyłu i tym razem jego ciemne oczy przesunęły się leniwie po jej pośladkach - czekaj! - podszedł do niej bliżej i schylił się, a palcami przesunął po jej tyłku, na koniec jeszcze ją uszczypnął, ale wywrócił oczami - czekolada... To znaczy mam nadzieję, że to czekolada ci się przykleiła - bo z daleka nawet wyglądało jak tatuaż, ale jak przesunął po jej skórze palcami to odpadła. Właściwie by się nie zdziwił, jakby się tą czekoladą smarowali. Już się miał odsunąć, ale wtedy ona powiedziała o tym zakładzie, a Madox lubił takie gry. I nigdy nie umiał odmówić.
- Dobra, ale jaki zakład? - zapytał bo tak nie do końca zrozumiał - jak ja wygram, to przyznasz, że rucham najlepiej w całym Las Vegas - rzucił i zawiesił ciemne tęczówki gdzieś na jej dekolcie. Może się o tym przekonała, a może nie?
A może się jeszcze przekona, biorąc pod uwagę fakt, że Madox już pochylił głowę nad jej szyją, a palcami przesunął po nagiej skórze na biodrze, zaczepnie. Ale wtedy znowu spod łóżka wyskoczyła ta małpa.
-Oaooaoa! - zawyła i skoczyła gdzieś między nich. Madox tym razem jednak był szybszy i ją złapał. Tylko... co on miał teraz z nią zrobić?
Spojrzał na brunetkę, a ona na niego, i wsadził tą małpę do szafy, a Luna ją zaraz zatrzasnęła. No proszę jak się ładnie zrozumieli bez słów. I jeden problem z głowy mniej, jakaś wściekła małpa.

¿Tuvimos sexo o no? 🤔💭

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: sob mar 28, 2026 6:17 pm
autor: Luna Rivera-Rosenhall
🧙🏻‍♀️🔮🪄

To na pewno ze sobą nie spaliśmy, ktoś tu miał całkiem spore ego. Skoro go nie pamiętała, mogła nie mieć, czego zapamiętywać. Większość swoich kochanków doskonale pamiętała. Jednych za długość przyrodzenia, innych za seks oralny, innych za ogólną ocenę, a jeszcze innych za fetysze, którymi próbowali ją obdarować, na niektóre nawet raczyła się zgodzić.
Przyszłość marnego ruchania, nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie do Ciebie nowotwór jąder — odpowiedziała z niewinnym uśmiechem na twarzy. Jednego takiego kochanka miała. Całkowicie stracił pewność siebie po resekcji jednego jądra. Zresztą jak to wyglądało? Zabawnie, a przynajmniej ją to śmieszyło. Pod wieloma względami Luna była pojebana, ale jakoś nigdy jej to nie przeszkadzało.
Bylica, ruta, szałwia — odpowiedziała bez żadnego zastanowienia. Bylica na oczyszczenie, a jak wiadomo rozwijający się płód w brzuchu kobiety, działa na nią jak prawdziwy pasożyt. Ruta była strażniczką kobiecych tajemnic, za to szałwia dodawała równowagi i harmonii. Z takim trio nie miała szans na jakąkolwiek ciążę, naprawdę w to wierzyła. — auta to otaczająca Cię energia, odzwierciedlająca emocje, stan ducha i zdrowie. Od twojej aż bucha energią skorpiona. W łóżku idealna, a poza nim zwiastująca kłopoty — czy po tym nie powinien uwierzyć w jej słowa? Rivera na co dzień unikała skorpionów. Chodzące z nich skurwysyny. Dlatego rozumiała własny dystans do mężczyzny. Aura Cię nie okłamie, prawdę Ci powie. Miał słabą aurę, bo prawdopodobnie nie mogłaby go oszukać.
Kiwnęła głową. Magia Las Vegas zdecydowanie była po-je-ba-na. Nie wiedziała, czy chodziło o ogólną rozpustę panującą w mieście. Alkohol, narkotyki, dziwki, hazard. Wszystko, z czego słynęło to miasto, sprawiało, że było ono stolicą grzechu. Dlatego Luna tak dobrze się w nim odnajdywała. Wystarczył jeden krótki uśmiech, jedno uniesienie kącika ust, a mogła trafić z każdym facetem do łóżka, o ile tylko chciałaby go oczarować. Kiwnęła też głową na zdrabnianie jego imienia. Co mogła na to poradzić? Z tak pojebaną i słabą aurą był wręcz nieprzewidywalny, zresztą jak każdy skorpion, którego spotkała. Wolała go dodatkowo nie wkurwiać.
No zostaniemy rodzicami chrzestnymi na zawsze — stwierdziła, kiwając delikatnie przy tym głową. Przecież nie będą małżeństwem, nie będą widzieli się codziennie. Zresztą po dzisiejszym poranku nie chciałaby.
Nigdy nie przeszkadzała jej nagość. Dobra, może kilka minut temu owszem, ale ta sytuacja była inna. Kontrolowała ją, sama ją sprowokowała, a uwielbiała widzieć męskie spojrzenie lustrujące jej ciała. Miał poszukiwać tatuaży, a ona delikatnie przegryzła dolną wargę swoich malinowych ust. Jakby czekała na coś więcej.
Sprawdzimy, co się stanie — sama wzruszyła ramionami, wpatrując się w niego z zaciekawieniem. Na jego sygnał obróciła się. Delikatnie zadrżała, czując palce na pośladkach. Instynktownie wypięła je do tyłu. Nawet nie pisnęła na uszczypnięcie, a jej myśli powędrowały na całkiem niebezpieczny tor. Jedno co jeszcze pamiętała o skorpionach to fakt, że byli zajebistymi kochankami — żeby to powiedzieć, wpierw musiałabym się z Tobą przespać — zauważyła niemalże od razu, unosząc zawadiacko jeden z kącików ust ku górze. Pewnie chwila trwałaby dłużej, już sięgała do jego twarzy, a wtedy... małpa ich zaatakowała. Madox ją zrzucił do szafy, ona ją zamknęła i zastawiła krzesłem. Tyle z tych małpich figli.
Czyli jednak jesteśmy w stanie się dogadać — zaśmiała się pod nosem, wracając spojrzeniem do Madoxa. W ogóle nie obchodziły jej te kwiczące odgłosy z szafy, a nawet jej późniejszy stan. Za to Noriega wydawał się jej dziwnie atrakcyjny — to jesteś gotowy zostać moim mężem chrzestnym? — spytała wprost, wpatrując się nie w jego oczy, a w usta. Wydały się jej dziwnie atrakcyjne, kiedy połączyła ich nić porozumienia. Tylko wtedy weszła blondynka do pokoju, a na łóżku położyła kosmetyki wraz z ręcznikami. Zmierzyła ich krótko wzrokiem, mrucząc coś pod nosem po francusku — macie zestaw pod prysznic, przyda się wam po nocy, bo moi drodzy śmierdzicie! — szybko zamknęła drzwi, a oni znowu zostali sami.

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: pn mar 30, 2026 7:04 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, golasy i klimat las vegas
- Weź mnie kurwa nie przeklinaj... bruja, żartowałem... - rzucił wywracając oczami, jak mu zaczęła o tym nowotworze jąder gadać, bo może jak taką była czarownicą to go przeklnie i co wtedy?
Lepiej dmuchać na zimne.
A czy oni się dmuchali, no to nie wiadomo, ale lepiej by było, gdyby nie, skoro ona zabezpieczała się jakąś bylicą, rutą i szałwią, właściwie brzmiały jak jakieś choroby, co jedna to gorsza. Aż mu się trochę słabo zrobiło, chociaż kiedy zaczęła mu mówić o tej aurze skorpiona, to Madox mrugnął do niej jednym okiem.
- To właśnie ja - coś w tym było, bo Noriega to były chodzące kłopoty. Zresztą... widać na załączonym obrazku, po całym tym pobojowisku. Chociaż czy oni je zrobili? A może to ta małpa?
Na te jej słowa, że zostaną rodzicami chrzestnymi na zawsze Madox się skrzywił, no bo co to znaczy? Jako ojciec chrzestny dzieciaka Maddie to chodził do niego czasem z prezentami. No i teraz będzie musiał z nimi jeździć czasem do Vegas?
Z jednej strony... całkiem spoko.
- No i co to znaczy? Ja mieszka w Toronto, w Vegas bywam od święta, to nie wiem czy będę dobrym ojcem chrzestnym - stwierdził, taka była prawda, ale z drugiej strony, to przecież jego rodzice chrzestni siedzieli w Kolumbii, też widział się z nimi raz na ruski rok. A ostatnio nie widział się z dziesięć lat. A do tego wciąż chyba byli na niego obrażeni. Ten dzieciak też mógłby raz na dziesięć lat wpaść do Toronto, a jakby skończył osiemnastkę, to Madox by go nawet zaprosił do Emptiness. O ile to chłopak.
Jednak nie było nawet czasu się nad tym bardziej zastanowić, bo zaraz jego ciemne tęczówki sunęły po nagim ciele brunetki, kiedy tak ochoczo zrzuciła z siebie sukienkę. Najpierw się zasłaniała, a teraz rozbierała, szybko jej się pozmieniało. Musiał przyznać, że była ładna, w jego typie, szkoda tylko, że kiedy się odzywała i gadała o Tarocie to jej trochę ujmowało, ale... nie musieli przecież cały czas gadać. W ogóle nie musieli. Bo akurat jak jego ręka sunęła po jej pośladku, to nie odzywała się wcale. Chociaż zaraz już oznajmiali sobie nawzajem, co by chcieli w ramach wygranej, no i Madox chciał, żeby powiedziała to, że zajebiście rucha, tylko rzeczywiście chyba najpierw powinni się ze sobą przespać.
- Czyli jak wygram, to może się prześpisz - zawiesił spojrzenie na jej ciemnych oczach, ale zanim zdążył coś jeszcze powiedzieć, to już skakała na nich ta małpa, a później wylądowała w szafie. I dobrze, bo było nieobliczalna. Nawet gorzej niż sam Madox, on przynajmniej się już nie wydzierał i nie rzucał czekoladą.
Może mogli by się dogadać?
- Zobaczymy - rzucił tylko w odpowiedzi, bo to, że jak stanęła przed nim nago to przestali się kłócić, to nie znaczy, że jak się ubiorą to wciąż nie będą, nie? - ale może... - zaczął, a zaraz przysunął się do niej tak, że jej plecy zderzyły się z drzwiami szafy, za którymi wciąż wydzierała się małpa, a Madox stanął blisko niej, niebezpiecznie blisko, ciemne tęczówki zawiesił nie na jej oczach, ani nawet nie na ustach, tylko na piersi, na której prawie... prawie... mogła czuć jego tors, jakby tylko nabrał w płuca większy oddech.
Ale nie nabrał, bo weszła blondynka, a Madox się odsunął, a zaraz już ruszył do łóżka. I miał zagadać tą blondynę, tylko ona znowu zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Wziął jakiś ręcznik, który zarzucił sobie na ramię i jakiś żel pod prysznic, w sumie więcej mu nie było potrzebne.
- Dobra ja idę pod prysznic, a ty nie wiem... Też idziesz? Albo układasz tego Tarota? - zerknął jeszcze w jej kierunku, z zaczepnym uśmiechem, bo przecież widział jak jej ciało zareagowało na jego nagłą bliskość. Prawidłowo.
Nawet się nie obejrzał, tylko zniknął za drzwiami łazienki i dopiero się przejrzał. Wyglądał jakby imprezował całą noc, więc najpierw przemył twarz, przesunął palcami po ciemnych włosach. Dobra, rodzice chrzestni, ale gdzie jest Diego? Może ta blondynka wiedziała? No i przede wszystkim... kiedy oni mieli mieć ten samolot? Dzisiaj, ale chyba wieczorem. Zdążą zaliczyć ten chrzest?
Przy dobrych wiatrach, to może... siebie też zdążyliby zaliczyć?
Nie no, skup się Madox. Prysznic może pomoże, więc zaraz zrzucił z siebie bokserki i stał już pod chłodnym strumieniem wody, najpierw głowa, żeby spłukać z siebie te wszystkie myśli, jakoś się otrzeźwić.

bruja ✧₊⁺🕯⋆.˚୨ৎ

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: wt mar 31, 2026 8:02 am
autor: Luna Rivera-Rosenhall
(づ๑·ᴗ·๑)づ🥔

Hocus pocus, patata loca — i zaczęła wykonywać niemalże od razu przedziwne ruchy dłońmi. Dlaczego ziemniak? Sama nie wiedziała, ale na pewno Madox był loco, skoro właśnie byli w jednym pomieszczeniu z małpą i skorpionem. Czy umiała przeklinać ludzi? Momentami tak. Gdzieś w wielkiej skrzyni w domu miała pakiet laleczek voodoo, wystarczył jeden włos, a mogłaby go naprawdę połamać. Chociaż Rivera nie do końca wierzyła w ten rodzaj magii. Kilka razy udało się jej komuś w ten sposób złamać rękę. Tak naprawdę to typek wracał pijany i zwyczajnie się poskładał, ale ona była w stanie uwierzyć w magię laleczek. Kolejny rodzaj magii, w który uwierzyła. Tylko karma zawsze wraca.
A skąd mam wiedzieć? — spytała całkiem wprost, rozkładając sobie dłonie — w kościele nie byłam od pierwszej komunii. Nawet nie pamiętam, kim są moi rodzice chrzestni... — i tak jak o tym zaczęła poważniej myśleć, to chyba uciekali z nimi z Meksyku — chyba zostali rozstrzelani — stwierdziła z dość poważną miną, potakując sobie głową. Dla niej cała ta podróż wydawała się jedną, wielką, białą plamą, której nie była w stanie sobie przypomnieć. Ba, chciała pogrzebać ją w odmętach swojej podświadomości.
Jakbym chciała — zaczęła poważnym tonem, wpatrując się w jego brązowe tęczówki — to już bym to zrobiła — dodała, unosząc ku górze oba kąciki ust w delikatnym, niewinnym wręcz jak na nią uśmiechu. Rivera nie miała problemu z ładowaniem się z ludźmi do łóżka, albo do auta, czy nawet publicznej toalety. Na całe szczęście zaatakowała ich małpa, a cała atmosfera przynajmniej na krótki moment zdążyła zelżeć delikatnie.
Wstrzymała oddech, uderzając w drzwi szafy. Cały czas wpatrywała się w oczy Madoxa i doskonale wiedziała, w co dokładnie patrzy. Nic dziwnego, skoro matka natura dobrze ją obdarzyła. Może dobrze, że do ich pokoju wtargnęła na nowo blondynka. Luna na nowo musiała przypomnieć sobie jej imię, lub jakiekolwiek wydarzenie z wczorajszego wieczoru.
Przyjdę — mruknęła cicho, odprowadzając Noriegę do drzwi, a sama... usiadła do tarota. Jednak przewidywanie przyszłości wydawało się bardziej interesowne niż prysznic z nieznajomym facetem, może nawet bardziej gorące? Wzięła do rąk pierwszą z kart. Diabeł widocznie chrzest nie miał być aż tak święty - pokusy, uzależnienia, brak kontroli. Brzmiało jak każdy dzień w Las Vegas. Druga karta - dziesiątka kielichów, a więc w tym codziennym chaosie odnajdą szczęście i ten idealny moment. Trzecia - głupiec. Cudownie, zapowiadał się przepiękny dzień. Zaraz stanęła przed drzwiami łazienki, opierając się o framugę. Nie, dla Rivery nie istniało takie pojęcie jak prywatność.
Pokazał mi się el diablo. Albo ziemniak — może Madox się w niego zmieniał? Czy powinna jednak odnaleźć laleczkę voodoo? — przestaniesz myć już dupę? Faceci się tyle nie szykują, a ja już chcę się uszykować — wymruczała finalnie, bo jak się zobaczyła przed lustrem, to aż sama się skrzywiła. Zdecydowanie wymagała ogarnięcia — szyyyyyyybciej! — czy to właśnie był chaos? I to miało być jej szczęście? — bo Ci kutas zwiędnie pod wodą — aż zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna zacząć odprawiania jakiś srogich czarów, byle typek wyszedł spod prysznica. Znając życie, blondi zaraz do nich zapuka.

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: pn kwie 06, 2026 9:11 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Był taki moment, kiedy miał ochotę postukać się po czole, kiedy nazwała go tym szalonym ziemniakiem i zaczęła te swoje czary mary, ale tylko strzelił oczami w sufit. Raczej ze sobą nie spali, chociaż Madox po prochach i po pijaku to się robił nagle jakiś uduchowiony.
Nie myślał nad tym jednak długo, bo zaraz jej pytał jak to jest z tymi rodzicami chrzestnymi, ale ona wtedy zaczęła nadawać, że nie była w kościele od pierwszej komunii, to już Madox w zasadzie był później, że po komunii. Na bierzmowaniu i na swoim prawie ślubie.
Co do tego, że jakby chciała się z nim przespać, to by to już zrobiła, to miał... wątpliwości. Bo Madox może nie był jakiś odporny na kobiece wdzięki, właściwie łatwo było go zaciągnąć do łóżka, ale kiedy był z kumplami, to jednak na tym się skupiał. Na tym, żeby Diego miał swój super kawalerski. Szkoda tylko, że nie wiedział gdzie jest Diego.
Ale obiecał sobie, że następnym razem już musi o to zapytać blondynkę.
Tylko, że znowu nie zdążył, bo ona nawijała tylko o tym, żeby się szykowali, bo zaraz jadą, że nie ma czasu, więc Madox zerknął na swój złoty zegarek na nadgarstku.
- Dobra, mi to zajmie chwilę, pięć minut i jestem gotowy - stwierdził już idąc do łazienki. Właściwie to Madox wziął szybki prysznic pewnie zanim ona rozłożyła tego tarota i zrobiła nad nim swoje czary-mary, więc kiedy stanęła w drzwiach łazienki opierając się o framugę, to on już ściągał z wieszaka ręcznik, żeby okręcić go sobie na biodrach i tylko znowu jej może mignął gołym tyłkiem. Odwrócił się, żeby spojrzeć na nią przez ramię, woda wciąż spływała po jego tatuażach i mokrych włosach.
- No i co to znaczy kurwa? Ziemniak albo diabeł? A najważniejsze pytanie... jak możesz nie odróżniać ziemniaka od diabła, z zamkniętymi oczami to stawiasz, czy to już jakieś wróżenie na dotyk? No i jak ty niby wróżysz z genitaliów, jak ziemniaka i diabła nie odróżniasz? - wyszedł spod prysznica i przystanął przed nią - już możesz wchodzić... i co pomóc ci umyć dupę? - zerknął znowu w dół na jej nagą pierś, ale jak zaczęła go tak pospieszać, to wywrócił oczami i wyminął ją, chociaż jeszcze w drzwiach obejrzał się - żebyś ty nie zwiędła pod wodą - zawiesił na moment spojrzenie na jej pośladkach, ale zaraz sobie poszedł. To nie był dobry moment na myślenie o dupach, a zresztą... Może i Luna była ładna, ale jednak to co ona opowiadała to przechodziło jakieś ludzkie pojęcie. Ten tarot, te jej ziółka.
Noriega był na to zdecydowanie za trzeźwy.
A już dzisiaj nie zamierzał się upić do tego stopnia, żeby jednak zmienić ten stan rzeczy. Znalazł swoje spodnie, założył koszulę, którą wybrała mu brunetka i nawet buty, jeden z nich leżał na ramie od obrazu, ciekawe jak się tam znalazł. Jeszcze się rozejrzał za telefonem, ale nigdzie go nie było.
Zanim Luna wrócił to do pokoju znowu weszła blondynka i tym razem Madox ją zatrzymał, nawet sobie z nią usiadł na łóżku. Najpierw zapytał ją o Diego, który miał też być na chrzcinach, całe szczęście, a potem o to co wczoraj się wydarzyło. I kiedy Luna wyszła z łazienki, to on akurat oglądał zdjęcia, które pokazywała mu blondynka na swoim telefonie.
- Kurwa... - mruknął, ale pierwsza fotka w zasadzie była dość niewinna, bo akurat sobie stali we trójkę z Diego, on i Luna, pozowali do zdjęcia w pierzastych boa i śmiesznych okularach. Madox nawet tego nie pamiętał, więc ciekawe co było potem. Przesunął w bok, na następnej focie Luna lizała się ostro z Diego. A na kolejnej Madox wyglądał jakby rzygał do fontanny. Robiło się coraz ciekawiej.

bruja ˚˖𓍢ִ໋ 🦇 ✧˚.🔮

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: pn kwie 06, 2026 11:31 pm
autor: Luna Rivera-Rosenhall
🥔°•. 𝓅ℴ𝓉𝒶𝓉ℴ .•°🥔

Diabeł? — aż z jej ust wydobyło się prychnięcie. Przecież to była najbardziej oczywista rzecz. Każdy normalny człowiek wiedział, co znaczyły karty tarota. Widocznie, Noriega był ograniczony umysłowo, spętany więzami nudnej rzeczywistości, by mógł zrozumieć prawdziwą istotę magii. Zdecydowanie miał słabą aurę — silne pożądanie, pokusy, namiętność, uzależnienie — ale mu powiedziała. Może coś zapamięta z tej lekcji. Luna rzadko komu zdradzała, bez opłaty, co czeka go w przyszłości — a ty wyglądasz jak ziemniak, totalny ziemniak — stwierdziła wprost. Umysłowy ziemniak, wyglądowy ziemniak. Ona mogła pozostać czarującą wiedźmą, przepowiadającą losy przyszłości, a on pozostanie po prostu ziemniakiem — jeeeny, ale skwierczysz, jak jakaś baba — mruknęła, chwytając się za skronie i masując je powoli. Potrzebowała odrobiny odrobiny ciszy. Relaksu, harmonii, czegokolwiek, czym mogłaby zagłuszyć jego jazgot — aj karamba, aż mnie głowa rozbolała jeszcze bardziej — westchnęła, bo po co on się tak denerwował? Była zaledwie iskrą w prawdziwym ogniu życia (jezu brzmi jak chat, ale chatem nie jest). Kiedyś spotka prawdziwe przeznaczenie. Ona jedynie musiała wskazać mu odpowiednią drogę i przez moment zapomnieć o kacu, by przez jeszcze ułamek sekundy bawić się w najlepsze — jak nie podejdziesz do tego poważnie, to daj mi spokój i nie pytaj — mruknęła, słysząc oszczerstwa z jego ust. Rivera potężnie podchodziła do własnej profesji, do wypowiadanych słów, a niewiara była gorsza od faszyzmu — nie powiem Ci nic więcej, ty... heretyku — tak, to było najbardziej odpowiednie słowo na Madoxa, które mogła wypowiedzieć. Nie rozumiał istoty magii, tej pradawnej energii, która wypełniała ją od środka. Zresztą co się dziwiła? Gdyby tak było, wpatrywałby się w nią maślanymi oczyma. Stała tak jak pan bóg ją stworzył, a on jedynie marudził.
Nie, bo jesteś mugolem — wycedziła przez usta i sama zaczęła bardzo szybko się ogarniać. Zmycie makijażu, prysznic, mycie włosów oraz ich suszenie. Chwile zajęło jej całe ogarnianie się. W czasie gdy ona przygotowywała się do wyjścia, Madox przyglądał się zdjęciom. Kolejne fotki wcale nie były lepsze. Madox w różowej sukience ubrany na panieńskim jakiejś Ester. Luna z dildem, które wkładała do ust zagrzewana przez inne kobiety. Dmuchaniec przypominający wielkie cycki. Odejście wód. Wrzaski, które dało się usłyszeć przez ekran telefonu. Madox wraz z Luną wskazujący na łożysko.
Gotowa — oświadczyła Luna cała gotowa, stojąc w bieli — możemy jechać na chrzest — aż uśmiechnęła się szerzej, spoglądając to na Madoxa, to na blondynkę. Odzyskała dawną werwę, chociaż ziemniak... wyglądał jeszcze gorzej niż wcześniej.
Jeszcze jedno moi drodzy... — zaczęła blondynka, wyjmując z kieszeni swoich spodni medaliki. Z daleka wyglądały zajebiście, mieniły się złotem, a Luna to była prawdziwa sroka — oto naszyjniki z sutków specjalnie dla Was i możemy jechać — tak, założyła im je na szyję. Kiedy Riviera chwyciła za medalik, to był na nim sutek, po prostu, kurwa, sutek. Nie wierzyła w to, co miała na szyi, ale nie mieli na to czasu. Zarzuciła na ramię torebkę i zaraz czerwonym mini autkiem, w którym Madoxowi nie mieściły się nogi na tylnych siedzeniach, jechali na chrzest.

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: wt kwie 07, 2026 9:30 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa, głupoty
- Ty ziemniaka kurwa widziałaś? - spojrzał na nią spode łba, bo akurat Madoxowi dużo można było zarzucić, ale wyglądał dobrze, nie po to codziennie latał na siłkę, żeby wyglądać jak kartofel, akurat klatę i brzuch to miał jakby mu Michał Anioł dłutem haratał. I kiedy przechodził koło Luny, to mogła sobie popatrzeć. Tylko popatrzeć, bo im dłużej jej słuchał, to tym bardziej dochodził do wniosku, że na pewno by się z nią nie przespał - to weź prysznic może ci przejdzie, ale jak nie to wyczaruj sobie jakąś tabletkę, albo zamanifestuj brak bólu głowy - wywrócił ciemnymi oczami, które tylko na moment zawiesił na jej twarzy. A kiedy mówiła dalej, że nic mu nie powie jeśli nie podejdzie do tego poważnie, to aż otworzył usta, przesunął ręką po karku odchylając do tyłu głowę - skąd ty się urwałaś? Z cyrku jakiegoś? Wróżycie tam z fusów i nie jedziecie dalej na północ, żeby nie spierdolić się z płaskiej ziemi? - aż pokręcił głową. A kiedy zarzuciła mu, że jest mugolem, to... parsknął śmiechem - a twoja wiedza na temat magii opiera się na Harrym Potterze? Jak księżyc jest w pełni to ujeżdżasz jednorożce, a w nowiu centaury? - teraz to już się postukał po czole. Dorosła kobieta, żeby mu takie rzeczy opowiadała. Jakaś wariatka. I to jeszcze jaka uparta. To on nawet po kwasie nie miał takich faz.
Jak wcześniej ta jej zadziorność go nawet trochę kręciła, tak teraz tym gadaniem od czapy odejmowała sobie w jego oczach, strasznie.
Strasznie też zapowiadały się te fotki, które Madox oglądał na tym wielkim łóżku z blondynką. To, że miał na sobie jakąś różową sukienkę skwitował tylko krótkim śmiechem, zdarzało mu się, po prostu Madox za bardzo lubił różne psychoaktywne substancje i czasem... odpierdalał. No nic. Najlepszym może się przytrafić, nie?
Luna z dildem też wyglądała mu w porządku, pasowało jej, nawet chyba lepiej niż kryształowa kula. Jednak to co zobaczył później sprawiło, że zrobiło mu się jakoś słabo, aż go zemdliło i przez moment myślał, że porzyga się na dywan. Aż musiał się zwinąć opierając łokcie na kolanach.
- Ja pierdole... - mruknął tylko, kiedy brunetka wyszła z łazienki i zaraz zadarł głowę, żeby na nią spojrzeć. W bieli wyglądała nawet ładnie, niewinnie. Wstał z miejsca, bo musiał to rozchodzić - nie oglądaj tych zdjęć - rzucił jeszcze do Luny, zanim ją wyminął, zanim przeszedł się po pokoju jak ten dziki kot uwięziony w klatce z absurdu i... łożyska? Aż musiał się podeprzeć ręką o parapet, bo miał wrażenie, że zaraz odpłynie. A Madox nie miał problemu z oglądaniem krwi, flaków, dziur w głowie na wylot, nic go tak nie ruszało, jak ten straszny filmik z porodu.
To już nawet te naszyjniki z sutków go tak nie ruszyły, nawet trącił go palcem - a czyje to sutki? - zapytał i zaraz dostał odpowiedź, że matki. No okej, Madox już widział na filmiku jej... rozwarcie, a teraz jeszcze odlew z sutków. Chyba naprawdę musieli się zaprzyjaźnić.
W tym małym samochodziku usiadł z tyłu, ale siedział tak ściśnięty, że nie mógł się ruszyć, więc w zasadzie był mało rozmowny, słuchał tylko jak Luna nawijała o jakimś przeznaczeniu do blondynki. W końcu dojechali do jakiś królewskich ogrodów, gdzie miał się odbyć ten chrzest, a Madox kiedy tylko wysiadł z auta to musiał się porozciągać, bo cały zdrętwiał. I kiedy on się tak przeciągał, to przyszła jakaś druga blondynka, która trzymała w ramionach jakieś białe zawiniątko. Noriega na początku myślał, że to jakieś szmaty, ale kazała mu to trzymać i się okazało, że... to dziecko.
Zanim on zdążył zareagować, to blondynka już sobie poszła gdzieś ze swoją siostrą, a Madox spanikował. On się wcale nie znał na dzieciach, nie wiedział nawet jak je trzymać, więc zaraz stał koło Luny ubranej na biało i wciskał jej to dziecko.
- Jezu trzymaj to - bobasek sobie słodko spał owinięty w ciasny becik, ale Madox trzymał go trochę jak jakiś... worek, więc no liczył na to, że brunetka jednak to od niego weźmie.

ଘ(∩^o^)⊃━☆゜

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: śr kwie 08, 2026 7:00 pm
autor: Luna Rivera-Rosenhall
🍼👶🏻🐣💖

Masz twarz jak ziemniak — skwitowała krótko, strzelając oczyma, bo nie miała zamiaru wchodzić z nim w większą dyskusję. Pierdolił jak poparzony. Czasami myślała, że to ona gadała głupoty — Wiesz, to nie ja jestem ograniczona — mruknęła, stawiając ostateczną kropkę. Harry Potter? Cóż, musiał wiedzieć, że i w nim czaiło się źródło prawdy. Niektóre rośliny w nim wymienione były prawdziwe. Bezoar, kamień z żołądka kozy, dalej używane są w medycynie chińskiej do leczenia padaczek, gorączki, czy stanów zapalnych. I wiecie co? Podobno działa.
Szybko się wykąpała, a gdy Madox nie kazał jej oglądać zdjęć... Oczywiście, że szybko się podpaliła, często działała krnąbrnie, dlatego podeszła do blondynki z wielkimi oczyma, chcąc obejrzeć fotki.
OOOO, ZAJEBIŚCIE — pisnęła cała zadowolona Luna, widząc łożysko — MASZ ZDJĘCIE Z ŁOŻYSKIEM — aż sama zaczęła przeglądać zdjęcia z prawdziwymi iskierkami w oczach, a wtedy zobaczyła to konkretne zdjęcie — o kurwa, dotykałeś go! — fascynacja wychodziła jej bokami. Odwróciła wzrok w stronę Madoxa — ZAZDROSZCZĘ! — dziecka w życiu, by nie dotknęła, ale łożyska... Kurwa, ono było zajebiste. Słyszała, że niektóre kobiety je jedzą, by odzyskać siły po porodzie — to pomost między światem zewnętrznym a duchowym — nowy początek i aż pogłaskała Madoxa po ramieniu. Może to łożysko dodawało mu silniejszej energii? Na pewno nie niewyparzony język — w o w — całą drogę piszczała i kwiczała. Opowiadała o zdrowotnych aspektach łożyska oraz o jego znaczeniu. Noriega to pewnie miał ochotę przez nią rzygnąć. Nic dziwnego, bo była zachwycona wszystkim, co działo sie dookoła niej. Finalnie wysiedli, a Riviera cała się wyprostowała. Wiatr we włosach był tym uczuciem, którego bardzo potrzebowała.
Nie — odparła, odchodząc na kilka kroków — trzymaj dziecko, tatusiu chrzestny — przecież Luna wiedziała, że... w trakcie mszy będzie musiał trzymać niemowlę i odpalić jakąś świecę — do twarzy Ci — aż puściła mu oczko. Sekundę później wpadła na cudowny pomysł — czekaj, zrobię zdjęcie na pamiątkę — od razu wyjęła telefon — cyk, cyk, pyk — kilka fleszy i cudowna pamiątka na zawsze. Nigdy nie wiadomo, kiedy takie zdjęcie się jej przyda.
Ej, chodźcie tu — usłyszeli głos blondynki, która zawołała ich z drzwi do kościoła. Kilka razy machnęła dłonią. Co im pozostało? Musieli wejść do środka, a w środku czekał na nich prawdziwy ksiądz. Na jego widok Luna się zdziwiła... jasne, miał być chrzest, ale tu mogła spodziewać się dosłownie każdego.
Rozumiem, że to jest ojciec i matka chrzestna? — spytał, unosząc brew i patrząc to na jednego, to na drugiego — są Państwo po spowiedzi? — no tak, przecież to był sakrament święty. Jakieś zasady były wymagane, nawet jeśli byli totalnie losowymi ludźmi.
Tak — nawet sekundy się nie zastanawiała. Nikt nigdy nie kazał się jej spowiadać, przecież formułki nie pamiętała. I co miała powiedzieć? Nie wierzę w Boga, za to w siłę nadprzyrodzoną, odprawiam różne naturalne rytuały. Nikt by normalny nie dopuściłby jej do zostania matką chrzestną — ale on nie. Musi się wyspowiadać — wskazała na Madoxa palcem, a sama uśmiechnęła się jak największy aniołek na całej kuli ziemskiej, nawet dłonie złożyła.

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: pt kwie 10, 2026 6:23 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Jeśli Luna naprawdę jadła tak urodziwe ziemniaki jak buźka Noriegi to można jej tylko pozazdrościć.
Madox nie skomentował jej słów, bo on akurat co do tego, kto jest tutaj ograniczony, miał trochę inne zdanie. A nie chciało mu się już z nią dochodzić, bo zaraz jeszcze rzuci na niego jakieś zaklęcie... Jak to leciało? Avada kedavra?
Albo naśle na niego hipogryfa, czy coś tam.
Kiedy Luna krnąbrnie wyskoczyła z tym, że chce oglądać fotki, to Madox tylko strzelił oczami. Ostrzegał ją.
Ale ona wydawała się z tego zadowolona, a kiedy zaczęła nawijać o tym łożysku, to Noriega zbladł. Taki blady chyba nigdy w życiu nie był, nagle odjęło mu wszystkie kolory, oparł się ręką o parapet i aż jakoś mocniej nabrał powietrze w płuca. A jak brunetka powiedziała, że on dotykał łożyska, to naprawdę go cofnęło, aż musiał usiąść z głową miedzy nogami, bo by go poskładało.
I w samochodzie jak ona o tym nawijała, to otworzył okno i wystawił przez nie głowę, bo go mdliło. Poród jakoś niesamowicie go na trzeźwo obrzydzał. A na kacu chyba było jeszcze gorzej. Może powinien jednak się schlać, żeby to przetrzymać?
Dotarli na miejsce, a Madox... wyglądał jakby wstał z grobu, blady, jakiś pokrzywiony na twarzy, po prostu zniesmaczony tym wszystkim co usłyszał. A starał się nie słuchać naprawdę, ale się nie dało. Na dokładkę zaraz dostał dziecko...
A ta wariatka wcale nie chciała go od niego wziąć.
- Jak to kurwa nie? - wypalił od razu, a dzieciątko zakwiliło, więc Madox zaraz jakoś średnio umiejętnie pobujał je na ramieniu - cii... ciiicho... - wyszeptał bujając dziecko - musisz je wziąć, bo... bo to kobiety trzymają dziecko - nie wiedział w zasadzie, ale tak uznał. Odezwał się już ciszej, ale kiedy ona wyciągnęła telefon i zaczęła mu robić zdjęcia, to syknął - przestań - skrzywił się, ale jakoś odruchowo poprawił to dziecko w ramionach i znowu je pobujał delikatnie. Było takie małe i takie kruche. Madox trochę się bał, że je zgniecie, albo mu wypadnie, dobrze, że było tak ciasno owinięte i w miarę spokojne, nie wierciło się.
Kiedy blondynka do nich pomachała, to od razu ruszył do kościoła, bo liczył, że odda to dzieciątko i będzie wolny. Ale zamiast je od niego wziąć, to go postawili przed... księdzem.
Znowu pobujał niemowlę w ramionach, a na pytanie o spowiedź miał powiedzieć, że nie był z dziesięć lat. Ale ubiegła go Luna. Zmrużył powieki patrząc na nią, bo wcale mu się nie wydawało, żeby była u spowiedzi.
- Ja... - zaczął, ale już blondynka przejęła od niego niemowlę, które porobiło mu jakieś plamy na ciemnej, satynowej koszuli. Zrzygało się czy coś? A zaraz ksiądz pokazywał mu konfesjonał. I co... Madox chciał, czy nie, to poszedł się wyspowiadać.
Tylko zaraz okazało się, że miał tyle grzechów, że ksiądz tylko wzdychał, kręcił głową, sapał, a na koniec się przeżegnał i chwycił w ręce krzyż. Noriega nawet się zastanowił czy to pora na jakieś egzorcyzmy.
- No nie wiem synu... dużo grzechów ciężkich. Wiele złamanych przykazań - zaczął nawijać ocierając pot z czoła.
- Ale ja pracuję... w policji, to moja robota, no i jeszcze klub prowadzę, wie ksiądz ile tam duchownych przychodzi? W Toronto by mnie rozgrzeszyli, a w Vegas nie rozgrzeszacie? A co z ludźmi, którzy przyjeżdżają tutaj zaszaleć? Nie pójdą do nieba? Ja to nawet nie chcę... i tym chrzestnym też nie chcę być... - jeszcze miał coś powiedzieć, ale ksiądz w końcu rzucił jakieś dobra, dobra i kazał mu zmówić dziesięć zdrowasiek, a przy tym powiedział, że i tak nie pójdzie do nieba, ale na dzisiaj na chrzest ma rozgrzeszone. No i fajnie.
Madox się przeżegnał, a jak już wstał od konfesjonału, to on złożył rączki jak prawdziwy aniołek, tylko aureoli mu brakowało i stanął koło Luny. Pokazał jej język.
- No i co grzesznico? Ja już jestem czyściutki... - ta, powiedzmy. Madox czyściutki to był chyba tylko... do piątego roku życia może, zanim nauczył się przeklinać i bić.
Ksiądz zaraz wylazł z konfesjonału i powiedział, że wraca za trzy minuty i mogą zaczynać. A blondynka znowu do nich podeszła i chciała Noriedze wciskać dziecko.
- Ksiądz powiedział, że ona ma je trzymać - skłamał, oczywiście, że skłamał, pół minuty temu odchodząc od konfesjonału - a właściwie... to jest chłopak czy dziewczyna? - musiał się zapytać i wpakował ręce do kieszeni, bo liczył na to żeby mu nie dali tego dziecka.

🔮 🐈‍⬛ 🌙

you wake up with the worst hangover of your life… and you’re not alone

: pt kwie 10, 2026 10:18 pm
autor: Luna Rivera-Rosenhall
Madox A. Noriega

No nie? — zagadnęła, przechylając delikatnie głowę — nie masz tego słowa w słowniku? — w sumie nie zdziwiłoby jej to. W żadnym razie, by jej to nie zdziwiło. Wręcz musiała strzelić oczyma. Madox nie wyglądał na gwałciciela, nie zachowywał się w ten sposób, ale rzadko kiedy jakaś kobieta musiała mu odmawiać — trzymać to mogę torebkę, a nie bachora — prychnęła, bo o ile mogła być matką chrzestną, tak dzieciaka bała się trzymać. Jeszcze by go opuściła, złamała czaszkę, doszłoby do jakiegoś uszkodzenia mózgu. Aż tak okropna nie była — daj spokój, idealny z Ciebie tatuś — zacmokała, widząc, że zaczyna odpowiednio trzymać niemowlę. Nawet zaczął je bujać, aż westchnęła cicho, by nagrać mu jeszcze filmik. Tylko wtedy przeszło przez jej głowę okropne wspomnienie, aż przeszły ją dreszcze po całym świecie — jezu, mówiłam na Ciebie daddy w nocy — aż cała się wzdrygnęła i potrząsnęła — FUUUU — i bynajmniej nie chodziło seks. Za to o wygranie jej przeuroczego breloczka pandy czerwonej. Aż podniosła torebkę i on faktycznie tam był. Typ włożył do automatu tyle monet, jakby pozbył się wszystkich z emptiness.
Zaraz jednak byli w kościele, Madox był brany do konfesjonału, a Luna obserwowała go z rozbawieniem na twarzy. Przez ułamek sekundy przeszło jej przez głowę, by powiedzieć o małpie zamkniętej w szafie, ale... to wcale nie było istotne.
Pamiętasz, że musisz się rozgrzeszyć? — spytała, unosząc jedną brew. Chciała zobaczyć pokutę Madoxa. Albo po prostu modlącego się. Umięśniony typ ze złożonymi dłońmi? Musiała się zaśmiać. Tyle że zaraz ona dostała dziecko na ręce, a jej mina przypominała kota srającego na pustyni w poszukiwaniu kuwety.
Dziewczynka. Cudowna, prawda? — zagadnęła blondynka, lekko zdziwiona pytaniem — nie zdradzałam jej imienia? To Maddoxie, na cześć Madoxa, który wyjął ją z matki — szczerze się uśmiechnęła, a Luna powstrzymywała się od parsknięcia śmiechem — po mszy mamy już imprezę w stylu Las Vegas, bez Maddoxie — stwierdziła kobieta — więc Madox, musisz ją mieć. To specjalne życzenie matki — i wzięła dziecko od Luny, wciskając je przyszłemu ojcu chrzestnemu. Zaraz znaleźli się w kościele. Piękny, doniosły, wręcz idealny.
— Dobrze Was widzieć — zaczęła pulchna kobieta z rudymi kręconymi włosami. Widocznie to była matka, Maddoxie — Luna dziękuję za obronę przed złymi duchami — chwyciła ją za ramię, ale zaraz skupiła się na Noriedze — Madox, gdyby nie ty, to bym pękła — i uśmiechnęła się najszczerszym uśmiechem na twarzy — a ty wyjąłeś Maddoxie ze mnie. Jesteś prawdziwym bohaterem mojej pochwy — Luna aż ugryzła wewnętrzną stronę policzka. Wyjął. Dziecko. Z. Pochwy. Nie mogła ukryć wyraźnego rozbawienia. Na całe szczęście rozpoczęła się msza święta. O dziwo, albo, o zgrozo, bez jakichkolwiek udziwnień. Zdążyli wyjść z kościoła, wszyscy składali gratulacje rodzicom, ale prawdziwym, nie chrzestnym. Wtedy Luna chwyciła Madoxa za rękaw. Na trzeźwo nie da tu rady.
Mam hasz — stwierdziła, klepiąc swoją torebkę. Chciała być miła, bo miała wrażenie, że to nie koniec serii dziwnych wrażeń. W końcu byli w Las Vegas — chcesz, czy pękasz, Madox? Ta cała świętość styrała moją wewnętrzną harmonię i zaraz chyba padnę, więc... ? — bo faktycznie przez ducha świętego miała ochotę wyzionąć własnego ducha. Ile można było pierdolić o Trójcy Świętej i o tym jak ważną rolę pełniły sakramenty święte? Czy oni byli w kościele? Byli, teraz przez co najmniej dziesięć lat stopa Luny w nim nie postawi.