przekleństwa i las vegas na pełnej
Mogli by się licytować, kto przeżył gorsze piekło, mogli się też na siebie obrażać za te docinki, a nawet zastanawiać co Madox miał w głowie. A pewnie niewiele miał.
Ale on taki już był, złośliwy, dogryzał, czepiał się słówek, ale nawet nie robił tego w jakiejś złej wierze, wręcz przeciwnie, na takie rzeczy też trzeba było sobie zasłużyć, na przykład lądując z nim w łóżku. Przecież obcych ludzi na ulicy nie zaczepiał.
Już nabrał powietrze w płuca, żeby coś powiedzieć na jej kolejne słowa, ale ugryzł się w język, bo może on też w zasadzie w chuju miał to, czy ona jednak miały pustą głowę, czy nie.
-
Skąd ta pewność? - uniósł brew, bo jakby się uparł to by go nie zmusiła do tego, żeby ułożył Tarota, inna sprawa, że po pijaku sam mógł chcieć to zrobić. Na jej kolejne słowa to on wywrócił oczami, a potem zawiesił je na jej twarzy.
-
Jak masz co do tego jakieś wątpliwości, to na pewno się nie ruchaliśmy - Madox mógł mieć... Nie no, właściwie Madox nie miał kompleksów, a już zwłaszcza jeśli chodzi o seks. Może jeśli chodzi o gotowanie... wtedy by się zastanowił. W tym akurat był kurewsko zły. Ale w ruchaniu...
Słuchał jej kiedy mu mówiła o tym
pocieraniu kuli, bo to akurat mogło się tyczyć wróżbiarstwa, ale też tego drugiego tematu, który przed chwilą poruszali. Musiał zagryźć policzek od środka, żeby nie parsknąć, kiedy opowiadała o tych kadzidłach.
-
To dawaj zapal, a ja ci pokażę... a ty go dogłębnie... przeanalizujesz... - nie no kurwa, nie mógł się powstrzymać. Skąd on wytrzasnął taką nawiedzoną laskę? Z jakiegoś cyrku?
Na jej kolejne słowa sięgnął do czoła, przyłożył do niego rękę.
-
Nie no zimne... Chociaż trochę mnie mdli, ale nie wiem czy to twoja wina... Może to kac? - uniósł obie brwi. Może była ładna, może nawet mu się podobała jej niewyparzona buzia, ale co z tego, skoro była przy tym jeszcze jakaś nawiedzona? Na trzeźwo by z nią nigdy nie poszedł do łóżka. Już miał coś powiedzieć na te jej kolejne słowa o tym czarowaniu, że pierdoli pewnie, ale to co powiedziała później, sprawiło, że zrobił wielkie oczy wbijając w nią spojrzenie.
-
Jak to się nie zabezpieczasz? - i teraz to już w jakiejś panice rozejrzał się po pokoju za zużytymi gumkami, ale skoro małpa je miała... A zresztą nie wiadomo nawet czy ze sobą spali. Bo jeśli mu pierdoliła całą noc o Tarocie to pewnie nie... Chociaż z drugiej strony Madox jak był zrobiony, to nagle miał jakieś takie głębsze duchowe przekminy -
ruchasz się z kim popadnie bez gumki? - zajrzał nawet pod łóżko, ale jedyna prezerwatywa, która mu się rzuciła w oczy była na tym bananie... A może ten banan?
Może nawet by mu się coś przypomniało... bo już gdzieś tam w odmętach świadomości widział tego banana, ale wtedy przyszła ta blondynka, a to co ona powiedziała, to już było dla Madoxa za dużo.
-
Poród? - jeszcze gorzej go zemdliło, aż musiał sobie usiąść na fotelu. Jak on mógł odbierać poród, kiedy jego brzydziła kupa. Co prawda flaki i krew go nie obrzydzały, ale i tak. Jakoś nie mógł w to uwierzyć.
-
Umiesz odbierać porody? - zapytał, bo może w swojej wróżkarskiej karierze miała też taką umiejętność, odbierania magicznych porodów. On nie miał. Odchylił się na moment na fotelu do tyłu starając sobie przypomnieć ten poród, ale skoro to widział, to wcale się nie dziwił, że jego mózg to wyparł, to musiało być straszne.
-
Słabo mi - mruknął, ale zaraz się podniósł z fotela i pytał jej o imię. Też skłamał, ale widać wczoraj byli kompletnie szczerzy, bo blondynka znała ich imiona. Straszne. Ciekawe co jeszcze jej nagadał.
-
Co kurwa? Nie chcę zostać żadnym chrzestnym... - rzucił podchodząc do szafy, ale z drugiej strony, to skoro przyjęli ten poród. To byłaby kiedyś dobra historia. Popatrzył do tej szafy.
-
Nie znam się na sukienkach... ta? - oczywiście wyjął jakąś czerwoną, ale okazało się, że jest cała z siateczki i tylko tam gdzie sutki ma jakieś naklejki -
co to kurwa jest? - zapytał, ale zaraz ją wyrzucił i wyjął jakąś zwykłą, białą -
do kościoła to to - zasugerował i już jej ją wciskał w ręce, bo małpa przyniosła jego koszulkę -
hej stworku... - zaczął pochylając się do niej -
daj mi to - i już złapał ją w palce, ale małpa zaczęła krzyczeć
kikikiki! i znowu uciekła pod łóżko wciągając tam jego koszulę -
ja pierdole... Jest tu coś męskiego? - przysunął się do niej tak, że jej plecy zderzyły się z jego nagą klatką piersiową, kiedy zerkał do szafy ponad jej ramieniem, ale zaraz się odsunął. Zaraz skrzyżował ręce na piersi uwydatniając swoje tatuaże na umięśnionych ramionach.
-
Madox, nie zdrabniaj tego, proszę - naprawdę tego nie lubił. Tylko matka nazywała go Madito i Ticiano za dzieciaka, nikt więcej. A już na pewno nie jakaś przypadkowa laska z Vegas.
-
Masz jakiś tatuaż? - zapytał prześlizgując się spojrzeniem po jej sylwetce -
bo coś mi się kojarzy - podrapał się nawet po skroni, a później sięgnął do szafy, bo na kilku wieszakach rzeczywiście wisiały męskie koszule, tylko ciekawe czy któraś mu wejdzie. Wyjął jedną zdecydowanie za wąską, w ramionach przede wszystkim -
błagam, żeby tu coś było... - bardziej powiedział to do siebie niż do niej.
Tienes algún dolor de cabeza? 