Fireball!
: ndz kwie 12, 2026 10:06 pm
Akceptacja to połowa sukcesu udanej przyjaźni. Bo Iris też niekoniecznie zawsze rozumiała słabość Darling do kobiet (a przynajmniej części tych, które poznała lub chociaż zobaczyła na zdjęciu lub o których słyszała z opowieści), ale też całkowicie to akceptowała. Ba! Nawet zaakceptowała, że miała kiedyś słabość do niej, a to już w ogóle uważała za jej największy błąd, bo nawet w szkole była pewnie z setka dziewczyn, które bardziej nadawałyby się do ulokowania w nich szczenięcych uczuć,
- Te nastoletnie hormony - prychnęła, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo skoro tak niewiele Darling potrzebowała to inaczej nie dało się tego wytłumaczyć. Swoją drogą działało to bardzo podobnie do mężczyzn w remizie, którzy mieli podkochiwać się w koleżankach z pracy tylko dlatego, że były koleżankami w pracy, w której za wiele kobiet nie ma. To też były hormony, jak u nastolatków! Swoją drogą w wojsku było dokładnie tak samo i może to tłumaczyło aktualne problemy Valentine.
- Bez sensu… próbowałam to z niej wyciągnąć, ale uparcie powtarzała, że mówiła same dobre rzeczy. Nie wierzę. Zbyt wiele razy się w jej towarzystwie zbłaźniłam, żeby miała mi robić tylko dobrą reklamę. Trochę na ciebie liczyłam, Donovan. - uśmiechnęła się pod nosem, bo spróbować było warto. Prośbą. Groźby i tortury nie wchodziły w grę, nawet jeśli przez myśl jej przeszło, że musiałby do nich zdjąć koszulkę, a to byłby całkiem przyjemny dla oka widok… nie, wróć, Valentine. Skarciła się w myślach za to fantazjowanie, bo nie czas i nie miejsce. I nawet nie wiedziała, czy odpowiedni człowiek.
- Mówisz? To trzeba było myśleć wcześniej. - wtedy faktycznie nie spędzałaby wieczoru w towarzystwie przyjaciół, których defakto chciała wyswatać… to była trudna sytuacja - Sama jesteś sobie winna. - a Iris wydawała się być tym całkiem usatysfakcjonowana - Bo nie powiedziała mi, że mamy się tu z tobą spotkać. - wyjaśniła Jettowi, musząc aż zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - Chyba myślała, że wtedy zdezerteruję, więc… albo mnie ma za tchórza albo Ciebie za takiego strasznego. To tak w ramach tego, jak nam obrabiała tyłki - a oni nie chcieli jej sprzedać, co naprawdę mówiła. To mógł być mały spoiler!
teddy darling
- Te nastoletnie hormony - prychnęła, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo skoro tak niewiele Darling potrzebowała to inaczej nie dało się tego wytłumaczyć. Swoją drogą działało to bardzo podobnie do mężczyzn w remizie, którzy mieli podkochiwać się w koleżankach z pracy tylko dlatego, że były koleżankami w pracy, w której za wiele kobiet nie ma. To też były hormony, jak u nastolatków! Swoją drogą w wojsku było dokładnie tak samo i może to tłumaczyło aktualne problemy Valentine.
- Bez sensu… próbowałam to z niej wyciągnąć, ale uparcie powtarzała, że mówiła same dobre rzeczy. Nie wierzę. Zbyt wiele razy się w jej towarzystwie zbłaźniłam, żeby miała mi robić tylko dobrą reklamę. Trochę na ciebie liczyłam, Donovan. - uśmiechnęła się pod nosem, bo spróbować było warto. Prośbą. Groźby i tortury nie wchodziły w grę, nawet jeśli przez myśl jej przeszło, że musiałby do nich zdjąć koszulkę, a to byłby całkiem przyjemny dla oka widok… nie, wróć, Valentine. Skarciła się w myślach za to fantazjowanie, bo nie czas i nie miejsce. I nawet nie wiedziała, czy odpowiedni człowiek.
- Mówisz? To trzeba było myśleć wcześniej. - wtedy faktycznie nie spędzałaby wieczoru w towarzystwie przyjaciół, których defakto chciała wyswatać… to była trudna sytuacja - Sama jesteś sobie winna. - a Iris wydawała się być tym całkiem usatysfakcjonowana - Bo nie powiedziała mi, że mamy się tu z tobą spotkać. - wyjaśniła Jettowi, musząc aż zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - Chyba myślała, że wtedy zdezerteruję, więc… albo mnie ma za tchórza albo Ciebie za takiego strasznego. To tak w ramach tego, jak nam obrabiała tyłki - a oni nie chcieli jej sprzedać, co naprawdę mówiła. To mógł być mały spoiler!
teddy darling