ODPOWIEDZ
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okej… jeszcze jakiś czas temu Valentine raczej nie byłaby podekscytowana wizją wyjścia na koncert PitBulla. Do pewnych rzeczy się jednak dorasta i nagle masz trzydzieści lat i dochodzi do ciebie, że wcale nie musisz być taka dorosła i możesz się ekscytować takimi głupimi rzeczami, wypić parę drinków, ubrać garnitur i założyć czepek, żeby wyglądać na łysą… bo wszyscy tak robią! Przynajmniej wszyscy, którzy idą na ten koncert i zamierzają się dobrze bawić. A Iris Valentine miała serdecznie dość wszelkiego rodzaju dramatów i niepowodzeń – chciała się po prostu bardzo dobrze bawić. Nie trzeba było jej do tego nawet namawiać! Tym bardziej, że miała tam iść ze swoją ulubioną strażaczką.
Spotkały się z Teddy pod areną, żeby w miarę sprawnie przejść te wszystkie procedury weryfikacyjne i znaleźć swoje miejsca. Bo szanujmy się… w tym wieku na bank miały miejsce na trybunach, żeby w razie czego móc usiąść. Mogło to być nawet widzimisię Iris, ale była pielęgniarką, robiła dwunastogodzinne zmiany podczas których czasami nie siadała nawet na chwilę, więc teraz chciała mieć chociaż taką możliwość. Nawet jeśli z niej nie skorzysta!
Poza tym wejście na arenę było trochę surrealistycznym doświadczeniem! Głównie przez to jak wszyscy wyglądali, a wyglądali… tak samo. I tak samo głupio! Więc automatycznie powodowało to szeroki uśmiech na twarzy Valentine i właściwie nie mogła przestać szczerzyć zębów w szerokim uśmiechu.
- To jest tak idiotyczne, że nie mogę w to uwierzyć. – rzuciła podśmiechując się pod nosem i oglądając się na grupkę dziewczyn, a właściwie kobiet, które wszystkie były zaangażowane w motyw przewodni! – Jednocześnie dawno nic mi tak nie poprawiło humoru. – rzuciła swobodnie, wzruszając ramionami – Idziemy po piwo? – zaproponowała jednocześnie wskazując na kierunek, gdzie znajdowała się tutejsza gastronomia, a przede wszystkim alkohol – April nie chciała przyjść? – bo czy na takie imprezy nie chodzi się z dziewczynami? Albo chociaż z dziewczynami i przyjaciółkami?! No ona tam nie wiedziała, więc się upewniała.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

041.
Czekała na ten koncert niemal rok, a dokładniej od chwili, gdy tylko ogłoszono trasę. Jak dziś pamiętała moment sprzedaży biletów, to nerwowe odliczanie i odświeżanie strony co kilka sekund. Razem z Iris dosłownie polowały na wejściówki, wiedząc, że znikną w mgnieniu oka. I tak właśnie się stało, bo wyprzedały się jeszcze tego samego dnia! Udało im się je zdobyć tylko dzięki uporowi, refleksowi i chyba odrobinie szczęścia, bez którego - umówmy się - nawet najlepszy plan potrafi zawieść.
Teddy znów musiała kombinować z grafikiem, już miała prosić (który to już raz?!) Jetta, żeby zamienił się z nią dyżurami, ale okazało się, że on również wybierał się na koncert Pitbulla, więc takie machlojki nie wchodziły w grę. Ostatecznie zlitował się nad nią sam kapitan, a to nie zdarza się zbyt często. Howie Whitmore zwykle bywał nieustępliwy i naprawdę trzeba zaskarbić sobie jego sympatię, żeby poszedł komuś na rękę. Najwyraźniej Darling miała ten swój urok osobisty, który działał nawet na prawie sześćdziesięcioletniego przełożonego.
Bała, że i tak przez to wszystko spóźni się na wydarzenie, ale pomimo korków i tak zdążyła dotrzeć pod arenę na czas. W płóciennej torbie miała czepki, okulary, białe i czarne marynarki dla siebie i Valentine, bo co to za zabawa, kiedy nie bierze się udziału w motywie przewodnim koncertu? Na tym właśnie to wszystko polegało!
Idiotyczne, czy nie, musisz to założyć — oznajmiła, wciskając przyjaciółce w ręce część garderoby. — No dalej! Dopiero wtedy pójdziemy po piwo — powiedziała, zrzucając z siebie kurtkę i koszulkę. Teraz stała w samym staniku, ale nie było to nic, czego Iris wcześniej nie widziała. A inni nie widzieli na pewno, więc Teddy dawała im teraz wspaniałe widoki do podziwu. — I pomóż mi z tym czepkiem — dodała, nakładając na głowę beżowe coś, co miało imitować łysinę Pitbulla.
Czy jej dziewczyna nie chciała przyjść? Jasne, że tak, ale odkupienie teraz biletów graniczyło z cudem. Poza tym, nie wszystko trzeba zawsze robić razem, prawda? Darling umówiła się na koncert z Valentine i nie miała niczego odwoływać, bo rok temu nie miała pojęcia, że będzie w związku. Wtedy na pewno rozegrałaby to inaczej. Oczywiście proponowała Finch, żeby z nimi poszła, ale ta miała inne sprawy na głowie i jakoś się rozminęły z tematem.
Nie, ale będziemy mieć inne towarzystwo — rzuciła tajemniczo, kiedy zapięła ostatnie guziki białej, dużo za dużej koszuli. Marynarka z kolei okazała się jakaś kusa w rękawach. Jak ona wybierała te rozmiary, to cholera wie.
To była doskonała okazja, żeby Valentine poznała w końcu z Donivanem, skoro dobierali się do siebie, jak pies do jeża. Niby mieli swoje numery, a jakoś ani jedno, ani drugie nie wyszło z inicjatywą spotkania, więc Teddy musiała przejąć sprawę w swoje ręce. W dodatku okazało się, że brat Jetta wystawił go dla jakiejś panny, więc nie mogły zostawić go tak na pastwę losu!

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzała protestować. Na boga… nie po to zgodziła się na to wyjście, żeby teraz wymigiwać się przed tym idiotycznym przebraniem. Znaczy – okej, przebranie samo w sobie nie było złe, ale nie było na tej ziemi żadnej szansy, żeby Iris Valentine uznała, że będzie w tym wyglądać dobrze. Po prostu nie mogła. Czy to mogło ją powstrzymać? Oczywiście, że nie. Nie mogło. Nawet jeśli trudno było upchnąć wszystkie jej włosy pod ten idiotyczny beżowy czepek pływacki. Mruknęła pod nosem ciche przekleństwo, gdy zdała sobie sprawę, że Darling też się akurat z tym męczy.
- Trzeba było to zrobić jak ludzie w domu. Przed lustrem. – prychnęła, ale zła bardziej na samą walkę z kawałkiem gumy niż na cokolwiek innego. Trochę naciągania, trochę upychania, parę kolejnych przekleństw i czepek Darling również znalazł się na miejscu – Nigdy, przenigdy… nie próbuj golić głowy. Mówię ci to z czystej sympatii – poinformowała po chwili przyglądania się przyjaciółce w tym prowizorycznie łysym wydaniu. Czy o sobie mogła powiedzieć to samo? Sięgnęła po telefon, a przednia kamerka miała jej posłużyć za lusterko. Tak, ona też nigdy nie powinna golić się na łyso. Aż przeszedł ją dreszcz, ale nie dlatego, że była próżna i nie umiała się bawić, ale dlatego, że uświadomiła sobie jak wielkie miała szczęście, że nie straciła włosów podczas leczenia. Poprawiła się i wyszczerzyła kły do Darling, bo to nie był czas i miejsce na tego typu wspominki.
- Co to znaczy, że będziemy mieć inne towarzystwo? – spojrzała podejrzliwie na przyjaciółkę i naprawdę… była w tym tak oczywista, że wystarczyło jedno spojrzenie, żeby Iris ją rozpracowała – Żartujesz sobie ze mnie. – aż prychnęła pod nosem – Zdradzę ci tajemnicę… jak chcesz kogoś zeswatać to nie organizujesz mu randki w ciemno w momencie, gdy wygląda tak – wskazała na siebie, na swoja za dużą koszulę i czepek, który ewidentnie robił jej wodogłowie, gdy schowała pod nim włosy – Jesteś niereformowalna Darling, ale dobrze, masz szczęście, że cię kocham. Chodźmy… wisisz mi z tej okazji piwo. – zdecydowała i zaczęła wrzucać te wszystkie ich rzeczy do torby, w której Darling przyniosła ich przebrania, a którą mogły zaraz oddać w jakimś depozycie. Jeśli go tylko znajdą.


teddy darling
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wolała nie ryzykować i postawić Iris przed faktem dokonanym. Istniało pewne prawdopodobieństwo, że w domu mogłaby zacząć się wymigiwać, a tutaj już nie było odwrotu. Z Teddy to była jednak przebiegła bestia, wszystko dokładnie zaplanowała! Kiedy przyjaciółka pomogła jej z czepkiem, wyciągnęła telefon i przejrzała się w przedniej kamerce.
Ej, wcale nie jest tak źle — powiedziała, nasuwając na nos ciemne, przeciwsłoneczne okulary. — Nie kochałabyś mnie, gdybym była łysa? — obruszyła się w żartach, bo przecież zgolenie się na zero nie definiowało tego, jakim Drling była wspaniałym człowiekiem. — Ty za to wyglądasz bosko z włosami i bez włosów — oznajmiła, jak na PRAWDZIWĄ przyjaciółkę przystało. Z Valentine to był jednak jakiś podrabianiec, bo przecież powinna uważać, że strażaczce ze wszystkim było do twarzy. Nawet z łysiną.
Uniosła pospiesznie ręce w obronnym geście i poprawiła przymałą marynarkę. Zdecydowanie liczyła na coś bardziej oversizowego, a nie na coś, co mogłaby ukraść starszemu bratu, którego nawet nie miała.
Czy ty do reszty zwariowałaś? — podeszła do Iris, żeby wygładzić jej kołnierzyk przy koszuli. — Miałabym cię z kimś swatać i jednocześnie robić za piąte koło u wozu? Za kogo ty mnie masz? — pokręciła głową z nieukrywaną dezaprobatą. — Jett miał iść z bratem, ale... Daj mi dokończyć! — uniosła palec, widząc, że Valentine otwiera usta, żeby coś powiedzieć. — Ale ten brat w międzyczasie znalazł sobie pannę i go wystawił. A że już dawno rozmawialiśmy o tym koncercie, to zapytał, czy może się podpiąć. Kto normalny chodzi sam na koncerty? Zresztą, co miałam zrobić? Kazać mu spierdalać? Wiesz, że taka nie jestem. Poza tym będziecie mieli okazję poznać się na neutralnym gruncie. Jeśli wpadniesz mu w oko w takim wydaniu, to już niczym go do siebie nie zrazisz — posłała przyjaciółce rozbawione spojrzenie i złapała ją przed ramię, żeby znaleźć jakąś szatnię.
To nie było takie trudne, wystarczyło iść za oznaczeniami, a przecież Darling miała genialną orientacją w terenie. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie zakodowała też wyjść ewakuacyjnych. To było pierwsze, co zawsze sprawdzała, po wejściu do jakiekolwiek budynku. Zwłaszcza do takiego, kiedy odbywały się imprezy masowe. Oddały torbę z resztą rzeczy i skręciły w stronę baru, gdzie musiały odstać swoje w kolejce, ale w końcu Teddy dopchała się do lady i poprosiła o dwa piwa, które barman przelał im do plastikowych kubków.
Donovan ma czekać zaraz przy schodach na trybuny — wyjaśnia, gdy znów utknęły w kolejce, która poruszała się w tempie konduktu pogrzebowego. — No już nie patrz tak na mnie — ściągnęła brwi, dostrzegając, że Valentine patrzy na nią spod zmrużonych powiek. — Naprawdę myślisz, że zrobiłam to z premedytacją? — Teddy spojrzała na nią pobłażliwie. Nie była aż tak durna, żeby ustawiać kogoś na randkę i iść na doczepkę.

Iris Valentine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
31 y/o
Welkom in Canada
169 cm
pielęgniarka na oddziale ratunkowym Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiŻeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Umówmy się… Iris Valentine nie była najbardziej rozrywkową osobą w tym kraju i miewała kij w tyłku, ale nie aż taki głęboki! I jednak nie zawsze. Na dzisiejszy wieczór całkowicie go sobie odpuściła, bo przecież wiedziała na co się pisała. Nie żyje pod kamieniem!
- Oczywiście, że bym cię kochała… jakbyś nie miała rąk, nóg albo czegokolwiek innego też bym cię kochała. To po prostu bardzo przyjacielska rada. Żadnego golenia włosów! Mnie to też dotyczy. – bo absolutnie nie wierzyła w to, że wygląda bosko bez włosów. Jej mina przy tym jak Teddy to powiedziała – bardziej niż wymowne. Bo bujać to my, ale nie nas. Wyglądała jakby miała wodogłowie, ale brała to na klatę. Zresztą w momencie, gdy założyła na nos okulary przeciwsłoneczne i tak była całkowicie incognito.
Uniosła wymownie brwi, bo czy Teddy Darling wyglądała jak ktoś, kto zaryzykowałby bycie piątym kołem u wozu? Tak. Ale jednocześnie była w stanie przyjąć to wytłumaczenie, głównie dlatego, że miała na tyle dobre serduszko, że nie chciałaby, żeby kazała komukolwiek spierdalać. A już na pewno nie komuś, kto został wystawiony w takich okolicznościach. Więc tylko bardzo teatralnie westchnęła w odpowiedzi. Tyle musiało Teddy wystarczyć, przynajmniej do momentu, w którym nie dostała swojego piwa.
- Może nie zrobiłaś tego z premedytacją, ale chociaż mogłaś mi powiedzieć. Nie to, żebym miała się na to jakoś wielce przygotować, bo jednak no… – wskazała na ich outfity i wyglądały jak wyglądały, innej opcji nie było! – Ale chyba po prostu nie jestem fanką niespodzianek. – uśmiechnęła się pod nosem i wzruszyła ramionami, bo jednak faktycznie było już pozamiatane i nie było sensu się dąsać – Bo nie wierzę, że dowiedziałaś się dzisiaj. – o w to na pewno nie uwierzyła! Nikt nie mówi o takiej imprezie w dniu imprezy – I masz szczęście, że jednak nie ma z tobą April, bo to już byłoby bardzo podejrzane. – dodała i uśmiechnęła się pod nosem, upijając swoje piwo z plastikowego kubeczka.



teddy darling
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Arena”