Strona 2 z 2

be my strength

: śr kwie 01, 2026 12:10 pm
autor: Victoria Heffernan
Działał na nią w sposób, którego zdecydowanie nie potrafiła wcześniej u siebie rozpoznać. Spokój, który był jej kompletnie nieznany. Zazwyczaj bała się obcego dotyku, wzdrygała się i napinała, a jego dotyk ją rozluźniał i uziemiał. Starała się nie myśleć o tym przez resztę treningu, żeby się nie rozpraszać. Na analizowanie własnych emocji będzie czas później, kiedy zamkną się za nią drzwi klubu, gdy go opuści.
- Niewielkie różnice - prychnęła, powtarzając po nim, bo zdecydowanie próbował podbudować ją moralnie i w sumie była mu za to w pewien sposób wdzięczna. Nawet jeśli w jej mniemaniu kopiowała ruchy, które jej pokazał, to nie było w nich tyle gracji i precyzji. On mógłby boksować obudzony w środku nocy. Ciało pamiętało.
- Dobrze, ale jakbyś chciał coś zmieniać, to pewnie masz mój numer. Dawaj znać czy coś - wzruszyła ramionami, bo jakoś czuła się lepiej, mając pewność, że nie bruździ mu tymi treningami w życiu prywatnym.
- Jak już będę umiała lepiej te proste, to będę próbowała cię połaskotać - zaśmiała się i poprawiła włosy, które znowu zaczęły wychodzić spod gumki.
Wrócili do treningu. Chciała spędzić z nim jeszcze te kilka chwil i dobić się tą ostatnią serią. Może będzie spała bez koszmarów. Skupiła się więc na wszystkim, czego nauczyła się dzisiaj, i czuła na sobie jego spojrzenie jak wcześniej. Obserwował ją i poprawiał, a kiedy w końcu stwierdziła, że ma dość, postanowiła dopić resztkę wody.
Uśmiechała się przy tym szeroko, bo chemia w ciele po wysiłku przypomniała o swoim istnieniu.
- Dziękuję - odpowiedziała z uśmiechem, próbując złapać oddech i ściągnąć rękawice. Kiedy na jej dłoniach zostały już tylko taśmy, niepewnie, ale z uśmiechem, wyciągnęła dłonie w jego stronę. Mogła to zrobić sama, ale w tym momencie trochę nieświadomie prowokowała sytuację, w której mogłaby znowu poczuć jego palce na swoich.
- Idę... - powiedziała niepewnie, nie wiedząc, co dodać. Wskazała na wejście do szatni i poszła się ogarnąć. Uśmiechała się pod nosem, bo spodziewała się po tym wieczorze wszystkiego, ale nie tych dziwnych emocji, które w niej wywoływał. Uświadomiła sobie, że chciałaby go poznać, ale nie była pewna, czy to dobry pomysł.
Wzięła chłodny prysznic, żeby wybić sobie te głupoty z głowy, ale to jej nie pomogło. Przełknęła ślinę, kiedy z torbą na ramieniu i wilgotnymi włosami spiętymi na czubku głowy wyszła z szatni i wpadła prosto na mężczyznę.
Torba spadła z jej ramienia, a dłonie znalazły się na jego torsie w próbie ochrony przed zderzeniem.
- Cholera… - zaczęła, unosząc spojrzenie, bo czuła, jak to, co udało jej się względnie uspokoić prysznicem, znowu dziwnie rodzi się gdzieś w dole jej kręgosłupa.
Zagryzła dolną wargę i wpatrywała się w niego, nadal trzymając dłonie na jego torsie, kompletnie nie wiedząc, co zrobić, oczarowana tym przyjemnym, uzależniającym napięciem między nimi.

Karrion Stifler

be my strength

: śr kwie 01, 2026 1:24 pm
autor: Karrion Stifler
Karrion obserwował ją jeszcze przez chwilę, gdy kończyła ostatnią serię. Oddychała ciężej, barki miała już wyraźnie zmęczone, ale ruchy wciąż starała się prowadzić dokładnie tak, jak jej pokazywał. To zwróciło jego uwagę bardziej niż sama technika. Większość ludzi po pierwszej godzinie treningu zaczynała już tylko machać rękami. Ona wciąż próbowała kontrolować ciało.
Kiedy prychnęła na jego uwagę o "niewielkich różnicach", kącik jego ust uniósł się minimalnie. Nie odpowiedział od razu, tylko skinął głową, przyjmując to z tym samym spokojem co zawsze. Gdy z kolei wspomniała o zmianach w grafiku, ponownie lekko skinął głową, dając jej do zrozumienia, że przyjął to do wiadomości.
- Jeśli coś będę chciał zmienić, dam znać - rzucił spokojnie, choć nie planował wprowadzać żadnych modyfikacji do ustalonego przez siebie przed chwilą harmonogramu.
Na jej żart o połaskotaniu odpowiedział krótkim uśmiechem. W jej gestach było coś, co przyciągało jego uwagę bardziej, niż powinno. Poprawianie włosów, uśmiech, zaangażowanie i ta drobna nuta pewności siebie ukryta pod zmęczeniem. Choć jego twarz pozostawała spokojna, w jego głowie coraz wyraźniej zaczynała się rysować myśl, że Victoria była po prostu… atrakcyjną kobietą. Bardzo atrakcyjną.
Kiedy wyciągnęła do niego ręce z taśmami, spojrzał na nie przez chwilę, po czym podszedł bliżej. Bez słowa ujął jej dłonie i zaczął powoli rozwiązywać wiązania. Robił to spokojnie, rozwijając materiał warstwa po warstwie.
- Zaciśnij kilka razy dłonie i rozluźnij - odezwał się po chwili, rozwijając kolejne fragmenty taśmy. - Jeśli poczujesz dyskomfort, to znaczy, że mogłem związać trochę za ciasno - gdy materiał opadł z jej dłoni, przez krótką chwilę jego palce jeszcze spoczywały na jej skórze. Zauważył coś, co przyszło mu do głowy dopiero teraz - mimo rozgrzania, potu i godziny uderzania w worek jej skóra wciąż była gładka i miękka. Delikatna w dotyku, jakby wcale nie miała za sobą ciężkiego treningu.
Puścił jej dłonie dopiero po chwili.
- Jeśli nic nie czujesz, to znaczy, że było dobrze - dodał na koniec.
Skinieniem głowy potwierdził, że dotarła do niego informacja o udaniu się przez Heffernan do szatni i kiedy zniknęła za drzwiami, zabrał się za porządkowanie sprzętu. Zebrał rękawice, taśmy, pustą butelkę po wodzie, ręcznik. Wszystko poszedł odłożyć na swoje miejsce, butelkę z kolei wyrzucił do najbliższego kosza, który napotkał na swej drodze. Po kilku minutach przeszedł jeszcze do swojego gabinetu. Zabranie rzeczy i zamknięcie go zajęło mu chwilę.
Wracając korytarzem, minął sprzątaczkę, która od dobrych kilkudziesięciu minut ogarniała kolejne pomieszczenia. Rzucił jej tylko krótkie dobranoc i ruszył w stronę wyjścia. Przechodząc obok szatni, nie był pewien, czy jeszcze ją spotka, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiła się cicha nadzieja, że tak. Kilka sekund później drzwi się otworzyły i zanim którekolwiek z nich zdążyło zareagować, wpadli na siebie. Karrion niemal instynktownie złapał ją w pasie, przyciągając bliżej, żeby nie straciła równowagi. Dla niego zderzenie było prawie niewyczuwalne - przy jego gabarytach przypominało raczej lekkie szturchnięcie. Ona jednak była znacznie lżejsza, więc odruch asekuracji pojawił się natychmiast.
Przez moment po prostu tak stali: ona z dłońmi na jego klatce piersiowej, on z ręką podtrzymującą ją u dołu pleców. Czuł ciepło jej ciała, jeszcze wilgotne powietrze po prysznicu i delikatny zapach szamponu zmieszany z czymś bliżej nie określonym. Jej zapachem. Zauważył też coś jeszcze - napięcie, które nie było gwałtowne ani niezręczne.
Przez chwilę pozwolił sobie trwać w tej pozycji troszkę dłużej niż powinni. Dopiero potem jego usta drgnęły lekko w rozbawionym uśmiechu.
- To była próba prostego… głową? - rzucił żartem, chcąc rozładować atmosferę. - Bo jeśli tak, to... połaskotało.
Dopiero po chwili poluzował chwyt i pozwolił Heffernan odsunąć się, jeśli sama chciała to zrobić. On nie wykonał żadnego kroku w tył, czując nie tylko ekscytację, ale też dawno nie widzianą satysfakcję, że tak to się potoczyło.
- Odwieźć cię do domu? - spytał grzecznie, choć spodziewał się, że samochód brunetki stoi gdzieś na parkingu przed klubem i na nią czeka.

Victoria Heffernan

be my strength

: śr kwie 01, 2026 9:12 pm
autor: Victoria Heffernan
Obserwowała, jak jego palce sprawnie rozplątują taśmy z jej dłoni. Ona jedynie wyczekiwała tych krótkich momentów, kiedy skóra spotykała się ze skórą. Uśmiechała się przy tym delikatnie, kompletnie oczarowana całym procesem. Poruszyła palcami, ale niczego nie czuła, więc jego doświadczenie w owijaniu wzięło górę.
Zastanawiała się, co też najlepszego wyprawia. Flirtowała z nim, w jakiś swój przedziwny sposób. Nie robiła tego od lat. Przy jej byłym mężu nawet zbyt długi kontakt wzrokowy z kelnerem był pretekstem do tego, żeby po powrocie dostać w twarz. Jeżeli za dużo wypił, mogło być nawet gorzej.
Dziwnie się z tym czuła. Z jednej strony wiedziała, że może, bo teraz nic jej nie groziło. Z drugiej robiła te kroki jak mała dziewczynka. Kiedyś nie miałaby problemu z tym, żeby bezpruderyjnie posyłać mu uśmiechy i flirtować. Pewnie nawet zaprosiłaby go na randkę. Teraz jednak miała wrażenie, jakby robiła to pierwszy raz w życiu.
Biorąc prysznic, już czuła, że jej mięśnie dadzą o sobie jutro znać. Może to był idealny moment, żeby umówić się na masaż? Przy nim stała się taka beztroska, że na moment zapomniała o bliznach na plecach. Po chwili jednak jej entuzjazm zgasł, ciągle nie była gotowa, żeby je pokazać.
W końcu wyszła z szatni i wpadła na tę chodzącą górę mięśni.
Wpatrywali się w siebie. Byli tak blisko, że czuła ciepło jego ciała i twarde mięśnie pod opuszkami palców. To on w końcu przerwał ciszę.
- Tak… coś w tym stylu - zaśmiała się, bo solidnie się od niego odbiła i gdyby nie jego dłonie na dole jej pleców, pewnie miałaby już solidnego guza.
Subtelnie odsunęła się od niego, ale jakoś ani nie robiła kroku w stronę wyjścia, ani nie otwierała ust, żeby się pożegnać.
- Nie, mam samochód przed budynkiem, ale dzięki za propozycję. Więc… - machnęła dłonią w dziwnym geście pożegnania i postanowiła w końcu wyplątać się z tej odrobinę zawstydzającej atmosfery.
W drodze do samochodu jednak, kompletnie nie kontrolując tego, co robi, zatrzymała się.
- Miałbyś może ochotę… - zaczęła, ale po chwili dotarło do niej, co robi. Nie mogła nigdzie zaprosić swojego trenera, na Boga. Była po ciężkim rozwodzie, po związku, który powinien obrzydzić jej relacje do końca życia. Ugryzła się w dolną wargę.
- Dobra, nieważne. Do zobaczenia na następnym treningu. Jakby co, to masz mój numer. - Uśmiechnęła się i wrzuciła torbę do swojego ciemnozielonego BMW.
Wsiadając, posłała mu jeszcze ostatni uśmiech i odjechała, tylko przez moment obserwując go we wstecznym lusterku.

z/t