ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
173 cm
pisarka od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
Would you suffer eternally or internally?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#1
Agent ją do tego zmusił.
Nie chodziło o to, że nie chciała tutaj być lub, że nie potrzebowała. Musiała odbudować swoje poczucie bezpieczeństwa w każdy możliwy sposób. Teraz nawet odrobinę podniesiony głos wprawiał jej ciało w drżenie. Wiedziała, że podstawy samoobrony mogą być jednym z takich elementów. Właściwe to Vinc, jej agent to zasugerował. Ona słuchała go jak ojca, więc pozwoliła na organizacje tej... Przygody jak to nazywała w głowie i opłacenie wszystkiego z jej konta.
Może gdyby zdecydowała się na coś podobnego lata wcześniej, teraz jej ciało nie byłoby pełne pamiątek po latach przypadkowych upadków ze schodów, uderzeń szafką czy zbicia na własnych plecach lustra.
Było późno, ale ostatnio tylko o tej godzinie była w stanie funkcjonować. Jej ciało odczuwało odrobinę zmęczenia, ale głowa czuła się bezpieczniej, kiedy w pobliżu nie było zbyt wiele osób. Nawet jeżeli już dawno było ciemno i na mieście można było spodziewać się typów spod ciemnej gwiazdy. Przyjechała jednak samochodem, co dawało jej odrobinę więcej bezpieczeństwa. Nie zdecydowałaby się teraz na wieczorny spacer w samotności. Nawet jeżeli uwielbiała to miasto nocą.
Drzwi do klubu były otwarte, ale światło paliło się już w nielicznych miejscach. Ewidentnie było już po godzinach otwarcia.
Poprawiła sportową torbę, którą miała przewieszoną przez ramię i zaczęła się rozglądać. Już miała zacząć nawoływanie, kiedy zobaczyła wielkie barki. Zamrugała zastanawiając się jak można być taką górą mięśni. Wyglądały jak plecy faceta z którym nie chce się zadzierać.
Zlustrowała go od góry do dołu i była pod wrażeniem. Imponowała jej ta postura, bo miała świadomość ile pracy musiał włożyć.
Zerknęła na siebie i czuła się przy nim jak brzozowa witka. Lata temu miała zadbane, wysportowane ciało. Nie umięśnione, ale widać było, że regularnie uprawiała jaką aktywność. Teraz wszystko na niej wisiało i wyglądała jakby właśnie leczyła się na raka. Jej policzki były niezdrowo zapadnięte, żebra i obojczyk aż nazbyt widoczne. Chowała się nadal pod luźnymi ubraniami, ale ci bardziej spostrzegawczy mogli zauważyć, że coś jest nie tak.
Vincet obiecał, że wprowadzi mężczyznę w szczegóły, tak żeby nie musiała mu niczego opowiadać. Jedyne po co przyszła to po naukę samoobrony. Nie miała jeszcze ochoty na opowiadanie dlaczego tak bardzo jej potrzebuje.
- Hej - odezwała się w końcu ponownie poprawiając torbę na ramieniu, która nieprzyjemnie wbijała się w jej kościsty obojczyk.
- Czy ty jesteś Karrion? Vincent Jackson nas umówił. - Kobieta w końcu zdecydowała się wyciągnąć do mężczyzny dłoń..
- Victoria... Tori Heffernan. To ze mną będziesz musiał się użerać - prychnęła, odejmując sobie na start kilka punktów, jak to przez ostatnie lata miała w zwyczaju.

Karrion Stifler
gall anonim
Mało co mnie rusza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kingsway Boxing Club”