call the devil
: wt mar 31, 2026 3:13 pm
Przez ułamek sekundy, ten jeden, krótki moment pomiędzy jego ruchem a jej reakcją, mogła jeszcze się wycofać. Odsunąć się, zatrzymać go, przypomnieć im obojgu gdzie są i co właśnie robią. Powinna była to zrobić. Każda zasada, którą kiedykolwiek sobie narzuciła, każda granica, którą tak uparcie stawiała w pracy, krzyczała teraz gdzieś z tyłu jej głowy.
Ale ten głos był zbyt cichy, zagłuszony przez coś znacznie silniejszego.
To uczucie pojawiło się wcześniej, gdzieś pomiędzy jego pierwszym słowem a momentem, w którym Alessia zaczęła pękać. Niewłaściwe, nie na miejscu, zupełnie niepasujące do sytuacji. A jednak rosło, rozlewało się pod skórą, pulsowało w rytmie, którego nie potrafiła ignorować. Może to była tęsknota nagromadzona przez te kilka dni ciszy, przez unikanie się, przez wszystko to, czego nie powiedzieli. Może to była frustracja, która znalazła inne ujście. A może po prostu o n.
Nie próbowała tego już analizować. Opadła na jego kolana z cichym, urwanym oddechem, bardziej zaskoczona własną reakcją niż jego ruchem. I zamiast się cofnąć - została. Nie napięła się, nie zaprotestowała. Jej ciało zareagowało zupełnie inaczej, miękko dopasowując się do jego, jakby to było najbardziej naturalne miejsce na świecie. Uśmiech pojawił się na jej ustach powoli, ledwie zauważalny, ale pełen tej samej iskry, która zapalała się między nimi za każdym razem, gdy przekraczali granice.
Nie zatrzymała jego dłoni, wręcz przeciwnie, odchyliła lekko głowę, odsłaniając szyję, jakby zapraszała go do tego, by poszedł dalej. Jej palce uniosły się same, odnajdując jego twarz w tym niemal instynktownym geście. Przesunęła nimi po jego policzku, wolno, uważnie, sprawdzając czy naprawdę tu jest, czy to nie jest tylko kolejna chwila, która zaraz się rozpadnie. - To brzmi jak kusząca propozycja - mruknęła cicho z lekkim rozbawieniem, które nie było w stanie ukryć niczego, co działo się pod powierzchnią.
Pochyliła się odrobinę bliżej, na tyle, by jej oddech musnął jego usta. - Ale chyba powinieneś najpierw ładnie poprosić - dodała z błyskiem w spojrzeniu, który był jednocześnie zaczepny i niebezpiecznie szczery.
Przyciągając go lekko do siebie, zamknęła tę niewielką przestrzeń między nimi krótkim, miękkim pocałunkiem. - Wiesz, że ktoś może tu zaraz wejść - szepnęła przy jego ustach, zupełnie bez przekonania, jakby sama nie wierzyła w wagę tych słów. - Będziemy mieć znacznie większy problem niż wcześniej - dodała ciszej, przesuwając palcami po jego karku, zatrzymując je tam na moment. Nie odsunęła się ani o c e n t y m e t r.
- Zapraszasz mnie na randkę, detektywie? - uniosła lekko brew, przyglądając mu się uważnie z tym samym cieniem uśmiechu, parafrazując jego własne słowa, użyte kiedyś i tak dobrze przez nią zapamiętane. Zawahała się tylko na ułamek sekundy, zanim dodała, już spokojniej, ale bez wycofywania się: - Powinnam przyznać, że twoje przesłuchanie było niesamowicie przekonujące - nie potrzebowała mówić więcej. Sposób w jaki na niego patrzyła, robił całą resztę. - I że odkryłam w sobie okropną słabość do tego, jak to robisz.
Rhys Madden
Ale ten głos był zbyt cichy, zagłuszony przez coś znacznie silniejszego.
To uczucie pojawiło się wcześniej, gdzieś pomiędzy jego pierwszym słowem a momentem, w którym Alessia zaczęła pękać. Niewłaściwe, nie na miejscu, zupełnie niepasujące do sytuacji. A jednak rosło, rozlewało się pod skórą, pulsowało w rytmie, którego nie potrafiła ignorować. Może to była tęsknota nagromadzona przez te kilka dni ciszy, przez unikanie się, przez wszystko to, czego nie powiedzieli. Może to była frustracja, która znalazła inne ujście. A może po prostu o n.
Nie próbowała tego już analizować. Opadła na jego kolana z cichym, urwanym oddechem, bardziej zaskoczona własną reakcją niż jego ruchem. I zamiast się cofnąć - została. Nie napięła się, nie zaprotestowała. Jej ciało zareagowało zupełnie inaczej, miękko dopasowując się do jego, jakby to było najbardziej naturalne miejsce na świecie. Uśmiech pojawił się na jej ustach powoli, ledwie zauważalny, ale pełen tej samej iskry, która zapalała się między nimi za każdym razem, gdy przekraczali granice.
Nie zatrzymała jego dłoni, wręcz przeciwnie, odchyliła lekko głowę, odsłaniając szyję, jakby zapraszała go do tego, by poszedł dalej. Jej palce uniosły się same, odnajdując jego twarz w tym niemal instynktownym geście. Przesunęła nimi po jego policzku, wolno, uważnie, sprawdzając czy naprawdę tu jest, czy to nie jest tylko kolejna chwila, która zaraz się rozpadnie. - To brzmi jak kusząca propozycja - mruknęła cicho z lekkim rozbawieniem, które nie było w stanie ukryć niczego, co działo się pod powierzchnią.
Pochyliła się odrobinę bliżej, na tyle, by jej oddech musnął jego usta. - Ale chyba powinieneś najpierw ładnie poprosić - dodała z błyskiem w spojrzeniu, który był jednocześnie zaczepny i niebezpiecznie szczery.
Przyciągając go lekko do siebie, zamknęła tę niewielką przestrzeń między nimi krótkim, miękkim pocałunkiem. - Wiesz, że ktoś może tu zaraz wejść - szepnęła przy jego ustach, zupełnie bez przekonania, jakby sama nie wierzyła w wagę tych słów. - Będziemy mieć znacznie większy problem niż wcześniej - dodała ciszej, przesuwając palcami po jego karku, zatrzymując je tam na moment. Nie odsunęła się ani o c e n t y m e t r.
- Zapraszasz mnie na randkę, detektywie? - uniosła lekko brew, przyglądając mu się uważnie z tym samym cieniem uśmiechu, parafrazując jego własne słowa, użyte kiedyś i tak dobrze przez nią zapamiętane. Zawahała się tylko na ułamek sekundy, zanim dodała, już spokojniej, ale bez wycofywania się: - Powinnam przyznać, że twoje przesłuchanie było niesamowicie przekonujące - nie potrzebowała mówić więcej. Sposób w jaki na niego patrzyła, robił całą resztę. - I że odkryłam w sobie okropną słabość do tego, jak to robisz.
Rhys Madden