take your son back
: ndz maja 31, 2026 10:17 pm
- Oczywiście, że doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale nie martw się. Przypomnę Ci dzień wcześniej i w samym dniu spotkania, także bez obaw. - odpowiedział; bo przecież nie znał Dantego od wczoraj i doskonale wiedział, że Levasseurowi zdarzało się zapomnieć o TAK WAŻNYCH spotkaniach. Stanowili zgrany duet - jeden zapominał, drugi się spóźniał, razem mogli mieć WSZYSTKO.
Parsknął śmiechem, słysząc ripostę, która normalnie powaliła go na kolana - i to prawie dosłownie, bo mało brakowało, a zleciałby z kanapy, ale koniec końców utrzymał równowagę (byłoby inaczej, gdyby był pijany).
- Tak, tak. Ciekawe, czy tak samo powiesz za hm… daje dwa miesiące? No dobra, trzy. - odparł, unosząc trzy palce; dając sobie bezpiecznie jeszcze miesiąc zapasu, ponieważ uważał, że coś WIĘCEJ się zacznie i to była wyłącznie kwestia czasu, aczkolwiek gdyby miało się okazać inaczej, będzie… ZASKOCZONY. A wszystko przez te kanapki. w sensie, Eric po prostu uważał, że po pierwsze, Elsa mogła pozwolić mu spać w samochodzie albo nie uwzględniać przy śniadaniu, a JEDNAK UWZGLĘDNIŁA, więc no, dla Erica sprawa była całkiem jasna. Aż zabawnie poruszył brwiami.
- To sie w sumie szanuje. Kto wie gdzie byś wylądował, gdyby nie zareagowała… - spoważniał na chwilę Stones, bo naprawdę wiele scenariuszy mogło się spełnić a sam Dante mógł wylądować… nawet poza miastem - Ericowi raz czy dwa… no okej, kilka razy tak się zdarzyło, gdy przesadził i był pewien, że taksówkarz wiezie go pod sam dom, a okazywało się, że lądował np w Mississaudze albo Brampton - czuł się tam jak dziecko we mgle, a ludzie też na niego patrzyli z czymś pokroju przerażenia połączonego z zaskoczeniem.
- Hm… trzeba pomyśleć nad czymś, co mógłbyś mieć przy sobie, by było wiadomo, gdzie Cię zawozić albo… musisz mi pisać, gdzie jesteś. - stwierdził, bo przecież aktualizacja miejsca pobytu Dantego, kiedy ten szedł chlać, wysłana SMS-em czy tam przez jakiekolwiek social media, wydawała się Stonesowi jakimś pomysłem - o ile sam nie byłby też na chlaniu lub nie chlaliby razem, to istniało spore prawdopodobieństwo, iż przyjechałby po i do kumpla. Aczkolwiek trochę wiedział jak to jest, kiedy wpadło się w klubowy wir… nagle telefon przestawał być potrzebny, ostatecznie był używany do wykonania foteczki (albo foteczek), które oglądano następnego dnia z komentarzem Co ja odjebałem? lub Co to kurwa jest?
- Dokładnie też tak uważam. Ciekawe, że zamiast się wkurwiać wolała Cię uhm… nakarmić. Pewnie następnym razem Ty nakarmisz ją. - opdpowiedział, uderzając Dantego w ramię. No a tak serio, nie rozumiał też tego zachowania Elsy, no ale cóż, plus był taki, że Levasseur nie słuchał krzyków z rana, tylko zjadł - zapewne całkiem smaczne - śniadaine, dzięki czemu, nie wracał do domu z pustym brzuchem.
- Mhm… za każdym razem, jak wchodzisz do klubu, to powinni puszczać troublemaker. - rzucił, przypominając sobie o istnieniu tej piosenki. Drugą opcją było przyklejenie Dantemu taśmy na usta - albo sam powinien to robić - przed wejściem do klubu, bo może wtedy nikogo by nie wkurwił na tyle, by chciano mu przywalić.
- Obym któregoś dnia nie musiał Cię odwiedzać na sorze. - rzucił nagle, a zaraz po tych słowach odezwał się dzwonek do drzwi, więc Eric, przekonany, iż to dostawca z zamówionym jedzeniem, wstał i poszedł je otworzyć - miał rację. Odebrał zamówienie od dostawcy, a następnie wrócił na swoje miejsce, kładąc pizzę przed sobą i od razu urywając jeden kawałek, by zacząć go konsumować oraz popijać piwkiem.
Dante Levasseur
Parsknął śmiechem, słysząc ripostę, która normalnie powaliła go na kolana - i to prawie dosłownie, bo mało brakowało, a zleciałby z kanapy, ale koniec końców utrzymał równowagę (byłoby inaczej, gdyby był pijany).
- Tak, tak. Ciekawe, czy tak samo powiesz za hm… daje dwa miesiące? No dobra, trzy. - odparł, unosząc trzy palce; dając sobie bezpiecznie jeszcze miesiąc zapasu, ponieważ uważał, że coś WIĘCEJ się zacznie i to była wyłącznie kwestia czasu, aczkolwiek gdyby miało się okazać inaczej, będzie… ZASKOCZONY. A wszystko przez te kanapki. w sensie, Eric po prostu uważał, że po pierwsze, Elsa mogła pozwolić mu spać w samochodzie albo nie uwzględniać przy śniadaniu, a JEDNAK UWZGLĘDNIŁA, więc no, dla Erica sprawa była całkiem jasna. Aż zabawnie poruszył brwiami.
- To sie w sumie szanuje. Kto wie gdzie byś wylądował, gdyby nie zareagowała… - spoważniał na chwilę Stones, bo naprawdę wiele scenariuszy mogło się spełnić a sam Dante mógł wylądować… nawet poza miastem - Ericowi raz czy dwa… no okej, kilka razy tak się zdarzyło, gdy przesadził i był pewien, że taksówkarz wiezie go pod sam dom, a okazywało się, że lądował np w Mississaudze albo Brampton - czuł się tam jak dziecko we mgle, a ludzie też na niego patrzyli z czymś pokroju przerażenia połączonego z zaskoczeniem.
- Hm… trzeba pomyśleć nad czymś, co mógłbyś mieć przy sobie, by było wiadomo, gdzie Cię zawozić albo… musisz mi pisać, gdzie jesteś. - stwierdził, bo przecież aktualizacja miejsca pobytu Dantego, kiedy ten szedł chlać, wysłana SMS-em czy tam przez jakiekolwiek social media, wydawała się Stonesowi jakimś pomysłem - o ile sam nie byłby też na chlaniu lub nie chlaliby razem, to istniało spore prawdopodobieństwo, iż przyjechałby po i do kumpla. Aczkolwiek trochę wiedział jak to jest, kiedy wpadło się w klubowy wir… nagle telefon przestawał być potrzebny, ostatecznie był używany do wykonania foteczki (albo foteczek), które oglądano następnego dnia z komentarzem Co ja odjebałem? lub Co to kurwa jest?
- Dokładnie też tak uważam. Ciekawe, że zamiast się wkurwiać wolała Cię uhm… nakarmić. Pewnie następnym razem Ty nakarmisz ją. - opdpowiedział, uderzając Dantego w ramię. No a tak serio, nie rozumiał też tego zachowania Elsy, no ale cóż, plus był taki, że Levasseur nie słuchał krzyków z rana, tylko zjadł - zapewne całkiem smaczne - śniadaine, dzięki czemu, nie wracał do domu z pustym brzuchem.
- Mhm… za każdym razem, jak wchodzisz do klubu, to powinni puszczać troublemaker. - rzucił, przypominając sobie o istnieniu tej piosenki. Drugą opcją było przyklejenie Dantemu taśmy na usta - albo sam powinien to robić - przed wejściem do klubu, bo może wtedy nikogo by nie wkurwił na tyle, by chciano mu przywalić.
- Obym któregoś dnia nie musiał Cię odwiedzać na sorze. - rzucił nagle, a zaraz po tych słowach odezwał się dzwonek do drzwi, więc Eric, przekonany, iż to dostawca z zamówionym jedzeniem, wstał i poszedł je otworzyć - miał rację. Odebrał zamówienie od dostawcy, a następnie wrócił na swoje miejsce, kładąc pizzę przed sobą i od razu urywając jeden kawałek, by zacząć go konsumować oraz popijać piwkiem.
Dante Levasseur